Zakończone marcowe zgrupowanie reprezentacji Polski przyniosło oczekiwany rezultat. Kadra Michała Probierza pokonała najpierw Litwę, a następnie Maltę i z kompletem punktów oraz bez straty bramki przewodzi w tabeli grupy kwalifikacyjnej do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Ameryce Północnej. Na pierwszy ze wspomnianych powyżej meczów wybrałem się z akredytacją dziennikarską w ramach cyklu Rebelia on Tour i przedstawię trochę wątków od kulis z tego wydarzenia.
Mecze narodowej jedenastki są zawsze dużym wydarzeniem, w którym cała otoczka i klimat wokół danego spotkania zawsze są mocno odczuwalne, nawet pomijając aspekty sportowe, o których będzie jeszcze okazja w tej relacji wspomnieć. Nie inaczej było w piątek kiedy to startowaliśmy z systemem kwalifikacji i apetyty – z pewnością nie tylko jako dziennikarze, ale także jako kibice – mieliśmy zdecydowanie bardziej wyostrzone.
Około stukilometrowy dystans do Warszawy, który miałem do pokonania poszedł sprawnie aż do momentu wjazdu do stolicy, która zwłaszcza w piątek korkuje się dość mocno, więc jadąc na kadrę, należy w miarę możliwości wyjechać odpowiednio wcześniej, by uniknąć ryzyka spóźnienia, kolejek do wejścia na stadion, czy dłuższego szukania miejsca parkingowego pisząc z perspektywy kibica posiadającego bilet na mecz, bo wchodząc na PGE Narodowy z akredytacją dziennikarską, jest to trochę inaczej zorganizowane.
Oczywiście staram się wyjeżdżać na kadrę około godziny 16, by na kilka minut po 18 znajdować się niedaleko stadionu mając swoje preferowane lokalizacje, gdyż przyznanie akredytacji nie jest równoznaczne z otrzymaniem parkingu, o który należy wnioskować, wybierając odpowiednią opcję przy prośbie o akredytację. Osobiście jednak kiedy wybieram się na mecz kadry, to kieruje się na Saską Kępę znajdującą się w niedalekiej odległości od domu Biało-Czerwonych. Ta urokliwa dzielnica Warszawy ma bowiem swój niepowtarzalny klimat zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim, gdy wszechobecna zieleń budzi się do życia, co świetnie kontrastuje z wieloma barami, kawiarniami i restauracjami obecnymi choćby na ulicy Francuskiej, która prowadzi wprost na stadion. Gdy przyjeżdżam odpowiednio wcześniej, nie ukrywam, że zanim wybiorę się na sam mecz, to korzystam z tych uroków, co w zestawieniu z chóralnymi śpiewami i licznymi grupami sympatyków w narodowych barwach jest przyjemnym wprowadzeniem w atmosferę zbliżającego się święta.

Po dotarciu pod bramę nr 7, w której odbiera się wcześniej przygotowane przez PZPN identyfikatory, można już kierować się do wypełnionego dziennikarzami i fotoreporterami Media Center, gdzie również można oczywiście bezpłatnie skorzystać z cateringu, który przeznaczony jest dla przedstawicieli mediów, jak również spotkać znajomych z branży i porozmawiać przy okazji spotkania.
We wspomnianej strefie znajduję się zarówno winda jak i klatka schodowa, którą można udać się na poziom czwarty, gdzie znajduje się trybuna prasowa, z której ogląda się sam mecz.
Po jego zakończeniu można udać się na konferencję prasową w Media Center oraz zlokalizowanej niedaleko strefy Mix Zone, gdzie jest możliwość przepytania wychodzących piłkarzy. Za każdym razem wizyta w tym wyjątkowym dla polskiej piłki miejscu jest naprawdę wspaniałym przeżyciem i w miarę możliwości staram się przyjeżdżać na PGE Narodowy dla poczucia jego magii, atmosfery oraz przez wzgląd na spotkanie wielu znanych postaci, którzy niegdyś widywani byli jedynie w telewizji, a w związku z meczami reprezentacji można spotkać ich na żywo, wymienić kilka spostrzeżeń oraz nawiązać nowe kontakty.
Sam mecz był po prostu słabym widowiskiem. Rozczarował zarówno poziom gry jak również postawa poszczególnych piłkarzy, którzy na tle Litwy nie wyglądali jakby byli zdecydowanie lepszymi zawodnikami, a przecież czysto teoretycznie te kadry dzieli przepaść, której nie było za bardzo widać w bezpośredniej konfrontacji. Całe szczęście, że pomógł nam Łukasz Skorupski w bramce i rykoszet po strzale Roberta Lewandowskiego. W innym przypadku byłaby to kompromitacja wspominana latami. Co innego natomiast samo wydarzenie, które znów zostało wzorowo zorganizowane i które przyciągnęło na trybuny ponad 55 tysięcy kibiców. Oni w przeciwieństwie do naszych reprezentantów bawili się świetnie.
Dodaj komentarz