Wywiad z Michałem Świerżyńskim – dziennikarzem Eleven Sports.

Z pewnością kojarzysz jego głos z transmisji spotkań w Eleven Sport. W 2016 tłumaczył słowa Jacka Magiery, Bartosza Bereszyńskiego, Zinedine’a Zidane’a i Nacho Fernandeza podczas konferencji przed meczem Legii Warszawa z Realem Madryt. Michał Świerżyński w krótkiej rozmowie z Pawłem Ożogiem opowiedział o tym, że spełnił swoje marzenia, komentując spotkania ukochanej LaLiga. Który zespół zawiódł w tym sezonie? Co wybija komentatora z rytmu? Kogo umieściłby w czwórce marzeń?

Która z drużyn była dla Pana największym pozytywnym zaskoczeniem w sezonie 2019/20?

Zdecydowanie Granada. Bije się w pierś, nie spodziewałem się w ogóle, że beniaminek z Andaluzji tak bezpardonowo rozgości się w Primera División na finiszu rozgrywek, zapewniając sobie możliwość gry w europejskich pucharach. Patrząc na skład, nie ma tam bardzo wyróżniających się graczy i to właśnie siła tego zespołu-kolektyw.

Aktualna Granada nie ma już wiele wspólnego z tą, która ostatnio spadała z ligi – pełna wypożyczonych piłkarzy, bez pomysłu na grę i wyraźnego lidera. W projekcie Diego Martineza wszystko jest poukładane i ciekawi mnie jak zespół wzmocni się latem.

 

Jeżeli padło z mojej strony pytanie o pozytywne zaskoczenie to w takim razie, który zespół w najmniejszym stopniu skorzystał ze swojego potencjału?

Celta Vigo. Niestety wielkie rozczarowanie względem aspiracji i możliwości piłkarzy w zespole. Kolejny raz przyszło im się bronić przed spadkiem, którego i tak uniknęli cudem w ostatniej kolejce. Klub z Galicji jak widać, nie potrafi uczyć się na błędach. Do rozczarowań na pewno można dodać Valencię, która sypała się od samego początku sezonu sportowo i strukturalnie.

 

Biorąc pod uwagę losy Valencii od momentu przejęcia klubu przez Petera Lima, czy jest szansa, że w klubie pojawi się trener, który wzorem Diego Simeone zyska władzę nad pionem sportowym i dostanie możliwość poukładania Valencii w dłuższym okresie?

Ciężko mi uwierzyć w dobre czasy Valencii pod wodzą Petera Lima, szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Wychodzi na jaw, że niemal wszystkie decyzje musi podejmować właściciel, który znajduje się na drugim końcu świata i nie do końca orientuje się w piłce nożnej, a co więcej prowadzi biznesy z Jorge Mendesem. W taki sposób trudno o zdrowe działanie klubu, który ma aspiracje i możliwości na TOP4 w Hiszpanii.

 

Jeżeli już jesteśmy przy drużynach z aspiracjami. Barcelona nie była w stanie obronić tytułu, a sama jej gra delikatnie mówiąc, nie zachwycała. Czy Pana zdaniem kadencja Setiena w Barcelonie dobiega już końca?

Moim zdaniem tak. Ciężko będzie przekonać kibiców i działaczy do tego projektu. Owszem, Setien może bronić się tym, że ten sezon nie wyglądał normalnie, ale to słabe uzasadnienie gry Barcelony na przestrzeni kilku miesięcy. Setien popełnił wiele błędów, jednak niewiele z nich udało mu się poprawić. Ostatnie słowa Messiego mogą świadczyć o atmosferze w klubie i o zaufaniu na linii sztab szkoleniowy-szatnia. Barcelona po tym sezonie wychodzi poobijana, ale nie można jej jeszcze skreślać i ciekaw jestem, czy Quique Setien otrzyma prezent w postaci dokończenia sezonu LM i udowodnienia, że warto go jednak zostawić na stanowisku w przyszłym sezonie.

 

Real po przerwie w rozgrywkach LaLiga bardzo skutecznie punktował rywali, ale LM rządzi się swoimi prawami. Jak ocenia Pan szanse Królewskich na zdobycie kolejnego trofeum w tym sezonie?

Real niejednokrotnie pokazywał, że Liga Mistrzów to rozgrywki, które motywują ich w sposób szczególny. W tym sezonie jednak mamy wielką zmianę w systemie rozgrywania fazy pucharowej, co może być decydujące w kontekście wyników LM – bardzo mocno będzie liczyła się forma danego momentu – tych dwóch tygodni. Jeśli po zakończeniu La Ligi Zidane zdoła utrzymać w zdrowiu i formie swoich zawodników, będzie w stanie zajść daleko w Lidze Mistrzów. Oczywiście najpierw musi odrobić straty z pierwszego meczu z City, co będzie trudnym zadaniem.

 

Muszę zapytać o jedną rzecz. Był Pan tłumaczem podczas konferencji prasowej przed meczem Legii z Realem Madryt. Która praca jest Pana zdaniem przyjemniejsza? Ta związana z bezpośredni kontaktem z trenerami podczas konferencji czy komentowanie spotkań?

Obie formy są przyjemne i nie da się ich porównać w żaden sposób. Konferencja to głównie tłumaczenie symultaniczne i wysiłek umysłowy, aby jak najszybciej i jak najlepiej przekazać treści, które padają na konferencji. Współkomentowanie wymaga nieco innej wiedzy, chociaż tak samo trzeba pracować pod presją czasu i odpowiedniego timingu. Oba zadania to też praca „na żywo” co daje dodatkową adrenalinę.

 

Praca komentatora wymaga oprócz olbrzymiej wiedzy również nie lada koncentracji. Jaka sytuacja może wybić komentatora z rytmu?

Każdy inaczej podchodzi do meczu i na co innego reaguje, więc mogę mówić tylko za siebie. Najbardziej z rytmu wybija mnie fakt, że gdzieś się pomyliłem (przejęzyczenie lub źle podana liczba/nazwisko) i jestem tego świadomy. Najlepiej, jeśli wtedy nadejdzie jakaś akcja i łatwo można o tym zapomnieć i dalej komentować mecz. Jeśli jednak nie nadejdzie chwilę to we mnie siedzi. Lepiej mylić się nieświadomie, a najlepiej to w ogóle się nie mylić (ale nikt nie jest nieomylny).

 

Praca dziennikarza i komentatora dostarcza wielu doświadczeń. Jakie jest Pana najpiękniejsze wspomnienie związane z pracą w tej branży, o którym będzie Pan opowiadać wnukom?

Zdecydowanie spotkanie z Zizou, ale też sam fakt remisu Legii z Realem w Lidze Mistrzów. Potomkom pochwalę się też tym, że udało mi się spełnić jedno z marzeń i zostać komentatorem przy swojej ulubionej lidze i współpracować przy kilku wydaniach magazynu Ole. Traktuje to jako piękną przygodę i czerpie z niej radość, dopóki trwa.

 

Nie chciałbym nadużywać Pana życzliwości i poświęconego mi czasu, więc zadam dwa ostatnie pytania. Kogo umieściłby Pan w drużynie składającej się wyłącznie z bramkarza, obrońcy, pomocnika i napastnika?

Iker Casillas, Roberto Carlos, Ronaldinho i Leo Messi. Bez większego zastanowienia, tak dla równowagi duopolu (śmiech).

 

A który z nastoletnich talentów otrzyma w przyszłości Złotą Piłkę?

Z tą Złotą Piłką może być ciężko, bo od młodzieżowca do światowej gwiazdy jest bardzo trudna droga, jednak niech będzie – Takefusa Kubo ma papiery na granie.

Rozmawiał Paweł Ożóg

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s