Brendan Rodgers i zagubione Lisy, czyli jak wprowadzić zespół na właściwe tory

Sukces ponad miarę bardzo często jest jak pocałunek śmierci. Można zostać jego zakładnikiem lub na nim budować. Bardzo długo wydawało się, że tak się stanie z najbliższym rywalem Legii Warszawa w Lidze Europy – Leicester City. Po sensacyjnym triumfie w 2016 roku w Premier League przyszły słabsze wyniki. Pożegnano się z ojcem sukcesu, czyli Claudio Ranierim, co rozpoczęło rotację na stanowisku trenera.

W 95 meczach Lisów prowadziło trzech szkoleniowców – Craig Shakespeare (26 meczów), tymczasowy Michael Appleton (2) oraz Claude Puel (67). Ostatni z nich po serii 7 meczów, w których zdobył tylko jeden punkt, opuścił klub z King Power Stadium. Leicester City popadło w przeciętność i wydawało się, że przespało moment, by budować swój rozwój w oparciu o nieoczekiwany sukces. Wówczas kierownictwo klubu zdecydowało się na zatrudnienie Brendana Rodgersa.

Szkoleniowiec pochodzący z Irlandii Północnej wracał do ligi, którą dobrze znał, by stworzyć z Lisów zespół, który ustabilizuje swoją pozycję jako najlepszy spoza tzw. Top Six. Wydawało się wtedy, że przebicie się do czołówki jest mało prawdopodobne, bowiem po sensacyjnym triumfie ekipy prowadzonej przez Ranieriego potentaci coraz mocniej wykorzystywali swą finansową wyższość. Były menedżer Celtiku Glasgow bardzo szybko pokazał jednak, że to tylko czcze gadanie i zaczął łokciami rozpychać się nie tylko w wielkiej szóstce, ale przede wszystkim w Top Four.

Rodgers okazał się powiewem świeżej krwi, której klub z King Power Stadium potrzebował. Zanim jednak doszło do rozbicia Top Six trzeba było odświeżyć kadrę. Pozbyto się części zawodników, którzy sięgnęli w 2016 roku po mistrzostwo Anglii oraz zdecydowanie postawiono na tych, którzy – z małymi wyjątkami – w klubie już byli. To właśnie m.in. z tego powodu postawiono na takiego fachowca jak Irlandczyk. Miał on rozwinąć zdolną młodzież, której nie brakowało, a to, że jest to szkoleniowiec potrafiący rozwijać zawodników, udowodnił w Swansea City, Liverpoolu oraz Celtiku Glasgow.

Porwał za sobą zawodników

Czas pokazał, że Rodgers trafił na bardzo podatny grunt w postaci takich piłkarzy jak James Maddison, Harvey Barnes, Caglar Soyuncu czy Yuri Tielemans. Nie ulega wątpliwości, że wielu zawodników stanowiących dziś trzon zespołu z Leicester rozwinęło się pod okiem obecnego menedżera Lisów. Swoją filozofią gry oraz odwagą w stawianiu wymienionych piłkarzy porwał ich za sobą.

– Bardzo mnie rozwinął niemal pod każdym kątem – mówił Tielemans. –Jestem lepszym piłkarzem pod względem fizycznym, ale wzrosła również moja intensywność w grze. W wywiadzie dla Talksport Irlandczyka nie mógł również nachwalić się Wilfried Ndidi. – Rodgers to kluczowy człowiek dla mojego rozwoju. Bardzo skrupulatnie wytłumaczył mi, czego ode mnie wymaga i uprościł moją grę – mówił Nigeryjczyk.

Rodgers bardzo mocno postawił również na wspomnianego Maddisona i Barnes’a. Rozwinął tych zawodników, wykorzystując ich ciąg na bramkę, co sprawiło, że zaczęli częściej znajdywać drogę do siatki rywali. Z tego skorzystał również cały zespół, bowiem nie jest on aż tak zależny od dyspozycji coraz starszego Jamie’go Vardy’ego. Wystarczy spojrzeć na statystykę strzelców w sezonach, których Lisy prowadził obecny menedżer. W sezonie 2019/20 najskuteczniejszy nadal był Anglik z 23 bramkami na koncie, ale już w poprzednim wyprzedził go Kelechi Icheanacho (19). Na poziomie 34-letniego napastnika, który w poprzednim sezonie zdobył 17 bramek, strzelali również – Barnes (13) i Maddison (11).

Jasna filozofia

Od pierwszych dni w nowym klubie Irlandczyk zaczął od swoich zawodników wymagać innej gry. Pozwolił im na uwolnienie swego ofensywnego potencjału. – Zmieniły się nasze treningi. Gdy prowadził nas Puel trenowaliśmy jakbyśmy mieli przebiec maraton, a nasz styl gry wyglądał tak, jakbyśmy musieli przebiec tylko 100 metrów. Za Rodgersa nasze treningi są krótsze, ale o wiele bardziej intensywne – analizował już po pierwszych tygodniach pracy nowego menedżera Vardy.

Tak też wygląda gra Lisów. Drużyna bazuje na szybkim pressingu, gdziekolwiek by nie zgubiła posiadania, a następnie szybko stara się najlepiej prostopadłym podaniem dostarczyć piłkę do ofensywnych zawodników. Nie oznacza to jednak, że Leicester City bazuje na grze z kontry. Rodgers zmienił również i to. Jego piłkarze znacznie częściej operują piłką na połowie rywala, ale właśnie kluczowe w filozofii zespołu jest jak najszybsze przejęcie piłki i doprowadzenie jej jak najbliżej bramki przeciwnika.

Z drużyny, która popadała w przeciętność, irlandzki szkoleniowiec bardzo szybko zbudował zespół, regularnie bijący się o grę w Lidze Mistrzów. Niewielkim cieniem na jego dotychczasowym pobycie  kładzie się dwukrotne wypuszczenie jej z rąk w ostatnich meczach sezonu, ale nadal jest to wynik, który należy przyjmować z ogromnym szacunkiem. Jednocześnie zaliczył również drugi najlepszy sezon w historii klubu, doprowadzając Lisy do triumfu w FA Cup.

Triumf to jedno, ale Leicester City z Rodgersem u steru to znów zespół, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. – Gdy Brendan obejmował drużynę, byliśmy na rozstaju dróg, pomiędzy drużyną grającą z kontry a tą, która prowadzi grę – mówił po wygranym finale Kasper Schmeichel. – Nie do końca wiedzieliśmy, w którą stronę mamy iść, a on przyszedł i od pierwszego dnia pokazał nam kierunek, w którym mamy podążyć. Jego przekaz był bardzo jasny – dodał. 

To prawda, że Irlandczyk bardzo szybko odcisnął swoje piętno na zespole, wprowadzając grę piłką, której za jego poprzednika wiele nie było. Tak jak już wspomniałem, dziś mistrzowie Anglii z 2016 roku potrafią prowadzić grę, utrzymując się przy piłce, ale w żadnym stopniu filozofia Rodgersa ich nie ogranicza. Wręcz przeciwnie, bowiem jego podopieczni potrafią się odnaleźć w każdych warunkach.

Świadczy o tym choćby fakt, że w sezonie 2020/2021 drużyna z King Power Stadium kilkukrotnie zmieniała swoje ustawienie taktycznie. W zasadzie nigdy nie wiadomo jakim ustawieniem Lisy wyjdą na rywala. W poprzednim sezonie BrandanRodgers skorzystał z aż 7 różnych konfiguracji taktycznych, rotując między 4-1-4-1; 4-4-2; 4-5-1; 4-3-3; 3-5-2; 3-4-2-1; a 5-4-1. Wielu szkoleniowcom można przypisać konkretny styl gry. Weźmy np. Jurgena Kloppa, który nieustannie bazuje na gegenpressingu. Z kolei Pep Guardiola posiada obsesje na punkcie posiadania piłki. Drużyny prowadzone przez Irlandczyka zawsze grały przyjemną piłkę dla oka. O jego aktualnym zespole należy powiedzieć, że jest hybrydą. Lisy świetnie dostosowują się do sytuacji, a ich menedżer bardzo szybko reaguje i koryguje ustawienie zespołu, wykorzystując głębie składu. Porzucenie pierwotnego pomysłu na mecz i szybka reakcja na boiskowe wydarzenia wymaga od Rodgersa wielkiej odwagi i ten nie boi się tego ryzyka podejmować.

Nowy sezon – nowy problem

Wraz z początkiem obecnego sezonu wydawało się, że drużyna z King Power Stadium pójdzie za ciosem i powalczy o awans do Ligi Mistrzów raz jeszcze. Tezę tę wzmocnił również triumf podopiecznych Brendana Rodgersa w Tarczy Wspólnoty nad Manchesterem City. Ligowy start Lisów okazał się jednak niewypałem. Na sześć kolejek udało się zdobyć tylko siedem punktów, co jest mocno rozczarowującym wynikiem, biorąc pod uwagę rywali, z którymi Leicester City przyszło do tej pory grać.

Nagle Irlandczykowi przyszło się zmierzyć z nową sytuacją w drużynie, bowiem dotychczas ta zawsze notowała mocne wejście w nowy sezon. Rodgersa zawodzą jego fundamentalni zawodnicy, czyli Maddison i Tielemans, ale największego bólu głowy dostarczają defensorzy. Kibice klubu z utęsknieniem spoglądają na kontuzjowanego Wesleya Fofanę i Johnny’ego Evansa, który wraca do formy po kontuzji. Jannik Vestergaard, Caglar Soyuncu oraz przekształcony z pomocnika na obrońcę Daniel Amartey nie potrafią stworzyć szczelnej defensywy, o czym świadczy fakt, że na 12 meczów Leicester straciło 9 bramek.

To właśnie w problemach tej formacji Legia może upatrywać swojej szansy. Przy mało zwrotnych defensorach podopieczni Czesława Michniewicza powinni próbować wykorzystać szybkość swoich zawodników. Nie ulega jednak wątpliwości, że kluczowa w tym spotkaniu będzie skuteczność mistrzów Polski – zarówno przed własną bramką, jak i pod bramką rywala.

Damian Głodzik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s