„Co Watney Cup zrobi dziś, Europa i Świat zrobią jutro!”. Takie hasło można było znaleźć w programie z meczu Derby County v Fulham, który w roku 1970 zainaugurował krótkotrwały Watney Cup. Szybko okazało się, że nie był to pusty slogan. Rozgrywany zaledwie czterokrotnie puchar, zapisał się bowiem w historii futbolu jako iście rewolucyjne rozgrywki.
Pierwsza edycja
Mieliśmy rok 1970. Brazylia sięgała właśnie po swoje trzecie Mistrzostwo Świata, Feyenoord zdobył Puchar Europy – zresztą w półfinale pokonując Warszawską Legię – a Manchester City sięgał po Puchar Zdobywców Pucharów, kosztem Górnika Zabrze. Sezon dobiegł końca, a z początkiem nowego, Anglia zaprezentowała zupełną nowinkę. Towarzyski turniej przedsezonowy.
Watney Mann, wieloletni angielski browar jako jeden z pierwszych postanowił poszukać w futbolu reklamy. Choć logotypy różnych firm były już od jakiegoś czasu widywane w okolicach boisk, nikt nie firmował jeszcze swoją nazwą żadnych rozgrywek. Pomysł ten budził kontrowersje w dopiero wchodzącym w erę komercji sporcie. Być może dlatego angielska federacja nie sprzedała praw do ligi czy pucharu kraju, współpracując przy stworzeniu zupełnie nowych rozgrywek. Turnieju przedsezonowego.
Watney Mann Invitation Cup, bo tak brzmiała pełna nazwa turnieju, już od pierwszej sekundy swego istnienia był rewolucyjny. Jako pierwszy turniej sygnowany nazwą sponsora, otworzył zupełnie nowy rynek i pchnął do przodu komercjalizację sportu. Mało zresztą za to nie płacił. Na kluby przypadało 4000 funtów do podziału, wraz z dodatkowymi 500 funtami za zwycięstwo w meczu i 1000 funtów za triumf w pucharze, podczas gdy 50 000 otrzymywały FA oraz Football League. Dla porównania średnia cena domu wynosiła wtedy 5000 funtów, a piłkarze zarabiali około 75 funtów tygodniowo.
Priorytetem dla organizatorów była atrakcyjność, a tą stereotypowo połączono z bramkostrzelnością. Zdecydowano się więc na zaproszenie do turnieju ośmiu drużyn, po dwie z każdego z czterech poziomów Football League, na podstawie liczby zdobytych przez nie bramek w poprzednim sezonie. Nie brano pod uwagę ekip, które awansowały do wyższej ligi, lub europejskich pucharów. Sam format rozgrywek był już dużo prostszy, będąc najzwyklejszym turniejem pucharowym.
Pierwsze rozgrywki okazały się sukcesem, przynosząc futbolowi historyczny moment. W półfinałowym meczu, pomiędzy Manchesterem United a drugoligowym Hull City padł wynik 1-1, za sprawą Denisa Law’a, który w końcówce uratował remis dla ekipy z First Division. Brak rozstrzygnięcia nie był możliwy w Watney Cup, lecz tradycyjny rzut monetą nie został wzięty pod uwagę. Po raz pierwszy zarządzono serię rzutów karnych. George Best został pierwszym piłkarzem, który wykorzystał jedenastkę w konkursie rzutów karnych, a bramkarz Hull, Ian McKechnie pierwszym, który skutecznie interweniował, zatrzymując Law’a. Na nieszczęście Hull, McKechnie został też pierwszym bramkarzem, który zmarnował rzut karny w konkursie jedenastek, dzięki czemu to Manchester awansował do finału.
W finale rozgrywanym na Baseball Ground zmierzyły się dwie drużyny z pierwszej ligi. Derby County Briana Clougha pokonało „Czerwone Diabły” 4-1 i zdobyło trofeum, będące pierwszym sukcesem Clougha w karierze. Legendarny menedżer wielokrotnie podkreślał potem, jak ważny był dla jego Derby triumf w Watney Cup. Udowodnił jego piłkarzom, że są w stanie wygrywać i zbudował podwaliny mentalności, która wygrała im mistrzostwo dwa lata później.
Druga edycja
Jeszcze bardziej owocny w innowacje był drugi sezon. Trzecioligowe Halifax Town niespodziewanie pokonało 2-1 Manchester United, grając w eksperymentalnych koszulkach, mających numery zarówno na plecach jak i klatce piersiowej zawodników (co wyglądało dość idiotycznie). Fenomenem był jednak eksperyment z zasadą spalonego, który gwizdany miał być tylko w polu karnym. Zasada ta miała uatrakcyjnić grę, rozluźnić szyki defensywne obu drużyn i… sprawdziła się całkiem dobrze. Dziś jest już zapomnianym pomysłem, nigdy niesprawdzonym przez UEFA.
Halifax nie był jedynym zespołem, który sprawił niespodziankę, po puchar sięgnęło bowiem czwartoligowe Colchester United, pokonując po dramatycznym finale West Bromwich Albion. Mecz skończył się wynikiem 4-4, a Colchester lepiej wykonywało karne. Niestety zainteresowanie na tym ucierpiało, bowiem brak drużyn z First Division, przyciągał na trybuny mniej fanów. Nie pomagały też zamieszki, do których dochodziło ustawicznie po meczach.
Trzecia i czwarta edycja
W 1972 roku wygrał trzecioligowy Bristol Rovers, a w ostatniej edycji zatriumfowało grające w First Division Stoke City. Był to już jednak koniec pucharu, który w ostatecznym rozrachunku nie spełnił oczekiwań.
Watney Cup miał być rewolucyjny, przetrwał jednak tylko cztery lata. Eksperyment ze spalonymi się nie udał, podobnie jak z numerami po obu stronach koszulki. W końcu browarowi przestało opłacać się, sponsorować te rozgrywki, a bez pieniędzy turniej nie przetrwał. Mimo to na swój sposób był on innowacyjny. Zaprezentował światu konkurs rzutów karnych, lecz przede wszystkim, otworzył komercji zupełnie nowe drzwi w świecie futbolu. Dziś niemal każde rozgrywki mają sponsora tytularnego. Wystarczy przypomnieć sobie o Barclays Premier League czy Emirates FA Cup, by wiedzieć, że dziedzictwo zapoczątkowane przez Watney Cup ma się dobrze. Pokazał on też klubom jak zarabiać w okresie przedsezonowym. Obecnie wszelkie Audi Cup czy Premier League Asia Trophy rozgrywane w najodleglejszych zakątkach globu nie dziwią nikogo. Kluby zarabiają, przyciągają kibiców, a dodatkowe mecze uważa się za normalne przygotowanie do rozgrywek.
To wszystko zapoczątkował jednak Watney Mann Invitation Cup. Puchar rewolucyjny i pełen eksperymentów. Lepszy i gorszych. Puchar, który fanom przyniósł kilka pięknych wspomnień, ostatecznie jednak przepadając po zaledwie czterech latach. Trzeba jednak mu oddać, że swoją kartę w historii futbolu zapisał. To historia najlepszego z przedsezonowych turniejów towarzyskich.
Dodaj komentarz