This is England #6. Historia Jozefa Venglosa, czyli pionierzy giną od strzału w plecy.

Izolacjonizmem Brytyjskim nazywa się politykę zagraniczną Wielkiej Brytanii w 2 połowie XIX w., kiedy to Zjednoczone Królestwo cechowało się niechęcią do zawiązywania sojuszy z krajami z kontynentu europejskiego. Cóż, kiedy prześledzi się historię angielskiego futbolu, to w pewnych okresach, można by zarzucić Wyspiarzom także izolacjonizm piłkarski. Zaczynając od niechęci ‘Synów Albionu’ do brania udziału w pierwszych turniejach o Puchar Świata, aż po odcinanie się długimi latami od zagranicznej myśli szkoleniowej. Właśnie tego ostatniego zagadnienia będzie dotyczyć dzisiejszy tekst. Przeniesiemy się do roku 1990, kiedy to dr. Jozef Venglos został pierwszym trenerem z zagranicy, który objął angielski klub z najwyższego szczebla rozgrywkowego.

Ten obcy

Latem 1990 roku, posadę menadżera Aston Villi stracił Graham Taylor. Wśród faworytów do obsadzenia wakatu trenerskiego w klubie z Birmingham wymieniano m.in. Gerry’ego Francisa, Arthura Coxa czy Davida Pleata. W każdym razie wyścig o stanowisko trenera ‘The Villians’ miał być sprawą wewnątrz angielską. Długoletni prezes Aston Villi, zmarły przed dwoma laty Doug Ellis, długo zwlekał z podaniem do wiadomości publicznej nazwiska nowego opiekuna piłkarzy z miasta Peaky Blinders. Kiedy jednak to zrobił, prasa i kibice byli mocno zaskoczeni, by nie powiedzieć, że byli wręcz skonsternowani. Menadżerem miał zostać facet zza Żelaznej Kurtyny? W dodatku ten gość przypominał z aparycji bardziej akademickiego nauczyciela niż człowieka, który miał utrzymać w ryzach kilkunastu futbolowych rębajłów. Czy wiedział, na czym polega kick&rush? Czy umiał zmusić graczy, by jeździli na tyłkach i zapieprzali box to box? Przecież na tym polega piłka, czyż nie? A ten facet miał doktorat z wychowania fizycznego I interesował się filozofią. Czy to w czymkolwiek mogło pomóc? Ciekawe czy wypił kiedyś duszkiem pintę Guinnessa? Zapewne wielu kibiców, ale także piłkarzy stawiało sobie w tamtym momencie takie pytania. A przynajmniej dalsza część tej historii na to wskazuje.

July-1990-Doug-Ellis-Chairman-of-Aston-Villa-Football-Club-with-new-manager-Josef-Venglos-at-news-press-conference-held
Jozef Venglos i Doug Ellis. Źródło: Birmingham Mail

Był to okres, kiedy angielski futbol znów odseparował się od reszty kontynentu. Właśnie dobiegała końca pięcioletnia karencja, która wykluczała tamtejsze kluby z rozgrywek międzynarodowych, co było konsekwencją tragedii na Heysel. Aston Villa zakwalifikowała się do rozgrywek o Puchar UEFA. Kibice w Anglii zapewne zastanawiali się, jak po tak długiej przerwie ich zespoły zaprezentują się na tle klubów z innych krajów. Być może zatrudnienie czechosłowackiego eksperta, miało służyć przystosowaniu Aston Villi do piłkarskich standardów panujących ówcześnie w Europie? Czy Venglos był odpowiednią osobą do wykonania tego zadania?

Obieżyświat z misją edukowania

Ten urodzony w 1936 roku w słowackim Ruzomberoku jegomość, całą swoją piłkarską karierę spędził w Slovanie Bratysława. Boiskową przygodę musiał jednak zakończyć przedwcześnie z powodu problemów zdrowotnych. W międzyczasie wyemigrował do Australii. Tam też stawiał swoje pierwsze kroki w roli trenera. W latach 1967-69 piastował nawet funkcję selekcjonera kadry Kangurów. W latach 70. wrócił do ojczyzny. Wkrótce został asystentem opiekuna rodzimej kadry – Vaclava Jezka. U jego boku święcił zdobycie mistrzostwa Europy, po które czechosłowaccy piłkarze sięgnęli w 1976 roku. Dwukrotnie samodzielnie obejmował stery reprezentacji. W międzyczasie obrał azymut na dość egzotyczne kierunki. W latach 80. spędził trochę czasu w Malezji, gdzie prowadził klub z Kuala Lumpur oraz kadrę narodową tego azjatyckiego państwa. W Aston Villi został zatrudniony tuż po tym, jak doszedł z Czechosłowacją do ćwierćfinału włoskiego Mundialu.

Europejskie puchary bez klubów z Anglii, były niczym chleb bez masła

Tym błyskotliwym stwierdzeniem przywitał się z angielskimi mediami. Do nowego kraju przybywał z bagażem doświadczeń, które zebrał w czasie swoich wojaży po świecie. Jak wspominałem wcześniej, miał również tytuł doktora wychowania fizycznego. Menadżer ze stopniem naukowym? Wówczas na Wyspach była to rzecz niespotykana. Venglos w pierwszej kolejności zabrał się za ciężkostrawne menu swoich podopiecznych. Facet przywodzący na myśl akademickiego belfra, interesujący się filozofią i z solidnym wykształceniem, który na wstępie chce zrewolucjonizować jadłospis piłkarzy. Ilu z was ma w tym momencie deja vu? Kilka lat później w północnym Londynie pojawi się pewien Francuz, który obierze tę samą ścieżkę co jego wschodnioeuropejski kolega po fachu. Sęk w tym, że Wenger zostanie uznany za geniusza, który pchnął angielską piłkę klubową na tory profesjonalizmu. W 1990 roku to hermetyczne środowisko nie było jeszcze gotowe na takie zmiany.

Strach i uprzedzenia

Piłkarze z Birmingham sceptycznie patrzyli na nowatorskie pomysły ich nowego szefa. Gracze, którzy mieli na liczniku po kilkaset spotkań, nie mieli ochoty zmieniać nagle swoich przyzwyczajeń.

Pewnego razu w noc poprzedzającą mecz w którym zagrałem w pierwszym składzie, zjadłem frytki ze stekiem. Żeby to zrobić wymknąłem się przez hotelowe okno.

Tony Daley, ówczesny gracz Aston Villi

Venglos był pierwszym zagranicznym menadżerem w najwyższej lidze w Anglii. W niższych ligach pracowali już jednak Osvaldo Ardilles i Danny Bergara. Latynosi prowadzili kolejno Swindon Town i Stockport County. Pojawienie się na rynku pracy zagranicznych fachowców nie było dobrze przyjęte przez miejscowych trenerów. Szczególnie przebicie się Czechosłowaka do menadżerskiego mainstreamu spowodowało ukłucie niepokoju u Anglików, którzy bali się o swoje miejsca pracy. Przed rozpoczęciem sezonu, Gordon Taylor, który był wówczas przewodniczącym związku zawodowego piłkarzy, wypowiadał się w następującym tonie:

Nie chcę tworzyć Żelaznej Kurtyny po przeciwnej stronie, ale wielu z nich sprowadza się tylko dlatego, że są tańsi.

Oczy kibiców, mediów i reszty piłkarskiego środowiska były zwrócone w stronę przybysza ze Wschodu. Spora rzesza osób czekała tylko na to, by Venglosowi powinęła się noga. Człowiek z zagranicy miał gwarantować zdecydowanie wyższą jakość niż jego lokalni odpowiednicy. Poprzeczka wisiała wysoko.

SOCCER FOOTBALL
Venglos w czasie sesji treningowej. Źródło: FourFourTwo

Miłe złego początki

Kiedy Aston Villa zajęła ostatnie miejsce w przedsezonowym Turnieju Makita, nowy menadżer klubu z Birmingham mógł poczuć na własnej skórze gromy, które miały się na niego sypać ze strony dziennikarzy, po każdej wpadce ‘The Villians’. On jednak nadal wprowadzał swoją wizję zarządzania drużyną. Dla twardogłowych Anglików powiewem świeżości był nawet kilkunastominutowy stretching przed meczem, zamiast kilku minut kopania piłki. Rozciąganie po spotkaniu? A na co to komu? Do tej pory takie ‘pogańskie’ zabobony uskuteczniali jedynie gracze, którzy przybyli z kontynentu.

Pamiętam, jak śmialiśmy się z Duńczyka Kenta Nielsena, który rozciągał się przed każdą sesją treningową. Po meczach schodził do szatni jako ostatni, bo wykonywał jeszcze kilka ćwiczeń. Zastanawialiśmy się, co on robi, ale jemu nigdy nie przytrafiały się urazy. Takie praktyki były normą na kontynencie, a w ciągu kilku sezonów również u nas. Ale gdy Venglos tego od nas wymagał, mieliśmy wrażenie, że jest to trochę dziwaczne.

Tony Daley

W pierwszej rundzie Pucharu UEFA, piłkarze z Birmingham wyeliminowali Banik Ostrava. Kiedy jednak w drugiej rundzie natrafili na Inter, który odprawili na Villa Park 2-0, Venglos przekonał się, że zwycięstwa szybko mogą zapewnić mu przychylność otaczających go ludzi. Kilku dziennikarzy w tamtym momencie widziało już w nim reformatora, który będzie reedukować angielski futbol. Jednakże łaska pańska na pstrym koniu jeździ. W rewanżu Aston Villa przyjęła bagaż trzech goli i pożegnała się z Europą. Również w lidze Venglosowi i jego chłopcom szło jak po grudzie. W kolejnych jedenastu meczach ligowych odnieśli zaledwie dwa zwycięstwa. Szybko pożegnali się również z FA Cup oraz Pucharem Ligi. Nie pomagały zmiany w składzie oraz na stanowisku asystenta. Jak nie chciało ‘zażreć’, tak nie chciało. ‘The Villians’ ostatecznie skończyli sezon na 17 pozycji. Był to poważny regres formy w porównaniu z poprzednim sezonem. Niebawem Venglos podał się do dymisji. Jego asystent – Peter Withe – twierdził, że słowacki menadżer nie wytrzymał presji wywieranej na nim przez lokalne media. Miejscowi dziennikarze domagali się jego głowy i przybysz ze Wschodu postanowił unieść się honorem. Doug Ellis był skłonny dać mu jeszcze jedną szansę, Withe również przekonywał go do zmiany decyzji. Nie pomogło. Venglos opuścił Birmingham.

Przetarte szlaki

Słowak podejmował pracę w jeszcze kilku miejscach. Jednakże ani w Fenerbachce, ani tymbardziej w Celtiku, w którym potracił trofea na rzecz Rangersów, nie odniósł sukcesów. Był za to pierwszym selekcjonerem reprezentacji Słowacji w historii. Ponownie zahaczył o egzotyczne miejsca, podejmując się roli opiekuna kadry narodowej Omanu i kończąc karierę trenerską w Japonii. Następnie jeździł jako prelegent FIFA, odwiedzając szkolenia trenerskie I wygłaszając na nich swoje wykłady.

Jozef_Venglos_1294069i
Venglos po podpisaniu kontraktu z Celtikiem. Źródło: The Telegraph

Śledząc początki pracy Venglosa w Birmingham, trudno nie uciec od porównań do Arsene Wengera. ‘Dr. Jo’, jak nazywano słowackiego szkoleniowca, chciał podążać tą samą drogą, która uczyniła z Francuza jednego z najbardziej utytułowanych menadżerów ery Premier League. Co więc zawiodło w przypadku fachowca zza Żelaznej Kurtyny? Wydaje się, że Wenger odziedziczył drużynę z większym potencjałem. Miał do dyspozycji lepszych piłkarzy. W dodatku przybył do północnego Londynu już w momencie przemianowania First Division na Premier League i po wprowadzeniu Prawa Bosmana. Łatwiej było mu pozyskiwać zagranicznych zawodników, którzy chętniej naginali się do dyscypliny żywieniowej i nowatorskich metod treningowych, które chciał uskuteczniać. Te detale stawiają Arsene Wengera w bardziej uprzywilejowanej pozycji. W dodatku Venglos jako pierwszy zagraniczny trener w historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii, był zmuszony zapłacić frycowe i poruszać się po omacku, nie mając żadnego wcześniejszego punktu odniesienia. Stanowił pewnego rodzaju forpocztę, która oczyściła szlak kolejnym zagranicznym pionierom już w czasach Premier League. Spotkał się ze sporą nieufnością angielskiego środowiska i był w pewnym stopniu ofiarą lokalnych mediów. Cóż, jak zaznaczyłem w tytule – Pionierzy często giną od strzału w plecy. Venglos, złożony na stosie ofiarnym konserwatywnych Anglików, przygotował Wyspiarzy na nadchodzącą rewolucję i ułatwił zadanie kolejnej fali zagranicznych trenerów.

RG

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s