Józef Kremer w „Kartkach z podróży” pisał: „W Neapolu pobożność niczym smutnym i ponurym się nie cechuje; jest ona, można rzec, obrazem tego jasnego nieba, tego morza błyszczącego, tej Kampanii szczęśliwej, które lud ma ciągle przed oczyma. (…) Jemu potrzeba kościołów pełnych światła, od marmurów i złota lśniących.” Gdy w 1984 roku do Neapolu trafił Diego Maradona, okazał się dla tego miasta, właśnie kimś w rodzaju lśniącego światła, którego blask oświetlił najciemniejsze jego zakamarki. Dwa mistrzostwa Italii sprawiły, że Neapol miał tylko jednego Boga – Diego.
Kult Diego, czyli wiara w kolejne scudetto
Dziś Napoli jest na najlepszej drodze, by ponownie światło w pełni rozbłysnęło tak jak w 1987 i 1990 roku. Fenomenu sakralności Maradony dla neapolitańczyków nikomu nie trzeba opisywać. Wystarczy przespacerować się wąskimi uliczkami miasta, by natknąć się na ołtarzyki, koszulki, flagi z wizerunkiem Diego. Uwielbienie Maradony to mieszanka prawdziwego kultu, pasji i miłości. Wielu pisarzy podkreśla, że Maradona został uznany przez neapolitańczyków za jednego z nich. Przede wszystkim z powodu swoich skromnych korzeni, ale również przez swą buntowniczą naturę. Hiszpański pisarz Manuel Vazquez Montalbana opisał go jako „ucieleśnienie mitu o wyzwoleniu marginesu społecznego”. „La Republica z 11 maja 1987 roku świętowanie zdobycia scudetto przez Napoli z Diego opisała następująco: „O 19:30 całe wybrzeże, od Mergeliny aż do placu Municipio, stało się, jednym wielkim falującym błękitnym wężem, śpiewającym, podskakującym i tańczącym”.
Przed kilkunastoma dniami oglądaliśmy zdjęcia, nagrania z fanatycznymi kibicami z Argentyny, którzy świętowali Mistrzostwo Świata. Zdjęcia z Buenos Aires przypominają sceny opisane przez włoską „La Repubilcę” sprzed ponad 34 lat. Tamtejsza społeczność, dla której futbol to coś więcej niż religia przypomina właśnie kibiców z południa Włoch. Pasja, która neapolitańczykom pozwala marzyć o upragnionym scudetto. Mimo niepowodzeń w przeszłości, ich wiara w mistrzowski tytuł co roku jest ta sama. Gdy w 1986 roku Argentyna z Maradoną zdobywała Mistrzostwo Świata, jego Napoli sezon kończyło jako mistrz kraju. Niedawno zakończony mundial to również triumf Albicelestes. W Serie A Napoli jest na szczycie tabeli…
Styczeń prawdy
Azzurri rok 2023 rozpoczną z handicapem +8, bo tyle wynosi ich przewaga nad drugim w tabeli AC Milan. Już dziś czeka ich nie lada wyzwanie. W pierwszym meczu w 2023 roku Napoli jedzie do Mediolanu na mecz z Interem. Przeciwko Interowi, w erze De Laurentiisa, Azzurri zagrali dwa razy w pierwszym meczu nowego roku i w obu okolicznościach zostali pokonani. Tym razem sprawy mogą potoczyć się inaczej, ponieważ Napoli przyjeżdża na San Siro silne, jako lider Serie A, a także tytułem – efemerycznym – mistrza z 2022 roku z 81 punktami w 34 meczach (25 zwycięstw, 6 remisów i tylko 3 porażki przy 76 strzelonych golach i 29 straconych). Dlatego Azzurri mają świadomość swojej wartości, ale w ten sam sposób będą musieli stawić czoła nieznanemu, jakim jest restart rozgrywek.
Napastnik Interu, Romelu Lukaku swojego najbliższego rywala chwali tak: „Spalletti wykonał świetną robotę, musimy to podkreślić. Mają naprawdę silnych zawodników, ostatnio byłem poza grą i widziałem wiele ich meczów. Napoli jest w dobrym momencie. Są pierwsi w tabeli. Mamy szacunek, ale nie strach”.
Trener ekipy spod Wezuwiusza ma komfort przy wyborze podstawowej jedenastki, bo na mecz z Interem ma wszystkich dostępnych zawodników. Do składu wracają po kontuzji Demme, Meret i przede wszystkim Kvaratskhelia. Gruzin na jesień prezentował kapitalną formę, notując 6 trafień i 5 asyst. Po mundialowej przerwie wracają także Piotr Zieliński, Anguissa i Hirving Lozano. Bilety na spotkanie w Mediolanie już dawno się rozeszły, ale mecz z Interem będzie jednym z wielu finałów podczas tego sezonu. Styczeń dla Napoli zapowiada się niezwykle ekscytujący, bo na rozkładzie mają jeszcze Juventus oraz AS Romę. Napoli w tym sezonie jeszcze nie zaznało smaku porażki, w 15 spotkaniach zwyciężali aż 13-krotnie i 2 remisowali (z Lecce i Fiorentiną). Gdy w 1987 roku zdobywali swoje pierwsze w historii mistrzostwo Italii, potknęli się tylko trzykrotnie, m.in. z Interem. Dziś na południu Włoch jest spora wiara, by w Neapolu znowu blask błękitu nieba oraz morza rozświetliły Kampanię, by na koniec sezonu, tak jak w maju 1987 roku, Neapol przypominał niebieskiego węża – tańczącego i podskakującego – a miasto miało swojego króla. Króla Don Pietro czy też Kwaradonę.
P.S.
Na koniec bardzo prosimy o wsparcie zbiórki charytatywnej dla chorego na SMA Romusia. W poniższym tweecie znajdziecie link do wielu interesujących licytacji, które oferują również możliwość nabycia licznych pamiętek piłkarskich.
Dodaj komentarz