EkstraklasaLOVE #2 -KORONA VS ŁKS, czyli starcie najgorszej ofensywy z najgorszą defensywą.

Zwykle patrząc na ligową tabelę, największą uwagę przykłada się do jej górnej części. Z racji tego, że w 26 kolejce miało miejsce spotkanie drużyn szorujących o dno ligowej tabeli, przyjrzyjmy się dwóm z trzech najsłabszym drużyn sezonu 2019/2020.

Jestem na świeżo po obejrzeniu spotkania Korony z ŁKS-em, które zakończyło się zwycięstwem gości. ŁKS do tego spotkania przystępował po zwycięstwie na własnym boisku z Zagłębiem Lubin 3:2 i uczciwie trzeba przyznać, że tamto spotkanie oglądało się naprawdę dobrze. Przed spotkaniem z Koroną trener „Rycerzy Wiosny” Kazimierz Moskal wypowiedział się w następujących słowach:

„Ostatnie zwycięstwo niewiele zmieniło w tabeli, ale nas wzmocniło mentalnie. Każdy mecz jest oczywiście ważny, a te najbliższe będą kluczowe. Nie boimy się ani koronawirusa, ani Korony”.

Dla ŁKS-u mecz z Koroną miał być jednym z kół ratunkowych mających zapewnić utrzymanie na powierzchni w walce o ligowy byt, ale koło to okazało się betonowym ściągającym na dno. Nie pomogło drużynie z Łodzi nawet to, że doszło do zmiany na stanowisku trenera Korony Kielce i Mirosława Smyłę zastąpił Maciej Bartoszek, który już w przeszłości prowadził zespół „Złocisto-krwistych”. Korona zwyciężyła w tym spotkaniu po bramce z rzutu karnego reprezentanta Bośni i Hercegowiny Adnana Kovacevica. Słowa Kazimierza Moskala chyba najlepiej oddają obraz tego spotkania:

„Wszyscy widzieliśmy, jakie to było widowisko. Z jednej i z drugiej strony było to marne widowisko. Jeżeli któraś drużyna miała zagarnąć trzy punkty, to tylko w taki sposób, w jaki się to stało, po rzucie karnym”.

Czy w tym zwycięstwie Korony upatrywałbym słynnego efektu nowej miotły? W przypadku spotkań, w których bierze udział ŁKS nie dlatego, że drużyna z Łodzi w tym sezonie opanowała do perfekcji umiejętność autodestrukcji. Jak nie gol samobójczy, to ręka lub idiotyczny faul w polu karnym, jakiego dopuścił się Moros, kopiąc w szesnastce piłkarza Korony. W pewnym momencie spotkania doszło nawet do groteskowej sytuacji, w której przypadkowo jeden z piłkarzy ŁKS wyciął drugiego, ale po wyczynach Sobocińskiego w pierwszej części sezonu i kopnięciu się w nos Macieja Dąbrowskiego raczej nic mnie już nie zdziwi. Jak już jesteśmy przy bramkach samobójczych, ŁKS pod tym względem z 4 samobójami jest liderem, a do tej niechlubnej statystyki swoje cegiełki dołożyli Rozwandowicz, Moros, Sobociński i Bogusz. Zagłębiając się w statystyki, można również dostrzec, że zespół prowadzony przez Kazimierza Moskala stracił najwięcej bramek (44), zgromadził najwięcej porażek (16) oraz przy okazji wygrał najmniej spotkań (5).

Początek sezonu nie zapowiadał, że będzie tak źle. Cztery oczka zdobyte w dwóch pierwszych spotkaniach w dodatku z drużynami grającymi w eliminacjach do europejskich pucharów (remis z Lechią i zwycięstwo z Cracovią) mogły napawać optymizmem. Potem nadeszła seria 8 porażek, która zweryfikowała ŁKS na poziomie Ekstraklasy. Uczciwie trzeba przyznać, że w każdym spotkaniu ŁKS podejmuje próby gry kombinacyjnej, ale na ich nieszczęście rzadko przekładają się na zdobywane bramki, które pozwoliłyby poprawić dorobek punktowy. Wielka szkoda, że brakuje w tym wszystkim konkretów i razi nieskuteczność w kluczowych momentach. To wszystko sprawia, że można znaleźć pewne podobieństwo do Miedzi Legnica z sezonu 18/19. Świetnym przykładem piłkarza, który podejmuje próby wykazania się inicjatywą, która rzadko przynosi efekt w postaci bramki, jest portugalski pomocnik Guima. Miewa on swoje przebłyski kreatywności i zasadniczo piłka mu nie przeszkadza, ale zbyt często zaciera dobre wrażenie stratami piłki oraz pudłami w dobrych sytuacjach. Na domiar złego zimą z drużyną pożegnał się Dani Ramirez, który wciąż jest najlepszym strzelcem ŁKS-u i paradoksalnie sytuacja może nie ulec zmianie do końca tego sezonu. Szukając usprawiedliwień dla beniaminka tego sezonu, zwróćmy uwagę na fakt, że ŁKS jeszcze w sezonie 16/17 występował w rozgrywkach trzeciej ligi, zaliczając trzy awanse z rzędu. Nie trudno sobie wyobrazić, że pod wieloma względami zaliczyli ogromny przeskok, począwszy od aspektów finansowych, a skończywszy na aspektach sportowych. Powrót do Ekstraklasy przebiegał w tak ekspresowym tempie, że w maju miała miejsce groteskowa sytuacja, gdyż klubowe media przeoczyły moment zagwarantowania sobie powrotu do elity, czego dowodem był nagłówek, który znajdował się na stronie klubu z al. Unii w chwili, gdy sprawa awansu została przesądzona:

„W sobotni wieczór mogą w końcu ziścić się marzenia tysięcy kibiców ŁKS”.

Na ten moment ŁKS ma 11 punktów straty do miejsca dającego utrzymanie, więc chyba już można pokusić się o przepowiedzenie tej drużynie występów w 1.lidze w następnym sezonie. Jak sami pewnie dostrzegacie, wiele czynników złożyło się na ich obecną sytuację. Czasami pewne rzeczy przybierają zbyt szybki obrót spraw i może właśnie w tym powinniśmy upatrywać fatalnej sytuacji sportowej.

Był temat Łódzkiego Klubu Sportowego, to teraz czas na Koronę, która od kilku lat działała zgodnie z ideologią „jakoś to będzie”. Pod wpływem wyników ponad miarę osiąganych przez trenera Bartoszka (chodzi o jego pierwsze podejście), następnie Lettierego tylko sprawiały, że osoby zarządzające kieleckim klubem utwierdzały się w przekonaniu, że bez względu na to, kto odejdzie i kto przyjdzie, Korona dalej będzie utrzymywała się na powierzchni, a z piłkarzy na poziomie Oberligi trenerzy zrobią co najmniej ligowych średniaków. Jako że do tego sezonu wszystko po myśli osób odpowiadających za Koronę wydaje się, że postanowili podnieść sobie poprzeczkę i spróbować utrzymać się w Ekstraklasie bez udziału napastnika, który zakręci się w okolicy 10 bramek. Latem zespół opuścił zdobywca 14 bramek dla Korony Elia Soriano, a w jego miejsce sprowadzono z Piasta Michala Papadopoulosa. Mając na uwadze, że Czech najlepsze lata ma już za sobą, a w dodatku za moment skończy 35 lat, oparcie na nim ataku wydaje się dość specyficzną decyzją. Zimą sprowadzono Cecaricia, ale ciężko brać na poważnie transfer piłkarza, który ostatnią ligową bramkę strzelił uwaga… 5.12.2018 w rozgrywkach ligi serbskiej. Zaraz ktoś może powiedzieć, że pastwię się nad tym piłkarzem, ale szczerze mówiąc, nie widzę po jego stronie atutów. Za nic nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego nie spróbowano sprowadzić kogoś innego tę pozycję. Jeszcze, gdyby druga linia była na wskroś kreatywna i gwarantowała pewną pulę bramek, to byłyby jakieś okoliczności łagodzące dla braku sprowadzenia solidnego napastnika. Oczywiście Korony nie stać na napastników, o których mówi się głośno na polskich boiskach, ale czy naprawdę w drużynie, która z dużą przewagą wygrała rozgrywki CLJ, nie znalazłby się choćby jeden chłopak, który dałby nadzieje kilku bramek? Nie można było poszukać w niższych ligach kogoś, komu po prostu „żre”. Z nudów sprawdziłem sobie tabelę strzelców drugiej ligi i widzę, że w czubie jest 23-letni piłkarz Górnika Polkowice Michał Bednarski (16 bramek w 18 spotkaniach). Myślę, że nie byłby specjalnie drogi, a na pewno gorzej by nie zagrał niż Cecarice i inni tego typu piłkarze. Zresztą lista strzelców Korony oddaje najlepiej ich siłę ognia. Po cztery bramki Kovacevic i Pacinda oraz trzy wspomniany wcześniej Papadopoulos. Łącznie 15 bramek całej drużyny w 26 spotkaniach. Zdecydowanie najgorszy wynik w lidze, drugim najgorszym zespołem pod tym względem jest Arka Gdynia z 22 bramki. Ze względu na tę statystykę jeden ruch transferowy muszę pochwalić, a mianowicie sprowadzenie Petteri Forsella, który w polskich warunkach jest gwarancją jakości i stwarzania groźnych sytuacji. W 1. lidze finowi mogło brakować motywacji, ale w Ekstraklasie nie powinno jej zabraknąć, zwłaszcza że dobra gra w Ekstraklasie prawdopodobnie sprawi, że otrzyma powołanie na EURO 2020.

W Koronie brakuje strategii długofalowej. Sprowadzenie Forsella to też raczej rozwiązanie doraźne, ale w tym wypadku konieczne. Nie da się nie zauważyć, że praktycznie w każdym oknie przychodzi do tego zespołu duża grupa obcokrajowców z nazwiskami, które nam nie są w stanie nic powiedzieć. W wielu przypadkach nawet na koniec pobytu tych piłkarzy ciężko powiedzieć o nich coś dobrego. W negatywnym znaczeniu mocne wejście w Koronie zaliczył Rodrigo Zalazar. W dniu swoich urodzin udał się do Auschwitz, czym podzielił się w mediach społecznościowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wesołe emotki, którymi przyozdobił zdjęcie. Na całe szczęście klub szybko zareagował w tej sprawie i wezwał piłkarza na dywanik. Swoją drogą ten zawodnik wygląda nieźle technicznie, ale na boisku jest strasznym egoistą i wszystkie akcje próbuje kończyć sam. Wracając do tematu budowania kadry pierwszego zespołu, uwagę przykuwa fakt, że z końcem sezonu kończą się kontrakty 20 piłkarzom, ale do takiej sytuacji też już zdążyliśmy przywyknąć. Jak sami widzicie, kielecki zespół funkcjonuje w specyficznych realiach. Najlepszym podsumowaniem sytuacji organizacyjno-sportowej Korony jest fragment rozmowy Łukasza Grabowskiego z Krzysztofem Zającem na łamach Przeglądu Sportowego (październik 2019):

-Co jeśli Korona spadnie? Niemiecki kapitał zniknie z Kielc?
-Nie bierzemy pod uwagę takiej opcji, że w następnym sezonie będziemy w pierwszej lidze. Dla nas w tym momencie liczy się tylko gra w PKO Ekstraklasie.
-A jeśli jednak się nie utrzymacie?
-Utrzymamy. Ale naprawdę, to nie jest pytanie do mnie. Takie decyzje zapadają wyżej i ja się muszę do nich dostosować.”

Paweł Ożóg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s