Futbolowa Rebelia. Tak się nazywamy i do tej pory głównie z naszą twórczością kojarzyło mi się to określenie. Jednak obserwując to, co się ostatnio dzieje na piłkarskim rynku uświadomiłem sobie, że także do działań arabskich klubów pasuje ono jak ulał. Praktycznie codziennie słyszymy o kolejnym rozpoznawalnym piłkarzu, który ma się przenieść do Saudi Pro League. Oczywiście, to nie pierwsza taka sytuacja kiedy jakiś pozaeuropejski rynek próbuje stworzyć konkurencję dla Starego Kontynentu – próbowała MLS, próbowali Azjaci. Jednak nikomu do tej pory nie udało się to na taką skalę, nikt nie dysponował tak ogromnymi pieniędzmi – zdecydowanie można więc mówić o swoistej rebelii w świecie piłki nożnej.
Ronaldo przyciągnął resztę?
Chwilę przed mundialem w Katarze Cristiano Ronaldo odpalił prawdziwą bombę – w obszernym wywiadzie u Piersa Morgana stwierdził, że Manchester United wbił mu nóż w plecy i nie widzi swojej przyszłości na Old Trafford. Po tych słowach stało się jasne, że to koniec Portugalczyka, którego frustracja z powodu rzadkich występów od momentu przejęcia ekipy przez Erika Ten Haga rosła, w zespole Czerwonych Diabłów. Wszyscy zastanawiali się, gdzie trafi – mówiło się o Bayernie, Napoli czy Chelsea, sam zawodnik chciał jeszcze spróbować swoich sił na najwyższym poziomie. Rezultat był jednak bardziej rozczarowujący – w mediach nagle pojawiła się informacja, że Cristiano rozmawia z arabskim Al-Nassr i niedługo potem został on oficjalnie zaprezentowany w drużynie z Arabii Saudyjskiej. Futbolowi znawcy wydali wyrok – to koniec Ronaldo w piłce na najwyższym poziomie, odszedł na peryferia sportu, do piłkarskiego Trzeciego Świata.
Zdawały się to potwierdzać obrazki z prezentacji w nowym klubie – on i jego rodzina nie wyglądali na zachwyconych, pomimo wszechobecnego wokół nich przepychu. Portugalczyk nie zaliczył spektakularnego wejścia do nowej ligi, jednak z czasem jego wpływ na drużynę był coraz bardziej widoczny – zdobywał bramki i asysty, stał się jednym z topowych strzelców ligi. Ale nie to w tej historii jest najważniejsze. Kilka tygodni po przyjściu do Arabii po jednym z meczów udzielił wywiadu, w którym chwalił poziom ligi, wyraził przekonanie, że topowi piłkarze będą ją zasilać i ma ona potencjał, żeby stać się jedną z lig TOP 5. Oczywiście został wyśmiany przez opinię publiczną. Kibice nie wierzyli, że piłkarze masowo będą opuszczać Stary Kontynent i wyjeżdżać, by grać w piłkę na Półwyspie Arabskim. Panowało przekonanie, że będą to tylko pojedyncze przypadki.
Wszyscy wiemy, co stało się potem i co dzieje nadal na naszych oczach. Prawie nie ma dnia, żeby media nie mówiły o kolejnym piłkarzu, który ma zaraz podpisać kontrakt z którymś z klubów z Saudi Pro League. I nie są to co prawda piłkarze z pierwszego szeregu, jak Lewandowski, Haaland czy Mbappe – owszem, im też saudyjskie zespoły składają oferty, lecz na razie to dla nich wciąż nieosiągalna sfera – ale na pewno zawodnicy dobrze znani kibicom. Niedawno Cristiano znów udzielił wywiadu mediom po meczu Al- Nassr i jego słowa, choć kontrowersyjne, każą wrócić pamięcią do tych sprzed kilku miesięcy.
Otworzyłem drogę do ligi saudyjskiej… a teraz wszyscy zawodnicy przyjeżdżają tutaj. Moja decyzja o dołączeniu do saudyjskich klubów była w 100% kluczowa, aby sprowadzić nowych najlepszych graczy. To fakt. Kiedy dołączyłem do Juventusu, Serie A była martwa, a po moim transferze… odrodziła się. Gdziekolwiek Cristiano nie pójdzie, generuje większe zainteresowanie. Krytykowali mnie za przyjście do Ligi Saudyjskiej, ale co się teraz stało? Otworzyłem drogę… i teraz wszyscy piłkarze tu przyjeżdżają.
To fragment wywiadu. Jednak czy naprawdę chodzi tylko o Ronaldo? Czy to on był głównym czynnikiem, dla którego inni zawodnicy zdecydowali się szukać wyzwań na arabskiej pustyni? Wydaje się, że taka teza byłaby zdecydowanym spłaszczeniem tematu.
Ogromne pieniądze pompowane przez państwo
W czerwcu 2023 Państwowy Fundusz Inwestycyjny (PIF) poinformował o przejęciu 75% udziałów w czterech historycznie największych arabskich klubach (Al-Ittihad, Al-Ahli, Al-Hilal i Al-Nassr). I zaczęło się. Pierwszym wielkim transferem tego lata do Arabii było przyjście Karima Benzmy do Al- Ittihad. Za tym sensacyjnym ruchem (bo wydawało się, że Francuz jeszcze na rok zostanie na Santiago Bernabeu), poszły kolejne – N’Golo Kante stał się klubowym kolegą zdobywcy ostatniej Złotej Piłki, a do Al-Hilal dołączyli Kalidou Koulibaly, Ruben Neves czy Sergej Milinković-Savić. Wracające do ligi Al-Ahli zasilili na przykład Edouard Mendy czy Allan Saint-Maximin. Do Cristiano Ronaldo w Al-Nassr dołączyli Marcelo Brozović czy gwiazda Lens, Seko Fofana. Piłkarze z kończącymi się kontraktami w topowych klubach, którzy wciąż mogli pograć na najwyższym poziomie w innych europejskich zespołach, tacy jak Roberto Firmino, oraz młodsze talenty, które spokojnie mogłyby się dopiero pokazać w czołowych ekipach, jak portugalski skrzydłowy Jota z Celtiku – kluby z Arabii „targetują” różne grupy piłkarzy. Zdecydowana większość z nich trafiła do któregoś ze wspomnianych wcześniej czterech zespołów, jednak nie tylko one mają ambicje – na przykład kapitan Liverpoolu Jordan Henderson został skuszony przez Al- Ettifaq, którego szkoleniowcem niedawno został słynny Steven Gerrard.
I właśnie trenerzy to kolejna grupa kuszona przez Saudyjczyków. Jednym z nich został dobrze nam znany Czesław Michniewicz, który objął Abha Club, jednak to z pewnością nie najmocniejsze nazwisko z puli, bowiem Al-Ahli przewodzić będzie były trener Salzburga, Matthias Jaissle, a na radarze Arabów byli także ostatnio między innymi Marco Silva z Fulham czy nasz kolejny dobry znajomy – Fernando Santos.
Skierowanie wzroku także ku trenerom nie dziwi, jeśli w Arabii chcą budować system kompleksowo, jednak poważną wadą jest z pewnością brak zwrócenia uwagi na szerszy system szkolenia kraju, w którym fachowcy mogliby pracować z grupami od najmłodszych kategorii wiekowych, bazując na zagranicznych wzorcach. To, czy takie rozwiązania zostaną w Arabii wprowadzone, to melodia przyszłości, jednak z pewnością na ten moment, gdy Saudyjczycy wchodzą na światową scenę, chcą to zrobić z przytupem, a więc nie działając po cichu, budując futbol od podstaw, a właśnie zwracając uwagę wszystkich na to, kogo ściągają do grania pierwszych skrzypiec w rodzimej lidze. Wielu ekspertów krytykuje taką kolejność i zwraca uwagę, że może być to czynnik, przez który nowym graczom ciężko będzie wejść na szczyt i rozsiąść się na nim na długo, jednak tu argumentem na korzyść Arabów są oczywiście pieniądze – mają ich jak lodu, więc mogą sobie pozwolić na transfery coraz głośniejszych nazwisk. Mieli je jednak od dłuższego czasu, więc skąd nagle taki boom na rozwój piłki ligowej akurat teraz?
Oczywiście chodzi o przejęcie inwestycji w sport w głównej mierze przez państwo, czego najbardziej jaskrawym przykładem jest wspomniany Państwowy Fundusz Inwestycyjny. Powstał on w kraju po to, aby zmniejszyć uzależnienie budżetu od eksportu ropy naftowej, której zasoby przecież kiedyś się skończą. To bardzo istotna część projektu „Saudi Vision 2030” – Arabowie chcą teraz inwestować w obszary takie jak turystyka, sport, finanse czy produkcja. Rewolucja na piłkarskim rynku to więc nie żaden niekontrolowany chaos spowodowany przez rozkapryszoną grupę bogatych ludzi, a przemyślana, kierowana odgórnie przez państwo akcja. Akcja, która może zmienić cały świat futbolu – już mówi się o tym, że UEFA może przyznać dzikie karty klubom z Saudi Pro League na grę w Lidze Mistrzów. Nieograniczone zasoby finansowe, które pozwalają piłkarzom na zarobki kilka razy większe niż w Europie, na pewno będą przyciągały następnych. Czysto po ludzku ciężko ich winić za taki stan rzeczy, ponieważ kariera sportowca trwa kilkanaście lat, a grając w tak bogatej lidze, ma on warunki, aby zapewnić dostatnie życie sobie i całej rodzinie na długie lata – w takim tonie wypowiadał się po przejściu do Al-Hilal Ruben Neves. Gdy w grę wchodzą tak olbrzymie fundusze, morały o tym, że Saudyjczycy przecież notorycznie łamią prawa człowieka, niestety przestają mieć większe znaczenie…
Co dalej?
Jak to zwykle bywa, na początku tego transferowego boomu wszyscy byliśmy w szoku, jednak w tym momencie zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że Fabrizio Romano i inni dziennikarze co dzień raczą nas kolejnymi newsami o zawodnikach emigrujących na Półwsysep Arabski. Szok zmienił się powoli w strach o to, co nas czeka w dalszej kolejności. Tu należy wrócić do słów Cristiano Ronaldo – być może jest szansa, że w ciągu kilku lat liga arabska osiągnie poziom czołowych, albo przynajmniej solidnych lig europejskich. Czy coraz więcej kibiców będzie śledzić poczynania nowych saudyjskich nabytków, a co za tym idzie, uwaga rynku medialnego z całego świata skupi się także na tamtym zakątku świata? Czy UEFA wymyśli jakieś narzędzia, które zatrzymają odpływ graczy ze Starego Kontynentu? A może oni sami zniechęceni egzotycznym klimatem i zderzeniem z inną kulturą będą wracać do Europy mimo dużo większych zarobków w lidze saudyjskiej?
Zapraszam Was do dyskusji na ten temat w komentarzach pod tekstem. Czy Waszym zdaniem jesteśmy świadkami saudyjskiej futbolowej rebelii?
Dodaj komentarz