Przystanek La Liga #12: Julen Lopetegui, czyli z nieba do piekła i z powrotem.

Decyzje trenerów determinują sposób ich postrzegania. Jedna niefortunna decyzja może sprawić, że cały dorobek zostaje przekreślony i w ciągu kilku tygodni szanowany trener może zyskać łatkę królewskiego błazna, który nadaje się tylko do pompowania piłek. Nie oznacza to jednak, że odbudowanie autorytetu jest misją niemożliwą do zrealizowania.

Nieco ponad dwa lata temu Julen Lopetegui pokazał całemu światu, jak nie prowadzić negocjacji z nowym pracodawcą. Trenowana przez niego reprezentacja Hiszpanii przygotowywała się do pierwszego meczu na mistrzostwach świata w Rosji i nic nie wskazywało na nadejście burzy, która miała za moment nadejść. W maju Fernando Hierro – dyrektor sportowy hiszpańskiej federacji piłkarskiej – w porozumieniu z Luisem Rubialesem zaproponowali byłemu trenerowi FC Porto przedłużenie umowy do końca następnego turnieju, na co rzecz jasna przystał Lopetegui. Obie strony mogły być zadowolone z takiego obrotu spraw, ponieważ Hiszpanie przeszli przez eliminacje suchą nitką, wygrywając dziewięć spotkań i tylko raz remisując.

Sielanka nie trwała długo. Mniej więcej miesiąc później okazało się, że Lopetegui zmienił plany i zabawił się w hazardzistę, który rzuca hasłem vabank. Postanowił przystąpić do tajnych negocjacji z Florentino Perezem, o których Luis Rubiales dowiedział się telefonicznie od prezesa Realu Madryt. Pięć minut przed złożeniem podpisów przez obie strony.

Rubiales wpadł w szał. Natychmiast wyruszył do Krasnodaru, gdzie przygotowywała się kadra La Furia Roja. Niedługo potem przekazano informację o zwolnieniu Lopeteguiego, a w rolę strażaka kadry wcielił się Fernando Hierro, któremu ostatecznie pozostało wypić piwo, które nawarzył mu już były selekcjoner. Lopetegui swoim zdaniem podzielił naród, ale co oczywiste, wielu kibiców reprezentacji, uznało jego działania za zdradę, a kiepski wynik reprezentacji na turnieju sprawił, że choć nie miał już styczności z kadrą, stał się głównym winowajcą jej niepowodzenia.

Z perspektywy czasu wydaje się, że Lopetegui działał pod wpływem chwili. Prawdopodobnie uznał, że otrzymał ofertę nie do odrzucenia. Real po raz trzeci z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, a Lopetegui zwietrzył okazję, która mogła już mu się nie przytrafić. Blask bijący od pucharów na Estadio Santiago Bernabeu sprawił, że Lopetegui zapomniał o tym, że zespół opuścił Cristiano Ronaldo i nie przewidział, że większość kluczowych graczy Realu będzie odczuwała skutki mundialu przez większość sezonu 18/19. Tym samym postanowił wejść na bardzo wysoką, ale równie wąską półkę, na której długo się nie utrzymał.

Jego przygoda z Realem nie trwała długo. Na starcie przegrał Superpuchar z Atletico, ale to jeszcze Florentino Perez był w stanie przeboleć. Prawdziwe męki fanów Królewskich zapoczątkowała bolesna porażka 3:0 z Sevillą. Następnie Real mierzył się z Atletico na Bernabeu, remisując 0:0. Po tym spotkaniu nadeszła seria trzech porażek z rzędu z CSKA, Alaves i Levante. Kilka dni później Real odniósł upragnione zwycięstwo, ale trzy punkty z Viktorią Pilzno nie zrobiły na nikim wrażenia, tym bardziej że po długiej jak na warunki Realu serii bez wygranej w drużynie coś pękło. Wygraną z czeskim zespołem można było wówczas porównać do leczenia złamanej nogi aerozolem chłodzącym. Przez moment odczuwasz ulgę, ale wciąż masz złamaną nogę.

Następnym rywalem Realu okazała się Barcelona, która wygrywając 5:1, sprawiła, że Florentino Perez już pod koniec spotkania tworzył shortlistę nowych kandydatów. Lopetegui został zwolniony, zostawiając Real na 10. miejscu w ligowej tabeli. Jego notowania w ciągu trzech miesięcy osiągnęły rekordowo niskie poziomy bez możliwości szybkiego „odbicia”. Wielu zastanawiało się, który prezes po krótkiej, lecz intensywnej serii niepowodzeń powierzy mu swój zespół. Spodziewano się klubów ze środka stawki, ale los po raz kolejny uśmiechnął się do Lopeteguiego.

Do Andaluzji powrócił Monchi, który słynie z podejmowania nieszablonowych decyzji. Klub przeszedł rewolucję i uznano, że Lopetegui jest idealnym kandydatem do uporządkowania sytuacji. Ruch Monchiego okazał się trafny i choć Sevilli przytrafiło się kilka wpadek, to na przestrzeni całego sezonu imponowali stabilną formą. Mało tego od 9 lutego Sevilla nie przegrała choćby jednego spotkania. Dziś już wiemy, że dzięki czwartej pozycji na koniec sezonu ligowego zespół z Andaluzji zapewniła sobie występy w Champions League w przyszłym sezonie, a należy pamiętać, że wciąż walczy o zdobycie Ligi Europy, co biorąc pod uwagę styl, z jakim uporali się z Romą, wcale nie musi być misją nie do wykonania.

Chciałbym, żebyście zwrócili uwagę na pierwszy skład Sevilli z meczu przeciwko Romie.
Tylko Jesus Navas i Ever Banega grali w poprzednim sezonie w koszulce Sevilli. To pokazuje, jak wiele pracy musiał włożyć trener. Jego zespół nie tylko nie rozczarowuje, ale i momentami oczarowuje grą pełną pasji i polotu. Zawodnicy, którzy dla wielu byli znakami zapytania jak choćby Lucas Ocampos oraz Fernando Reges stali się wykrzyknikami na odprawach trenerów drużyn przeciwnych. Jesus Navas przeżywa swoją… No właśnie którą młodość?! Reguilon daje jasne sygnały, że istnieje życie poza Realem, a Diego Carlos swoimi występami pokazuje, że zasiedział się w Nantes i tylko kwestią czasu jest, to kiedy otrzyma powołanie do reprezentacji Brazylii.

Szkoda tylko, że po ostatnim meczu w LE drużynę opuścić ma Ever Banega, który zdecydował się na grę w Arabii Saudyjskiej. Mógłbym tak wymieniać jasne punkty Sevilli jeszcze długo, ale najważniejsza w tym wszystkim jest rola trenera, który nie dość, że odbudował swój autorytet, to daje jasny sygnał, że Sevilla jest klubem, który pomimo ciągłych rewolucji nie szuka sobie wymówek i chce stale zasilać klubową gablotę. Sevilla pod jego wodzą zdobyła o 11 punktów więcej niż w poprzednim sezonie, częściej wygrywała, traciła mniej bramek i choć z Luuka de Jonga nie zrobił Roberta Lewandowskiego, a z Suso Cristiano Ronaldo, to sprawił, że Sevillę ogląda się z dużą przyjemnością.

Paweł Ożóg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s