Loża rebelianckich szyderców #16

Dobiegł końca sezon zasadniczy Ekstraklasy. Czas na podział na grupę mistrzowską oraz spadkową i walkę o końcowe rozstrzygnięcia. Wczoraj mieliśmy okazję śledzić kolejkę ligową w formacie multiligi. Niestety tym razem charakterystyczny dźwięk oznajmiający nam, że na którymś ze stadionów padł gol, nie wzbudzał w nas wielkich emocji. Góra i dół tabeli dokonały ostatecznego rozdziału już w zeszłym tygodniu.

Od zawsze uważam multiligę za optymalny format pokazywania Ekstraklasy. Wszystkie osiem meczów na widelcu, oglądamy jedynie najciekawsze fragmenty spotkań i po 90 minutach wiemy już wszystko. Nie trzeba cierpieć, oglądając długie fragmenty kopaniny w kolejnych meczach. Mamy wyciągniętą jedynie esencję. Dopełnieniem jest obejrzenie skrótów i wtedy wiemy wszystko, co wiedzieć powinniśmy. A jeśli któryś mecz interesuje nas szczególnie, to oglądamy akurat ten wybrany. Oczywiście wszystko to w mojej opinii. Zdaję sobie sprawę, że istnieje grono fanatyków, którzy chcą oglądać wszystkie spotkania od deski do deski. Szanuję i podziwiam. Jak kocham Ekstraklasę, tak nie dałbym chyba rady poświęcić weekendu na wszystkie mecze, oglądane z zapartym tchem. Ewentualnie mogłyby lecieć gdzieś w tle.

A co tam ciekawego wydarzyło się podczas tej ostatniej kolejki? Tak bardzo chwaliliśmy Legię, że ta postanowiła – a jakże – wtopić mecz z Górnikiem Zabrze. I ciężko nie odnieść wrażenia, że to właśnie bardziej Legia na własne życzenie straciła punkty na Górnym Śląsku, niż ekipa trenera Brosza zneutralizowała przyjezdnych. Mocno dopomógł w tym Radosław Majecki, który przepuścił strzał Jimeneza pod brzuchem. Być może Radka tak mocno zasmuciła wieść o tym, że nie będzie mógł walczyć z Legią do samego końca o majstra, że nie potrafił zachować stuprocentowego skupienia? Wszak Monaco ogłosiło w tygodniu, że ich nowy, młody golkiper musi stawić się w klubie z Księstwa z dniem 1 lipca. Warszawiacy dwoili się i troili, ale drogi do bramki Martina Chudego znaleźć nie umieli. Znalazł ją za to Igor Angulo i zapewnił zabrzanom trzy punkty. Górnik-Legia 2:0. W strzałach 30 do 8 dla Wojskowych. Statystyki jak z Football Managera.

Swoje zrobili za to po raz kolejny piłkarze Piasta Gliwice. Pokonali oni nijaką i bezbarwną Jagę i od lidera z Warszawy dzieli ich znów tylko siedem punktów. To dodaje nam szczyptę emocji do walki o końcowy triumf, które wydawałoby się, Legioniści zdążyli już skutecznie zabić. Gliwiczanie konsekwentnie robią swoje. Ugrali 16 punktów w ostatnich sześciu meczach i pokazują, że to znowu oni będą tym zespołem, który będzie nękał faworytów do samego końca. Czy znowu tak skutecznie jak w poprzednim sezonie? Mimo wszystko trudno mi w to uwierzyć. Wynik Legii w Zabrzu był wypadkiem przy pracy. Nie sądzę, by ekipa Aleksandara Vukovicia mogła się tak bardzo sfrajerzyć w rundzie finałowej.

Jak wiadomo europejskie puchary to dla polskich zespołów rzecz, która napędza im ogromnego strachu. Niby nobilitacja, ale łatwo się skompromitować z jakimś FK Zadupiaspor. W związku z tym, czasami odnoszę wrażenie, że część drużyn, które zachowują szansę na walkę o awans do rozgrywek międzynarodowych, podświadomie zaciągają ręczny w końcowych fragmentach danej kampanii (a może to wyrachowana gra?). Tak obecnie wyglądają wszystkie ekipy z miejsc 5-8, które w czasie pobytu na murawie mają w oczach widmo wpierdolu na Zakaukaziu. Wypchnięty przed szereg został Śląsk Wrocław i to obecnie piłkarze Vitezslava Lavicki są najbliżej pocenia się gdzieś w dalekim Naddniestrzu czy sympatycznym (na pierwszy rzut oka) Luksemburgu. Lecha uznaję nadal za etatowego reprezentanta Polski na arenie międzynarodowej i chciałbym, by Poznaniacy znów tam zagrali. Nadal mają ku temu największy obok Legii potencjał. Szkoda, że już bez Christiana Gytkjaera, który hat-trickiem w Kielcach znów udowodnił, że jest kapitalnym graczem jak na warunki Ekstraklasy. I chyba mocno niedocenianym. Zarzuca się mu jedno wymiarowość, ale zapomina, że jest piekielnie skuteczny w elemencie, który jest kluczowy dla napastnika. 96 meczów w Ekstraklasie i 51 goli. Duńczyk jest już na szóstej pozycji w klasyfikacji najskuteczniejszych obcokrajowców w historii polskiej ligi. Do końca sezonu ma realne szanse połknąć piątego w tej klasyfikacji Hamalainena, który wyprzedza go o trzy bramki. Oczy wielu kibiców mogą się otworzyć w momencie, gdy blond włosy snajper opuści stolicę Wielkopolski. Wtedy może się okazać, że zastąpienie Gytkjaera to piekielnie trudne zadanie.

Wracając do Śląska Wrocław, to piłkarze Lavicki mieli w weekend ułatwione zadanie. Podejmowali ŁKS, który po odmrożeniu ligi kompletnie zapomniał jak skutecznie grać w piłkę. Być może tiki-taka serwowana przez Wojciecha Stawowego przerosła łódzkich graczy. Ale hola, hola! Trener Stawowy zaznaczył przecież na konferencji prasowej, że do utraty pierwszego gola, jego drużyna spełniała wyznaczone zadania taktyczne! Sęk w tym, że łodzianie zostali skarceni już w czwartej minucie gry…

Opiekun Rycerzy Wiosny otrzymuje ode mnie statuetkę złotoustego tygodnia. Spóźniony tytuł za zeszły tydzień dla Michała Nalepy, który twierdził, że szybko strzelona bramka nie pomogła Arce w meczu z Legią. Wizjonerzy futbolu level Ekstraklasa…ech…

A już za dwa dni wraca jej wysokość Premier League! Jednym z zespołów, które wznowią te rozgrywki jako pierwsze, będzie Arsenal. Londyński zespół zagrał w tygodniu mecz sparingowy z Brentford, który przegrał 2-3. Oczywiście grono fanów Kaninierów już na tej podstawie wyciągnęło daleko idące wnioski i wieszczy zespołowi Artety straszliwy wpierdol w pojedynku z City. Nie twierdzę, że tak nie będzie…;). Ale nie lubię wysnuwać takich teorii na podstawie sparingów. Kanonierzy wyszli na rozgrzewkę w koszulkach #BlackLivesMatters:

Okazało się, że pastor King nie był Murzynem
Ani czarnym – on był Afroamerykaninem

Kazimierz Staszewski

Pomysłodawcą pokazania się Arsenalu w takich T-shirtach, był Pierre-Emerick Aubameyang. Auba już wielokrotnie pokazywał, że mocno identyfikuje się z czarną kulturą, chociażby wtedy, gdy wykonywał cieszynkę polegającą na włożeniu maski Black Panther. Szanuję to. Bardzo cenię, gdy ludzie nie zapominają o swoich korzeniach. Niestety wielu młodych ludzi, szczególnie białych o nich zapomina. Nie lubię też hipokryzji wielkich korporacji, a Premier League można za taką uznać. Władze ligi angielskiej postanowiły, że hashtag #BlackLivesMatters pojawi się na koszulkach piłkarzy w miejsce ich nazwisk w czasie pierwszych kolejek po odmrożeniu. Myślałem, że futbol nie miesza się tak bezceremonialnie w politykę? Cóż…

That’s all folks! Do przeczytania za tydzień!

Rafał Gałązka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s