EkstraklasaLOVE #6 – Kariery zapomnianych „Dzieciaków Mroczkowskiego”

Każdy, kto śledzi od dłuższego czasu rozgrywki Ekstraklasy, przynajmniej słyszał o terminie „Dzieciaki Mroczkowskiego”. Trener w swoim pierwszym okresie pracy w Widzewie nie miał łatwego zadania. Musiał utrzymać drużynę na poziomie Ekstraklasy pomimo niesprzyjającej sytuacji kadrowej. Pisząc ten tekst, przyszło mi na myśl pewne dziwne skojarzenie. Mroczkowski w pierwszym okresie pracy w Łodzi musiał być kimś w rodzaju gospodyni domowej i ugotować coś, z tego co akurat miał w lodówce. Przez długi czas osiągał wyniki zdecydowanie powyżej oczekiwań. W pierwszej kolejce sezonu 12/13 wygrana z mistrzem polski Śląskiem Wrocław. W drugiej kolejce z wicemistrzem Ruchem Chorzów. Ostatecznie skończyło się na 4 wygranych z rzędu i pozycji lidera aż do końca szóstej kolejki spotkań. Wszystkie serie się kiedyś kończą, a że z czasem pozbywano się wartościowych składników drużyny, w miejsce, których przychodziły tylko ogórki z importu, to musiało skończyć się na mizerii. Dla was sprawdziłem, jak potoczyły się losy „Dzieciaków Mroczkowskiego”, którzy zniknęli z Ekstraklasowych radarów.

Alex Bruno

Od 8 roku życia trenował futsal, ale marzył o grze na pełnowymiarowym boisku. Z biegiem czasu próbował załapać się do profesjonalnych drużyn, ale za każdym razem pojawiały się jakieś przeszkody. To za lekki, to za niski, a jeszcze innym razem po prostu za lekki i za niski zarazem. Na domiar złego jego rodzina wpadła w problemy finansowe, przez co wiecznie brakowało pieniędzy. Bruno zdecydował postawić wszystko na jedną kartę i swoją ostatnią szansę upatrywał w wyjeździe do Tunezji na zgrupowanie piłkarzy szukających swojego szczęścia. Los uśmiechnął się do osiemnastoletniego wówczas Brazylijczyka, który wpadł w oko Mroczkowskiemu. Ostatecznie Widzew zakontraktował także Emersona Carvalho, ale ten nie odegrał znaczącej roli i rozegrał zaledwie 44 minuty na boiskach Ekstraklasy. Tymczasem Alex Bruno zaliczył mocne wejście do ligi i wielu spodziewało się, że za moment Widzew zarobi na nim duże pieniądze. Łącznie rozegrał 2 sezony na polskich boiskach, ale mam wrażenie, że mógł osiągnąć znacznie więcej. Po odejściu z Widzewa jego kariera nie powalała na kolana. Karierę kontynuował w Mołdawii, następnie trafił do drugiej ligi koreańskiej, w której wraz Gyeongnam zaliczył awans do K-League, a obecnie jest zawodnikiem kazachskiego FK Atyrau. Szczerze powiedziawszy, nie zdziwię się, jeśli kiedyś wróci do naszej ligi, tym bardziej że ma dopiero 27 lat, a w polskich warunkach często zdarzają się powroty po latach.

Strzał lobem nad Michałem Gliwą od 1:00

Princewill Okachi

Chłopak wychowany w Nigerii, który dzięki temu, że Ebedei współpracowało z Midtjylland, trafił do Danii. Duńczycy pokazali nie raz, że potrafią wychować piłkarskie perełki i nieźle na tym zarobić czego przykładami są transfery Simona Kjaera, Pione Sisto, czy Alexandra Sorlotha. Nigeryjczyk twierdzi, że musiał opuścić klub, ponieważ brakowało wówczas pieniędzy na utrzymanie młodych piłkarzy. Swoją podróż po Europie kontynuował w drugiej lidze maltańskiej, z której trafił do Widzewa. W Łodzi oprócz solidnych występów wsławił się tym, że w pewnym momencie miał problemy z wizą, przez co z opóźnieniem trafił na zgrupowanie w Hiszpanii. Jego pierwsza przygoda z Widzewem zakończyła się w nieprzyjemnych okolicznościach, ponieważ klub miał wobec niego duże zaległości finansowe. Przenosząc się do Panthrakikosu, trafił z deszczu pod rynnę, ponieważ grecki klub również miał problemy z wypłacalnością. Na domiar złego szybko zwolniono trenera, który sprowadził Okachiego, a następny szkoleniowiec nie widział dla niego miejsca w zespole. Po tym okresie Okachi rozsyłał swoje CV po klubach Ekstraklasy i 1.ligi, ale bez oczekiwanych efektów. Po półrocznym okresie bez gry wrócił do Widzewa, który wówczas grał w czwartej lidze. Następnie kontynuował grę w innych zespołach trzeciej i czwartej ligi, a obecnie broni barw Pogoni Zduńska Wola.

Mariusz Rybicki

Wcześniej wspomniany Alex Bruno mówił o Rybickim jako o polskim Brazylijczyku. Dla mnie Rybicki należy do grona piłkarzy, o których Bolec w filmie „Chłopaki nie płaczą” powiedziałby „Spokojnie. Zaraz się rozkręci”. Lata lecą, a my wciąż czekamy, aż się na dobre rozkręci. Według mnie wypłynął przede wszystkim dzięki temu, że każdy kibic miał dość oglądania miernych obcokrajowców i cieszyło nas każde polskie nazwisko na koszulce. Nie sądzę, że nie miał swoich atutów, ale z pewnością przez pewien czas przewartościowywano jego potencjał. W pewnym momencie pojawiały się doniesienia o zainteresowaniu ze strony Legii Warszawa, ale do transferu ostatecznie nie doszło. Gra w Widzewie z pewnością nie była też czymś prostym dla młodego piłkarza. Dwa spadki z rzędu sprawiają, że można popaść w depresję. Po tym, jak Widzew zdegradowano do czwartej ligi, Rybicki ponownie trafił na trudny grunt. Do ostatniej kolejki walczył o utrzymanie z Pogonią Siedlce i gdyby nie jego bramki Pogoń rozpoczynałaby sezon 16/17 w 2. lidze. Następnie nadeszła pora na transfer do Korony Kielce, ale tam ewidentnie coś nie zagrało, a Rybickiemu pozostały tylko wypożyczenia do klubów z zaplecza Ekstraklasy. Dziś jest piłkarzem Warty Poznań, czyli wicelidera rozgrywek 1. ligi i całkiem możliwe, że już niedługo Rybicki powróci do Ekstraklasy po kilkuletniej przerwie.

 

Patryk Stępiński

Były piłkarz kadr młodzieżowych oraz półfinalista ME U17 z 2012 roku. Obrońca, który spadł z Widzewem do 1.ligi, ale szybko sięgnęła po niego drużyna mająca w tym czasie wyższe aspiracje, czyli Wisła Płock. W drugim roku gry dla Nafciarzy wywalczył awans do Ekstraklasy. W pierwszym sezonie grał regularnie, ale z biegiem czasu jego rola w zespole traciła na znaczeniu. Od lutego podobnie jak Rybicki jest piłkarzem Warty Poznań.

Veljko Batrovic

Kiedy miał 15 lat trafił na kilkudniowe testy, po których miał podpisać kontrakt z Arsenalem, ale problemy wizowe okazały się nie do przeskoczenia i skończyło się tylko na rozmowie z Arsenem Wengerem. W Polsce o Batroviciu zrobiło się głośno, zanim jeszcze zdążył zadebiutować na boiskach Ekstraklasy. Ojciec Czarnogórca, który również był piłkarzem, twierdził, że jego syn jest wart co najmniej 5 milionów euro. Śledząc poczynania młodego Batrovicia na polskich boiskach, można było zauważyć kilka przebłysków w postaci niezłych prób dryblingów oraz strzałów, ale ogólne dobre wrażenie psuły liczne straty, które wielokrotnie doprowadzały do szału trenera Widzewa. W 2015 trafił do DNŠ Zavrč, w którym występował razem z Albertem Rierą byłym piłkarzem między innymi Liverpoolu i co ciekawe Batrovic strzelił o pięć bramek więcej niż jego bardziej utytułowany kolega. Łącznie Batrovic rozegrał trzy sezony słoweńskiej lidze. Potem grał w zespole z drugiej połowy stawki ligi bułgarskiej, a w obecnie trwającym sezonie występował w serbskim FK Radnicki Nis, w którym dzielił szatnie ze znanym z polskich boisk Aleksandarem Todorovskim, a teraz jest zawodnikiem bułgarskiego drugoligowca Septemvri Sofia.

Krystian Nowak

Chyba największy pechowiec spośród wymienionych w tym zestawieniu. Spadał dwukrotnie z Widzewem, a następnie raz z Podbeskidziem. Po nieudanej przygodzie w drużynie „Górali” Nowak zdecydował się, poszukać szczęścia za granicą zasilając szkockie Hearts. Tam przez kilka miesięcy czekał cierpliwie na swoje szanse, aż w końcu przebił się do pierwszego składu. Kibice tego klubu prawdopodobnie zapamiętali jego bramkę zdobytą przeciwko Glasgow Rangers w wygranym 4:1 spotkaniu na Tynecastle Park. Wraz z upływem czasu przegrał rywalizację o miejsce w składzie i musiał szukać dla siebie nowego klubu. Ostatecznie podpisał kontrakt z greckim Panioniosem, którego władze były świadome urazu Nowaka, ale nie spodziewali się, że kontuzja okaże się na tyle poważna, że Nowak straci prawie całą rundę. Latem 2018 przeniósł się do przeciętniaka ligi chorwackiej Slavena Belupo. Tam jesienią jego partnerem na środku defensywy stał się Tomislav Bozic, co do którego jakości mam sporo zastrzeżeń. W styczniu 2020 Nowak powrócił do lidera 2. ligi Widzewa i z pewnością liczy na szybki powrót do Ekstraklasy.

 

P.S.

Wybaczcie, że nie rozpisałem się na temat Mariusza Stępińskiego i Bartłomieja Pawłowskiego, ale uznałem, że temat ich karier jest już przewałkowany do granic możliwości. Oczywiście mogłem wspomnieć jeszcze o kilku innych piłkarzach, ale oni wciąż kręcą się na ekstraklasowej karuzeli i ich losy są wam lepiej znane niż choćby Alexa Bruno oraz Princewilla Okachiego.

Paweł Ożóg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s