Oto ostatnie ruchy transferowe w LaLiga

Trwające w Hiszpanii okno transferowe jest nadal dość spokojne, jednak warto przyjrzeć się bliżej ruchom, które już zdążyły poczynić kluby LaLiga. Terapia szokowa? Sztywne zastępstwo? Transfer na ostatniej prostej? To wszystko w dzisiejszym Przystanku LaLiga.

TAKEFUSA KUBO


Końcówka poprzedniego sezonu była dla Japończyka niezwykle udana. Ciężką pracą na treningach oraz dobrymi występami wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie Mallorki. W Mallorce trener Moreno starał się mądrze gospodarować siłami nastolatka, nie chcąc go spalić, ani przepompować. Takie rozwiązanie służyło rozwojowi młodego zawodnika.

Latem powrócił do Realu Madryt i było jasne, że czeka go następne wypożyczenie. Początkowo dla Villarreal miała być to transakcja darmowa, ale kiedy do gry o Japończyka włączyły się inne zespoły, takie jak Bayern z ofertami zakładającymi opłatę za wypożyczenie bliska ośmiu milionów euro wzięcie na siebie wysokiej pensji piłkarza – ok 2 milionów euro – Real zdecydował, że dogada się z Villarreal na nieco mniej preferencyjnych warunkach, niż początkowo zakładał.

Żółta łódź podwodna latem przeszła gruntowny remont. Zwolniono dotychczasowego trenera Javiego Calleję, a w jego miejsce zatrudniono Unaia Emerego, który co do zasady ma dobrą opinię na Półwyspie Iberyjskim. Oprócz trenera do klubu trafiło kilku piłkarzy doskonale znanych z boisk LaLiga, którzy mieli zmienić oblicze zespołu. Wśród nich był Takefusa Kubo, ale czas spędzony w Vilarreal nie będzie wspominał najlepiej. Nie był w stanie wywalczyć na stałe miejsca w składzie, ponieważ Unai Emery wolał stawiać na mniej efektownych piłkarzy, którzy jego zdaniem lepiej rozumieją taktykę np. Moi Gomez.

Kubo, pozostało skupić się na występach w Lidze Europy, ale od samego początku można było wyczuć, że zarówno jemu, jak i jego środowisku nie odpowiada taki san rzeczy. Kubo, jest bardzo ambitnym graczem, od którego bardzo dużo się wymaga. To sprawia, że chciałby grać jak najwięcej i jak najszybciej przekraczać granice, które być może jeszcze nie są wskazane na tym etapie kariery. Wszystko to jest podsycane przez szerokie grono japońskich fanów, którzy upatrują w nim przyszłą legendę japońskiej piłki. Pytanie, czy jest to dobre dla rozwoju Kubo.

Ludzie zarządzający jego karierą w porozumieniu z Realem Madryt i Villarrealem doszli do porozumienia w sprawie skrócenia wypożyczenia. Teraz Japończyka czeka półroczne wypożyczenie do Getafe, którego gra mocno kontrastuje ze stylem Villarreal. Czy to źle? Niekoniecznie. Getafe gra bardziej bezpośrednią piłkę i trzeba podkreślić, że pewna koncepcja w drużynie Los Azulones zaczęła się wypalać. Kubo, może wprowadzić do Getafe odrobinę pozytywnego szaleństwa. Można spodziewać się okresowych tarć na linii trener-zawodnik o ustawienie na boisku, natomiast istnieje duże prawdopodobieństwo, że transakcja będzie dla obu stron korzystna. Kubo, doda do swojego repertuaru nieco twardej gry, a DNA Getafe zostanie wzbogacone o małą cząstki małej gry pełnej dryblingów.

CARLES ALENA


Hiszpan jest graczem, któremu wróżono wielką karierę, ale wiele sygnałów wskazuje na to, że może nie spełnić pokładanych w nim nadziei. Jego występy w Barcelonie na ogół były przeciętne. Często brakowało mu tego, co pokazuje Pedri, czyli boiskowej zuchwałości z piłką przy nodze. Alena sprawiał wrażenie piłkarza, który woli zachować dla siebie odrobinę cienia i nie brał na siebie tak odważnie ciężaru kreowania akcji.

W poprzednim sezonie pół roku spędził na wypożyczeniu do Betisu, który chętnie sięga po piłkarzy bezpośrednio lub pośrednio związanych z Barceloną. W ekipie Verdiblancos grał regularnie, ale rzadko oczarowywał. Teraz podobnie jak Kubo trafia do Getafe. Transfer do ekipy Josepa Bordalasa może okazać się dla Alenii terapią szokową. Styl Bary jest doskonale znany każdemu, Betis stara się w jakimś stopniu odwzorowywać grę Barcy (przy zachowaniu odpowiednich proporcji), a teraz Alenia staje przed wyzwaniem gry w zespole, w którym często stosuje się bardzo bezpośrednie środki w celu powstrzymania rywali. Dla Alenii może to być albo nie być na poziomie LaLiga. Za moment skończy 23 lata, a oczekiwania wobec niego były na tyle wysokie, że jego dotychczasowe osiągnięcia świadczą o pewnym marnotrawstwie talentu.

ETIENNE CAPOUE


Transfer 32-latka do Villareal w pewnym sensie może wpędzić w kompleksy Javiego Gracię, trenera Valencii. Dlaczego? Z tego względu, że latem ze wszystkich sił starał się sprowadzić Capoue na Estadio Mestalla. Był z nim nawet po słowie, ale ostatecznie władze Los Ches zablokowały jego transfer, uznając, że w obecnej sytuacji ekonomicznej byłby nadprogramowym wydatkiem i zbędnym elementem w układance trenera Gracii. Powiedzmy sobie szczerze, Francuz nie jest wirtuozem, o którego zabijają się kluby całej Europy, ale jest graczem niezwykle użytecznym, będący gwarancją solidnego poziomu.

Na początku kampanii 20/21 w drużynie Emerego świetnie spisywał się Vicente Iborra, jednak poważna kontuzja sprawia, że prawdopodobnie do końca sezonu nie pojawi się na boiskach LaLiga. Charakterystyka Capoue zdecydowała o tym, że w Villarreal podjęto decyzję o sprowadzeniu pomocnika. Sposób poruszania się po boisku, siła fizyczna i rozumienie taktyki dają nadzieję, że Capoue może bez problemu zastąpić Iborrę. Jednak sam Capoue zaznacza, że nie trafił Estadio de la Ceramica, by kogoś zastąpić, tylko w celu osiągnięcia możliwie najlepszych wyników z tym klubem.

AARON MARTIN


Martin urodził się w Montmeló, gdzie znajduje się tor F1 Circuit de Barcelona-Catalunya. Pierwsze kroki na boiskach LaLiga stawiał w zespole Espanyolu, po czym został wytransferowany do Mainz. Teraz dołącza do Celty z wielkimi nadziejami. W celu ułatwienia Martinowi adaptacji w nowym zespole, wypożyczenie z Mainz sformalizowano już czwartego stycznia.


„To wspaniały klub, z bardzo ładnym stylem gry, który widać. Bardzo solidna drużyna w obronie, bardzo dobrze grają piłką, z zaangażowaniem i chęcią poprawy każdego dnia. Przyszedłem z wielką chęcią pomagania, dawania z siebie wszystkiego”.

Sprowadzeniem Martina do Celty jest ruchem na wskroś logicznym. Wcześniej Coudet miał do dyspozycji tylko jednego lewego obrońcę, Lucasa Olazę, ponieważ od dłuższego czasu z przyciągającymi kontuzjami zmaga się David Junca. Rywalizacja z Olazą może okazać się dla Martina wymagająca, ponieważ Urugwajczyk utrzymuje solidną dyspozycję i ma wiele walorów ofensywnych, którymi imponuje, ale sprawa pozostaje otwarta.

TRANSFER W POCZEKALNI


Odejście Diego Costy sprawiło, że Atletico zostało zmuszone do podjęcia kroków na rynku transferowym w celu sprowadzenia kolejnego napastnika. Okazało się niemożliwe sprowadzenie Arkadiusz Milika, a plotki o ewentualnym dołączeniu Raula De Tomasa również spełzły na niczym. Podchodząc rzetelnie do sprawy, temat transakcji do Atletico nie należy do łatwych.

Po pierwsze dlatego, że nowy napastnik musi liczyć się z obecnością Luisa Suareza, który co prawda miewa problemy ze zdrowiem, ale kiedy gra, udowadnia swoja przydatność. Po drugie napastnik musi być na tyle dobry, by regularnie trafiać do bramki, a zarazem liczyć się z możliwością bycia rezerwowym, czyli z punktem pierwszym.

Jak podaje hiszpańska prasa, Atletico jest bliskie porozumienia z OL w sprawie zakupu Moussy Dembele. Jesienią Dembele grał regularnie, ale nie był pierwszoplanową postacią francuskiej ekipy. Strzelił tylko jedną bramkę w Ligue 1, co już samo w sobie jest słabym wynikiem, a jak dodamy do tego fakt, że w dwóch poprzednich sezonach strzelił ich łącznie 31, można się zastanawiać, czy w Atletico się odbuduje.

Juninho w rozmowie dla The Telefoot przyznał, że Dembélé zapytał go, czy może odejść. Dodał również, że napastnik osiągnął już porozumienie z Atlético, ale oba kluby nadal negocjują. Na moment przed opublikowaniem tego artykułu, pojawiły się wieści z MD sugerujące, że do finalizacji transakcji brakuje już tylko testu PCR Francuza i lotu do Madrytu.

Jakie konsekwencje mogą wiązać się przejściem Francuza do Atletico? Być może jest to zbyt daleko idący wniosek, natomiast jest możliwe, że w ten sposób w obecnym oknie transferowym zamknie się furtka z herbem FC Barcelony dla Memphisa Depaya. Co prawda jest teraz ostatni moment na zarobienie jakichkolwiek pieniędzy na Holendrze, natomiast Aulasowi zależy na tym, by Lyon zagrał w następnej edycji LM, a kolejne osłabienie znacząco obniżyłoby szanse na osiągnięcie postawionego celu.

PAWEŁ OŻÓG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s