Perfekcjonizm i antyfutbol – o sobotnim starciu trenerskich osobowości na La Cartuja w rozmowie z Filipem Kubiaczykiem

Już dziś o godz. 22:00 odbędzie się finał Pucharu Króla Betis – Valencia. Tym razem nie ma Realu czy Barcelony w decydującym starciu, ale to dwaj trenerzy tyleż arcyciekawi, co różniący się fundamentalnie zadbają, byśmy się nie nudzili. Ten mecz ma większy wymiar niż większość innych spotkań. O swoich przewidywaniach, odczuciach z tej edycji Copa del Rey, ale też o… piłkarskiej detronizacji Burbonów mówi hispanista, prof. UAM dr hab. Filip Kubiaczyk. To, co brzmi tak enigmatycznie, ma miejsce na trybunach.

B.N.: Zacznijmy od ciekawego starcia trenerów. Doświadczony, stonowany (zupełnie nie jak Latynos) Manuel Pellegrini, człowiek stworzony do zachwycania w klubach z potencjałem, ale spoza elity. Choć był w Realu Madryt i Manchesterze City, ceni się go za pracę w Villarrealu i Maladze, a teraz w Betisie.

F.K.: Tak, Pellegrini to nietuzinkowy człowiek i trener. Największą miarą jego sukcesu i trenerskiego potencjału jest właśnie to, co osiągnął w klubach takich jak Villareal CF i Málaga CF, a obecnie w Realu Betis. Poradził sobie również w Anglii, zdobywając mistrzostwo z Manchesterem City. Jeśli Real Betis wyjdzie zwycięsko z finałowej batalii, będzie to z pewnością wielki sukces chilijskiego trenera i potwierdzenie, że jego talent najpełniej objawia się w klubach, które dysponując kadrą piłkarzy z dużym potencjałem, potrzebują trenera potrafiącego w umiejętny sposób doprowadzić ich do sukcesu.

Emanuje spokojem, ma naturę milczka, ale to człowiek renesansu, który potrafi inspirować innych

Istotnie, Pellegrini uchodzi za spokojnego trenera, który mówi mało, a jak już się odezwie, to zwięźle i rzeczowo. Podchodzi do futbolu w sposób pragmatyczny. To intelektualista, interesujący się sztuką, literaturą i muzyką. Uważa, że trener, który nie ma zainteresowań poza futbolem, nie może być dobrym szkoleniowcem. Nie rozpala emocji podczas konferencji prasowych, nie jest skandalistą, a miejscem, w którym czuje się najlepiej, jest piłkarska szatnia, w której może przekazać swoim piłkarzom rady jak dobrze grać, aby wygrać. To jego królestwo.

No i jednego nie można mu odmówić. Na pewno ma autorytet

Tak, piłkarze słuchają go, ufają mu, wierzą w jego słowa. Następnie wychodzą na murawę i starają się zrealizować wytyczne trenera. Ta symbioza trener-piłkarze sprawdziła się praktycznie w każdym z klubów, które prowadził. Choć warto dodać, że sam Pellegrini jest skromny i twierdzi, że w futbolu trenerzy nie są najważniejsi. Według niego postawa drużyny w 80 procentach zależy od indywidualnej postawy zawodników.

Rywal Pellegriniego to Jose Bordalas. Jego Getafe grało brutalnie, agresywnie, a on tworzył wizję twierdzy oblężonej. W Valencii nie porzucił brudnych sztuczek. Wielokrotnie ścierał się z trenerami werbalnie, kiedyś doszło prawie do rękoczynów z Marcelino. To konfrontacja romantyzmu i antypatii?

Nie wiem, czy Bordalás jest nielubiany jako człowiek, ale jako trener z pewnością jest niewygodny dla trenerów drużyn, które stają na drodze tej, którą aktualnie prowadzi. Generalnie drużyny, które trenuje, znane są z nieczystej i agresywnej gry. Najpełniej objawiło się to w czasie kiedy był trenerem Getafe CF. Tzw. „styl Bordalasa” polega na twardej grze, powtarzających się faulach na przeciwniku i nieustannym  przerywaniu gry. Niektórzy określają futbol, który preferuje Bordalás mianem nieuczciwego, antyfutbolu, czy – jak to określił Marcelino García Toral, trener Athletic Bilbao – „futbolu na pograniczu przepisów”.  Praktycznie nie ma w Hiszpanii trenera, z którym Bordalás nie miałby większego lub mniejszego spięcia czy utarczki słownej.

Ale na tym trenerze ta awersja innych wobec niego  nie robi chyba wrażenia.

On sam rzeczywiście nie przejmuje się krytyką jego stylu, twierdząc, że służy ona jego oponentom wyłącznie do usprawiedliwiania własnych porażek i niepowodzeń, a także do deprecjonowania jego pracy. Uważa, że jego zespoły mają swój oryginalny styl, a to, że drużyna, która prowadzi w meczu, nie zwiększa intensywności gry, jest dla niego zjawiskiem powszechnym. A jeśli chodzi o najbliższy mecz finałowy, to z pewnością będzie to starcie trenerskich osobowości i charakterów, stylu opartego na fizyczności ze stylem opartym na piłkarskiej finezji. Pellegrini ma większe doświadczenie trenerskie niż Bordalás, co nie oznacza, że wyjdzie z tej rywalizacji zwycięsko.

Teraz w Hiszpanii zasypuje się pochwałami Karima Benzemę, Lukę Modrica czy młodych artystów – Pedriego i Gaviego, a czy na finalistów CdR możemy spojrzeć przez pryzmat indywidualności, a może o sile drużyn stanowi kolektyw?

Oba zespoły to jednak przede wszystkim kolektyw i charyzmatyczni trenerzy. Oczywiście Los Béticos i Los Ches mają w swoich składach piłkarzy, którzy „robią różnicę”, jednak nie są to gwiazdy pokroju Modrića czy Benzemy. Zaryzykuję jednak i powiem, że zbliżający się finał może być rywalizacją między Borją Iglesiasem i Carlosem Solerem. Iglesias to już doświadczony, 29 letni napastnik mający niesamowity instynkt strzelecki, który w obecnym sezonie ligowym zdobył 9 goli, do których dołożył 4 w rozgrywkach Copa del Rey. Soler, o kilka lat młodszy od niego, to zawodnik o świetnej technice, który jest w stanie w pojedynkę przesądzić o losach meczu, zarówno precyzyjnym podaniem jak i strzałem na bramkę (w tym sezonie trafił do siatki w lidze 11 razy). Oczywiście może się też okazać, że bohaterem finału zostanie Moriba, Diakhaby, Duro (Valencia CF) albo Fekir, Canales lub… weteran Joaquín (Real Betis). Futbol jest przecież nieprzewidywalny.

Wydaje się, że w Betisie każdy element układanki jest ważny, ich połączenie tworzy spójną całość. Alex Moreno to czołówka wśród lewych obrońców w lidze, a to mocno obsadzona pozycja. William Carvalho dzięki wsparciu Guido Rodrigueza często rusza do przodu i stać go na finezję. Czaruje Nabil Fekir, a inteligencją imponuje Sergio Canales – piłkarz wytrawny. W Valencii w przekroju całego sezonu można chyba wyróżnić dwóch graczy: Goncalo Guedesa i zżytego z klubem właśnie, wspomnianego już, Carlosa Solera.

W tym sezonie Real Betis jest takim Atlético Madryt w sferze mentalnej, jednak bez agresji, jaką charakteryzują się piłkarze Simeone. Jej miejsce zajęła finezja, kunszt i dopracowanie piłkarskich detali – znak firmowy Pellegriniego. Jako zespół działa jak prawdziwa maszyna. Czasami się zacina, ale generalnie funkcjonuje znakomicie. Carvalho niesamowicie porusza się z piłką przy nodze, wnosi dużo zarówno w defensywie, jak i ofensywie i charakteryzuje się boiskową inteligencją, która przejawia się w tym, że momentalnie podejmuje dobre decyzje, Fekir imponuje siłą fizyczną i nieustępliwością a Canales efektowanie dogrywa do partnerów i pięknie strzela. Do tego jest jeszcze Joaquín…

Tak, zapomniałem o najstarszym uczestniku finału jeśli chodzi o piłkarzy.

To żywa legenda klubu, nie tylko potrafi pomóc swoim kolegom na boisku, ale także jak mało kto umie ich zmotywować. Jego przemowa w szatni przed rewanżowym meczem półfinałowym z Rayo to połączenie pasji do futbolu, miłości do klubu i wezwania do walki dla jego chwały oraz radości wiernych mu kibiców. Real Betis to zespół kompletny. Ma wszystko, aby zwyciężyć w finale. Z kolei Valencia CF to nie tylko Guedes i Soler, choć to z pewnością dwa najjaśniejsze punkty „Nietoperzy” w tym sezonie. To także utalentowani Hugo Duro i Ilaix Moriba. Największą szansę Valencii CF na zwycięstwo upatruję jednak w skutecznej realizacji planu taktycznego, jaki na ten mecz przygotuje dla swoich piłkarzy Bordalás.

Valencia to dziwny klub. Gdy w 2019 triumfowała w CdR, Marcelino za karę został zwolniony, bo miał skupić się na lidze. Podczas gdy Betis na prośbę trenera przedłużył kontrakty z Moreno, Fekirem i Canalesem, Dani Parejo (legenda Valencii) odszedł z Mestalla w 2020, a inni identyfikujący się z Los Ches – Jose Gaya i Carlos Soler byli traktowani tak, że mogli czuć się niechciani. Peter Lim sięgnął dna? Mimo tak absurdalnego zarządzania klubem oni zagrają w finale…

W tym sezonie La Liga „Nietoperze” są w środku tabeli, triumf w Pucharze Króla jest dla nich szansą na grę w europejskich pucharach. Byłby także kojącym balsamem na zatroskaną duszę kibiców z Mestalla, którzy są spragnieni sukcesów i mają dość sposobu, w jaki jest zarządzany ich klub. Myślę, że Bordelás zrobi wszystko, by wygrać ten mecz. Nie ważne w jakim stylu, ważne, aby osiągnąć sukces. Futbol jest grą paradoksów i czasami, kiedy w klubie dzieje się źle, istnieją napięcia między kibicami i władzami, drużyna gra dobrze i odnosi sukcesy. W pierwszej części sezonu La Liga przykładem tego było Rayo Vallecano, a w tej edycji Pucharu  Króla pokazuje to Valencia CF.

To słuszna analogia. Chociaż konflikt kibiców Rayo, szczególnie ultrasów, z prezydentem Presą nie nabrał takiego rozgłosu, gdyż ma miejsce w klubie małym, dzielnicowym, natomiast Valencia przed laty gościła na europejskich salonach i choćby z racji tego fanaberie Lima są trudne do zrozumienia. Ale dobrze, że obecny trener Los Ches dba o morale, tego chyba nie można mu odmówić?

Bordalás od pierwszego dnia swojej pracy w klubie domaga się istotnych wzmocnień, jednak potrafił zadowolić się tym, co ma i co otrzymał i zamiast narzekać, robi wszystko, aby pokazać, że może odnieść sukces. Tym różni się od Ronalda Koemana, który gdy był trenerem FC Barcelony, zasłynął ze słynnych już słów „jest, jak jest”, które były dla niego wygodną wymówką tłumaczącą niepowodzenia, a tak naprawdę wskazywały na ograniczenia jego trenerskiego warsztatu. Bordalás jest inny: nie narzeka na to, co ma w klubie, jego podejście do określonej rzeczywistości piłkarskiej, w jakiej przyszło mu pracować, zawiera się w chęci udowodnienia, że może osiągnąć sukces mimo przeszkód. To dla niego rodzaj testu charakteru i walka z przeciwnościami losu. Wydaje mi się, że o sile Valencii CF decyduje w dużej mierze jedność szatni. Pamiętajmy jednak, że nie byłoby jej gdyby nie osoba trenera. W tym sensie Bordalás jest podobny do swojego adwersarza z Realu Betis. Różni ich wszystko, ale łączy pozytywny wpływ, jaki obaj potrafią wywrzeć na swoich zawodników. Z tego też względu w sobotę czeka nas na La Cartuja fascynujące starcie trenerskich osobowości!

Chyba trochę szkoda Athleticu Bilbao? Przegrali dwa ostatnie finały, także finał Superpucharu Hiszpanii. To było poruszające, gdy Inaki Williams kazał Nico uszanować medal, bo Athletic rzadko gra w jakichkolwiek finałach. Mecz na San Mames z Barceloną (3:2 po dogrywce) to chyba największe partidazo tej edycji i ci kibice pełni pasji…

Athletic nie na darmo jest nazywany Rey de Copas (królem tych rozgrywek), co odnosi się do liczby zdobytych przez niego trofeów (23), w czym ustępuje tylko FC Barcelonie (31). Athletic zawsze traktuje rozgrywki Pucharu Króla bardzo poważnie. Inna sprawa, że ostatni triumf odniósł w nich w 1984 roku. Ostatnio Los Leones przegrali dwa finały z rzędu, co dla ich kibiców jest szczególnie bolesne. W obecnej edycji Athletic grał naprawdę dobrze i widowiskowo, w efektowny sposób wyeliminował FC Barcelonę i Real Madryt a oba mecze były bardzo emocjonujące, jednak potknął się na Valencii CF. To jest właśnie piękno futbolu. Ale już niedługo rozpocznie się nowa edycja Pucharu i Athletic ponownie będzie robił wszystko, aby przynajmniej dojść do finału tych rozgrywek.

Nazwał Pan Puchar Króla piłkarską detronizacją Burbonów. Tym razem jednak chyba nikt nie będzie kontestował króla? To specjalność separatystów baskijskich i katalońskich (pamiętny finał CdR na Camp Nou i wygwizdany hymn w obecności króla). Choć gdy w 2019 Valencia grała w finale z Barceloną, to kibice Los Ches skandowali: Niech żyje Hiszpania!

Z pewnością ten finał nie będzie finałem politycznym, będzie widowiskiem czysto sportowym. Nie będzie buczenia na hymn i gwizdów na króla. Zresztą ostatnie dwa finały też takie były, mimo że spotkały się w nich drużyny z Kraju Basków i Katalonii – chodzi o mecze Athletic-Real Sociedad San Sebastián (2020) oraz Athletic-FC Barcelona (2021). Stało się tak jednak wyłącznie z uwagi na pandemię koronawirusa i fakt, że odbyły się bez kibiców. Moim zdaniem, gdyby katalońscy i baskijscy kibice byli obecni na trybunach podczas tych finałów, mielibyśmy do czynienia z protestem na niespotykaną dotąd skalę przeciwko Hiszpanii i królowi. Stałoby się tak nie tylko z uwagi na ostatnie wydarzenia w Katalonii, ale także okoliczności związane z meczami La Roja, które miały odbyć się na stadionie San Mamés w ramach mistrzostw Europy 2020 i wnioskiem Baskijskiej Federacji Piłkarskiej do FIFA i UEFA o jej oficjalne przyjęcie w ich struktury.

To prawda, nawet premier Pedro Sanchez wypowiadał się w tej sprawie. A wracając do Copa del Rey, starcia Barcelona-Athletic zawsze zwracają uwagę, chociażby z uwagi na liczne podteksty, stosunek do Hiszpanii.

Finałowym meczom tych drużyn w 2009, 2012 i 2015 roku towarzyszyło silne napięcie polityczne: buczenie na króla, gwizdy na hymn Hiszpanii, eksponowanie katalońskich i baskijskich flag. Ciekawe jest to, że Athletic Bilbao i FC Barcelona, będąc drużynami, które są uważane za piłkarskich ambasadorów Kraju Basków i Katalonii, dwóch regionów o największych tendencjach decentralistycznych łącznie triumfowały w tych rozgrywkach aż 54 razy (31 razy Barça i 23 Athletic). To swoisty paradoks, gdyż odwołując się do dyskursu nacjonalistów katalońskich i baskijskich, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której trofeum to zdobywają drużyny reprezentujące regiony, w których znaczna część ich mieszkańców i nacjonalistycznych polityków uważa, że Hiszpania nie istnieje (można tutaj przywołać transparent kibiców Barçy „Katalonia nie jest Hiszpanią!”). Jedyne, co według nich istnieje, to państwo hiszpańskie, sztuczny prawno-administracyjny twór bez duszy. Z drugiej jednak strony zdobycie tego trofeum i jego odbiór z rąk obecnego króla Filipa VI Burbona a wcześniej Juana Carlosa w obecności swoich kibiców, przy dźwiękach klubowego hymnu, stanowi rodzaj owej piłkarskiej detronizacji Burbonów i czasowego zawieszenia monarchii (na czas samego meczu i celebracji tytułu). Finałowe mecze Pucharu Króla służą także części Katalończyków i Basków do politycznego kontestowania narodu hiszpańskiego. Doskonale oddawał to tzw. transparent z Mestalla z 2009 roku, wywieszony przez kibiców Athletic i Barçy, które spotkały się w finale tych rozgrywek o treści „Żegnaj Hiszpanio! Jesteśmy narodami Europy!”. W sensie symbolicznym mecze te są także piłkarską formą rewindykowania republiki jako formy rządów pożądanej przez wielu Katalończyków i Basków (oddaje to popularne w Katalonii powiedzenie „My, Katalończycy, nie mamy króla”).

Od wielu lat byłem ciekaw, jak to jest, że finał Pucharu Anglii może być zawsze rozgrywany na Wembley, nawet finał Pucharu Polski odbywa się od kilku lat na Stadionie Narodowym, natomiast finał CdR tak krąży… Od pewnego czasu najważniejsze mecze w hiszpańskiej piłce odbywają się na przestarzałym obiekcie La Cartuja. Czy ten brak stałej lokalizacji ma związek z animozjami wewnątrz państwa?

To, że ostatnio mecze reprezentacji i finały Pucharu Króla odbywają się na La Cartuja, to wynik umowy Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej z władzami Andaluzji. To interes polityczno-ekonomiczny mający pokazać, że jedność Hiszpanii ma się dobrze. Wydaje się to neutralnym rozwiązaniem, gdyż La Cartuja nie jest związana z żadnym klubem piłkarskim. Myślę, że powinniśmy się cieszyć, iż nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, aby przenieść finałowy mecz Pucharu Króla poza Hiszpanię. Oczywiście, z historycznego punktu widzenia nie miałoby to żadnego sensu, ale czy możemy wykluczyć, że tak się nie stanie w niedalekiej przyszłości? Z pewnością z wyboru La Cartuja w obecnej edycji cieszą się piłkarze i kibice Realu Betis, klubu, który z Valencią CF de facto zagra u siebie.

Patrząc na obecną aferę z udziałem prezesa Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej Luisa Rubialesa i… Gerarda Pique, rzeczywiście wypada się z tym zgodzić: niech grają w Hiszpanii, bo rozgrywanie jakichkolwiek meczów w ramach krajowych pucharów np. na Półwyspie Arabskim na ogół kończy się niesmakiem, a nawet ogromnym skandalem…

Rozmawiał Bartłomiej Najtkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: