This is England #9. Celebracja w brytyjskim stylu, czyli pięć pamiętnych „cieszynek”.

Zainspirowany nową serią artykułów ”Wykop z piątki”, zapoczątkowaną przez mojego redakcyjnego kolegę Michała Bakanowicza, postanowiłem w dzisiejszym #ThisIsEngland również stworzyć pewne zestawienie. W związku z tym wyselekcjonowałem pięć cieszynek, które mocno zapadły w pamięć fanom wyspiarskiego futbolu. Zaczynamy!

Futbol to piękna gra. Jednakże to, co czyni ją tak wyjątkową, to bardzo często cała otoczka towarzysząca samemu spotkaniu. Nie tylko piękne gole, efektowne dryblingi czy błyskotliwe podania. Piłka nożna to również łzy smutku po porażkach, interakcja pomiędzy obiema drużynami i radość po strzelonych golach. Na tej ostatniej skupimy się dziś najbardziej. Celebracja towarzysząca strzeleniu bramki, często zapada w naszej pamięci bardziej niż samo trafienie. Wymyślne sposoby świętowania tego, że pokonało się golkipera rywala, bywają zabawne, kontrowersyjne a czasami nawet wzruszające. Wyselekcjonowałem pięć cieszynek, związanych z brytyjskim futbolem, które odbiły się szerokim echem wśród opinii publicznej i do dziś mają status kultowych momentów. Nie bez powodu mówię o brytyjskiej piłce nożnej, bo zahaczymy także o Szkocję. Trzy inne będą pochodzić z meczów Premier League, natomiast jedna ze spotkania reprezentacji Anglii. Nie ma sensu przedłużać. Enjoy!

Robbie Fowler (3 kwietnia 1999 rok, Derby Merseyside)

Chyba najbardziej pamiętna cieszynka z całego zestawienia. Piętnasta minuta spotkania na Anfield. Everton prowadzi 1-0 po atomowym uderzeniu Olivera Dacourta w pierwszej minucie. The Reds wychodzą z kontrą. Paul Ince otrzymuje piłkę w polu karnym rywala i zostaje podcięty przez Marco Materazziego. Arbiter odgwizduje rzut karny. Piłkę na wapnie ustawia Robbie Fowler. Strzela. Thomas Myhre wyczuwa jego intencje, ale uderzenie jest zbyt precyzyjne, by norweski golkiper dał radę je obronić. Angielski napastnik biegnie w kierunku trybuny zajmowanej przez fanów The Toffees, pada na kolana i udaje, że wciąga do nosa linię końcową. Szybko podnosi go Steve McManaman, który zdaje sobie sprawę, że cieszynka klubowego kolegi raczej nie ujdzie uwadze władzom Premier League. Fowler napawa się jeszcze chwilę swoim golem I ponownie pada na kolana, imitując wciąganie nielegalnych substancji.

‘God’, jak nazywali go fani drużyny z Anfield, odpowiedział w ten sposób kibicom z niebieskiej części Liverpoolu, którzy notorycznie oskarżali gracza derbowego rywala o zażywanie kokainy. Te kilkadziesiąt sekund satysfakcjonującej zemsty drogo kosztowało snajpera The Reds. Fowlera ukarano 32 tysiącami funtów grzywny i czterema meczami zawieszenia. Nie pomogły przeprosiny. Nie pomogło również pokrętne tłumaczenie menadżera LFC Gerarda Houlliera, który usprawiedliwiał swojego podopiecznego tym, że naśladował on kameruński rytuał jedzenia trawy, którego rzekomo miał go nauczyć kolega z zespołu Rigobert Song.

11482636-6839977-Robbie_Fowler_got_down_on_all_fours_and_sniffed_the_byline_after-a-50_1553794981895

Eric Cantona (21 grudnia 1996 rok, Manchester United vs. Sunderland)

Cantona podobnie jak Fowler nazywany był przez kibiców bogiem. Jednym z najbardziej boskich momentów w jego karierze z pewnością jest ten, gdy chytrym lobem pokonał bramkarza Sunderlandu w meczu na Old Trafford w sezonie 1996/97. Słynny gol został okraszony równie słynną celebracją. Ale od początku…

Przygoda Cantony z Manchesterem była istną sinusoidą. Francuski piłkarz zaliczył wiele wpadek, z pobiciem kibica Crystal Palace na czele, lecz fani Czerwonych Diabłów kochali go miłością bezwarunkową. Kontrowersyjny zawodnik odwdzięczał im się tym samym i starał się równoważyć szalę swoich przewin z tą, która odmierzała chwile radości. Tamtego grudniowego wieczora King Eric skumulował w czasie tej jednej akcji, wszystko, z czym był utożsamiany. Piłkarski geniusz, boskość, uwielbienie i dużą łyżkę arogancji, która kazała mu wierzyć w swoją wielkość.

Cantona rozpoczyna akcję na środku boiska, przebiega kilkadziesiąt metrów, zagrywa i otrzymuje podanie zwrotne od Briana McClaira, po czym miękkim lobem umieszcza piłkę w okienku bramki Sunderlandu. Przepiękna akcja pieczętująca totalną dominację United. Gol pada w 80 minucie meczu i ustala wynik na 5-0. Cantona staje ze stoickim spokojem, wypina pierś z wyrazem twarzy, który wyraźnie daje do zrozumienia, kto jest królem Manchesteru. Można odnieść wrażenie, że wiwatujące Old Trafford kręci się wokół Francuza. Ten zaś z namaszczeniem napawa się wszechobecnym splendorem. Unikatowa chwila.

Wiele lat później wyjaśniał, że jedną z przyczyn jego nietypowego zachowania po tej bramce był golkiper Sunderlandu Lionel Perez, który był rodakiem Cantony. Przed meczem w tunelu odmówił Ericowi podania dłoni.

Może dlatego strzeliłem tą bramkę? To największe upokorzenie dla bramkarza. Jest zły po stracie gola, a ty nigdzie nie biegniesz, stoisz tam i dajesz mu do zrozumienia >>Spójrz na mnie!<<

Warto dodać, że w ekipie Czarnych kotów zagrał w tamtym meczu Dariusz Kubicki.

hqdefault

Mario Balotelli (23 października 2011, Derby Manchesteru)

Klęska, pogrom, upokorzenie. To słowa, które najlepiej określają to, co stało się tamtego dnia na Old Trafford. Czerwone Diabły poniosły najwyższą domową porażkę od 1955 roku. 1-6. Chyba nikt nie przypuszczał, że drużyna sir Alexa Fergusona może przyjąć w Teatrze Marzeń taki bagaż goli. Całą strzelaniną rozpoczął natomiast sam on. Super Mario w swoim prime time.

Koronkowa akcja tria David Silva-James Milner-Mario Balotelli zakończona płaskim strzałem tego ostatniego ze skraj pola karnego. W ten sposób Obywatele napoczęli swojego odwiecznego rywala. Po wszystkim czarnoskóry napastnik obrócił się i uniósł do góry swoją koszulkę meczową, pod którą był ukryty trykot z napisem: “Why always me?”. Mina Włocha zdawała się pytać o to samo. Dlaczego zawsze on?

Odpalanie fajerwerków w toalecie i rzucanie nimi w klubowych juniorów, granie na PSP na ławce rezerwowych reprezentacji, skandale obyczajowe… Równie głośno co o fenomenalnej formie snajpera było o skandalach z jego udziałem. Balotelli był stałym gościem bulwarówek. Koszulka pokazana światu na Old Trafford miała być odpowiedzią reprezentant Italii na niekoniecznie pozytywny rozgłos, którym się wówczas cieszył:

Prawda jest taka, że nie wiem, dlaczego zawsze to robiłem. Zrobiłem tę koszulkę, bo w tamtym czasie wszystko mnie dotyczyło. Ludzie ciągle o mnie mówili. Stworzyłem ją z wielu powodów. Ale zostawiam to innym ludziom, by się zastanawiali, co to znaczy. Zrobił ją dla mnie nasz klubowy kitman Les Chapman. Powiedziałem mu, co ma być na niej napisane i wydrukował ją. Chappy to dobry facet. Jeden z najlepszych.

GettyImages-130010419

Paul Gascoigne (15 czerwca 1996 rok, Anglia vs. Szkocja)

Bohater ostatnich dwóch cieszynek będzie ten sam. Legendarny Gazza zachwycał kibiców swoimi piłkarskimi umiejętnościami, lecz chyba jeszcze częściej szokował opinię publiczną pozaboiskowym występkami. Boiskowymi zresztą też. Zacznijmy od tej mniej kontrowersyjnej sytuacji, która miała miejsce podczas meczu Mistrzostw Europy w 1996 roku.

Osiemdziesiąta miniuta reprezentacyjnych Derbów Wielkiej Brytanii. Anglicy mierzą się na Wembley ze Szkotami. Synowie Albionu prowadzą po golu Shearera. W międzyczasie Seaman obronił rzut karny wykonywany przez McAllistera. Piłkę dostaje enfant terrible angielskiego futbolu. Przerzuca ją sobie nad szkockim obrońcą Colinem Hendry i zanim ta spada na ziemię, uderza lewą nogą na bramkę Andy’ego Gorama. 2-0 dla podopiecznych Terry’ego Vanablesa. Gascoigne pędzi za bramkę Szkotów, kładzie się na murawie z szeroko rozłożonymi ramionami, a koledzy oblewają go zawartością leżącego tam bidonu. Jaka jest geneza tej celebracji? Już spieszę z odpowiedzią.

Kilka tygodni wcześniej na pierwszej stronie tabloidu The Sun ukazało się zdjęcie Gazzy, Teddy’ego Sheringhama i Steve McManamana. Panowie stali na nim w podartych koszulkach, z butelkami w rękach i cali mokrzy… raczej nie od wody. Fotografię wykonano w klubie nocnym w Hongkongu.

‚Disgracefool!’ grzmiała z okładki bulwarówka, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza przymiotnik haniebny. Dalej można było przeczytać:

Spójrzcie na Gazzę… pijany głupek bez honoru.

Gazeta nie miała zamiaru oszczędzać reprezentantów Anglii. Azjatycki klub znany był z tego, że znajdowały się w nim krzesła dentystyczne, na których siadali klienci, a barmani wlewali im alkohol bezpośrednio do ust. Z tej niezbyt wyrafinowanej atrakcji korzystali również zawodnicy drużyny Vanablesa. Radość Gascoigne’a i zaprezentowana przez niego scenka, miała być właśnie odwołaniem do tamtej sytuacji i odpowiedzią na krytykę, która spadła na Synów Albionu kilkanaście dni wcześniej. Cieszynka przeszła do historii jako Dentist Chair Celebration. Dzień po meczu Daily Mirror napisał na swoich łamach:

,,Gazza nie jest już grubym, pijanym imbecylem. W rzeczywistości jest futbolowym geniuszem.”

925527265744a5201a33e0934c90dbea

Paul Gascoigne (29 lipiec 1995, Rangers vs. Steaua)

Mecz towarzyski. Ale nie byle jaki. Pierwszy raz Paula Gascoigne w barwach Rangersów. A skoro Gazza przybył do Glasgow, to z góry było wiadomo, że wraz z nim pojawią się kłopoty. Wystarczył do tego pierwszy mecz. I to sparingowy. Na Ibrox rozgrywany był przedsezonowy turniej towarzyski. W pierwszym meczu gospodarze zmierzyli się ze Steauą Bukareszt i rozgromili ją 4-0. Gola dorzucił również Anglik, który swoją drogą zachwycał tego dnia szkocką publiczność. I wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie fakt, że na następny dzień media obiegło zdjęcie Paula, świętującego swój udany debiut poprzez imitowanie gry na flecie poprzecznym. Wówczas ten nietakt rozszedł się jeszcze po kościach, jednakże trzy lata później, kontrowersyjny pomocnik postanowił powtórzyć ten gest, w czasie rozgrzewki w pobliżu trybuny zajmowanej przez fanów Celtiku podczas Old Firm Derby. Doprowadził tym samym publiczność zgromadzoną na Celtic Park do wrzenia.

A teraz do meritum. Cóż tak kontrowersyjnego może kryć się za pozornie niewinnym gestem gry na flecie? Otóż Gazza nawiązał w ten sposób do utworu The Sash, który możemy uznać za hymn Oranżystów. Oranżyści natomiast to utworzona pod koniec XVIII wieku w Irlandii Północnej organizacja protestancka, która miała na celu przeciwdziałanie emancypacji irlandzkich katolików. Kto się troszeczkę orientuje w protestancko-katolickiej wojence fanów z Glasgow, wie co to znaczy. Z zachowania pucułowatego piłkarza mogli być dumni co najwyżej najzagorzalsi fanatycy Rangersów, którzy w czasie intonowania słynnej przyśpiewki Billy Boys czuli niezdrowe podniecenie na dźwięk wersów o kąpaniu się w feniańskiej krwi. Old Firm Derby to jedne z najbardziej upolitycznionych derbów na świecie, a gest Gascoigne’a mógł doprowadzić do tragedii. Na gracza Rangersów spadła ogromna fala krytyki, a organizacja terrorystyczna IRA groziła mu śmiercią. Gazza przejął się tym do tego stopnia, że co rano jego przyjaciel odpalał za niego samochód, by sprawdzić czy nie ma pod nim przypadkiem jakiejś bomby.

GP3900040

Rzymski salut Marka Bosnicha, uniesiona w górę ręka Alana Shearera, antysemicki gest Nicolasa Anelki czy rajd przez całe boisko Emmanuela Adebayora, by sprowokować kibiców Arsenalu po zdobytym golu. Powyższe zestawienie mogłoby być rozszerzone tak naprawdę o kilkanaście pozycji, a każdy nowy sezon przynosi nam kolejne pamiętne momenty, które zapadną w naszej pamięci na zawsze. A jakie cieszynki utkwiły w waszych głowach drodzy czytelnicy?

 

Rafał Gałązka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s