Gonzalo Castro, czyli zapomniany bundesligowiec. Czy były Borussen pomoże Arminii w utrzymaniu?

Mamy już styczeń 2022 roku, więc we wszystkich najważniejszych ligach otworzyło się okienko transferowe. Z każdym dniem będą narastały plotki na temat poszczególnych zawodników. Również w Bundeslidze zaczyna się to wszystko rozkręcać. Kolonię na rzecz MLS opuścił Rafael Czichos, na wypożyczenie z Lipska do Ajaxu poszedł Brian Brobbey, a do Freiburga za 5,5 mln euro trafił ciekawy piłkarz Hugo Siquet ze Standardu Liege. Dzisiaj chciałbym się pochylić nad pewnym darmowym transferem. Jak to się stało, że Gonzalo Castro – bo o nim mowa – dopiero w grudniu znalazł klub? Dlaczego Stuttgart nie przedłużył z nim kontraktu? Co Niemiec ma wspólnego z pewnym klubem spoza szczebla centralnego i czy faktycznie to wartość dodana dla zespołu Franka Kramera? Zapraszam Was na przybliżenie sylwetki weterana niemieckich boisk.

Co się działo z Gonzalo Castro?

Dorosła kariera 34-letniego już pomocnika zaczęła się 23 stycznia 2005 roku, kiedy zadebiutował w pierwszym zespole Bayeru Leverkusen. Zagrał 11 minut w wyjazdowym meczu przeciwko Hannoverowi 96 (wygrana 3:0). Załapał się również na grę europejskich pucharach w tym samym sezonie. Dwa miesiące po pierwszym spotkaniu w Bundeslidze zagrał 20 minut w rewanżu 1/8 finału Ligi Mistrzów z późniejszym triumfatorem tych rozgrywek – Liverpoolem (porażka u siebie 1:3). I jak wtedy zaczął grać pod wodzą Klausa Augenthalera, tak przeżył jeszcze 8 szkoleniowców i 10 kolejnych lat w zespole Aptekarzy.

Rozegrał dla drużyny z BayArena aż 370 meczów, a jego zdobycze z tego okresu to 30 goli i 68 asyst. W 2015 roku do Borussii Dortmund przyszedł Thomas Tuchel, a wraz z nim również Castro. Bayer zainkasował za Niemca 11 mln euro. U niemieckiego trenera grał w miarę regularnie – wystąpił w 83 na 106 możliwych spotkań, w których zdobył 11 bramek, a przy kolejnych 22 asystował. Wtedy również zdobył jedyne klubowe trofeum – w swoim drugim sezonie na Signal Iduna Park wygrał DFB Pokal. Jednak w BVB nastąpiła zmiana warty. Tuchel odszedł i o ile za trenera Petera Bosza były gracz Leverkusen jeszcze grał regularnie, o tyle Peter Stoeger niechętnie na niego stawiał.

Od spadku do kapitana

Kolejny szkoleniowiec BVB Lucien Favre także nie widział miejsca dla Castro w składzie, więc nie pozostało mu nic innego jak poszukać sobie nowego klubu. W tym samym czasie porządnie zaczął się wzmacniać Stuttgart. Przyszedł tam wtedy Nico Gonzalez, Ozan Kabak, wypożyczono Stevena Zubera no i tam też został wytransferowany wychowanek Bayeru za 5 mln euro. Wydawał się to być rozsądny kierunek – po awansie do Bundesligi w sezonie 2017/18 klub ze Szwabii zajął rewelacyjne jak na beniaminka siódme miejsce. Vfb mierzyło jednak jeszcze wyżej i nadal szukali wzmocnień.

Następne rozgrywki to zupełny spadek formy całego zespołu. Od 16. kolejki piłkarze Stuttgartu nie opuszczali trzeciej lokaty od końca, a ona „zapewniała” im baraże. Na domiar złego po rywalizacji w nich spadli, a wyeliminował ich Union Berlin z Rafałem Gikiewiczem w bramce. Niestety sam Castro nie wyglądał dobrze, ale na tle drużyny i tak się wyróżniał. Uwierzcie mi, 2 gole i 4 asysty w 28 meczach ówczesnego sezonu to był jeden z lepszych wyników w zespole. Zwłaszcza gdy weźmiemy poprawkę na to, że lwią część tych spotkań spędził na pozycji defensywnego pomocnika.

Niemiec wykazał się lojalnością względem pracodawcy i mimo spadku został w klubie. Pod batutą Pellegrino Matarazzo runda jesienna była świetna – aż 7 asyst w 15 meczach na zapleczu Bundesligi, a trzeba powiedzieć, że nie tylko grał na środku pomocy. Amerykański trener bowiem ustawiał go równie często na lewej obronie, co w środku pola. Wiosną już bardziej skupiał się na destrukcji, co pokazuje większa częstotliwość łapanych przez niego w tym czasie żółtych kartek. Ostatnich podań już nie miał, za to do swojego dorobku dopisał trzy gole.

Cały Stuttgart miał powody do zadowolenia, gdyż ostatecznie został wicemistrzem 2.Bundesligi i po roku banicji wrócili do elity, co nie jest tak łatwą sztuką. Mogą to potwierdzić fani, chociażby HSV, Norymbergi czy Hannoveru 96. Przed nowym sezonem zadecydowano, że Castro będzie przez całe rozgrywki kapitanem zespołu. To była nagroda za lojalność wobec klubu. W tej roli spisywał się przyzwoicie. Być może nie widać tego w liczbach – 4 bramki i 3 ostatnie podania w 28 spotkaniach nie powalają na kolana. Ale on dawał pewność i doświadczenie w środku pola, czyli to, czego nie nauczysz się na treningach. Jednak nie zdecydowano się na przedłużenie umowy. Dlaczego?

I nastały chude czasy

O powodzie rozstania opowiadał dyrektor sportowy zespołu ze Szwabii Sven Mislintat w kwietniu 2021 roku:

Wobec bardzo trudnych warunków ekonomicznych spowodowanych pandemią zdecydowaliśmy się nie składać Gonzo oferty przedłużenia kontraktu, a zamiast tego zaufać naszym największym talentom. Ta decyzja absolutnie nie zmienia naszego uznania dla Gonzo, wręcz przeciwnie, nawet żałujemy tej decyzji. Zarówno pod względem atletycznym, jak i ludzkim, był w ostatnich latach ważną częścią naszego zespołu, jako kapitan odegrał ważną rolę w ostatnim dobrym sezonie, a także znacznie pomógł w rozwoju młodym zawodnikom. Zawsze będzie u nas mile widziany. Już teraz chcielibyśmy podziękować Gonzo za jego wielkie zaangażowanie w koszulce VfB i życzyć mu wszystkiego najlepszego na przyszłość na boisku i poza nim.

Czy należy wierzyć 49-letniemu Niemcowi? Jak najbardziej. Jak można zauważyć po kadrze Stuttgartu, jest duży nacisk na promowanie młodych talentów. Najstarsi w tej drużynie – Daniel Didavi i Hamadi Al Ghiaddioui – mają po 31 lat i są jedynymi graczami po trzydziestym roku życia. Polityka transferowa jest jasna: promować, a potem sprzedać za więcej niż 10 mln euro. Tak zrobiono w tym okienku transferowym ze wspomnianym tutaj Gonzalezem (odejście do Fiorentiny za 23,5 mln euro) i Gregorem Kobelem (do BVB za 15 mln). A kolejni kupcy zaraz będą się ustawiali w kolejce po następne talenty wypromowane przez Vfb.

No dobra, ale co się stało z Castro? No właśnie, został bez klubu, co nie znaczy, że nie miał ofert. Jak sam przyznał w wywiadzie dla Sportschau, pochylił się nawet nad kilkoma, ale nie do końca spełniały jego oczekiwania. Trenował indywidualnie, ale na początku grudnia dogadał się z Fortuną Koeln, która występuje w Regionalliga West (czwarta klasa rozgrywkowa), by brać gościnny udział w zajęciach tego zespołu. Wreszcie przyszła satysfakcjonująca go oferta – zgłosiła się po niego Arminia Bielefeld. 21 grudnia podpisał kontrakt do końca sezonu z przedostatnią obecnie drużyną w tabeli z opcją jego przedłużenia.

Co może go czekać w Arminii?

Dla Arminii jest to drugi sezon z rzędu w Bundeslidze. Mówi się, że on zazwyczaj jest gorszy od poprzedniego. I faktycznie, pod względem zdobyczy punktowej klub ze Wschodniej Westfalii nie zachwyca – z 16 „oczkami” znajduje się w strefie spadkowej z punktem straty do miejsca barażowego i dwoma do strefy bezpieczeństwa. To nie jest jednak drużyna, która stosuje jakiś antyfutbol i nie da się patrzeć na ich styl gry. Nie jest to też może najlepszy Fussball w Niemczech, ale zaskoczyć rywala z akcji pozycyjnej kilkukrotnie już w tej kampanii gracze z Bielefeld potrafili. Duża w tym zasługa Masayi Okugawy – jego 6 goli i 2 asysty pozwalają utrzymywać się Die Blauen na powierzchni.

Jednak im głębiej spojrzysz w środek pola, tym jest gorzej. Najwięcej minut zagrał Alessandro Schoepf ściągnięty z Schalke, ale wydaje mi się, że ten piłkarz nie daje odpowiedniej jakości na poziomie Bundesligi. Castro można również stawiać na pozycji numer 6, ale przyzwoicie tam się spisują Fabian Kunze i Manuel Prietl, więc nie ma co tego zmieniać. Także przewiduję, że „ósemka” będzie jego główną pozycją na boisku, ale od biedy może nawet zagrać na lewej obronie w razie absencji Jacoba Laursena.

Podsumowując, Arminia zyskuje naprawdę wartościowego piłkarza, który może obskoczyć kilka pozycji. Castro przez podeszły wiek i ogromne doświadczenie w Bundeslidze będzie bez wątpienia wartością dodaną dla Franka Kramera. Takimi zawodnikami klub z Bielefeldu sprawia, że wzrastają jego notowania na utrzymanie się na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Jako kibic BVB trzymam kciuki za pięciokrotnego reprezentanta Niemiec. Niech mu się wiedzie jak najlepiej.

Adrian Malanowski

CZYTAJ INNE NASZE TEKSTY:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: