Najlepsza Jedenastka Ubiegłej Dekady

Wraz z ostatnim dniem grudnia, 2020 roku, zakończył się pewien etap. Okrągła dekada – za której początek uznajemy 1 stycznia 2011 roku – została zamknięta. Tego typu wydarzenie to zawsze świetna okazja do wszelakich podsumowań, w przeróżnych dziedzinach. Od kina czy literatury począwszy, na sporcie skończywszy. Nie inaczej jest z piłką nożną. Jako że sam lubuję się w tego typu zestawieniach, pokusiłem się o ułożenie Najlepszej Jedenastki Ubiegłej Dekady.

Wstęp

Zanim jednak przejdziemy do meritum, warto zwrócić uwagę na kryteria, według których oceniani byli poszczególni piłkarze. Na wstępnie trzeba wspomnieć, że tego typu zabawa (i jest to słowo w pełni oddające charakter całego przedsięwzięcia), zawsze będzie miała charakter subiektywny. Sportowej klasy nie sposób ująć w samych liczbach czy wykresach. Szczególnie jeśli pod lupę bierze się tak przewrotną dyscyplinę jak piłka nożna.

Niemniej, pewne kryteria są raczej bezdyskusyjne. Co więc musi zrobić piłkarz, by myśleć o tym, by znaleźć się w Jedenastce Dekady? 

Na pewno może mu w tym pomóc pełna gablota. Oczywiście, poniższe zestawienie to nie konkurs pod tytułem – „kto więcej wygrał”, ale drużynowe sukcesy to na pewno coś, co jest istotnym elementem w ocenie zawodnika, który to przecież ma walczyć o miano najlepszego na swojej pozycji i to na przestrzeni 10 lat. 

Oprócz tego – a może i przede wszystkim – stabilna forma. Wśród bohaterów dekady nie ma miejsca dla tzw. „jednosezonowców”. Jasne, trudno wymagać od któregokolwiek z zawodników, by prezentował się bez zarzutu przez pełne 10 lat (choć są tacy, którym chyba się to udało), ale co najmniej 5-6 na najwyższym poziomie to chyba rozsądne wymaganie.

Istotny jest też jego wpływ, zarówno na zespół, jak i na rozwój całej piłki. Na przestrzeni lat na piłkarskich boiskach pojawiają się zawodnicy, którzy nie tylko ciągną swoje drużyny, ale i potrafią całkowicie przedefiniować grę na swojej pozycji. Kiedyś byli to choćby Beckenbauer, Roberto Carlos czy Makelele. Później przyszedł czas na innych, którym poświęcimy czas w poniższym tekście.

Indywidualne rekordy i nagrody to rzecz jasna również coś, obok czego nie sposób przejść obojętnie. Możemy oczywiście kwestionować kolejne plebiscyty FIFA czy Złotej Piłki. Nie zmienia to faktu, że stoi za nimi prestiż, który sprawia, że tego typu laury wciąż działają na wyobraźnię i mają spore znaczenie.

No i weryfikacja na różnych poziomach. Oczywiście, cenimy zawodników, którzy są oddani jednemu klubowi i decydują się spędzić w nim całą karierę. Ale spróbowanie swoich sił w więcej niż jednej, silnej lidze, daje zdecydowanie szerszy obraz. Tak więc w kwestiach spornych, może to być czynnik przechylające szalę na jedną ze stron.

To chyba tyle. Powyższe kryteria to raczej odpowiedni zestaw pomocniczy, do tego, by z czystym sumieniem wyłonić tych najlepszych. Tak więc do dzieła!

Manuel Neuer (Bayern/Niemcy)

Bramkarz, o którym powiedziano już wszystko. Rewolucjonista, który spopularyzował odważne wyjścia z bramki, a także wzniósł na wyższy poziom grę nogami na pozycji, na której przed jego pojawieniem się nie była ona uważana za kluczową. Jego brawurowy, a przy tym skuteczny styl, to źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń i coś, co zostawi po sobie na dziesiątki lat. Neuer to tak naprawdę zawodnik z pola, tyle że ustawiony między słupkami. Jego umiejętności są tak duże, że Guardiola swego czasu rozważał wystawienie go w linii pomocy. Pokłócił się nawet o to z zarządem Bayernu, który storpedował ten pomysł. Szefowie Katalończyka nie obawiali się jednak o piłkarskie predyspozycje Neuera, a o fakt, że tego typu rozwiązanie może zostać odebrane jako lekceważenie przeciwnika.

Nie można jednak zapominać, że Neuer to przede wszystkim bramkarz. I to jaki! Świetny refleks, doskonała gra zarówno na linii, jak i przedpolu, oraz cechy przywódcze. Prawdziwy bramkarski tytan, który o swoim stylu mówi:

„Jest odrobinę ryzykowny, ale oferuje też bezpieczeństwo i ochronę, którą muszę dawać swoim kolegom. Wolę przejęć piłkę, zanim zrobi to napastnik, dochodzący do sytuacji sam na sam. Jeśli nie pozwolę mu jej opanować, nie będzie miał szansy na strzelenie gola.”

Cóż, tego typu gra pomogła mu w sięgnięciu po:

Mistrzostwo Niemiec: 2012/2013, 2013/2014, 2014/2015, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018, 2018/2019, 2019/2020

Ligę Mistrzów: 2012/2013, 2019/2020

Mistrzostwo Świata: 2014

+ inne, mniejsze sukcesy 

Tak więc ryzyko chyba w tym wypadku popłaca.

Marcelo (Real/Brazylia)

Tak, wiem! Przez ostatnie półtora roku Brazylijczyk jest cieniem samego siebie. Piłkarz zmagał się z nadwagą, wypadł ze składu „Królewskich”, a także nie został powołany na – ostatecznie wygrany przez Brazylię – turniej Copa America 2019, co jest sporą rysą na jego karierze.

Czymże jest jednak te kilkanaście miesięcy, w stosunku do tego co Marcelo osiągnął wcześniej? Kibice Realu nie mogli wyobrazić sobie lepszego następcy Roberto Carlosa. Ten boczny defensor, podobnie jak jego poprzednik, to ktoś, kto kojarzy nam się raczej z ofensywnymi wypadami, niż z grą obronną. Ale taka jest przecież dzisiejsza piłka.

Niesamowite rajdy i penetrujące dośrodkowania to wizytówka Marcelo, którego szybkość, technika i brawura przyczyniły się do osiągnięcia przez niego następujących sukcesów:

Mistrzostwo Hiszpanii: 2011/2012, 2016/2017, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2013/2014, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018

+ inne, mniejsze sukcesy 

Tak więc mówimy tu o jakichś 8 latach na najwyższym poziomie. Do pełni szczęścia brakuje tylko trofeum zdobytego z Canarinhos. Szkoda, bo gdyby nie rozprężenie po Mundialu w Rosji, cel ten byłby na wyciągnięcie ręki.

Tak czy inaczej, Marcelo to absolutny dominator na swej pozycji, który melduje się w jedenastce, mimo nie lada rywala w postaci Jordiego Alby.

Sergio Ramos (Real/Hiszpania)

Czas na kolejnego – i uprzedzając fakty – nieostatniego przedstawiciela Królewskich. Nic dziwnego, jeśli wraz ze swoim klubem aż czterokrotnie sięgasz po Ligę Mistrzów, to jesteś murowanym kandydatem do Jedenastki Dekady. Szczególnie jeśli – tak jak w przypadku Ramosa – dokładasz do tego mistrzostwa kraju, oraz sukcesy z reprezentacją. I tak kapitan Realu oraz La Furia Roja może pochwalić się następującymi trofeami, zdobytymi na przestrzeni ostatnich 10 lat:

Mistrzostwo Hiszpanii: 2011/2012, 2016/2017, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2013/2014, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018

Mistrzostwo Europy: 2012

+ inne, mniejsze sukcesy 

Jeśli do tego dołożyć fakt, że Hiszpan w każdym z tych osiągnięć miał absolutnie kluczowy udział, to można jasno stwierdzić, że mamy do czynienia z najlepszym środkowym obrońcą ostatniego dziesięciolecia. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że Ramos to defensor absolutnie wyjątkowy. Jego umiejętności bronienia dostępu do bramki to jedno, zachowanie w polu karnym rywala to już inna kwestia, i coś, co wyróżnia go spośród innych kolegów po fachu. Hiszpan zdobył w całej karierze blisko 130 goli, z czego lwia część przypada na ostatnią dekadę. Niebywały wynik.

Jerome Boateng (Manchester City, Bayern/Niemcy)

Jak to? Bohater memów w Jedenastce Dekady?

Oczywiście, nie ma nic dziwnego w tym, że możemy skojarzyć Boatenga z pamiętnym ośmieszeniem go przez Messiego. Wydarzenie to odbiło się takim echem, że trudno przejść obok niego obojętnie. Co się pośmialiśmy to nasze, teraz przejdźmy jednak do konkretów.

A tych na korzyść Niemca jest naprawdę sporo.

Jeśli zerkniemy na jego karierę nieco bardziej skrupulatnie, to może jawić nam się on jako jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy w ubiegłym dziesięcioleciu.

Otóż Boateng rozpoczął ostatnią dekadę prawdziwym wejściem z buta. Jego pierwszy ogromny sukces przypada już na połowę roku 2013, kiedy to wraz z Bayernem sięgnął po Ligę Mistrzów, wygrywając w międzyczasie wszystkie inne możliwe rozgrywki sezonu 2012/2013. Potem nastał jego świetny czas pod wodzą Guardioli, który to zrobił z Niemca jednego z najlepszych defensorów na świecie, niesamowicie rozwijając w nim umiejętność operowania piłką.

Piłkarski progres Niemca korelował z kolejnymi sukcesami. Z końcem roku 2020 jego gablota (biorąc pod uwagę dekadę) prezentowała się następująco:

Mistrzostwo Niemiec: 2012/2013, 2013/2014, 2014/2015, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018, 2018/2019, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2012/2013, 2019/2020

Mistrzostwo Świata: 2014

+ inne, mniejsze sukcesy 

Mamy tu więc do czynienia z kimś, kto seryjnie sięgał po kolejne mistrzostwa kraju, zakończył dziesięciolecie drugim triumfem w Lidze Mistrzów, a w międzyczasie przywiózł złoty medal z Mundialu w Brazylii.

Taki dorobek w połączeniu z naprawdę dużymi umiejętnościami piłkarskimi Niemca, robi naprawdę duże wrażenie i sprawia, że trafia on do mojej Jedenastki Dekady. Wyprzedzając takich tuzów jak: Hummels, Godin, Varane czy Chiellini.

Dani Alves (Barcelona, Juventus, PSG, Sao Paulo/Brazylia)

Dani Alves to fanatyk trofeów. Pół mieszkania zajebane pucharami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi medal…

No właśnie. Brazylijczyk to ktoś,  kto wręcz taśmowo osiągał zespołowe sukcesy. Oczywiście, pomogła mu w tym gra w znakomitych klubach i silnej reprezentacji, ale nie zmienia to faktu, że jego dorobek z ostatnich dziesięciu lat robi kolosalne wrażenie.

Mistrzostwo Hiszpanii: 2010/2011, 2012/2013, 2014/2015, 2015/2016

Mistrzostwo Włoch: 2016/2017

Mistrzostwo Francji: 2017/2018, 2018/2019

Liga Mistrzów: 2010/2011, 2014/2015

Copa America: 2019

+ inne, mniejsze sukcesy 

Alvesowi do pełnego szczęścia brakuje tylko triumfu w Mundialu, ale zwycięstwo w Copa America i tytuł MVP rozgrywek to i tak piękne dopełnienie reprezentacyjnej kariery. Ta klubowa była jeszcze bogatsza. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że za każdym razem gdy Dani zmieniał otoczenie, zastanawialiśmy się, czy nie jest on przypadkiem po drugiej stronie rzeki. A on na przekór wszystkim wskakiwał do pierwszego składu i wciąż pomagał zespołowi w osiąganiu sukcesów. 

Szybki, agresywny, świetnie wyszkolony technicznie, a także obdarzony wizją nietypową dla bocznych defensorów. Absolutny unikat i najbardziej utytułowany zawodnik w historii piłki (łącznie 40 trofeów).

Toni Kroos (Bayern, Real/Niemcy)

W minionej dekadzie nie mieliśmy piłkarza lepiej podającego piłkę. Niemiec w tym elemencie jest absolutnym mistrzem. Jego prostopadle piłki i crossy, połączone ze znakomitą wizją, składają się na obraz piłkarza absolutnie wyjątkowego. Futbol w wykonaniu Toniego Kroosa to piłka dla koneserów. Jego były trener, Stefan Reinertz mówił o nim:

„On ma naprawdę świetny przegląd pola. Mógłbyś zakryć jego oczy, a on wciąż byłby w stanie Ci powiedzieć, że Thomas Muller jest po jego prawej stronie, 50 metrów dalej, a po lewej zaś ma Oezila, oddalonego o 25 metrów.”

Nic dodać, nic ująć. Powyższe umiejętność pozwoliły Niemcowi na odnoszenie sukcesów zarówno w barwach Bayernu, Realu, jak i narodowej reprezentacji. Jego dorobek to:

Mistrzostwo Niemiec: 2012/13, 2013/14

Mistrzostwo Hiszpanii: 2016/17, 2019/20

Liga Mistrzów: 2012/13, 2015/16, 2016/17, 2017/18

Mistrzostwo Świata: 2014

+ inne, mniejsze sukcesy 

Powyższe osiągnięcia i piłkarska klasa Kroosa, nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Jedenastka Dekady nie ma racji bytu, jeśli nie znajdzie się w niej miejsca dla zawodnika Realu.

Luka Modric (Tottenham, Real/Chorwacja)

To samo tyczy się jego klubowego kolegi. Chorwat to ktoś, kto jako jedyny przełamał hegemonię Ronaldo i Messiego, jeśli chodzi o zwycięstwa w plebiscycie France Football. Zrobił to w dużej mierze dzięki fenomenalnemu występowi na Mistrzostwach Świata w Rosji (2018), z których to przywiózł srebro i tytuł MVP turnieju. Wcześniej wraz z Realem sięgnął po Ligę Mistrzów, co złożyło się na perfekcyjny rok w wykonaniu Modrica.

Wcześniejsze lata były jednak również owocne. Wystarczy spojrzeć na trofea:

Mistrzostwo Hiszpanii: 2016/2017, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2013/2014, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018 

+ inne, mniejsze sukcesy 

Pomijając powyższe osiągnięcia, warto wspomnieć o stylu gry prezentowanym przez Chorwata. Bo Modric to najbardziej kompletny środkowy pomocnik, jakiego miałem okazję oglądać. Z wizją, świetnym podaniem, strzałem oraz umiejętnością dryblingu. Oprócz tego jest on zadziorny, szybki i inteligentnie poruszający się w strefie obronnej. 

Bez problemu mogę wyobrazić sobie jedenastkę, której środek pola złożony jest z trzech Modriców. Ba! Jestem przekonany, że tak skompletowana formacja byłaby w stanie zdominować niemal każdego rywala. Czy znacie jakiegokolwiek piłkarza, o którym można powiedzieć to samo?

No właśnie. 

Andres Iniesta (Barcelona, Vissel Kobe/Hiszpania)

Hiszpański pomocnik wchodził w ubiegłą dekadę jako już utytułowany zawodnik. Mistrz Europy z 2008, Mistrz Świata z 2010, a także dwukrotny triumfator Ligi Mistrzów i  czterokrotny Mistrz Hiszpanii. Kolejne lata były kontynuacją pięknej kariery. Początkowo Iniesta był zawodnikiem opierającym się na szybkości, dynamice i świetnym dryblingu. Ostatnie dziesięciolecie to czas, w którym mogliśmy obserwować harmonijną przemianę Don Andersa, który wraz z utratą mobilności, przeradzał się w maestro środka pola. Tak więc, jeśli się starzeć, to tylko jak Iniesta.

Ta samoświadomość połączona z piłkarskim kunsztem, pozwoliła Hiszpanowi na utrzymywanie się na topie aż do 2018 roku, kiedy to w trakcie Mundialu w Rosji wciąż był jednym z najlepszych piłkarzy La Furia Roja. Co prawda wraz z kolegami nie podbił turnieju, ale jego wcześniejsze dokonania to piękny rozdział w historii piłki. 

Sukcesy:

Mistrzostwo Hiszpanii: 2010/2011, 2012/2013, 2014/2015, 2015/2016, 2017/2018

Liga Mistrzów: 2010/2011, 2014/2015

Mistrzostwo Europy: 2012

+ inne, mniejsze sukcesy 

O wielkości Iniesty nie trzeba przekonywać nikogo. Prawdopodobnie najlepszy środkowy pomocnik ubiegłej dekady. A przecież konkurencja była szalona.

Cristiano Ronaldo i Leo Messi (Real, Juventus/Portugalia i Barcelona/Argentyna)

Pisanie, o którymkolwiek z nich wydaje się niepotrzebną robotą. Absolutni geniusze i zawodnicy, o których powiedziano już wszystko. Specjalnie ujmuję ich w jednym rozdziale, gdyż cała ostatnia dekada stała pod znakiem tych dwóch, napędzających się wzajemnie robotów. Kto wie, czy ostatnie 10 – ba! nawet 15 – lat, to nie okres, w którym to oglądaliśmy duet najlepszych piłkarzy w historii całej piłki. To była rywalizacja, na którą nie zasłużyliśmy i która będzie wspominana do końca świata i jeden dzień dłużej.

Ten pierwszy to 765 goli zdobytych w całej karierze i 267 asyst. Drugi to 728 goli i 337 asyst (wg. Transfermarkt)

Złote Piłki rozłożone w stosunku 5 do 6 w całej karierze, 4 do 4 w samej dekadzie.

A zespołowe trofea (dekada)?

Ronaldo:

Mistrzostwo Hiszpanii: 2011/2012, 2016/2017

Mistrzostwo Włoch: 2018/2019, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2013/2014, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018

Mistrzostwo Europy: 2016

Messi:

Mistrzostwo Hiszpanii: 2010/2011, 2012/2013, 2014/2015, 2015/2016, 2017/2018, 2018/2019

Liga Mistrzów: 2010/2011, 2014/2015

Tak więc lata 2011-2020 to rozdział poświęcony dwóm bohaterom, dla których reszta była tylko tłem. Tu więcej dodawać nie trzeba.

Luis Suarez (Ajax, Liverpool, Barcelona/Urugwaj)

Wybór między nim a Lewandowskim, to zadanie karkołomne.

Obaj są strzelcami wyborowymi. Zarówno jeden jak i drugi trzyma poziom od naprawdę wielu sezonów i żadnemu z nich, nie sposób odmówić piłkarskich walorów, które przekładają się na zespołowe trofea.

Na kogoś jednak paść musiało.

Na korzyść Urugwajczyka przemawia fakt, że jego klasa została zweryfikowana w dwóch, najsilniejszych ligach w Europie, oraz to, że potrafił pociągnąć swą reprezentację do naprawdę dużych rzeczy (triumf w Copa America 2011 i MVP turnieju, półfinał MŚ). Z drugiej strony tylko wyżej wspomniany Modric i Lewandowski właśnie, byli w stanie odebrać tytuł piłkarza roku, któremuś z dwójki Messi/Ronaldo.

W obu przypadkach mamy argumenty za i przeciw. Zdecydowałem się więc na tego, który w moim odczuciu jest po prostu lepszym piłkarzem.

Bo Suarez z ostatniego (a także nieco zapomnianego przedostatniego) sezonu w Liverpoolu, to zawodnik zachwycający. Drybling, szybkość, zdecydowanie, zabójcza skuteczność i ta typowa dla niego piłkarska bezczelność. Po prostu bestia. Rozgrywki Premier League 13/14 w wykonaniu „El Pistolero”, to jeden z najlepszych indywidualnych sezonów w dziejach tej ligi.

Później przyszedł czas na Barcelonę, gdzie szło mu równie dobrze, a być może i lepiej. Dowodem na to niech będzie 195 goli i 113 asyst nabitych w zaledwie 283 meczach dla Blaugrany. 

Jego gra przełożyła się na następujące sukcesy:

Mistrzostwo Holandii: 2010/2011

Mistrzostwo Hiszpanii: 2014/2015, 2015/2016, 2017/2018, 2018/2019

Liga Mistrzów: 2014/2015

Copa America: 2011

+ inne, mniejsze sukcesy 

Tak więc sorry Robert, jesteś wielki, ale to samo można powiedzieć o twoim konkurencie.

Trener: Guardiola? Zidane? Czy Klopp?

Pytanie chyba równie trudne, jak te dotyczące środkowego napastnika. 

Wszyscy trzej odcisnęli piętno na poprzedniej dekadzie. Pierwszy z powodu piłkarskiej filozofii, która przesiąkała miejsca i ligi, w których pracował. Drugi poprzez absolutnie historyczny wyczyn, jakim było zdobycie trzech trofeów Ligi Mistrzów z rzędu. Trzeci za umiejętność wyciągnięcia kolejnych klubów z marazmu i wprowadzenie ich na najwyższy możliwy poziom. Co miało potwierdzenie w sukcesach.

To oczywiście uproszczenie. Każdy z powyższych ma przecież cały wachlarz zalet, którym zachwycał piłkarski świat. Kto był najlepszy?

Mój wybór pada na Kloppa. Metamorfozy, jakie przeprowadzał kolejno w Borussii, a później w Liverpoolu, to coś co pozwala uplasować mu się na miejscu numer jeden. 

Szczególnie że w obu przypadkach pracował przy ograniczonych zasobach finansowych, świetnie rozwijając piłkarzy, których miał w zanadrzu. 

Ma to potwierdzenie w liczbach. Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie kwoty z transferów przychodzących i wychodzących z klubu, podczas całej jego dotychczasowej kariery na Anfield, mamy do czynienia za stratą zaledwie 20 mln euro na sezon. Dla przykładu oba kluby z Manchesteru wydały w tym czasie po ok. 100 milionów na sezon.

Powyższe ograniczenie nie przeszkodziły Kloppowi w wyciągnięciu Liverpoolu z absolutnej przeciętności i wygraniu z klubem Ligi Mistrzów, Mistrzostwa Anglii oraz zaliczeniu w międzyczasie finałów wyżej wspomnianej Champions League i Ligi Europy.

W Borussii było niewiele gorzej: dwa Mistrzostwa Niemiec oraz zacięty finał Ligi Mistrzów z Bayernem z 2013 roku.

A to wszystko przy wyrazistym stylu gry zwanym „gegenpressing”, wielkim sercu i pasji, która wylewała się ze szkoleniowca na kolejnych konferencjach.

I może inni wygrali więcej, ale to Jurgen jest numerem jeden.

Ławka rezerwowych

Gianluigi Buffon (Juventus, PSG/Włochy)

Ta dekada bez wątpienia należała do Neuera. Zostawił on w pokonanym polu między innymi takich bramkarzy jak Courtois, De Gea, Navas, czy właśnie Buffon. Ten ostatni był jego największym konkurentem. Pewne miejsce w bramce Juve i reprezentacji Włoch przez niemal całą dekadę, liczne mistrzostwa kraju, srebro na Euro 2012. Do pełni szczęścia zabrakło tylko triumfu w Lidze Mistrzów, pomimo dwóch finałów. Niemniej, to było wspaniałe 10 lat w wykonaniu Włocha.

Mistrzostwo Włoch: 2011/2012, 2012/2013, 2013/2014, 2014/2015, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018, 2019/2020

Mistrzostwo Francji: 2018/2019

+ inne, mniejsze sukcesy 

Giorgio Chiellini (Juventus/Włochy)

Obrońca w starym stylu. Może nie tak elegancki w rozegraniu jak Hummels czy Bonucci, ale za to taki, który potrafi obrzydzić grę każdemu napastnikowi. Centralna postać defensywy Juventusu i Reprezentacji Włoch. 9 tytułów Mistrza Italii, to dorobek obok, którego nie sposób przejść obojętnie, a i srebro z Mistrzostw Europy, oraz udział w finale Ligi Mistrzów robią wrażenie.

Mistrzostwo Włoch: 2011/2012, 2012/2013, 2013/2014, 2014/2015, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018, 2018/2019, 2019/2020

+ inne, mniejsze sukcesy 

Philipp Lahm (Bayern/Niemcy)

Top 3 prawych obrońców, jakich miałem okazję oglądać. Jego problemem jest jednak to, że przegrał z tym najlepszym. Filar Bayernu i Reprezentacji Niemiec. Piłkarz, który świetnie spisywał się również z lewej strony defensywy, a także w środku polu. Guardiola twierdził, że to jeden z najinteligentniejszych piłkarzy, z jakimi miał okazję pracować. To mówi wiele.

Mistrzostwo Niemiec: 2012/2013, 2013/2014, 2014/2015, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018, 2018/2019

Liga Mistrzów: 2012/2013

Mistrzostwo Świata: 2014

+ inne, mniejsze sukcesy 

Sergio Busquets (Barcelona/Hiszpania)

Największy rewolucjonista dekady obok Neuera. Piłkarz, który pokazał światu, że defensywny pomocnik to również ten, który może doskonale rozgrywać. Gra na jego pozycji dzieli się na ery, przed i po Busquetsie. Szkopuł w tym, że „brzydko się zestarzał” i od dłuższego czasu nie jest sobą. Poza tym konkurencja w środku pola okazała się kosmiczna.

Mistrzostwo Hiszpanii: 2010/2011, 2012/2013, 2014/2015, 2015/2016, 2017/2018, 2018/2019

Liga Mistrzów: 2010/2011, 2014/2015

Mistrzostwo Europy: 2012

+ inne, mniejsze sukcesy 

David Silva (Manchester City/Hiszpania)

Prawdopodobnie najlepszy piłkarz w całej historii Manchesteru City i najlepszy Hiszpan, który kiedykolwiek pojawił się na angielskich boiskach. Błyskotliwy, mobilny i niesamowicie inteligentny. Żywe srebro, absolutny geniusz z gablotą pełną trofeów.

Mistrzostwo Anglii: 2011/2012, 2013/2014, 2017/2018, 2018/2019

Mistrzostwo Europy: 2012

Neymar (Santos, Barcelona, PSG/Brazylia)

Można go kochać, można nienawidzić, ale to jeden z ostatnich piłkarzy, którzy wychodzą na boisko, bo to by czarować. I bynajmniej nie jest to bezużyteczne machanie różdżką. Wraz z efektowną grą przychodzi wkład w sukcesy. Trio tworzone przez Neymara, Suareza i Messiego to być może najlepszy ofensywny tercet w historii piłki. Może i mógł wycisnąć z kariery jeszcze więcej, ale i tak należy mu się uznanie.

Copa Libertadores: 2010/2011

Mistrzostwo Hiszpanii: 2014/2015, 2015/2016

Mistrzostwo Francji: 2017/2018, 2018/2019, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2014/2015

+ inne, mniejsze sukcesy 

Robert Lewandowski (Borussia, Bayern/Polska)

Było o nim trochę w rozdziale poświęconym Suarezowi. Maszyna do strzelania goli, która na dobre odpaliła w 2011 roku, i do dziś nie chce przestać. Niszczyciel coraz bardziej absurdalnych rekordów strzeleckich, etatowy Król Strzelców wszelakich rozgrywek, piłkarz roku FIFA 2020. Bez wątpienia najlepszy Polak w historii piłki.

Mistrz Niemiec: 2010/2011, 2011/2012, 2014/2015, 2015/2016, 2016/2017, 2017/2018, 2018/2019, 2019/2020

Liga Mistrzów: 2019/2020

+ inne, mniejsze sukcesy 

Niech więc polski akcent będzie dobrym zakończeniem podsumowania ubiegłej dekady. Przed nami kolejna. Już dziś możemy zadawać sobie pytania, czy przyniesie nam ona rywalizację na miarę Messi vs Ronaldo, czy ktoś przebije wyczyn Realu, i jakie rewolucje nas w niej czekają.

Czas pokaże. Nam pozostaje czekać, obserwować i nadal ekscytować się piłką na najwyższym poziomie. Oby w końcu przy pełnych stadionach.

Michał Bakanowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s