Piłkarskie lanie

Ze względu na to, że obchodziliśmy w tym tygodniu lany poniedziałek, przygotowałem dla was listę meczów, które śmiało, można określić piłkarskim laniem. Głównym kryterium był wybór spotkań z XXI wieku. Naszą piłkarską podróż rozpoczniemy od gorącej Hiszpanii, ale zahaczymy o Niemcy, Wyspy Brytyjskie oraz Polskę, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

20/12/2015
REAL MADRYT 10:2 RAYO VALLECANO
Królewscy do spotkania z Rayo przystępowali z zamiarem odbudowy nastrojów po wyjazdowej porażce z Villarreal, dlatego osiemnasta w tabeli ekipa wydawała się idealnym rywalem na przełamanie. Już w 3 minucie Real wyszedł na prowadzenie za sprawą sprowadzonego kilka miesięcy wcześniej Brazylijczyka Danilo. Jakie musiało być zdziwienie piłkarzy Rafy Beniteza, gdy najpierw po rzucie rożnym do wyrównania doprowadził Amaya, a niespełna dwie minuty później, czyli w 12 minucie Rayo za sprawą Jozabeda wyszło na prowadzenie. Paco Jemez, który słynie z tego, że nie boi się pójść na wymianę ciosów, nawet ze znacznie mocniejszym przeciwnikiem mógł choć przez moment triumfować. Kiedy brakuje w zespole jakości, taki styl gry potrafi przynieść opłakane skutki i tak stało się w tym przypadku. Koszmar Rayo rozpoczął się wraz z brutalnym faulem Tito na Tonim Kroosie, za który prawy obrońca słusznie został ukarany czerwoną kartką. Od tego momentu piłkarzom Jemeza zaczęły puszczać nerwy i zaczęli łapać głupie kartki, czego owocem była kolejna czerwień, która sprawiła, że już w 29 minucie Real grał z przewagą 2 piłkarzy. To, co się następnie wydarzyło, z pewnością śni się po nocach sympatykom „Los Vallecanos”. Tercet BBC (Bale, Benzema i Cristiano Ronaldo) dokonał dzieła zniszczenia, zdobywając odpowiednio: cztery, dwie oraz trzy bramki. Jak się potem okazało, dla Rafy Beniteza było to jedno z ostatnich spotkań w roli trenera Realu Madryt, a jego następcą został Zinedine Zidane, który sprawił, że Real wszedł na wyższy poziom i zdołał zwyciężyć w rozgrywkach Champions League, a rozgrywki ligowe zakończył na drugiej pozycji.

9/04/03
GÓRNIK ZABRZE 9:0 POGOŃ SZCZECIN
Ten mecz stanowi jedno z moich pierwszych wspomnień związanych z Waldemarem Fornalikiem. W tym czasie drużynę Waldka Kinga tworzyli między innymi: obecny wiceprezes PZPN Marek Koźmiński, Michał Probierz dziś trener i wiceprezes Cracovii oraz Jacek Wiśniewski, którego każdy przynajmniej kojarzy dzięki słynnej wypowiedzi, która stała się internetowym viralem. Paka złożona z takich charakterów nie dała żadnych szans Pogoni, która od pierwszej do ostatniej kolejki zamykała ligową tabelę, a sezon zakończyła z zaledwie 9 oczkami na koncie i bilansem bramkowy -63… Słownie minus sześćdziesiąt trzy. Wracając do samego spotkania, wynik otworzył, ale jak się potem okazało, również zamknął Adam Kompała, czyli król strzelców z sezonu 99/00, a oprócz niego trafiali Kaczmarczyk, Prasnal, Sikora i wspomniany wcześniej Koźmiński, Co ciekawe poprzednie trzy spotkania Górnika kończyły się bezbramkowymi remisami, więc pomimo tego, że Pogoń była chłopcem do bicia, to raczej ciężko było spodziewać się takiego gradu bramek. Znając życie, gdybyśmy zapytali trenera Fornalika, co sądzi o tak wysokim zwycięstwie, to parafrazując słowa pewnego trenera, mógłby odpowiedzieć, że wolałby wygrać 9 spotkań po 1:0 niż raz 9:0… Niestety nie udało nam się odnaleźć skrótu tego spotkania.

29/09/2007
WERDER BREMA 8:1 ARMINIA BIELEFELD
Zdaję sobie sprawę, że mecz, w którym Bayern czy Borussia Dortmund demolują swojego rywala, miałby większą klikalność, ale stwierdziłem, że lepiej was czymś zaskoczyć. Zresztą… Nie chciałoby mi się wspominać choćby dewastującej trylogii Bayernu (8:0, 8:0 i 9:2) w spotkaniach przeciwko HSV, który wówczas już tylko z nazwy przypominał legendarną drużynę z Hamburga. Dziś pewnie większość kibiców Werderu chciałoby, aby czasy sukcesów na miarę tych, które odnosił trener Thomas Schaaf, czym prędzej powróciły. Trenera Schaafa pod wieloma względami można porównać do Arsena Wengera. Obaj ci panowie trafili do klubów przeżywających swoje problemy, ale mimo tego potrafili swoją pracą odmienić powierzone im zespoły i sprawić, że stały się maszynami będącymi w stanie osiągać wyniki niekiedy nawet ponad stan. Mało tego wspomniana dwójka poniekąd stała się ofiarami własnych sukcesów, gdy wraz z upływem lat ich drużyny nie były w stanie świecić dawnym blaskiem. Przechodząc płynnie do spotkania Werderu z Arminią, to należy przyznać, że znalazło się w nim dosłownie wszystko. Z powodu kontuzji boisko opuściło w sumie pięciu zawodników, słynny arbiter Markus Merk uznał gola Artura Wichniarka pomimo tego, że w chwili podania znajdował się na pozycji spalonej, a pomocnik Werderu Diego urządził sobie trening stałych fragmentów. Brazylijczyk zanotował 3 asysty w tym dwie bezpośrednio po rzutach rożnych, a swoją jedyną bramkę zdobył nie inaczej jak po strzale z rzutu wolnego. Oglądając po latach skrót tego spotkania, sądzę, że obrońcy Arminii, kiedy tylko widzieli, że Diego zmierza do chorągiewki, mówili do siebie pod nosem coś w rodzaju: „kurwa znowu?”. Zresztą zachęcam do obejrzenia skróty, ponieważ naprawdę warto.

 

11/05/2008
FC Middlesbrough 8:1 Manchester City
Zwróćcie uwagę na to, jak mocno wynik tego spotkania kontrastuje z obecnymi czasami, w których City uznaje się za jedną z najładniej i najlepiej grających drużyn na świecie, a Middlesbrough zajmuje 19 miejsce w tabeli Championship. Zacznijmy od samego początku. City przyjechało na Riverside w ramach meczu ostatniej kolejki sezonu, który pomimo obiecującego dla nich początku, zakończył się lekkim rozczarowaniem i miejscem poza strefą dającą europejskie puchary. Co ciekawe wówczas 9 miejsce było najwyższym w historii występów The Citizens w Premier League. Dla trenera Svena-Gorana Eriksona to spotkanie okazało się ostatnim w roli trenera Manchesteru City, a już latem objął funkcję selekcjonera reprezentacji Meksyku. Boro w tym czasie prowadził Gareth Southgate będący dziś selekcjonerem Anglików i chyba lepszego zakończenia sezonu 07/08 nie mógł sobie wyobrazić. Pierwsza część spotkania nie zwiastowała tego, co dopiero miało nadejść. Gospodarze prowadzili po bramce z rzutu karnego Stewarta Downinga, będącego konsekwencją faulu Dunne’a, przez który został odesłany do szatni oraz bramce strzelonej z gry przez Afonso Alvesa byłego klubowego kolegi Radosława Matusiaka z czasów jego gry w Heerenveen. Na szczególne wyróżnienie zasługuje drugi gol zdobyty przez Downinga, który rozpoczął kanonadę, fantastycznie uderzając w długi róg bramki strzeżonej przez Isakssona oraz gol Rochenbacka z rzutu wolnego. Jedyną odpowiedzią, na którą tego dnia było stać City, okazało się trafienie Brazylijczyka Elano po indywidualnej akcji, która tylko potwierdziła jego dobrą skuteczność w pierwszym sezonie gry na wyspach.

Paweł Ożóg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s