JEDENASTKA DEKADY PREMIER LEAGUE

W ostatni poniedziałek na portalu pojawiła się moja Najlepsza Jedenastka Ubiegłej Dekady. Wówczas brałem pod lupę piłkarzy z całego piłkarskiego świata. Dziś pora na zawodników z mojej ulubionej Premier League.

Nie mógłbym odmówić sobie przyjemności wytypowania jedenastu bohaterów, którzy w ostatniej dekadzie trzęśli angielskimi rozgrywkami. Rzecz jasna, znajdzie się również miejsce dla rezerwowych. O kryteriach nie ma co się rozpisywać. Są one bardzo zbliżone do tych sprzed tygodnia, o których przeczytać możecie we wstępie poniższego tekstu:

>>> JEDENASTKA DEKADY <<<

 Oczywiście, siłą rzeczy odchodzi nam tutaj argument weryfikacji w różnych ligach, a także pucharowe i reprezentacyjne starcia, które totalnie nie będą nas interesować.Football’s coming home! Przyglądamy się tylko angielskiej ziemi. Do dzieła!

David de Gea (Manchester United)

326 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Jasne! Mam świadomość, że po Mundialu w Rosji coś się popsuło i Hiszpan coraz rzadziej przypominał bohatera poprzednich sezonów. Nie zmienia to faktu, że w ostatniej dekadzie w Premier League lepszego bramkarza po prostu nie było. A to dlatego, że De Gea w formie, to topowy goalkeeper nie tylko w Anglii, ale i na całym świecie. Jego refleks śnił się po nocach niejednemu napastnikowi. Pięciokrotnie nominowany do jedenastki sezonu, Mistrz Premier League z rozgrywek 12/13 i triumfator Złotych Rękawic 17/18.

Pamiętna chwila:

Sezon 2017/2018

Rozgrywki, w których De Gea sięgnął po Golden Gloves za sprawą 18 czystych kont. Nie to jednak jest najbardziej istotne.  Jeśli połączymy owy wynik z faktem, że więcej interwencji od Hiszpana miało tylko czterech bramkarzy w całej lidze, to zjawisko to jawi nam się jako wyczyn iście kosmiczny. Mówiąc wprost, defensywa Manchesteru była na tyle dziurawa, że De Gea był zapracowany niczym bramkarz ligowego przeciętniaka, a jego wynik spotkań na zero z tyłu, mógł sugerować, że ma przed sobą świetnie spisująca się obronę. Czerwone Diabły skończyły ten sezon na drugim miejscu i można rzec, że Hiszpan zapewnił im to niemal w pojedynkę.

Mecz z Arsenalem

Czego zresztą dobitnym dowodem było spotkanie z „Kanonierami”. 14 interwencji w całym meczu pozwoliło na wyrównanie rekordu Krula i Mannone  (z lat 2013 i 2014) oraz zwycięstwo 3-1 z zespołem Arsena Wengera. Jeden z najlepszych występów bramkarskich w całej historii Premier League. 

Cesar Azpilicueta (CHELSEA)

278 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Uniwersalny żołnierz. Defensor, który może zagrać zarówno z lewej, jak i z prawej strony bloku obronnego, a także w jego środku. Do Premier League trafił w 2012 roku i od tamtego czasu rozgrywa każdy sezon niemal od deski do deski. Stawiał na niego Benitez, w składzie widział go Mourinho, Hiddink, Conte, Sarri. Grał również u Lampard. W ostatnich sezonach etatowy kapitan zespołu, którego występy pomogły Chelsea w triumfie w rozgrywkach 14/15 i 16/17. Chodzący profesjonalizm i solidność. Piłkarz, który nigdy nie zszedł poniżej pewnego, wysokiego poziomu.

Pamiętna chwila:

Defensor Chelsea to raczej ktoś, kto kojarzy nam się bardziej z regularnością niż piłkarskimi fajerwerkami. I mówiąc szczerze, trudno się doszukać jakiegokolwiek momentu, który mógłby tutaj specjalnie zapaść w pamięć. W żadnym razie nie chodzi tu o deprecjonowanie Hiszpana, który znalazł się przecież w jedenastce zupełnie zasłużenie. Jeśli miałby jednak wskazać okres, w którym zawodnik ten najbardziej mi zaimponował, to wybrałbym cały sezon 16/17.

A wszystko dlatego, że Azpilicueta był nie tylko absolutnie kluczowym piłkarzem w mistrzowskim składzie Conte, ale też kimś, kogo uniwersalność pomogła w taktycznej rewolucji przeprowadzonej przez Włocha.

Londyńskie początki trenera były trudne. Na przestrzeni 4 i 6 kolejki wraz ze swym zespołem ugrał on zaledwie 1 punkt, przegrywając przy tym 0:3 z Arsenalem. Mecz ten był katalizatorem ogromnych zmian na Stamford. Conte zdecydował się na korektę formacji i przejście na system z trójką z tyłu. Azpilicueta, który miał od teraz być środkowym obrońcą, szybko zaadaptował się do nowych warunków i pomógł zespołowi najpierw w osiągnięciu serii 14 zwycięstw z rzędu, a w końcowym rozrachunku w triumfie w całych rozgrywkach.

Vincent Kompany (Manchester City)

186 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Gdyby nie kontuzje na pewno osiągnąłby znacznie więcej. Ale cztery Mistrzostwa Anglii oraz garść innych drużynowych sukcesów to i tak sporo. Były kapitan „Obywateli” dołączył do klubu dosłownie chwilę przed tym, zanim trafił on w ręce Sheika Mansoura. Niebywała konkurencja nie przeszkodziła jednak Belgowi w byciu centralną postacią zespołu przez niemal 10 lat.

Pamiętna chwila:

Gol z Leicester

Mamy 37 kolejkę sezonu 18/19. Zespół Manchesteru City prowadzi w tabeli, ale jest zaledwie jeden punkt nad drugim Liverpoolem. Oba zespoły zresztą grają niesamowicie i mają zdobyte już kolejno 95 i 94 punkty.

W zasadzie ostatnią nadzieją „The Reds”, na dogonienie „The Citizens”, jest starcie tych drugich z drużyną z Leicester. Podopieczni Rodgersa wydają się być ostatnią, naprawdę solidną przeszkodą, jaka może powstrzymać ekipę Guardioli. Przebieg meczu tylko to potwierdza. Mamy 69 minutę meczu, a na tablicy wciąż widnieje 0:0. W tym momencie sprawy w swoje ręce bierze nie Sterling, Silva, czy Aguero, a właśnie Kompany.

Jego rakieta posłana w samo okienko bramki Lisów to gol sezonu, który pozwala „Obywatelom” na triumf 1-0 w tym arcytrudnym spotkaniu i jest – jak się ostatecznie okazuje – jednoznaczny z ich zwycięstwem w całych rozgrywkach. To był ostatni sezon Kompany’ego w Premier League. Lepszego pożegnania nie sposób wymarzyć.

Virgil Van Dijk (Liverpool)

162 SPOTKANIA W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

162 ligowe mecze. Tyle wystarczyło Holendrowi by szturmem wedrzeć się do Najlepszej Jedenastki Dekady. Owszem, to trochę mało. Ale jest też naprawdę sporo argumentów przemawiających za tą właśnie kandydaturą.

Ktoś powie, że Van Dijk rozegrał do tej pory tak naprawdę tylko 2,5 sezonu na najwyższym poziomie, z czym trzeba się zgodzić. Ale co to był za czas wykonaniu Holendra! Przecież kampania 18/19 – do której przejdziemy za chwilę – to dla niego rozgrywki wręcz absurdalnie dobre i ostatecznie okraszone wicemistrzostwem kraju. Sezon 19/20 to zaś ten, w którym jego Liverpool sięgnął po tytuł, w czym ogromny udział defensora.

No ale przecież okres w Southampton to czas, za który również należy go pochwalić. Sezony 15/16, 16/17 i częściowo 17/18 to te, w których Holender wyrastał na lidera zespołu Świętych i grał na tyle dobrze, że Klopp dosłownie uparł się na jego transfer. Van Dijk albo nikt! – tak rzekomo twierdził niemiecki szkoleniowiec.

Pamiętna chwila:

Wyżej wspomniana kampania 18/19.

Holender był podczas niej wręcz zjawiskowy. Portale statystyczne co kolejkę odhaczały kolejny mecz Van Dijka, w którym to Holender nie pozwolił się przedryblować. Koniec końców nie udało się to nikomu w całym ligowym sezonie. Rzekomo. Ale nawet jeśli potraktować ten fakt z lekkim przymrużeniem oka, to nie ulega wątpliwości, że w wykonaniu defensora LFC, był to czas iście wyjątkowy. Dominacja w powietrznych pojedynkach, spokój w odbiorze, świetne rozegranie i 4 gole. To wszystko złożyło się na całkowicie zasłużony tytuł MVP sezonu.

Oprócz tego Holender mógł pochwalić się drugim miejscem zarówno w plebiscycie FIFA jak i France Football (w obu za Messim). I choć te dwa ostatnie wyróżnienia to raczej pokłosie triumfu w Lidze Mistrzów, to nie zmienia to faktu, że nie byłoby ich, gdyby nie równie znakomita gra na angielskiej ziemi.

Pablo Zabaleta (Manchester City)

303 SPOTKANIA W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Symbol zadziorności i pracowitości. Zdyscyplinowany taktycznie i potrafiący podłączyć się do akcji ofensywnej. Przez wiele sezonów fundament defensywy „The Citizens” i jeden z członków zespołu, który zapoczątkował złotą erę „Obywateli”, do których dołączył już w 2008 roku.

Jego stabilna forma pozwoliła mu na rozegranie 303 spotkań w Premier League.

Pamiętna chwila:

Bramka w historycznym spotkaniu

Kiedy Zabaleta zdobywał gola na 1-0 z zespołem QPR, nie miał pojęcia, że właśnie rozpoczął strzelanie w najbardziej szalonym meczu, w jakim kiedykolwiek brał udział.

Był 13 maja, 2012 roku. W ostatniej, ligowej kolejce City podejmowało na swoim stadionie zespół z Londynu. „Obywatele” byli wówczas liderem rozgrywek i ewentualne zwycięstwo dawało im triumf w całych rozgrywkach. 

No ale dobrze…

Jeśli interesujecie się piłką na tyle, że zdecydowaliście się sięgnąć po ten tekst, to doskonale znacie całą historię. Depczący po piętach swoich sąsiadów Manchester United wygrał równoległy mecz i czekał na to jak zakończy się sporo przedłużone spotkanie na Etihad. A tam mieliśmy prawdziwy piłkarski rollercoaster. 1:0, 1:1, 1:2, 2:2, i w końcu 3:2. W dosłownie ostatniej sekundzie spotkania! Tytuł trafił do błękitnej części Manchesteru, a całe show – jak wcześniej wspomnieliśmy – zaczął Zabaleta, dla którego…był to pierwszy gol w sezonie. To się nazywa timing.

Eden Hazard (Chelsea)

245 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Na Stamford Bridge trafił już w 2012 roku. Wówczas był znany jako najlepszy piłkarz Lique1 i nadzieja belgijskiej piłki. I bardzo słusznie, bo dziś wiemy, że to jeden z topowych piłkarzy ubiegłej dekady Premier League, a znajdą się i tacy, którzy uznają go za numer jeden.

245 spotkań w Premier League, 85 goli i 65 asyst to dorobek byłego skrzydłowego „The Blues”.

Nie ma co ukrywać, Hazard nigdy pracusiem nie był, ale jego luz i niecodzienne umiejętności to coś, czym czarował przez całe lata. Efektowny i zarazem efektywny styl gry Belga pomógł Chelsea w sięgnięciu po 2 mistrzowskie tytuły, a jemu samemu po wyróżnienie dla MVP sezonu w rozgrywkach 14/15.

Pamiętna chwila:

Gol w meczu z Arsenalem:

Jest 4 luty, 2017 roku. The Blues podejmują u siebie Kanonierów, w 24 kolejce Premier League. Mamy 53 minutę meczy kiedy to Eden Hazard przyjmuję piłkę na własnej połowie boiska i rozpoczyna…

Ok, opisywanie tego gola nie ma sensu. To po prostu trzeba zobaczyć:

N’Golo Kante (Leicester/Chelsea)

180 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Ten rozbiegany pomocnik Reprezentacji Francji to ktoś, kto zawsze gwarantuje intensywność i harówkę w defensywie. W Premier League od 2015  roku, kiedy to zasilił zespół Leicester, za kwotę 4,5 mln euro. To był strzał w dziesiątkę. Kante to jeden z głównych bohaterów sensacyjnego mistrzostwa Leicester i kluczowa postać w układance Chelsea w kolejnych sezonach. W ciemno można założyć, że każdy szkoleniowiec na świecie chciałby mieć kogoś takiego w swoich szeregach. Na koncie 2 mistrzowskie tytułu i MVP sezonu 16/17.

Pamiętne chwila:

Uprzedzając fakty, to jedyny przedstawiciel Lisów w podstawowej jedenastce, w związku z czym wspomnienie o sezonie 15/16, wydaje się jak najbardziej stosownym.

Wówczas MVP został Mahrez, jednak uważni widzowie, bez trudu dostrzegli tytaniczną pracę francuskiego pomocnika. Zresztą, włodarze klubów z topu również. Stąd późniejszy transfer do Chelsea.

Wszystko dlatego, że Kante był wówczas zjawiskowy. Efektowna gra w ofensywie to nie jego działka, ale już praca w obronie to coś, w czym nie ma sobie równych. Jego 4.7 odbioru na mecz i 4.2 przechwytu na mecz, to najlepsze wyniku w lidze, w tamtym okresie. Mając takiego gościa w drugiej linii, możesz być spokojnym j grać o najwyższe cele. Między innymi właśnie stąd sensacyjny wyczyn Leicester.

Kevin de Bruyne (Chelsea/Manchester City)

168 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Jako młody piłkarz nie dał rady zaistnieć w Chelsea. Spowodowało to transfer do Bundesligii, w której okrzepł i wszedł na wysoki poziom. Kiedy Manchester City kupował go w 2015 roku, za sumę 75 mln euro, można było się spodziewać, że do ligi trafia świetny zawodnik. Ale, że okaże się on jednym z najlepszych pomocników w całej historii Premier League? Na to wpadli już raczej tylko nieliczni.

A przecież Belg to 176 spotkań na angielskiej ziemi, 39 goli i 78 asyst. Kluczowych podań czy asyst trzeciego stopnia nawet nie ma sensu liczyć. Było ich mnóstwo.

Bo Kevin de Bruyne to wybitny kreator. Jego ofensywna gra, którą podstawą jest idealnie ułożona stopa, połączona z perfekcyjnym skanowaniem przestrzeni sprawia, że bywały momenty, w których przerastał on całą ligę. Stąd wyróżnienie dla MVP rozgrywek, zdobyte w sezonie 19/20, a także 4 mistrzowskie tytuły z zespołem „The Citizens”.

Pamiętna chwila:

Sezon 19/20 i wyrównanie rekordu Henry’ego.

Aż 17 lat czekaliśmy, aż ktoś dorówna Francuzowi, jeśli chodzi o liczbę asyst zdobytych w jednym sezonie. Zrobił to Belg, który zaliczył ich aż 20. Ale co to były za podania! Ciasteczko za ciasteczkiem. Prostopadłe piłki, dośrodkowania na nos, perfekcyjnie bite stałe fragmenty. Po prostu kunszt. Regularne obsługiwanie kolegów, a także 13 goli, pozwoliło pomocnikowi City na zgarnięcie tytułu piłkarza sezonu. Nie miał tu znaczenia fakt, że po prymat sięgnął ostatecznie Liverpool. Belg był w tych rozgrywkach poza zasięgiem konkurencji.

David Silva (Manchester City

290 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Niemal całe dziesięciolecie spędzone w Premier League i w zasadzie brak choćby jednego,  słabszego sezonu. 

Hiszpan trafił do „The Citizens” w roku 2010 i od tamtego czasu regularnie występował w pierwszej jedenastce zespołu z Manchesteru, z którym to sięgnął po 4 mistrzowskie tytuły. Jego przygoda z błękitną częścią miasta skończyła się dopiero ubiegłego lata, kiedy to zasilił Real Sociedad.

290 rozegranych spotkań w ubiegłej dekadzie, 59 goli i 102 asysty, to imponujący dorobek.

Być może najlepszy piłkarz w historii klubu i bez wątpienia najznakomitszy Hiszpan, jaki kiedykolwiek grał w Premier League.

Pamiętna chwila: 

Zdemolowanie Manchesteru United w derbach miasta.

Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do klasy Silvy, to ulotniły się one wraz z końcowym gwizdkiem po meczu „Obywateli” z „Czerwonymi Diabłami”, rozgrywanym na Old Trafford.

Był 23 października, 2011 roku, kiedy to zespół Hiszpana dosłownie zmiótł z ziemi rywali, pokonując ich aż 6-1. 

Cóż to był za występ w wykonaniu Silvy!

Udział przy 5 z 6 trafień The Citizens, a przy tym gol i asysta. Szczególnie to ostatnie zagranie zachwyciło obserwatorów. Doskonałe podanie, które otworzyło drogę do bramki Sergio Aguero. Piłka uderzona wolejem przez Hiszpana, nabrała specyficznej trajektorii i pozwoliła wyjść Argentyńczykowi sam na sam z bezradnym De Geą. A ten okazji nie zmarnował.

To był absolutnie magiczny moment hiszpańskiego wirtuoza i symboliczny mecz, który był zapowiedzią zmiany warty w mieście. W Manchesterze od lat rządziły „Czerwone Diabły”, przyszedł czas na ich detronizację, która to w kolejnych latach stała się faktem, o czym świadczą kolejne trofea.

Sergio Aguero (Manchester City)

269 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

Najlepszy strzelec w historii Manchesteru City, który dołączył do klubu w 2011 roku. 180 goli, w 269 ligowych spotkaniach. A gdyby nie kontuzje byłoby ich znacznie więcej.

Snajper wyborowy, którego styl ewoluował na naszych oczach. Z lubującego się w grze na pozycji cofniętego napastnika przemianował się na rasowego killera, który uderza na bramkę rywala z chirurgiczną precyzją. Król Strzelców z sezonu 14/15, legenda Etihad i – póki co -czwarty strzelec w historii Premier League, który lada dzień wskoczy na miejsce numer 3 (tylko 7 goli straty do Andy Cole’a).

Pamiętna chwila:

O meczu Manchester City-QPR pisałem trochę przy rozdziale Zabalety. Oddajmy więc głos Andrzejowi Twarowskiemu:

Harry Kane (Tottenham)

225 SPOTKAŃ W UBIEGŁEJ DEKADZIE PREMIER LEAGUE

A pamiętacie, jak mówili o nim „one season wonder”?

Dziś po takich głosach nie ma śladu. Kane to obecnie 9 strzelec w historii Premier League, z 157 bramkami na koncie, który wyraźnie ma ochotę na atakowanie wyższych pozycji. 

Czy to najlepszy angielski piłkarz ostatniej dekady? Chyba tak. Regularność w strzelaniu, progres z sezonu na sezon, i coraz większa odpowiedzialność za zespół, którego dziś jest liderem.

To, co na pewno boli Kane i jego fanów to fakt, że w jego gablocie wciąż brakuje Mistrzostwa Anglii. Czy to jednak powód, by go deprecjonować? Na pewno nie. Snajper Spurs, który dołączył do klubu w 2013 roku, daje z siebie wszystko, czego dowodem są dwa tytuły Króla Strzelców za sezony 15/16 i 16/17.

Pamiętna chwila:

Snajperski finisz sezonu 16/17

To były rozgrywki, które przebiegały pod znakiem strzeleckiej rywalizacji Kane’a i Lukaku. Problem tego pierwszego polegał na tym, że jego rywal cieszył się końskim zdrowiem, a on sam miał problemy ze stawem skokowym. Anglik z tego tytułu opuścił 5 meczów  już na początku sezonu, a następnie wypadł ze spotkań numer 29, 30, i 31. Belg w tym czasie poprawił swój dorobek, strzelając trzy gole.

Po 33 kolejkach Lukaku miał 4 bramki przewagi nad Kanem (24 vs 20). Owszem, ten drugi miał do rozegrania dwa – wynikające z zaległości w harmonogramie – spotkania więcej, ale próba dogonienia napastnika Evertonu wydawała się karkołomna. 

Co zrobił Anglik po powrocie? Gol z Bournemouth, z Arsenalem, z Manchesterem United i uwaga, 4 w przedostatnim meczu z Leicester, oraz 3 na finiszu z Hull!

Lukaku w tym czasie strzelił tylko raz. Tak więc Kane sięgnął po koronę Króla Strzelców z 29 golami w sezonie, w zaledwie 30 spotkaniach.

Ławka rezerwowych:

Petr Cech (Chelsea/Arsenal) 237 spotkań w ubiegłej dekadzie Premier League

W ubiegłe dziesięciolecie wchodził już jako bardzo utytułowany bramkarz. Kolejne nie była już na pewno tak owocne jak poprzednie, ale czeski bramkarz wciąż mógł przez długi okres chwalić się naprawdę niezłą formą. W mistrzowskim dla Chelsea sezonie 14/15 był już co prawda tylko rezerwowym, ale później załapał się jeszcze na trzy pełne kampanie w Arsenalu.

John Terry (Chelsea) 168 spotkań w ubiegłej dekadzie Premier League

Podobny przypadek do Cecha. Ostatnia dekada to może nie to co lata 2001-2010, ale wciąż był to dla Anglika okres bardzo udany. Sięgnął on wówczas po dwa mistrzowskie tytuły w sezonach 14/15 i 16/17, przy czym wydatnie przyczynił się do pierwszego z nich.

Branislav Ivanovic (Chelsea, WBA) 209 spotkań w ubiegłej dekadzie Premier League

Weteran angielskich boisk, który pojawił się na Stamford już w 2008 roku. Uniwersalny żołnierz, który początkowo znany był z gry na boku obrony, by następnie przesunąć się w jego centrum. Ostatnie miesiące w zespole The Blues nie należały może do najlepszych, ale wcześniejsze lata to topowa forma, która zaowocowała dwoma tytułami mistrzowskimi w sezonach 14/15 i 16/17.

Yaya Toure (Manchester City) 212 spotkań w ubiegłej dekadzie Premier League

Kawał historii zapisanej na Etihad – na które trafił już w 2010 roku –  potwierdzony trzema mistrzowskimi tytułami. Myślisz Yaya Toure, mówisz sezon 13/14, w którym to zdobył aż 20 goli i 9 asyst, będąc jednym z najlepszych piłkarzy w lidze.

Mohamed Salah (Liverpool FC) 148 spotkań w ubiegłej dekadzie Premier League

Obrał podobną ścieżkę do Kevina de Bruyne. Przygodę z angielską piłką zaczął od Chelsea. Tam się nie powiodło, więc okrzepł poza angielską ziemią, by ostatecznie wrócić i pozamiatać ligę. Na Anfield od sezonu 17/18, w którym to z miejsca sięgnął po tytuł MVP rozgrywek i koronę Króla Strzelców (32 gole). W następnym po raz kolejny cieszył się z tego snajperskiego wyróżnienia (22 gole wespół z Mane i Aubameyangiem). Kluczowy piłkarz w maszynie Kloppa.

Jamie Vardy (Leicester) 226 spotkań w ubiegłej dekadzie Premier League

Miejsce w tym zestawieniu to nagroda za zadziorność, wytrwałość w dążeniu do celu, a przede wszystkim za regularność w strzelaniu (115 goli w PL). Anglik może nie jest wirtuozem, ale proste środki ma opanowane do perfekcji. Jego strzelecka forma to jeden z głównych powodów dzięki, którym Leicester sięgnęło po mistrzowski tytuł. Król Strzelców z sezonu 19/20.

Tak więc owe zestawienie kończymy na jednym z przedstawicieli „Lisów”, które bez wątpienia były największą sensacją ostatniego dziesięciolecia, nie tylko w Premier League, ale chyba w całej europejskiej piłce.

Co do samej jedenastki i wspomagającej jej ławki – wiem, że jest kilka nazwisk, których na pierwszy rzut oka może brakować. No bo gdzie Bale, czy Suarez? Szczerze, rozważałem obu, ale zarówno jeden jak i drugi zbyt krótko gościł w Premier League w ostatniej dekadzie, by móc wygryźć weteranów,  na których się zdecydowałem. A co z bramkostrzelnymi Sterlingiem, czy Aubameyangiem? A długowieczny Milner?

Pewnie każdy z tych typów by się wybronił. Ale taki już urok tego typu podsumowań. Nie sposób w nich zmieścić wszystkich.

Michał Bakanowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s