Miłość bezwarunkowa czyli za co kocham ekstraklasę?

Miłość to niesamowite uczucie. A z najprawdziwszą miłością mamy moim zdaniem do czynienia wtedy, gdy nie potrafimy uzasadnić jej motywów. Bo kocha się po prostu. Nie dla pieniędzy, nie z powodu urody, nie dla innych dóbr materialnych … Miłość jest najwspanialsza wtedy, gdy kocha się – bo tak. Takie dziecięce uzasadnienie – tak bo tak. To tak jak z młodszą siostrą czy bratem. Wyszydzasz, wkurzasz się, wyśmiewasz, momentami wręcz się go wstydzisz ale suma summarum gdy będzie mieć kłopoty to pójdziesz za nim w ogień… To właściwie tak jak z polską Ekstraklasą piłkarską! Wczoraj skończył się sezon, praktycznie do końca lipca zostaliśmy pozbawieni emocji związanych z najwyższą klasą rozgrywkową w naszym kraju. Nie widzieliśmy się od wczoraj a już zaczynam tęsknić ! Gdzieś w świadomości mam tą myśl że czekają mnie 2 miesiące rozłąki. Owszem, po drodze jest Euro, jacyś Islandczycy ograją nas w rundzie przedprzedprzedprzedwstępnej do Ligi Europy, gra jeszcze I liga itp. itd. Ale jednak, to nie to samo. Serce krwawi…

I tu pojawia się drugi problem. Właściwie za czym ja tęsknię? Ni ta liga szczególnie atrakcyjna. Brak jej piłkarskiej jakości, oglądanie niektórych meczy trąca masochizmem a czasami patrząc jak gracze kaleczą się na boisku czuję jak mi się rumieniec wstydu wylewa na policzkach. Początkowo miałem pisać ten tekst pod tezę o słabości tej ligi. Kiedyś nosiłem różowe okulary, starałem się sobie wmówić że z każdym sezonem jej poziom się podnosi, że wkrótce będziemy chociaż na poziomie … nie wiem … Belgów lub Ukraińców lecz kolejne lata upokorzeń już w rundach przedwstępnych i smary od rozmaitych, egzotycznych klubów zaczynały mnie uświadamiać jak jestem naiwny. Stjarnen, Żalgiris, Levadia, Valarenga, m.in. te zespoły sprowadzały mnie na ziemię, deptały moje marzenia i pokazywały miejsce w szeregu. Moja naiwność odchodziła do lamusa. Stawałem się pragmatyczny i nastawiony racjonalnie. Przestałem się łudzić że ta liga w końcu zacznie cokolwiek znaczyć w Europie. Być może stałem się wręcz cyniczny. Jak te kukiełki z loży szyderców. Ale po prostu miałem dość tych upokorzeń. Pogodziłem się po prostu z tym że mamy bananową ligę. Nadszedł czas że zacząłem ją po prostu traktować z przymrużeniem oka.  Jako lokalny folklor. Ale jednak nie potrafię jej zupełnie zjechać. To w końcu nasza polska liga… I muszę ją kochać bezwarunkowo J. To taka brzydka dziewczyna z którą czasem wstyd się pokazać czy to w klubie na imprezie czy na weselu u kuzyna.  No bo czym się pochwalić np. w towarzystwie kogoś z Hiszpanii czy Anglii? Hiszpan przychodzi ze smukłą, gibką i paraliżującą swoją klasą śniadą brunetką, Anglik z elektryzującą, pełną energii i wdzięku blondyną z dużym biustem. Baa, nawet taki Holender czy Rosjanin z fajną i sympatyczną dziewczyną z sąsiedztwa z którą można spędzić naprawdę fajny wieczór. A Polak? Z Mariolą z jakiegoś wypizdówka, która ma w pępku zamiast kolczyka kleszcza. Głupie porównanie? Myślę że prawdziwe ;-). Nienawidzę gdy Polacy mają jakiekolwiek kompleksy w stosunku do obcokrajowców. Ale pod względem piłkarskim? Reprezentację ostatnimi czasy pokazałbym komukolwiek z zagranicy bez wstydu, wręcz z dumą. Ale liga? Eee … to chodźmy lepiej do muzeum lotnictwa.  No ale po tylu wspólnie spędzonych sezonach siłą rzeczy musisz się do tej ligi przyzwyczaić. Canal + robi co może by ekstraklasa wyglądała profesjonalnie i pod względem realizacji i całej otoczki taka właśnie jest. Ale pisałem to już w poprzednim tekście. Spakowanie gówna w pozłotko nie sprawi że stanie się ono czekoladą. Mimo wszystko po jakimś czasie siłą rzeczy musisz zakochać się w tej przaśności. Wczorajszy mecz Lech-Ruch. Kownacki i Kamiński wychodzą sam na sam ze Skabą. Kownaś odgrywa do Kamyka a ten z 7 metrów nie trafia do praktycznie pustej bramki. Automatycznie chowasz twarz w dłoniach z zażenowania. W meczu Cracovia-Lechia kandydat do wyjazdu na Euro 2016 Sławek Peszko przewraca się w polu karnym na piłce … Takich kwiatków co kolejkę można wybrać po kilka.

Czas napisać kilka słów o zakończonym właśnie sezonie. Piast Gliwice nie został jednak polskim Leicester, ale zajął i tak świetne jak na nich 2 miejsce. Mistrzem zgodnie z przewidywaniami stołeczna Legia. Mimo wszystko cieszę się że tak to się właśnie skończyło. Zdobycie mistrzostwa przez Piasta byłoby romantyczną i wspaniałą historią, no ale jednak marząc o polskim zespole w LM uważam że tylko legioniści są w stanie powalczyć o ten zaszczyt. Oczywiście znając życie Wojskowi odpadną najdalej w IV rundzie eliminacji i skończy się na występie w grupie Ligi Europy no ale wiara umiera ostatnia. Cały czas wierzę że Legia jest na najlepszej drodze do równania do poziomu średnich klubów europejskich. Że może być kimś w rodzaju chociażby FC Basel. Przez ostatnie 4 lata Warszawiacy sięgali trzykrotnie po mistrzowski puchar i po Puchar Polski. Jeszcze do zeszłego sezonu wydawało się że po piętach depcze im Poznań ale ten sezon brutalnie zweryfikował Lecha, który po ubiegłorocznym mistrzostwie zupełnie nie potrafił w tej kampanii potwierdzić swoich mocarstwowych zapędów na rodzimym podwórku. Zdecydowanym dominatorem na tą chwilę jest CWKS. Przynajmniej patrząc na wyniki, bo patrząc na styl gry to już niekoniecznie. No właśnie … styl. Mam wrażenie że tego nie ma w tej lidze nikt. Tzn. nikt nie potrafi utrzymać stylu na dłużej. Momenty w których grali naprawdę fajną piłkę mieli zarówno Piast, jak i Lechia czy Cracovia. Niestety stabilizacja formy to w polskiej ekstraklasie abstrakcja. I to że np. Lechia w świetny sposób rozbiła Legię tydzień temu wcale nie oznaczało że Gdańszczanie nie mogli zagrać już wczoraj w Krakowie kompletnego piachu. Zresztą lechiści naprawdę fajnie radzili sobie głównie na własnym obiekcie, na wyjazdach stawali się już innym zespołem.  Hmm… no to może pojedźmy po prostu po kolei:

  1. Legia Warszawa – Do ostatniej kolejki nie byli pewni mistrzowskiego tytułu a ciśnienie w klubie było przeolbrzymie, bo w tym roku stołeczny zespół obchodził stulecie istnienia. Po kiepskim początku gdy za sterami siedział jeszcze Henning Berg do zespołu przyszedł trener Stanislav Czerczesow i odrobił stratę 11 punktów, który zespół tracił do gliwickiego Piasta. Rosjajnin nauczył Warszawiaków przede wszystkim grać wysokim pressingiem. W zimowej przerwie do klubu sprowadzono również Adama Hlouska i Artura Jędrzejczyka, którzy stworzyli zdecydowanie najsilniejszy duet bocznych obrońców w lidze. Prawdziwą manifestacją siły było sprowadzenie do zespołu Kaspera Hamalainena co pokazało jak bardzo Legia nadal góruje nad Lechem. Jeśli o samą grę chodzi, to jak na Mistrza Polski brakuje mi mimo wszystko jakości, umiejętności zdecydowanego zdominowania słabszego rywala, udowodnienia że są o klase lepszym zespołem oraz często po prostu finezji w grze. Być może jednak trener Czerczesow stawia bardziej na efektywność niż efektowność. Jeśli chodzi o marketing i organizację, zdecydowany dominator rozgrywek ligowych.
  2. Piast Gliwice – Największa niespodzianka rozgrywek. Pod wodzą trenera Latala potrafili grać bardzo miły dla oka futbol. Niestety po doskonałej jesieni na wiosnę spuścili z tonu i zaczęli powoli staczać się do poziomu ligowej przeciętnej. Niezłą końcówką sezonu udało im się jednak zdobyć tytuł wicemistrzowski. Mam jednak spore obawy czy w przyszłym sezonie uda im się potwierdzić że ta kampania nie była tylko jednorazowym wyskokiem. Trener Latal potrafił pościągać niezłych zawodników w postaci swoich rodaków Nespora i Vacka. Królem asyst został Patrik Mraz (łącznie 13 ostatnich podań), który do tej pory zasłynął głównie w naszej lidze tym, że Gikiewicz podpierdolił go do trenera za przyjście na kacu na trening gdy występowali jeszcze w barwach Śląska Wrocław. Na naprawdę niezłego gracza wyrasta również Radek Murawski, który był liderem środka pola.
  3. Zagłębie Lubin- Dwa lata temu spadali z ekstraklasy, wczoraj zdobyli brązowe medale mistrzostw polski. Ze zgnuśniałego zespołu, w którym zawodnicy mieli wszystko w dupie w krótkim czasie stali się ekipą młodych wilków (skład w dużej mierze tworzą wychowankowie lubińskiej akademii), potrafiących napsuć krwi każdemu zespołowi. Z chęcią popatrzę jak poradzą sobie w Europie, bo był to zespół, który w końcówce jako jedyny potrafił utrzymywać stały, dobry poziom i przyjemny dla oka styl gry. Do wyróżnienia jak dla mnie Maciej Dąbrowski, końcówka sezonu w jego wykonaniu na poziomie niemal reprezentacyjnym. Do samej reprezentacji wskoczył zaś Filip Stazyński, który po nieudanym epizodzie w Belgii wrócił do kraju nad Wisłą i pokazał jak grać w piłkę (16 meczów 3 gole, 10 asyst)i chyba może powoli szykować się do wyjazdu do Francji. Zresztą praktycznie każdy zawodnik Miedziowych zasłużył na wyróżnienie. W przyszły sezonie na pewno będę trzymał kciuki za Zagłębie, bo są zespołem z potencjałem na to by notorycznie kończyć rozgrywki na miejscu premiowanym awansem do europejskich pucharów.
  4. Cracovia – Mam strasznie mieszane uczucia co do tego zespołu. Podopieczni Jacka Zielińskiego byli teamem bardzo chimerycznym. Po ich grze można było się spodziewać wszystkiego. Ciekawej kombinacyjnej gry lub maniany od której szło się porzygać. Boję się że to właśnie ten zespół, który godny jest tego by w LE odpaść z Atlantasem Kłajpeda czy innym Metalurgsem Lipawa.  W przerwie zimowej stracili kły w postaci Denissa Rakelsa, który wraz z Nemanją Nikoliciem z Legii jesienią strzelali na potęgę. Mimo transferu do Reading (na poziomie Championship 12 gier i 3 bramki) Łotyszowi udało się ex aequo z Mariuszem Stępińskim zająć trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców. Dla mnie największym szokiem był fakt, że Mateusz Cetnarski potrafi grać w piłkę! I to jak! Przewodni szrot ligi polskiej w ostatnich sezonach w tym roku wykręcił wynik 13 bramek i 12 asyst i był swego czasu mocno sugerowany Adamowi Nawałce jako alternatywa w środku pola kadry. Plus Bartosz Kapustka, który pewnie pod Wawelem zbyt długo miejsca nie zagrzeje.
  5. Lechia Gdańsk – To już chyba trzeci sezon w którym Lechia mając skład jakościowo i ilościowo na to by liczyć się w walce o najwyższe cele nie kwalifikuje się nawet do europejskich pucharów. Coś ruszyło się nad Bałtykiem wraz z przyjściem do Biało-zielonych Piotra Nowaka. Klub w końcu zaczyna grać fajną ofensywną piłkę. Dwa świetne mecze przeciwko Legii Warszawa ale też blamaże na wyjazdach jak wczorajszy na Cracovii czy wcześniej w Gliwicach. Także brak stabilizacji. Ale Nowak ma 2 miesiące na to by spokojnie poustawiać ten zespół tak, by w przyszłym sezonie w końcu udowodnili drzemiący w nich potencjał. Plus Milos Krasić, który przez dłuższą część sezonu był maskotką ligi w stylu Boba Sappa w MMA (z futbolem to za wiele wspólnego nie miało) a po przyjściu Nowaka zaczął przypominać piłkarza … no może nie tego z czasów Juventusu … ale ligową gwiazdę na miarę swego czasu Daniela Ljuboji.
  6. Pogoń Szczecin – Zaledwie 8 porażek, co razem z Piastem czyni ich drugimi w lidze pod względem przegranych meczów. Ale aż 17 spotkań remisowali. Solidna drużyna, potrafiąca napsuć krwi każdemu ale bez tego czegoś. Drugą młodość przeżywał w tym sezonie Rafał Murawski (7 bramek, 10 asyst). Z tonu w porównaniu z poprzednim rokiem spuścił za to Łukasz Zwoliński. Myślę że zrobili w tym roku po prostu swoje. In plus.
  7. Lech Poznań – Jedni z największych przegranych sezonu 15/16. W zespole nie wyróżnił bym kompletnie nikogo. Jak już wcześniej pisałem zamiast równać do Legii i urządzać z nią dwuzespołowy wyścig zbrojeń cofnęli się wstecz. W przerwie spieniężą zapewne kilku graczy. Linetty, Kamiński może Kownacki. Zespół czeka spora rewolucja (przynajmniej tak zapowiadał prezes Klimczak). Pierwszym wzmocnieniem na nowy sezon jest bramkarz Ruchu Chorzów Matus Putnocky. Sezon do jak najszybszego zapomnienia i czas by odbudować zaufanie kibiców, które zostało nadszarpnięte nagraniem z autokaru przed finałem PP.
  8. Ruch Chorzów – Jak dla mnie jedna z najbardziej nijakich drużyn w tej lidze. W grupie mistrzowskiej 2 remisy i 5 porażek, bilans bramkowy 3-14. Jedni z bohaterów przepychanki związanej z aferą punktową po końcu sezonu zasadniczego. Właściwie w składzie mają jeden smakowity kąsek w postaci Mariusza Stępińskiego (latem na 100% odejdzie). No może jeszcze Patryk Lipski i Putnocky, który już się ewakuował. Reszta zespołu to wyrobnicy, przeciętniacy i szrot. Zespół od lat wpisujący się do kanonu ligowej szarzyzny. Jak dla mnie uosobienie ekstraklasowej deprechy.
  9. Wisła Kraków- Do momentu przyjścia Dariusza Wdowczyka zespół, który miał walczyć o ligowy byt. Gdy przy Reymonta pojawił się Dariusz Wdowczyk (znany też jako Dariusz W.) Wiślacy przeszli istną metamorfozę. 7-3-1 bramki 30-15. Odrodzenie Rafała Wolskiego, który po 4 latach bezowocnej, zagranicznej tułaczki wrócił do Polski i pozamiatał (14 gier 4 gole, 9 asyst). Kolejny argument dla fanów teorii o chujowości polskiej ligi (wraz ze Starzyńskim). Do 10 najskuteczniejszych graczy w historii ligi wskoczył Paweł Brożek, który mimo 33 lat na karku wbił rywalom 13 goli. Z chęcią popatrzę jak będzie wyglądał projekt Wisła pod batutą Wdowczyka w przyszłym sezonie, bo grali naprawdę fajną piłkę i szkoda że nie weszli do grupy mistrzowskiej choćby kosztem Ruchu. Największy mankament to bardzo krótka ławka rezerwowych. Nie wiadomo też czy uda im się utrzymać najlepszych graczy z Wolskim na czele.
  10. Śląsk Wrocław – W tym zespole też odrodzenie nastąpiło wraz ze zmianą na ławce trenerskiej. Romuald Szukiełowicz i jego stara szkoła nie przyniosła pożądanego efektu. Zresztą zatrudnienie gościa pod 70tkę, który ostatnio trenował zespół Foto-Higieny Gać (!) nie był najlepszym pomysłem wrocławskich działaczy .. a Ci często wymyślali coś idiotycznego. Bieganie po ośnieżonych górach w przerwie zimowej sprawdzało się w latach 80tych. Na karuzelę trenerską wskoczył ponownie Mariusz Rumak i pokazał jak dla mnie po raz kolejny że mimo tego że wśród kibiców nie wzbudza raczej sympatii to nie można powiedzieć że trenerem jest do niczego. Z nudnego jak flaki z olejem, bez jakiejkolwiek wizji zespołu zrobił nieźle rozumiejącą się drużynę w której prym wiedli Węgier Bence Mervo i Japończyk Ryota Morioka. Zatrzymanie obydwóch tych graczy w zespole będzie zapewne dla Rumaka sprawą kluczową. Zresztą parafrazując klasyka, po erze Szukiełowiczów, Levych i Pawłowskich Śląsk ma w końcu trenera a nie pozoranta.
  11. Jagiellonia Białystok – Mówisz Jaga, myślisz Probierz. Pan i władca miasta Białegostoku. Najbardziej sfrustrowany człowiek w ekstraklasie, chociaż często w jego radykalnych wypowiedziach jest sporo racji. W tym roku jednak Jaga nie była czarnym koniem rozgrywek. Jaga nie liczyła się do końca w walce o mistrzostwo. Drżała za to prawie do samego końca o ligowy byt. Brakowało tego polotu i finezji. Drągowski nie brylował między słupkami, brylował bardziej jako jeden z większych pajaców w lidze, niemal uśmiercony rzuconą z trybun zapalniczką i wkładający palce tam gdzie Manuel Arboleda i Gonzalo Jara. Brakowało polotu białostockiej młodzieży. W międzyczasie Probierz zaliczył prawie solówkę z kibolem z młyna Jagi czy też z Wojciechem Kędziorą, na którego obraził się za co by nie mówić frajerskie zachowanie w meczu w Niecieczy. Tam gdzie jest ten trener zawsze sporo się dzieje z tym że w tym sezonie niekoniecznie w pozytywnym tego zwrotu znaczeniu. Oczywiście pan Michał ma na pewno 148 powodów na wytłumaczenie nam dlaczego ten sezon wyglądał tak a nie inaczej.
  12. Korona Kielce – Kolejny zespół, który jest uosobieniem marazmu w polskiej lidze. Ledwie wiążący koniec z końcem, zawsze do końca nie wiadomo czy przystąpią do rozgrywek ale ostatecznie po raz kolejny dotacją z budżetu ratuje ich kielecki ratusz, grożąc przy tym palce że to już ostatni raz. I tak koło się zatacza. Koroniarze grają wyrobnikami i szrotem ale ostatecznie się w lidze utrzymują. Scenariusz znany od lat. W tym sezonie można jednak wyróżnić kilku graczy. Szczególnie Airama Cabrerę, strzelca 16 bramek czy mającego przebłyski Bartka Pawłowskiego. Mimo wszystko jak dla mnie zespół cechujący się wszystkim co złego uosabia ta liga a nawet wadami sprzed lat, które większość zespołów już wyeliminowała jak chociażby dojenie miejskiego budżetu.
  13. Termalica Nieciecza – Najbardziej egzotyczny zespół ekstraklasy z boiskiem w polu kukurydzy … jak w filmie „Pole marzeń” J. Słoniki się utrzymały, zrobiły swoje, sezon mogą zaliczyć in plus. Co prawda jestem za tym by w ekstraklasie grały zespoły z piłkarskimi tradycjami i wielotysięczną publiki, ale ten zespół wzbudza tyle sympatii że naprawdę życze im jak najdłuższego pobytu w najwyższej lidze rozgrywkowej. Zespół bez gwiazd, nawet przeciętnych gwiazdeczek. Ew. można wspomnieć o Artemie Putiwcewie, który został powołany do kadry Ukrainy.
  14. Górnik Łęczna – Emeriten squad. Jak ktoś celnie zauważył, mają solidny skład … na sezon 10/11. Zespół wypełniony dogorywającymi już ligowcami. Bonin, Nowak, Pitry … plus Świerczok, który podobno świetnie gra w piłkę tylko mało kto o tym wie i to widział. Powiem szczerze, jak dla mnie również powinni zlecieć z ligi. Zespoły z miejsc 14-16 nie dawały tej lidze kompletnie nic. Utrzymali się tylko dlatego że jeszcze bardziej beznadziejny Górnik Zabrze nie potrafił wygrać z grającą o pietruszkę (kolbę kukurydzy?) Termalicą.
  15. Górnik Zabrze – 14-krotny Mistrz Polski, 6 krotny zdobywca Pucharu Polski. Klub z wielkimi tradycjami, ze wspaniałą publiką w końcu z nowoczesnym stadionem … Klub, który kompletnie nie zasłużył na to by się utrzymać w ekstraklasie. Grali kompletny piach praktycznie przez cały sezon. Zespół posiadający pod względem ilościowym skład porównywalny z Lechią czy Legią, ale wypełniony wypalonymi gwiazdkami i graczami, którzy zagrali kilka lat temu 4 dobre spotkania i wożą się nadal na opinii. Oczywiście tradycyjnie dopchany zagranicznym szrotem, który uosabiał Jose Kante, gość, który niby coś tam potrafił, no ale kurwa, ściągnięty do Zabrza jako napastnik w 16 meczach nie ukłuł nic. Może ten spadek podziała na nich pozytywnie, tak jak w przypadku Zagłębia Lubin? Tego Zabrzanom życzę.
  16. Podbeskidzie B-B – Cztery sezony utrzymywali się w Ekstraklasie. Za piątym razem spadek z ligi. Szczerze? Nareszcie! Banda siepaczy bez polotu i finezji, antyfutbol nawet jak na ekstraklasę. Nigdy nie grali niczego ciekawego, nigdy nie widziałem ich meczu, który powstrzymałby mnie przed przełączeniem kanału w TV. Pokrzywdzeni. Mieli grać w grupie mistrzowskiej (!) a ostatecznie zlecieli z ligi. No ale sorry, skoro w grupie spadkowej zagrali taki piach, ugrali w 7 meczach 1 punkt … no to o czym mówimy? Żegnam bez żalu. No jest mi żal jedynie trenera Podolińskiego, bo to obok Leszka Ojrzyńskiego najbardziej wyrazista postać w świecie trenerów (mówię o osobowości).

Tyle jeśli chodzi o moje podsumowanie. To tak żeby nie było że zauważam same mankamenty tej ligi. Bywają mecze, które oglądało się naprawdę fajnie. Nie chcę zapeszać, że poziom tej ligi rośnie. Nie chcę znów zakładać różowych okularów bo w wakacje mogą mnie sprowadzić na ziemię eurowpierdole. Wolę pooglądać, pośmiać się, poszydzić a w głębi serca kochać ;-). Naprawdę kilka zespołów w tym sezonie potrafiło pograć fajną piłkę. Powtórzę jednak raz jeszcze – brakuje mi stabilizacji, powtarzalności, tego by kluby potrafiły zagrać kilka meczy z rzędu na solidnym, równym poziomie.  No nic … pora czekać na kolejny sezon. Na szczęście w międzyczasie mamy jeszcze okienko transferowe, które bywa równie ciekawe jak sama liga. Przaśność ligi, czasem jej ułańska fantazja i przebojowość plus oprawa w którą pakuje tę ligę Canal + ( Sonia Śledź … szczególnie gdy wyprostuje włosy !!!) i w tym wspomnianym pozłotku nie musi wcale być kupa ale np. taka guma „Shock” na początku kwaśna i wykrzywiająca twarz ale z czasem słodka i przyjemna.

 

Ekstraklasa

2 myśli w temacie “Miłość bezwarunkowa czyli za co kocham ekstraklasę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s