Ikony futbolu #2: Petr Cech. Historia czeskiego czołgisty.

Charakterystyczny kask na głowie po przerażającej kontuzji, epizod aktorski, miłość do perkusji i hokeja na lodzie oraz droga do zostania bramkarską legendą Chelsea i Premier League. Prześledźmy historię jednego z najlepszych golkiperów w hstorii futbolu – Petra Cecha.

Trojaczek, aktor dziecięcy i bramkarz z przypadku

Petr Cech urodził się 20 maja 1982 roku w Pilznie jako jeden z trojaczków. Fakt ten powodował, że w czasie kariery zawodniczej przyszły golkiper był bardziej narażony na wszelkie urazy głowy.

Moja czaszka jest nieco słabsza niż u innych ludzi a to z tego względu, że jestem jednym z trojaczków. Produkowane w łonie matki kości, siłą rzeczy musiały być nieco słabsze dla trzech dzieci.

Opowiadał w jednym z wywiadów. Niestety jeden z trojaczków – brat Petra Michal – zmarł w wieku dwóch lat na skutek infekcji.

Przygodę z futbolem przyszły reprezentant Czech rozpoczął w wieku 7 lat, gdy zaczął uczęszczać na treningi miejscowej Viktorii Pilzno – wówczas funkcjonującej jeszcze pod nazwą Skoda. Od początku mały Petr zdawał się być podatny na kontuzje. Już jako 10-latek doznał złamania nogi na jednym z treningów. Gdy po zaleczeniu urazu wrócił do klubu, trenerzy postanowili zmienić mu pozycję. Choć początkowo Cech biegał z przodu jako napastnik, wkrótce miał stanąć pomiędzy słupkami bramki. Przyczynić do tego miał się fakt, że już wtedy młokos imponował doskonałymi jak na swój wiek warunkami fizycznymi. Dość powiedzieć, że w wieku 14 lat, Petr mierzył już 185 centymetrów wzrostu. Czas pokazał, że decyzja pilzneńskich trenerów była strzałem w dziesiątkę.

Sam Petr również czuł się na nowej pozycji jak ryba w wodzie i uznał, że sport to kierunek w którym warto podążać. Co ciekawe jako 9-latek Cech wystąpił w serialu rodzimej produkcji o nazwie, którą można przetłumaczyć jako „Terytorium białego jelenia”, gdzie odgrywał rolę chłopca o imieniu Honza. Młokos nie połknął jednak filmowego bakcyla i zdecydowanie lepiej czuł się na boisku aniżeli na planie zdjęciowym.

Blsany, Praga i mistrzostwo Europy

Kilka lat później Petr zaczął być już powoływany do reprezentacji Czech U-15, a w wieku  17 lat zamienił Viktorię Pilzno na klub o nazwie Chmel Blsany. Z dzisiejszej perspektywy taki ruch może dziwić, gdyż ekipa z Pilzna w ostatnich latach regularnie zdobywała mistrzostwo kraju, ale pod koniec lat 90tych Viktoria była klubem, który balansował na krawędzi pierwszej i drugiej ligi czeskiej, a ekipa z liczących sobie niespełna 1000 mieszkańców Blsan, przez siedem lat utrzymywała się w piłkarskiej elicie naszych południowych sąsiadów.

Po dwóch latach gry dla Chmelu przyszły zwycięzca Ligi Mistrzów wspiął się na kolejny szczebelek w karierze i zamienił maleńkie Blsany na Spartę Praga. W drużynie ze stolicy Czech, Petr spędził zaledwie jeden sezon, ale to wystarczyło, by 20-letni wonderkid zwrócił na siebie uwagę zachodnich marek.

Co prawda w czasie praskiego epizodu Petrowi i jego kolegom nie udało się obronić mistrzowskiego tytułu, który stracili na rzecz Slovana Liberec ale sam Petr pokazywał się w czasie tamtej kampanii z jak najlepszej strony. W pewnym momencie udało mu się zachowywać czyste konto w lidze przez 903 minuty, co w tamtym momencie stanowiło rekord najwyższej klasy rozgrywkowej w Czechach.

Dodatkowo Sparta z bardzo dobrej strony pokazała się w Champions League, gdzie w fazie grupowej dwa razy odprawiła z kwitkiem Feyenoord, wygrała i zremisowała ze Spartakiem Moskwa i urwała punkty na wyjeździe Bayernowi. Zresztą bezbramkowy remis, który mistrzowie Czech wywalczyli w starciu z Bawarczykami w dużej mierze był zasługą ich golkipera, który bronił w tym meczu jak w transie. W nagrodę Prażanie zakwalifikowali się do kolejnej rundy, w której znów musieli rywalizować w grupie. Tym razem jednak nie podołali zadaniu, jakim był awans do ćwierćfinału, uznając wyższość Realu Madryt i Panathinaikosu. Jednakże i w tej fazie piłkarze Sparty potrafili pokusić się o sprawienie niespodzianek, jak wygrana w pojedynczych meczach z Panatą i FC Porto.

Tak udany występ Czechów w europejskich pucharach stanowił świetne okno wystawowe dla ich młodego golkipera, który był jednym z najjaśniejszych punktów zespołu. Jeszcze większą uwagę skautów Petr przykuł w maju 2002 roku, kiedy to reprezentacja Czech do lat 21 sięgnęła na szwajcarskich boiskach po tytuł mistrzów kontynentu. Podopieczni trenera Miroslava Beranka, w składzie których poza Cechem znajdowali się jeszcze chociażby Zdenek Grygera, czy Milan Baros, zmierzyli się w wielkim finale z rówieśnikami z Francji. Po 120 minutach owej batalii utrzymywał się bezbramkowy remis i o mistrzowskim tytule miały zadecydować rzuty karne. Te natomiast były spektaklem jednego aktora. Bramkarz Sparty Praga przepuścił zaledwie jeden z czterech strzałów, wykonywanych przez piłkarzy Trójkolorowych

Tak udany sezon w wykonaniu 20-latka, musiał zaowocować dużym zainteresowanie jego osobą ze strony możniejszych klubów z czołowych lig Europy. Dużo mówiło się o podchodach ze strony angielskich drużyn, a wśród nich wymieniało się chociażby takie nazwy, jak Arsenal czy Everton. Problemem w przeprowadzeniu transferu na Wyspy, był jednak fakt, że Czechy nie były jeszcze wówczas członkiem Unii Europejskiej, co wiązało się z większymi trudnościami w czasie procesu uzyskiwania pozwolenia o pracę.

Wybór młodego golden boya padł ostatecznie na francuskie Rennes, które w rodzimej lidze wcielało się raczej w rolę średniaka. Decyzja Cecha była jednak przemyślana. Petr chciał przede wszystkim trafić do klubu, który zapewniłby mu możliwość gry w pierwszym składzie. W zespole z Bretanii dostępu do bramki bronił natomiast wiekowy już Eric Durand, który zbliżał się do końca kariery. To niemalże gwarantowało 20-latkowi wskoczenie pomiędzy słupki ekipy z Ligue 1 z marszu.

Rennes, Euro 2004 i transfer do Anglii

Przez dwa sezony gry w barwach Czerwono-czarnych Petr nadal budował swoją markę, aż w końcu francuska ekipa stała się dla niego za ciasna, a giganci z Premier League znów zaczęli zabiegać o jego względy. Sir Alex Ferguson osobiście fatygował się na trybuny Roazhon Park, by ujrzeć go w akcji.

Jednakżeto Chelsea, która dzięki pieniądzom Romana Abramowicza, rosła w tym czasie w siłę, przyklepała transfer czeskiego golkipera już w lutym 2004 roku. Sam zainteresowany przeniósł się jednak na Stamford Bridge dopiero po zakończeniu sezonu. Gdy 23 maja 2004 roku trener Laszlo Boloni zmienił go w 88 minucie spotkania pomiędzy Rennes a Montpellier, które kończyło sezon ligowy, ponad 20 tysięcy kibiców zgromadzonych tego dnia na trybunach Roazhon  Park zgotowało swojemu idolowi owację na stojąco, dziękując mu za dwa lata gry dla ich ukochanego zespołu.

Nim jednak Cech przywdział barwy ekipy z Londynu, pojechał wraz z kolegami z kadry narodowej na turniej Euro 2004 do Portugalii, gdzie drużyna prowadzona przez doświadczonego trenera Karela Brucknera otarła się o sukces. Czesi byli prawdziwą rewelacją portugalskiego czempionatu, grając widowiskową i skuteczną piłkę, a przy okazji podbijając serca postronnych fanów. Zespół, który łączył w sobie werwę i fantazję młodzieżowych mistrzów Europy z 2002 roku z jakością i doświadczeniem weteranów Euro ’96 w postaci chociażby Pavla Nedveda czy Karela Poborsky’ego, szedł przez turniej jak burza, pokonując kolejno Łotyszy, Holendrów i Niemców w fazie grupowej oraz Duńczyków w meczu ćwierćfinałowym.  I gdy wielu fanom futbolu wydawało się, że ekipa z kraju piwa i knedli sięgnie po najważniejszy laur na tym czempionacie, nadszedł feralny mecz półfinałowym, w którym Czesi ulegli późniejszym sensacyjnym triumfatorom Euro 2004 – Grekom.

Przybysze z Hellady byli kompletnym zaprzeczeniem filozofii gry podopiecznych Brucknera, których wyeliminowali z turnieju dzięki dziwacznej i słusznie już zapomnianej zasadzie „srebrnego gola.” Tym samym Petrowi Cechowi i jego kolegom ze złotego pokolenia czeskiej piłki przeszedł koło nosa wiekopomny sukces, do którego Petr już nigdy miał się nie zbliżyć, zakładając barwy narodowe. Na pocieszenie nowy nabytek Chelsea znalazł się w najlepszej drużynie mistrzostw, powoli ugruntowując w ten sposób swoją pozycję w szeroko pojętej czołówce najlepszych fachowców od łapania piłek na kontynencie.

Cech trafił do Londynu w momencie, w którym stery w Chelsea przejmował Jose Mourinho. Wychowanek Viktorii Pilzno nie był piłkarzem, którego portugalski szkoleniowiec pragnął mieć w swojej drużynie. Decyzja o transferze bramkarza Rennes zapadła przed przybyciem Mou do stolicy Anglii. W dodatku na Stamford Bridge od kilku sezonów występował włoski golkiper Carlo Cudicini, który chociaż miał problem z przekonaniem do siebie klubowych działaczy i trenerów, zdawał się być ulubieńcem trybun. Nie miał jednak takiego potencjału, jak młodszy od niego o niemal 10 lat Cech i nie pasował do wizji budowy nowej, wielkiej Chelsea Romana Abramowicza. W dodatku był graczem podatnym na kontuzje i taka też przytrafiła mu się w czasie okresu przygotowawczego do sezonu 2004/2005.

Do tamtej pory bramkarzem Chelsea był Cudicini, wybrany sezon wcześniej przez kibiców najlepszym zawodnikiem w zespole. Pierwszy mecz sezonu graliśmy z Manchesterem United, a ja zdecydowałem, że najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu usiądzie na ławce. A zagra dzieciak, którego nazwiska wtedy większość ludzi w Anglii nawet nie potrafiła wymówić. To był mój wkład w karierę Cecha. Potem wszystko już zależało od niego, ja nie wpłynąłem na jego karierę w najmniejszym stopniu. To po prostu wielki profesjonalista i wybitny bramkarz.

Wspominał po latach początki wspólnej pracy z Cechem Jose Mourinho. Postawienie na 22-letniego gracza okazało się strzałem w dziesiątkę. Petr wydatnie przyczynił się do zdobycia przez Chelsea pierwszego od 50 lat mistrzostwa Anglii, zachowując czyste konto w aż 24 z 35 spotkań ligowych w których wystąpił. W dodatku w czasie trwania tamtej kampanii, zaliczył okres 1025 minut bez straty gola. Przeskok do futbolowego świata z najwyższej półki odbył się bezboleśnie. Były zawodnik Rennes  był jedną z twarzy wielkiego projektu Abramowicza, pod batutą Mourinho. A przecież w czasie okienka transferowego, poprzedzającego mistrzowski sezon, The Blues wydali więcej niż za swojego nowego golkipera, nie tylko na chociażby Arjena Robbena czy Didiera Drogbę ale także na portugalski zaciąg w postaci Ricardo Carvalho, Paulo Ferreiry czy Tiago. W tej sytuacji 13 milionów euro wydane na reprezentanta Czech, jawiło się jako promocja. Szczególnie, że Petra wybrano najlepszym bramkarzem świata za rok 2005, najlepszym czeskim piłkarzem za ten sam rok i nominowano go do drużyny sezonu Premier League, a rok później Chelsea mogła się cieszyć ze skutecznej obrony mistrzowskiego tytułu w czym bohater tego podcastu znów wydatnie pomógł.

Koszmarna kontuzja

14 października 2006 roku Chelsea grała mecz na stadionie o swojsko brzmiącej nazwie Madejski Stadium z Reading. To właśnie tamtego dnia Petr odniósł kontuzję, która na zawsze odcisnęła piętno na jego karierze.

Już w pierwszej akcji meczu goniący za piłką Irlandczyk Stephen Hunt, uderza z całym impetem w głowę czeskiego bramkarza. Petr wydaje się być oszołomiony, a na murawę Madejski Stadium wbiegają lekarze, którzy pragną udzielić mu pierwszej pomocy. Powtórki telewizyjne wskazują na to, że cała sytuacja była naprawdę groźna, ale mimo wszystko nie oddają wagi ciężaru kontuzji, której właśnie nabawił się czeski golkiper. Wielu kibiców oglądających tamto spotkanie, sądziło zapewne, że Cech za kilka minut dojdzie do siebie i będzie kontynuował grę. Tym bardziej, że nawet o własnych siłach zdołał przedostać się za linię końcową boiska, by medycy mogli tam w spokoju dokończyć swoje czynności.

Jednakże gdy kilka minut później wychowanek Viktorii Pilzno wylądował na noszach, a Jose Mourinho desygnował w jego miejsce do gry Carlo Cudiciniego, stało się jasne, że sytuacja którą spowodował Stephen Hunt będzie miała swoje dalsze konsekwencje. Tak na marginesie, Irlandczyk za swoje zagranie nie otrzymał nawet w tamtym meczu żółtej kartki.

W szpitalu okazało się, że poza wstrząśnieniem mózgu, zawodnik Chelsea doznał także wklęsłego złamania kości czaszki. Cech musiał przejść natychmiastową operacją.  Cząsteczki pokruszonych kości weszły w głąb jego głowy i istniało ryzyko, że uszkodzą tę część mózgu, która była odpowiedzialna za ruch. By temu zapobiec, lekarze wstawili mu metalowe płytki, które miały go przed tym ochronić.

Wydawało się, że czeskiego bramkarza czeka bardzo długa przerwa od gry, a najwięksi czarnowidze wieszczyli nawet, że wychowanek Viktorii Pilzno już nigdy nie wróci pomiędzy słupki. Stał się jednk inaczej…

Człowiek w kasku

20 stycznia 2007 roku Petr Cech wybiegł na boisko w meczu ligowym w którym Chelsea zmierzyła się z Liverpoolem. Niebiescy co prawda przegrali starcie na Anfield 0-2, ale londyńskich fanów mógł ucieszyć fakt, że ostoja ich bramki ponownie przywdziała bluzę z numerem „1”. Dodatkowo Cech po raz pierwszy pojawił się na placu gry z atrybutem, który już na zawsze miał stać się jego znakiem rozpoznawczym, z którym będą utożsamiać go fani futbolu na całym świecie.

Na głowie wychowanka Viktorii Pilzno pojawił się kask, wykonany przez nowozelandzką firmę Canterbury, która specjalizuje się w produkcji sprzętu do gry w rugby. Ochronne nakrycie głowy miało służyć nie tylko do protekcji części ciała, która w przeszłości uległa feralnemu wypadkowi, ale także dawać reprezentantowi Czech komfort psychiczny w przypadku ostrzejszych starć podbramkowych. Wiele osób zastanawiało się w tamtym momencie, czy traumatyczne przeżycia z meczu z Reading nie wpłyną na jakość gry golkipera Chelsea i nie sprawią, że ten zacznie grać w bardziej zachowawczy sposób, przez co spadnie prezentowany przez niego poziom. Szybko okazało się jednak, że nic takiego nie ma miejsca.

Swoją drogą gdy Petra zniesiono na noszach z murawy już w stadionowym tunelu stracił przytomność, którą odzyskał dopiero trzy dni później. Jak sam wspominał, kompletnie nie pamiętał momentu zderzenia ze Stephanem Huntem. To co stało się po gwizdku sędziego Rileya, który rozpoczynał mecz Reading z Chelsea, w jego pamięci jest tylko czarną dziurą. Cech uważa, że właśnie ta kilkudniowa amnezja zadecydowała o tym, że gdy wrócił pomiędzy słupki, nie miał oporów, by znów rzucać się pod nogi napastników. Petr nie był jednak zadowolony z faktu, że musiał grać w specyficznym nakryciu głowy.

Czułbym się dużo pewniej, gdybym mógł go zdjąć. Bo cokolwiek chcę zrobić, kask mnie ogranicza. Niektóre dźwięki nie dochodzą do mnie na boisku, bo mam zakryte uszy.  Żyjąc na co dzień nikt nie zdaje sobie sprawy, jak wiele zmysłów zawierają w sobie skóra na głowie i włosy. Kiedy przykrywasz to wszystko hełmem, odcinasz te zmysły od świata. Musiałem się nauczyć wyczuwać innymi sposobami wszystko to, co dzieje się za mną. Musiałem wypracować nowe sposoby skanowania przestrzeni. To była największa i – na dłuższą metę – właściwie jedyna zmiana.

Wkładania specyficznego nakrycia głowy wymagała jednak umowa z zakładem ubezpieczeniowym. Wkrótce kask stał się również przedmiotem sporu marketingowego. Jak wspominałem wcześniej, został on wykonany przez nowozelandzką firmę Canterbury, która specjalizowała się w produkcji sprzętu do gry w rugby. Taka sytuacja nie była w smak Pumie i Adidasowi, które ubierały odpowiednio reprezentację Czech i Chelsea. Ostatecznie to Adidas postanowił wykonać własny model kasku, który golkiper The Blues zakładał w czasie spotkań granych przez niego dla tego zespołu. W starciach reprezentacyjnych Cech zakładał natomiast kask, pozbawiony jakichkolwiek logotypów.

Liga Mistrzów i odejście z Chelsea

We wrześniu 2007 roku Jose Mourinho przestał pełnić funkcję menadżera Chelsea. Jego miejsce niespodziewanie zajął Izraelczyk Avram Grant, który do tej pory prowadził jedynie rodzime kluby i reprezentację, posiadał jednak tę zaletę, że był przyjacielem Romana Abramowicza, co wydatnie pomogło mu przy zatrudnieniu. O dziwo to właśnie ten szkoleniowiec doprowadził  Londyńczyków do finału Ligi Mistrzów, czego wcześniej nie potrafił uczynić The Special One.

W meczu rozgrywanym na moskiewskich Łużnikach Chelsea podejmowała Manchester United, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była seria jedenastek. W niej Petr Cech zdołał wypracować przewagę dla swojego zespołu, broniąc strzał Cristiano Ronaldo. Następnie niewiele zabrakło mu do tego, by sparować także uderzenia Owena Hargreavesa i Naniego, co prawdopodobnie dałoby tytuł najlepszej klubowej drużyny Europy jego zespołowi. Zabrakło mu do tego jednak dosłownie centymetrów, a fatalne pomyłki Johna Terry’ego i Nicolasa Anelki pozbawiły podopiecznych Granta złudzeń. Przez kilka sezonów wydawało się, że Liga Mistrzów to dla zespołu należącego do Abramowicza jedynie mrzonka, leżąca w sferze ich marzeń. Sukces przyszedł jednak w najbardziej niespodziewanym momencie.

Cztery lata później Cech wydatnie przyczynia się do tego, że prowadzony przez Roberto Di Matteo zespół wzniósł do góry uszaty puchar. W czasie rozgrywanego w Monachium finału, w którym The Blues mierzyli się z Bayernem Petr sparował na poprzeczkę groźne uderzenie Robbena i obronił rzut karny, wykonyany w dogrywce przez Holendra. W serii rzutów karnych wygrywa pojedynki z Ivicą Oliciem i Bastianem Schweinsteigerem, zostając obok Didiera Drogby największym bohaterem zespołu ze Stamford Bridge.

A przecież sezon 2011/2012 był dla Chelsea niezmiernie trudny. Ekipa ze Stamford Bridge zajęła w czasie tamtej kampanii dopiero szóste miejsce w lidze – najgorsze od 10 lat. W finale za sterami zespołu ze stolicy Anglii siedział menadżer, który miał tymczasowo zastąpić  zwolnionego w marcu 2012 roku Andre Villasa-Boasa – Włoch Roberto Di Matteo. To on w momencie kryzysu doprowadził zespół do największego sukcesu w jego historii, chociaż jego dalsze losy pokazały, że na dłuższą metę nie był on wielkim fachowcem.

Petr jeszcze przez dwa sezony sprawował rolę pierwszego bramkarza. Jego panowanie zakończył ten, który jako pierwszy wprowadził go do drużyny – Jose Mourinho. Portugalczyk powrócił do Londynu w 2013 roku. Przed sezonem 2014/2015 postanowił sprowadzić na Stamford Bridge nowego strażnika twierdzy – Thibaut Courtois. Mou martwiły kontuzje, które coraz częściej dręczyły czeskiego weterana. Chciał mieć w bramce młodego i perspektywicznego golkipera. Tak jak dekadę wcześniej Cech zajmował w bramce miejsce Cudiciniego, tak teraz to Petr znalazł się na miejscu Włocha, a Belg wcielił się w rolę, którą w 2004 roku odegrał wychowanek Viktorii Pilzno. O ile jednak trzykrotny mistrz Anglii pogodził się z przegraniem rywalizacji z młodszym konkurentem, tak nie pogodził się z rolą rezerwowego.

Arsenal i koniec kariery

Dlatego też latem 2015 roku podjął trudną dla siebie decyzję i postanowił opuścić szeregi klubu w którym występował przez jedenaście sezonów. Chętnych do jego zatrudnienia nie trzeba było długo szukać. Lista potencjalnych pracodawców była długa. Przewijały się na niej nazwy takich zespołów jak Inter czy Real Madryt. Petr zapuścił już jednak korzenie na Wyspach Brytyjskich i nie bardzo cieszyła go wizja wyjazdu poza ich terytorium. W zasadzie nie chciał nawet wyjeżdżać ze stolicy Anglii, w której poukładał sobie życie prywatne. Dlatego też postanowił dołączyć do klubu z tego samego miasta, co dla fanów Chelsea mogło stanowić sporą kontrowersję. Jednakże lata występów w barwach The Blues i lista zasług dla tej ekipy oraz to, że jego pozycja w tym klubie mocno osłabła, jeśli chodzi o wartość czysto sportową, sprawiły, że kibice z niebieskiej części Londynu zrozumieli jego decyzję. Zrozumieli ją także działacze ze Stamford Bridge i dali zielone światło na to, by pod koniec czerwca 2015 roku czeski weteran podpisał kontrakt z Arsenalem.

Petr spędził w Arsenalu cztery sezony i dopóki opiekunem ekipy z armatką na piersi był Arsene Wenger, nie musiał się martwić o grę w pierwszym składzie. Jednak z każdym kolejnym sezonem Londyńczycy zajmowali coraz gorsze miejsce w lidze. Aż w końcu po sezonie 2017/2018 Wenger powiedział „pas” i po 22 latach spędzonych w Arsenalu, pożegnał się z klubem, którego jest żywą legendą.

Niestety ząb czasu nadgryzł także Petra. Nie było już ściany, która przez tyle lat chroniła bramkę Chelsea i wydatnie przyczyniała się do zdobywania przez nią trofeów. Pozostał solidny golkiper, który bronił poprawnie ale coraz rzadziej dawał coś ekstra. W dodatku Wenger pragnął budować akcje od tyłu i linia defensywna, na czele z bramkarzem miała za zadanie nie tylko bronić, ale i rozpoczynać akcje ofensywne Kanonierów, co wiązało się z częstą wymianą podań, w której miał również czynnie uczestniczyć Cech. Problem w tym, że wychowanek Viktorii Pilzno nigdy nie był wirtuozem, jeżeli chodzi o grę nogami i taka taktyka powodowała to, że czeski weteran często wrzucał swoich kolegów na minę, posyłając w ich kierunku niecelne podania.

Wielu kibiców The Gunners uważało, że wymiana w bramce Wojciecha Szczęsnego na Petra Cecha, była błędem ze strony Wengera. Latem 2018 roku na Emirates Stadium pojawił się nowy menadżer w osobie Unaia Emery’ego. Pojawił się także nowy konkurent dla pierwszego golkipera Arsenalu, którym był wieloletni bramkarza Bayeru Leverkusen Bernd Leno.  Początkowo baskijski menadżer zdecydował się nadal stawiać na Cecha, ale gdy ten pod koniec września złapał kontuzję w meczu ligowym z Watford, do bramki wskoczył o 10 lat młodszy Niemiec i pokazał się z na tyle dobrej strony, że czeski weteran nawet po wyleczeniu urazu, musiał usiąść na ławce.

29 maja 2019 roku Petr rozegrał ostatni oficjalny mecz w swojej karierze. W finale Ligi Europy, który odbył się na stadionie w azerskim Baku, Arsenal w meczu pełnym podtekstów zagrał z… Chelsea, co miało szczególny wymiar dla naszego bohatera. Budziło również pewne kontrowersje, gdyż w momencie rozgrywania finału, było już wiadomo, że Cech wkrótce wróci na Stamford Bridge, ponieważ The Blues postanowili zatrudnić go w roli doradcy pionu sportowego. To budziło mieszane uczucia wśród fanów Kanonierów, chociaż oczywiście nie było cienia wątpliwości, że taki profesjonalista jak Petr Cech da z siebie w tym meczu 100%. Niestety nawet gdyby wychowanek Viktorii Pilzno znów zaprezentował formę niczym w swoim prime time, nie zdołałby uchronić Kanonierów przed porażką w tamtym spotkaniu, które The Blues wygrali gładko 4:1.

443 mecze rozegrane na poziomie Premier League i 202 zachowane czyste konta. Z takim bilansem zakończył karierę były bramkarz m.in. Chelsea i Arsenalu. Petr kończył mecze bez utraty gola aż o 33 razy częściej niż drugi w tej klasyfikacji David James. Zagrał jednak w lidze aż o 129 meczów mniej niż były golkiper m.in. Liverpoolu. Ma również najwyższą średnią procentową zachowanych czystych kont wśród bramkarzy, którzy co najmniej sto razy zagrali w Premier League na zero z tyłu. Warto dodać, że takich specjalistów od łapania futbolówki znalazło się do tej pory w historii ligi angielskiej  zaledwie szesnastu. W Lidze Mistrzów bilans Cecha również jest imponujący. To 111 gier z których 49 zakończył bez przepuszczenia strzału rywala do siatki.

Gablota z trofeami? Cztery mistrzostwa Anglii, pięć triumfów w FA Cup, zwycięstwo w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy.  Indywidualnie? Cztery razy „Złote rękawice” dla golkipera z największą liczbą czystych kont w pojedynczym sezonie Premier League, dwukrotny wybór do drużyny sezonu Premier League i cztery nagrody dla najlepszego bramkarza Europy w danym roku. To oczywiście tylko te najważniejsze wyróżnienia, bo ta lista jest o wiele, wiele dłuższa.

Jeśli chodzi o grę dla reprezentacji Czech, to Petr zagrał w niej 124 razy, co czyni go rekordzistą pod tym względem. Czterokrotnie brał udział w mistrzostwach Europy i pojechał na jeden Mundial. W ojczyźnie aż 12-krotnie wybierano go najlepszym czeskim piłkarzem roku.

Po karierze

Po zakończeniu kariery powrócił do Chelsea w roli doradcy. Funkcję tę sprawował do czerwca ubiegłego roku, kiedy to angielski klub został przejęty przez amerykańskiego biznesmena Todda Boehly’ego. Co ciekawe, czeski golkiper w międzyczasie zdążył jeszcze zaliczyć mecz w zespole rezerw The Blues. Było to w sezonie 2020/2021. Petr został w tym czasie awaryjnie dokooptowany do kadry zespołu ze Stamford Bridge, gdyż w owym czasie pandemia Covid-19 dziesiątkowała składy poszczególnych drużyn.

Czterokrotny mistrz Premier League, tak jak większość jego rodaków uwielbia hokej na lodzie. W zasadzie w dzieciństwie Petr marzył o zrobieniu kariery w tej właśnie dyscyplinie sportu, futbol był jego drugim wyborem. Został  jednak zmuszony do tego, by wybrać zieloną murawę zamiast lodowej tafli, gdyż nie stać go było na sprzęt do hokeja. Jako emerytowany i zamożny gwiazdor futbolu mógł sobie pozwolić na to, by spełnić dziecięce marzenia. W 2019 roku dołączył do brytyjskiej drużyny hokejowej Guildford Phoenix, występującej na trzecim poziomie rozgrywkowym. Tam spisywał się na tyle dobrze, że w listopadzie 2022 roku przeskoczył o szczebelek wyżej i podpisał kontrakt z zespołem Chelmsford. Następnie były jeszcze takie kluby, jak Oxford City Stars i Belfast Giants. Hokejowym idolem Cecha jest legenda tafli rodem zza naszej południowej granicy – dwukrotny zdobywca Pucharu Stanleya i mistrz olimpijski – Dominik Hasek, który także występował na pozycji bramkarza. W hołdzie dla tego hokeisty, Petr podobnie jak on, wyjeżdżał na lodowisko z numerem 39 na bluzie.

Kolejną z pasji czeskiego bramkarza, której może się w pełni poświęcić po zawieszeniu butów na kołku jest gra na perkusji.  Na youtubowym kanale 124-krotnego reprezentanta Czech znajdziecie kilkanaście filmików, które uwieczniają jego talent w tej dziedzinie, a na których to wychowanek Viktorii Pilzno coveruje wiele znanych utworów rockowych. Zdarzyło mu się nawet nagrać wspólny utwór z Rogerem Taylorem. Perkusistą znanym z występów w legendarnym zespole Queen. Sam natomiast jeszcze w czasie, gdy był czynnym zawodnikiem, przyznawał, że gra na bębnach stanowi doskonały element treningu bramkarskiego i pomaga nauce jednoczesnej kontroli wielu partii ciała.

Niechaj puentą tego artykułu będą słowa Gigi Buffona, który zapytany przez dziennikarzy o to, jaki golkiper z jego pokolenia był najlepszy, odpowiedział:

Pepe Reina gra najlepiej nogami. Manuel Neuer jest świetny w powietrzu. Iker Casillas kapitalnie gra rękoma. Ale jeżeli chodzi o całokształt, to myślę, że najlepszy jest Petr Cech.

Rafał Gałązka

Grafika główna została wygenerowana przez AI

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑