Nowy, lepszy początek czy wstyd dla rynku? Dwie ścieżki Lee Carsleya.

Poszukiwania następcy Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii były dość interesujące do śledzenia. Już wcześniej wiadomo było, że człowiek sprawujący pieczę nad kadrą Trzech Lwów zwolni stanowisko po ewentualnym odpadnięciu w EURO 2024, lecz nie wszyscy zdawali sobie sprawę, do jak niewielu nazwisk ograniczał się wybór jego nowego sukcesora. Jurgen Klopp dopiero co odszedł od trenowania, Eddie Howe był zajęty pracą w Newcastle, Mauricio Pochettino wybrał Stany Zjednoczone. Podjęto więc decyzję, że na czas wrześniowych meczów Ligi Narodów selekcjonerem Synów Albionu zostanie opiekun kadry U21 – Lee Carsley.

Może nie jest to nazwisko zupełnie anonimowe, ale na pewno nieoczywiste. Carsley rok temu zdobył z młodzieżową reprezentacją Anglii mistrzostwo Europy, a jego zespół prezentował fantastyczny do oglądania futbol. Angel Gomes, Noni Madueke i Morgan Gibbs-White – czyli piłkarze, którzy stanowili o sile tamtej mistrzowskiej drużyny – otrzymali swoje pierwsze powołanie do seniorskiej kadry. Po roku przerwy wraca z kolei Levi Colwill, który staje przed szansą debiutu w meczu o punkty.

Jest to ogromne odświeżenie w porównaniu do tego co było wcześniej, także porównania do Luisa de la Fuente sypią się garściami. Nic dziwnego, skoro naznaczona triumfem w Lidze Narodów, a także na mistrzostwach Europy przygoda Hiszpana również rozpoczęła się od pracy na szczeblach młodzieżowych. W Anglii mają prawo wierzyć, że Carsley zrobi to samo. Jego debiut będzie dość symboliczny. Synowie Albionu zmierzą się w Dublinie z Irlandią, z której de facto sam 50-latek pochodzi.

Szczęśliwa koniczyna

Anglicy przegrali w tym roku drugi finał EURO z rzędu. Po raz kolejny było niesamowicie blisko, lecz jednocześnie tak daleko historycznego sukcesu. Pożegnanie Southgate’a było trudne. Jakkolwiek mocno kibice mieli dość stylu gry, decyzji personalnych, a także zbyt późnego wyciągania wniosków przez pochodzącego z Watford menedżera, tak wraz z perspektywą jego odejścia narastała świadomość, że pod względem wyników był to najlepszy trener Trzech Lwów w XXI wieku. Zresztą, przypomnijmy sobie, od czego wszystko się zaczęło. Gareth Southgate awaryjnie obejmował angielską kadrę, gdy ta była pogrążona w najgorszym kryzysie ostatnich lat. Kompromitacja z Islandią na ME we Francji, afera korupcyjna z udziałem świeżo zatrudnionego Sama Allardyce’a (ba! sam fakt, że odchodzącego Roya Hodgsona zastępował taki człowiek jak Allardyce, pokazuje, w jakim miejscu stała angielska myśl szkoleniowa).

Southgate miał różne wady, nawet wiele wad, lecz koniec końców jego sukcesy może przebić tylko i wyłącznie najwyższy stopień podium na wielkim turnieju. Jego kadencja nie była jednak oceniana później przez pryzmat wyników, tylko piłkarzy, jakich miał do dyspozycji. Słusznie. W 2018 roku z rozbitej kadry zbudował silny zespół, z którym dotarł aż do półfinału MŚ, lecz po zmianie pokoleniowej zaczęto mu zarzucać nieodpowiedni sposób gry. Zdaniem wielu marnował potencjał drużyny, nawet jeśli docierał ostatecznie z nią do najdalszej fazy rozgrywek. W kraju myśl o uwolnieniu złotej generacji z niekompetentnych rąk, przysłaniała sytuację potencjalnych następców Southgate’a na rynku lokalnym.

Bo do kogo tak naprawdę ograniczał się wybór nowego selekcjonera? Cóż, wśród Anglików były to zaledwie dwa nazwiska – Eddie Howe i Graham Potter. Na tego pierwszego wielkich szans nie było, gdyż obecnie zbyt mocno skupiony jest on na projekcie w Newcastle. Jeśli chodzi zaś o tego drugiego, to minął już ponad rok, odkąd ostatnio pracował. Prawdopodobnie również nie był zainteresowany objęciem reprezentacji, gdyż jej temat omijał szerokim łukiem. Trzeba było iść w opcje zagraniczne, a jak wiadomo, wśród nich znacznie ciężej znaleźć kogoś, kogo przekona perspektywa pracy w angielskiej drużynie narodowej. Wielkie nazwiska odpadały – o Kloppie czy Tuchelu nawet nie było mowy. Na pierwszy plan wysunął się więc Mauricio Pochettino, który w pewnym momencie był najpoważniejszym z kandydatów. Dziś kwestią dni jest ogłoszenie Argentyńczyka nowym selekcjonerem reprezentacji Stanów Zjednoczonych.

Carsley nie objął kadry Trzech Lwów na stałe. Jest wyborem tymczasowym. Szczęśliwą koniczyną, która nieoczekiwanie przebiła się do pierwszoplanowej roli tylko na chwilę, lecz otrzyma szansę pozostania na stałe. Anglia przegrała na rynku walkę o każdego trenera, jakim była zainteresowana, więc musiała pójść w opcję rezerwową, jaką jest selekcjoner kadry U21. Z tym że trochę niezręcznie wygląda fakt, że selekcjoner ten jest 40-krotnym reprezentantem Irlandii, który przed debiutem zarzekł się, że nie będzie śpiewać angielskiego hymnu.

Przerwa między rozgrzewką a wejściem na boisko i opóźnienie z hymnami to coś, z czym zawsze miałem problem, gdy grałem dla Irlandii. Nigdy tego nie robiłem, zawsze skupiałem się na meczu i swoich pierwszych akcjach. Byłem ostrożniejszy, mój umysł nie błądził.”

„Byłem bardzo skupiony na futbolu i przeniosłem to także na swoją karierę trenerską. Przed meczami kadry U21, zawsze w momencie hymnu myślałem o taktyce przeciwnika i o tym, jak powinniśmy zacząć mecz. Oczywiście szanuję oba hymny i zdaję sobie sprawę, jak wiele znaczą dla obu krajów.”

Czy można wyobrazić sobie takiego selekcjonera jako kogoś, kto ma budować angielską tożsamość narodową? Nie do końca. Choć Carsley przyszedł na świat w Birmingham i to tam rozpoczynał swoją karierę piłkarską, jego dziadkowie pochodzą z Irlandii. Tamtejsza kultura jest mocno zakorzeniona w jego rodzinie. Technicznie jest więc reprezentantem angielskiej szkoły trenerskiej, aczkolwiek wciąż jest trenerem zagranicznym. Zostanie także pierwszym w historii irlandzkim selekcjonerem reprezentacji Anglii. Jedni nie zwracają na to uwagi, drudzy uznają to za wstyd, biorąc pod uwagę skalę niedoboru jakościowych angielskich menedżerów na lokalnym rynku.

Ironiczny jest też pod tym względem wygląd całej hierarchii trenerskiej w angielskich młodzieżówkach. Schedę po Carsleyu w reprezentacji U21 ma przejąć pochodzący z Jamajki Michael Johnson (swego czasu było o nim głośniej, gdy publicznie stwierdził, że w futbolu na stanowiskach trenerskich i menedżerskich powinny być promowane mniejszości rasowe i etniczne), drużynę U19 prowadzi zaś Will Antwi – Ghańczyk.

Rice i Grealish – konfrontacja z przeszłością

Choć Carsley do Irlandii wraca już jako selekcjoner reprezentacji Anglii, to dziś w Dublinie zostanie raczej przyjęty z szacunkiem, w przeciwieństwie do niektórych z jego podopiecznych. O tożsamości narodowej za wiele pewnie nie wie Declan Rice, który w 2018 roku całował irlandzki herb po jednym z marcowych występów dla kadry U21. Niewiele później debiutował już dla dorosłej reprezentacji. Media rozpisywały się o lojalności. Dziś przytaczane po latach, rzucające jasną sugestię nagłówki brzmią co najwyżej śmiesznie. „Rice całuje herb i pozwala nam czuć lekką ulgę”, „Rice pokazuje pasję po zwycięstwie”. W pewnym momencie pojawiła się nawet deklaracja chęci zostania kapitanem.

Jak się skończyło, wiedzą jednak wszyscy. Rice użył irlandzkiej reprezentacji jako schodka do wspięcia się wyżej, tym samym sprawiając, że Anglia zwiększyła o niego starania. Podobną drogą poszedł Jack Grealish, który w 2014 roku odrzucił powołanie do seniorskiej kadry Irlandii po tym, jak skontaktował się z nim Gareth Southgate (wówczas prowadzący Anglię U21). Teraz Lee Carsley przywrócił go do kadry po tym, jak ominęło go EURO 2024.

Rice ma już za sobą 58 występów w angielskiej koszulce, Grealish – 36. Bardzo możliwe, że obaj wystąpią dzisiaj w Dublinie. Jeśli to się wydarzy, irlandzcy kibice mają dla nich przygotowane specjalne powitanie.

Nie wiem, jakich nieprzyjemności Jack może doświadczyć, ale myślę, że będzie się tego spodziewał. Będę zaskoczony, jeśli nic się nie wydarzy, kibice buczą na niego nawet w Anglii, więc tutaj raczej też będzie na to gotowy. Ale słuchaj, to jest część tego sportu i jeśli jesteś doświadczonym piłkarzem, wiesz, że takie rzeczy mogą cię spotykać. Nie sądzę, że coś się zmieni w sobotę

Opowiadał Callum Robinson, przyjaciel Grealisha oraz napastnik reprezentacji Irlandii.

Śladem Hiszpanii i de la Fuente: Anglia dostanie swoich cichych bohaterów?

Wracając do wspomnianego we wstępie wątku Luisa de la Fuente – warto wspomnieć, że jest to człowiek, który selekcjonerem seniorskiej kadry Hiszpanii w ogóle miał nie zostać. Po zwolnieniu Luisa Enrique wszyscy spodziewali się, że drużynę obejmie Marcelino, lecz ostatecznie zdecydowano się na dotychczasowego opiekuna reprezentacji U21. Efekt? Zaskakująco wygrana Liga Narodów (na co z wiadomych względów przymykano oko) oraz w jeszcze bardziej zaskakującym stylu wygrane Mistrzostwa Europy. To, co jednak rzucało się w oczy od początku to fakt, że nie oglądaliśmy już Hiszpanii tysiąca podań – oglądaliśmy Hiszpanię bezpośrednią, łamiącą stereotypy i przede wszystkim skuteczną, w której wyrosło kilku nieoczywistych bohaterów. Zarówno Cucurella, Fabian Ruiz jak i Dani Olmo to piłkarze, z którymi de la Fuente pracował w młodzieżówkach.

Nie wiadomo, czy Anglia zatrudniając Carsleya zdecydowała się podążyć wydeptaną ścieżką. Wiadomo jednak, że w piłce reprezentacyjnej naprawdę niewiele federacji decydowało się do tej pory na takie rozwiązanie. Utrzymywany w wesołym tonie futbol młodzieżowy to zupełnie inne realia niż piłka seniorska. Naprawdę niewiele drużyn odważało się do tej pory na „przesunięcie” selekcjonera kadry U21 szczebel wyżej z nadzieją na sukcesy. Najczęściej był to zabieg nastawiony na tymczasowe wypełnienie luki.

Młodzieżówka Carsleya robiła to samo, co parę lat wcześniej robiła młodzieżówka de la Fuente. W znakomitym stylu dominowała swoją kategorię. Rok temu Anglicy podnosili puchar za triumf w ME do lat 21, na których nie stracili żadnej bramki. W drodze do triumfu pokonali m. in. Niemców, Portugalczyków, rewelacyjnych Izraelczyków czy Hiszpanów. Prezentowali zdecydowanie najlepszy futbol na turnieju, a 50-latek również miał w drużynie kilku ulubieńców, którzy dziś stoją przed szansą na pokazanie się w dorosłej reprezentacji. Jednym z nich jest chociażby Angel Gomes. Rok temu płuco i serce drużyny na EURO U21, a do niedawna także kluczowy element układanki Paulo Fonseki w Lille i autor 8 asyst w ligowym sezonie 2023/24. Wyjątkowy profil pomocnika, nie do końca typowy dla angielskiego futbolu. Techniczny wariat z zabójczą pewnością siebie i niesamowitym opanowaniem. We Francji został przesunięty niżej do środka boiska, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

Warto zwrócić uwagę też na duet z Chelsea – Levi Colwill i Noni Madueke również są częścią mistrzowskiej drużyny. Ten pierwszy spokojnie może być kandydatem na lidera defensywy reprezentacji, Madueke zaś spokojnie ma potencjał na bezpośredniego dryblera, który w tym momencie faktycznie mógłby się Anglikom przydać. Carsley pracował także z Cole’em Palmerem, który również był niesamowicie istotną postacią w jego drużynie

Adam Kowalczyk

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑