Rekord i pożegnanie, czyli koniec września w Bundeslidze.

            Rozgrywki w Niemczech trwają w najlepsze. Bayern nie przestaje wygrywać, Eintracht – remisować, a Hertha – robić sobie jaj z kibiców swoją grą. Borussia bez Haalanda znowu nie istnieje, tak samo jak dobra gra w obronie Augsburga. O jakim rekordzie i pożegnaniu mowa w tytule? Zapraszam na kolejny przegląd wydarzeń z niemieckich boisk.

            Gdyby patrzeć tylko na tabelę przed meczem Greuthera z Bayernem, to można wysnuć jeden wniosek – będzie kolejna kanonada strzelecka. No i w 10. minucie zaczęło się strzelanie mistrzów Niemiec. Krótkie, ale jednak. Alphonso Davies dograł w pole karne, po drodze był rykoszet obrońcy rywali, ostatecznie gola strzelił Thomas Mueller. Po pół godziny Bawarczycy prowadzili już dwoma bramkami. Tym razem Leroy Sane podał na przedpole do Joshuy Kimmicha, a ten płaskim strzałem pokonał Saschę Burcherta. Swoją drogą to zagranie Niemca przypominało mi byłego gracza klubu z Monachium Toniego Kroosa, który już w barwach Realu Madryt potrafił wręcz podać do bramki z 16 metrów. Dalej goście kontrolowali spotkanie do końca, mimo że na początku drugiej połowy czerwoną kartkę zobaczył Benjamin Pavard za faul będąc ostatnim zawodnikiem w drodze do bramki. Pojawiła się nonszalancja w szeregach monachijczyków: niedokładne podania w środku pola, dryblingi stoperów. Mimo tego zdobyli trzecią bramkę. Dobre dośrodkowanie Kimmicha trafiło na Sebastiana Griesbecka, który wbił piłkę do własnej bramki. Za późno gospodarze wyszli śmielej na rywali. Zdołali zmniejszyć stan rywalizacji tylko raz. Dobre górne podanie Timothy’ego Tillmana wykorzystał będący na wypożyczeniu Cedric Itten. Szwajcar pojawił się i był najlepszy na boisku po stronie drużyny z Fuerth. Gra w przewadze wyraźnie nie leży beniaminkowi. A w następnej kolejce Kolonia. Oj, będzie wesoło…

            Radośnie już jest za to w Leverkusen. Na BayArena Bayer gościł dobrze naoliwioną maszynę Bo Svennsona. No i w pierwszej odsłonie to goście przeważali, mieli lepsze okazje do otwarcia wyniku spotkania. Dobrze na linii był jednak ustawiony Lukas Hradecky. Poza tym rozregulowany celownik miał Karim Onisiwo, bardzo aktywny był Dominik Kohr i czujny w bramce Robin Zentner. Do przerwy bez bramek, a druga odsłona odwróciła obraz gry. To Bayer przycisnął. Zentner już po 10 minutach od wznowienia gry interweniował dwa razy po strzałach Moussy Diaby’ego, lecz w 62. minucie nie miał szans. Fantastyczną dwójkową akcję przeprowadzili prawą stroną Jeremy Frimpong i Florian Wirtz, a gola zapakował ten drugi, dzięki czemu zapisał się w historii jako najmłodszy piłkarz, który strzelił 10 bramek w Bundeslidze. Zrobił to, mając 18 lat i 145 dni i o 208 dni pobił rekord należący do Lukasa Podolskiego. Gospodarze chcieli pójść za ciosem, nawet piłka znalazła się ponownie w siatce, ale na spalonym był Amine Adli. Również Mainz miało swoje okazje, ale ani Anton Stach, ani Marcus Ingvartsen nie zdołali pokonać Hradecky’ego, więc mecz skończył się wynikiem 1:0. W następny weekend Bayer zagra na SchuecoArena z Arminią, a Mainz podejmie u siebie Union.

            À propos berlińskich klubów to Hertha przyjechała do Lipska z nadziejami na trzecie ligowe zwycięstwo z rzędu, zwłaszcza że klub spod szyldu Red Bulla delikatnie rzecz ujmując, nie zachwycał. Ten mecz jednak pokazał nieudolność i chaos w stołecznej drużynie. Ale po kolei. Po 16 minutach było 1:0. Lukas Klostermann popisał się świetnym prostopadłym podaniem, przepuścił piłkę Yussuf Poulsen, a akcję sam na sam wykorzystał Cristopher Nkunku. 7 minut później prostopadle dograł Amadou Haidara do Nkunku, a ten obsłużył Poulsena. 2:0. Doliczony czas pierwszej połowy – dośrodkowanie Angelino, do futbolówki dopada Nordi Mukiele i pakuje piłkę do siatki. Po przerwie wszedł Dennis Jastrzembski, ale RB Leipzig dalej strzelał. Kwadrans po wznowieniu gry faulowany był w polu karnym Nkunku, a jedenastkę wykorzystał Emil Forsberg. W ogóle ten mecz to był koncert gospodarzy, a główną rolę grał tam Francuz Nkunku. To on ten mecz udekorował fantastycznie wykonanym rzutem wolnym, strzelając prosto w okienko. Na koniec Brian Brobbey zostawił piłkę Haidarze, a ten ustalił wynik spotkania na 6:0. Na ostatnie minuty wszedł Krzysztof Piątek i nawet strzelił celnie na bramkę Petera Gulacsiego, ale Węgier nie miał problemów z interwencją. Palowi Dardaiowi pali się grunt pod nogami. Myślę, że najbliższa przerwa na reprezentacje to najwyższy czas, by zwolnić trenera. Zanim to jednak nastąpi, to muszą zagrać mecz z Freiburgiem. A Lipsk czeka mecz u siebie z Bochum, który przegrał nawet z Herthą, więc zwycięstwo jest obowiązkiem.

            Bramki również zobaczyliśmy na PreZero Arena, gdzie Hoffenheim grało z niepokonanym Wolfsburgiem. Cały mecz wyglądał następująco: Wilki przeważały, miały swoje okazje, a Wieśniacy liczyli na kontry. Obie drużyny unikały gry środkiem pola. Wynik otworzył w 25. minucie świetnym strzałem z dystansu Ridle Baku. Jeszcze przed przerwą po wrzutce z rzutu rożnego wyrównał Andrej Kramarić. To dopiero pierwsza bramka w sezonie Chorwata. Wcześniej zaliczył 4 asysty, w tym 3 przeciwko Augsburgowi na otwarcie sezonu. O ile pierwsza połowa była znośna, o tyle drugie 45 minut obfitowało w niedokładności i rozgrywanie na własnej połowie. Dopiero ostatni kwadrans był bardziej żywiołowy. Wcześniej jednak drużyna z Sinsheim objęła prowadzenie. Prawą stroną gnał Pavel Kaderabek, który podał do Christopha Baumgartnera, a ten umieścił piłkę w siatce. 8 minut później było już po meczu. Z rzutu wolnego w słupek trafił David Raum, a najbardziej czujny był w polu karnym Kaderabek i ustalił wynik na 3:1. Pierwsza porażka podopiecznych Marka van Bommela stała się faktem. A za chwilę mecze w Lidze Mistrzów i z Borussią Moenchengladbach. Sebastian Hoeness z drugim zwycięstwem w sezonie. Czy zwyciężą również w Stuttgarcie? Wszystko może się zdarzyć.

            Za to na zwycięską ścieżkę chciał wrócić Union, który na Starej Leśniczówce podejmował będącą bez zwycięstwa Arminię. Od pierwszej minuty widać było która drużyna będzie przeważała. Gospodarze robili wszystko, by wynagrodzić kibicom fantastyczną atmosferę, jaką ufundowali swoim zawodnikom. Niestety, do przerwy mimo wizualnie dużej przewagi nie zdołali pokonać Stefana Ortegę. W drugiej odsłonie goście jakby się obudzili. Zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Andreasa Luthego. Próbował tradycyjnie Fabian Klos, Robin Hack, ale na nic ich próby. Wreszcie to stołeczny klub zadał śmiertelny cios w końcówce spotkania. Taiwo Awoniyi dograł do Kevina Behrensa, ten sprytnie się obrócił i posłał piłkę pod poprzeczkę. Nawet tak dobry bramkarz jak Ortega nie miał szans tego wybronić. Minutę później był blisko Doppelpacka, ale trafił tylko w poprzeczkę. Wschodnia część Niemiec  cieszy się z zasłużonego zwycięstwa ich ulubieńców, a w przyszły weekend czeka ich ciężki mecz z Mainz. Klub z Bielefeldu będzie musiał szukać pierwszej ligowej wygranej w spotkaniu z Bayerem, na co są małe szanse, ale nigdy nie mów nigdy.

            Jak już mówimy o drużynach bez zwycięstwa, to trzeba wspomnieć o Eintrachcie, który na Deutsche Bank Park grał z robiącą wrażenie Kolonią. Po obu stronach widać było chęć jak najszybszego zdobycia bramki. Prowadzenie objęli goście. Fenomenalnym zagraniem popisał się Benno Schmitz dogrywając długie podanie do Jonasa Hectora. Ten poszukał podaniem niepilnowanego Ellyesa Skhiriego, który wpakował piłkę do siatki. Później bliżej gola byli nadal podopieczni Steffena Baumgarta, ale w doliczonym czasie pierwszej połowy to gospodarze wyrównali. Asystującym stał się – a jakże – Filip Kostić, który dograł fantastyczne podanie do Rafaela Borre, a Kolumbijczyk zanotował debiutanckiego gola w barwach drużyny z Frankfurtu. Po przerwie za dużo się nie działo pod obiema bramkami, więc mecz zakończył się podziałem punktów. Ekipa Olivera Glasnera nadal bez kompletu punktów, co jest niesamowite. Jest duże prawdopodobieństwo, że tak zostanie do przerwy reprezentacyjnej, bo czeka ich mecz z Bayernem na Allianz Arena, a nie zapominajmy o Lidze Europy. Nie wróżę im nic dobrego. Co innego Kolonia, która u siebie zagra z czerwoną latarnią Bundesligi, czyli Greutherem Fuerth.

            Na koniec sobotniego grania odbyły się derby Borussii na Borussia-Park. Goście przystępowali do meczu bez Erlinga Brauta Haalanda i Marco Reusa i było widać od pierwszych minut, że ich brakuje, w szczególności Norwega. Donyell Malen prezentował się tragicznie, od Youssoufy Moukoko nie powinniśmy wymagać wiele mimo zawrotnych liczb w drużynach młodzieżowych. Poza tym druga linia została zdominowana przez Kouadio Kone i Denisa Zakarię. I to właśnie on zadał jedyny cios zadany przez BMG. Przejęta piłka na środku boiska przez Szwajcara, pograł sobie z Matthiasem Ginterem, wkroczył szczęśliwie w pole karne i strzelił nie do obrony. Do tego od końcówki pierwszej odsłony gospodarze grali w przewadze, gdyż za dwie żółte czerwoną kartkę ujrzał Mahmoud Dahoud, kolejny winowajca fatalnej gry Dortmundczyków. Nic się nie zmieniło do końca spotkania jeżeli chodzi o grę obu klubów. Gospodarze umiejętnie przeszkadzali w rozgrywaniu akcji i czasami potrafili ukąsić, a BVB próbowało grać, ale im to nie wychodziło, więc Adi Huetter ograł byłego trenera drużyny z Moenchengladbach Marco Rose, na którego kibice głośno gwizdali. Zółto-czarnych teraz czeka rywalizacja w Lidze Mistrzów ze Sportingiem, a potem u siebie będą gościć Augsburg, natomiast Źrebaki pojadą do Wolfsburga, by spróbować ugryźć Wilki i je pokonać.

            Niedziela zaczęła się od starcia Bochum ze Stuttgartem. Na papierze faworytem zdawali się być goście, gdyż posiadali lepszy potencjał kadrowy. Boisko jednak pokazało waleczność i zespołowość beniaminka. Prym w środku pola wiódł Anthony Losilla, lecz na drugim biegunie formy był Sebastian Polter. Zmarnował najlepszą szansę na strzelenie gola, do tego co miał okazję się zaprezentować, to tracił piłkę. Natomiast gospodarze nie pokazali dosłownie niczego. Oddali pole drużynie Thomasa Reisa i czekali… nie wiadomo na co. Fakt, zdobyli gola, ale po analizie VAR został on nieuznany. Ręką podczas tej sytuacji pomagał sobie Konstantinos Mavropanos. Mecz walki, bez historii. Bezbramkowy remis zadowala raczej tylko Bochum, gdyż dla nich każdy punkt się liczy, a w następnej kolejce jadą do Lipska. Stuttgart będzie gościł u siebie Hoffenheim i tu się może skończyć każdym wynikiem.

            Piękne było zamknięcie kolejki, gdyż tam skończył się pewien rozdział. Po raz ostatni w niedzielę rozgrywany był mecz Bundesligi na Dreisamstadion. Spotkali się wtedy piłkarze Freiburga i Augsburga. W pierwszym składzie wystąpili Rafał Gikiewicz – swoją drogą były piłkarz klubu z Fryburga – i Robert Gumny, chociaż oni powinni szybko o tym dniu zapomnieć. Zwłaszcza Gumny, bo już w 6. minucie był zamieszany w stratę bramki. Świetne prostopadłe podanie zostało posłane do niekrytego przez Polaka Christiana Guentera, Gikiewicz odbił jego strzał tak, że dopadł do niej Lukas Kuebler, który skierował piłkę do pustej bramki. Kolejne gole w wykonaniu ekipy Christiana Streicha wisiały na włosku i faktycznie nie minęło pół godziny, a już prowadzili dwoma bramkami. Maximilian Eggestein podał do Lukasa Hoellera, ten z łatwością ograł Gumnego i wyszedł sam na sam z bramkarzem. Wykorzystał tę szansę. Gospodarze poczuli krew i słaby punkt podopiecznych Markusa Weinzierla, a była nią prawa strona. Szybko nadarzyła się okazja, by znowu podwyższyć wynik spotkania. Ręką w polu karnym zagrywał prawy wahadłowy Raphael Framberger. Jedenastkę na gola zamienił Vincenzo Grifo. Do przerwy 3:0 i niestety na koniec był ten sam wynik. Dlaczego niestety? Następna bramka byłaby tysięczną na stadionie we Fryburgu. Tak się jednak nie stało. Skończyła się pewna era w szeregach gospodarzy. Czuł to Streich, gdyż po końcowym gwizdku pojawiły się łzy w oczach. Czas na Europa Park Stadion.

            Po sześciu kolejkach liderem jedyny niepokonany w całej stawce Bayern, ale w sumie kogo to dziwi? Za nimi czai się Bayer, potem widzimy Wolfsburg, BVB i niespodziewanie Freiburg. Na dnie siedzi nadal Greuther, a bez wygranej widzimy również 16. w tabeli Arminię i 14. Eintracht. Na ten moment spada również Bochum. Ale wszystko może się wywrócić w każdej chwili, dlatego warto bacznie obserwować, co się dzieje w Niemczech.

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s