Pomału się rozkręcali w tych Niemczech, czyli jak sobotnie nudy przerodziły się w niedzielne emocje?

            Sobotnie popołudniowe mecze nie zwiastowały dobrej kolejki. Jednak prawdziwe widowiska zaczęły się w ten sam dzień o 18:30. Niedziela nie odstawała emocjami od wieczornego meczu poprzedniego dnia i myślę, że kibic Bundesligi mógł być ukontentowany takim biegiem zdarzeń. Zapraszam na cotygodniowy przegląd niemieckich boisk.

            Granie w ten weekend zaczęto w Berlinie, gdzie miejscowa Hertha grała z Greutherem. Dla obu drużyn była to doskonała okazja, by odbić się od dna tabeli. Pierwsza połowa stała pod znakiem nieudolności w konstruowaniu akcji, powolnym ich budowaniu. Nie zdziwiłbym się, jakby ktoś stwierdził, że pójdzie na drzemkę podczas pierwszej części spotkania. Optyczną przewagę miała Hertha, ale nic z niej nie wynikało. Do przerwy bez bramek. Gole przyniosła druga odsłona, a na prowadzenie ku zaskoczeniu widzów wyszedł beniaminek. Faulowany w polu karnym był Jeremy Dudziak, a jedenastkę wykorzystał Branimir Hrgota. Radość jednak nie trwała długo, gdyż pięć minut po tym wydarzeniu rzut rożny wykonywał Marton Dardai, a główką do siatki piłkę wpakował Jurgen Ekkelenkamp. Od tej pory drużyna z Berlina zaczęła wreszcie grać w piłkę, a Greuther liczył na kontry, które budowane były bardzo ospale. Ostatecznie to stołeczny klub dopiął swego. Marco Richter dośrodkował w pole karne, a tam obrońca gości Maximilian Bauer nie wybił futbolówki. Mało tego, przeszła mu między nogami i jednocześnie zmieniając tor piłki, zmylił bramkarza. Skończył się ten mecz wynikiem 2:1 dla gospodarzy. Podopieczni Pala Dardaia mimo słabej gry zdobywają drugi raz z rzędu komplet punktów. Beniaminek natomiast z jednym oczkiem zamyka tabelę.

            Ciekawe widowisko zapowiadało się w Moguncji, gdzie miejscowe FSV podejmowało Freiburg. Obie drużyny zaczęły sezon bardzo dobrze. Niestety, ten mecz zawiódł oczekiwania. Bez bramek, bez szału, okazji bramkowych jak na lekarstwo. Najlepszą sytuację zmarnował w doliczonym czasie Vincenzo Grifo, który mając dużo miejsca, strzelił za lekko i robinsonadą popisał się Robin Zentner. Bardzo dobrze byli dysponowani bramkarze. Zarówno wspomniany wychowanek Mainz, jak i Mark Flekken byli bezbłędni na linii i przedpolu. Poza tym głównie mecz walki i sprawiedliwy podział punktów.

            Zupełnie inaczej wyglądał mecz na Allianz Arena. Tam kanonadę strzelecką zaprezentowali swoim kibicom piłkarze Bayernu, chociaż początek tego nie zwiastował. Bochum bowiem wyszedł na przeciwników bardzo wysoko, jednak wszystko zaczęło się sypać w 17. minucie. Wówczas rzut wolny na gola zamienił Leroy Sane. Dziesięc minut później trójkowa akcja Serge Gnabry-Sane-Joshua Kimmich i ten ostatni strzela na 2:0. Kolejne bramki były kwestią czasu. Na 3:0 po dobrze rozprowadzonej kontrze przez Thomasa Muellera podwyższył Gnabry. Na przerwę obie drużyny schodziły z czterobramkową różnicą, gdyż Mueller chciał podać do Roberta Lewandowskiego, ale wszystko zablokował Vasilis Lampropoulos, który… skierował piłkę do własnej bramki. Druga odsłona nie zmieniła obrazu gry. Nadal mistrzowie Niemiec atakowali, ale nie wyciskali z siebie maksimum swoich możliwości. Nie mieli po co tego robić. Jednak przewaga systematycznie rosła. Wreszcie również strzelił Lewandowski, który wykończył ładną akcję Sane i Gnabry’ego. Dublet ustrzelił Kimmich po koronkowej akcji gospodarzy. Na koniec wszedł Eric-Maxim Choupo-Moting. Dobijał trzy razy, aby pokonać Manuela Riemanna, ale się udało. W Monachium wszyscy zadowoleni, zwłaszcza że objęli prowadzenie w Bundeslidze, a Manuel Neuer znowu zachował czyste konto. W Bochum gra lepsza niż wyniki, a to właśnie one dają utrzymanie.

            Jak już mówimy o zespołach z dolnych rejonów tabeli, to przenieśmy się na SchuecoArenę, gdzie Arminia podejmowała Hoffenheim. Nie brakowało emocji, okazji, ale stanęło na wyniku 0:0. Z tych ciekawszych momentów warto odnotować kolejny bardzo dobry występ Patricka Wimmera, solidnie się zaprezentowali Robin Hack, który trafił w słupek, i Alessandro Schoepf. Po stronie gości warto wyróżnić przede wszystkim bramkarza Olivera Baumanna, ale również lidera środka pola Floriana Grillitscha, a w powietrzu rządził Christoph Baumgartner. Wciąż nie może się wstrzelić Andrej Kramarić, do tego dobrą zmianę znowu dał Georginio Rutter. To, że nie powinno się to skończyć bezbramkowym remisem, świadczy expected goals; u Arminii wynosił 1,33, a u gości – 1,96. To pokazuje nieskuteczność obu drużyn, jak i dobrą postawę bramkarzy.

            Na koniec przeglądu meczów z soboty. 15:30 jesteśmy w Bawarii, gdzie Augsburg mierzył się z Borussią Moenchengladbach. To nie było porywające widowisko. Cały mecz wyglądał podobnie: goście konstruowali akcje, a podopieczni Markusa Weinzierla liczyli na szybkie kontrataki. Właśnie gospodarze mieli najlepszą okazję w pierwszej połowie, kiedy Daniel Caligiuri z rzutu wolnego trafił w słupek. Po przerwie goście strzelili gola za sprawą Alessana Plei, jednak on nie został uznany ze względu na spalonego. Podopieczni Adiego Huettera mieli częściej piłkę, ale nic z tego nie wynikało i za to dostali karę w 80. minucie. Prawą stroną śmigał Ruben Vargas, ten dograł do Floriana Niederlechnera, który strzelił po krótkim słupku nie do obrony. Wówczas goście przyspieszyli, grali na aferę, ale wynik się nie zmienił. Pierwsze zwycięstwo Augsburga stało się faktem, a całe mecze rozegrali Rafał Gikiewicz i Robert Gumny. Spisali się bardzo dobrze, czego efektem jest zachowane czyste konto. A Borussia wygląda naprawdę słabo – tylko 4 punkty, a nie widać żadnej poprawy w grze. Huetter ma o czym myśleć.

            Sobotę kończyliśmy w Kolonii, gdzie Koziołki podejmowały Byki, czyli RB Leipzig. Od pierwszej minuty obie drużyny były nastawione na wysoki pressing. Wraz z nim pojawiły się klarowne okazje do zdobycia gola. Nie minęło 11 minut, a kibice widzieli już dwa słupki! Najpierw przymierzył Christopher Nkunku, a potem nieznacznie się pomylił Ondrej Duda. Koeln zdołał nawet umieścić piłkę w siatce, ale odgwizdano spalonego. Tempo spotkania stało na bardzo wysokim poziomie, ale do przerwy nadal bez bramek. Druga połowa i szaleństwo zaczęło się od nowa. Szanse mieli Lukas Klostermann, Duda i Anthony Modeste, ale nikt nie zmienił wyniku. Do czasu. W 52. minucie Duda dogrywa do Marka Utha, ten traci piłkę, ale błąd podczas wybicia piłki popełnił Mohamed Simakan, a to skrzętnie wykorzystuje Modeste. Niespodziewanie to gospodarze prowadzili, jednak nie dowieźli tego rezultatu do końca. Rzut rożny wykonuje Dominik Szoboszlai, na krótki słupek wyskakuje mierzący 175 cm Amadou Haidara i jest 1:1. Goście uskrzydleni takim stanem rzeczy ruszyli do ataku. Nic nie wpadło tylko i wyłącznie dlatego, bo w bramce Kolonii stał fenomenalnie spisujący się w tym meczu Timo Horn. Drużyna spod szyldu Red Bulla znowu traci punkty i to jest fatalna wiadomość, gdyż na koncie mają tylko jedną ligową wygraną, a teraz mecz z Herthą. Kolonia natomiast w dobrych nastrojach może się szykować na wyjazd do Frankfurtu.

            Emocji również nie brakowało w niedzielę. Na początek VfB Stuttgart gościł u siebie Bayer.  Błyskawicznie na Mercedes Benz Arena zaczęto strzelanie. Mitchel Bakker idealnie dośrodkował na głowę Roberta Andricha, a ten strzelił na 1:0. To była druga minuta. Wcześniej goście w tym sezonie Bundesligi nie zdołali pokonać bramkarza. Nie minęło 20 minut, a gospodarze przegrywali już dwoma bramkami. Fenomenalnie zachował się Florian Wirtz przerzucając piłkę nad obrońcą, po czym ją dograł do Patricka Schicka, a ten piętą pokonał Floriana Muellera. Stuttgart nie miał pomysłu na sforsowanie obrony przeciwników. Do czasu, kiedy Andrich postanowił wjechać wyprostowaną nogą w jego zawodnika. Czerwień po analizie VAR. Pod koniec pierwszej odsłony poszło dośrodkowanie z rzutu wolnego, głową strzela Konstantinos Mavropanos, obronił to Lukas Hradecky, po czym został pokonany przez Orela Mangalę. Do przerwy 1:2 i nadzieje kibiców na odwrócenie wyniku spotkania. W drugiej połowie uwydatnił się geniusz taktyczny Gerardo Seoane. Krótko po golu na 1:2 wpuścił Kerema Demirbaya, który likwidował w zalążku wszystkie ataki gospodarzy. Wreszcie Bayer zadał ostateczny cios, a jego wykonawcą okazał się fantastyczny od początku sezonu Wirtz. Kolejne zwycięstwo Seoane i spółki stało się faktem mimo gry przez prawie godzinę w osłabieniu. Nadal trzymają się czołówki tabeli z 10 punktami. A Stuttgart? Zmarnowało swoją szansę na wygraną. Nieumiejętnie przeprowadzał ataki, co się zemściło. No cóż, będzie musiał szukać punktów w Bochum.

            Ledwo się skończył mecz Bayeru, a tu na Signal Iduna Park BVB zaczynało spotkanie z Unionem. Goli było co niemiara, a zaczął to doskonałym strzałem z boku pola karnego Raphael Guerreiro. Ogólnie boki obrony w Borussii zaczynają robić liczby – wspomniany Portugalczyk z golem, a hasający po prawej stronie boiska Thomas Meunier zaliczył asystę przy bramce na 2:0. Belg świetnym dośrodkowaniem obsłużył Erlinga Brauta Haalanda. Swoją drogą Norweg znów strzelił bramkę głową, co wcześniej raczej się nie zdarzało. Z dwubramkową przewagą Dortmundu drużyny schodziły do szatni. Po przerwie świetną kontrę przeprowadzili gospodarze. Jude Bellingham do Marco Reusa, ten zagrywa tak, że Marvin Friedrich wpycha piłkę do własnej bramki. Gospodarze pomału zaczęli włączać tryb ekonomiczny, co kończyło się głównie stratami w środku pola. W 56. minucie arbiter Sven Jablonski po analizie VAR podyktował rzut karny po faulu Axela Witsela na Kevinie Behrensie. Jedenastkę na bramkę zamienił Max Kruse. Wyglądało na to, że BVB kontroluje przebieg spotkania, a jednak goście zdołali strzelić na 3:2. Rzut rożny, zagranie w pole karne i głową pakuje do siatki. Jednak Haaland ponownie dał znać, gdy wykorzystał dalekie podanie Matsa Hummelsa i lobem pokonał Andreasa Luthe. Po tym zwycięstwie Dortmundczycy zajmują 3. miejsce ze stratą punktu do liderującego Bayernu. Union zostaje z 6 oczkami w środku tabeli.

            Kolejkę kończyło starcie Wolfsburga z nieskutecznym Eintrachtem, który miał chrapkę na pierwsze w tym sezonie ligowe zwycięstwo. Bliżej bramki na początku meczu byli gospodarze, ale ani Joshua Guilavogui, ani Kevin Mbabu, ani nawet Wout Weghorst, który z główki trafił w poprzeczkę, nie wykorzystali swoich okazji. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, więc to drużyna z Frankfurtu zaczęła strzelanie. Z lewej strony podał Filip Kostić, a Sam Lammers z woleja wpakował piłkę do siatki. Holender pomału się rozkręca. Trzy dni wcześniej również zdobył gola, a jego ofiarą okazało się Fenerbahce. Do końca pierwszej części nic się nie zmieniło. Po przerwie znowu do ataku rzuciły się Wilki. Dwadzieścia minut przed końcem fantastycznym rajdem popisał się Mbabu, który dograł do Luki Waldschmidta, jego strzał obronił fenomenalny w tym meczu Kevin Trapp, ale nie mógł przewidzieć, że do dobitki dojdzie Weghorst, który z ostrego kąta wyrównał stan rywalizacji. Jeszcze w doliczonym czasie gry Lucas Nmecha strzelił bramkę, ale nie została ona uznana – spalony. Tak właśnie Wolfsburg stracił pierwsze punkty w sezonie i prowadzenie w tabeli. Oliver Glasner i spółka już trzeci raz z rzędu wypuścili komplet oczek z rąk, przez co z czterema punktami plasują się na 15. miejscu. Słabo jak na początek pracy.

            W najbliższy weekend szykują się interesujące potyczki. Eintracht zmierzy się z Koeln, Bayer podejmie świetne na początku sezonu Mainz no i czekają nas derby Borussii. Mimo kryzysu Źrebaków nie można być pewnym na Borussia-Park żadnego wyniku. Wszystko zacznie się w piątek być może kolejnym strzelaniem Bayernu, bo jadą do beniaminka z Fuerth.

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s