Nowe otwarcie czy powielanie starych błędów? Jakim selekcjonerem będzie Michał Probierz?

Stary znajomy prezesa Kuleszy, który zatrudniał go w Jagiellonii Białystok, słynący z ciętego języka na konferencjach prasowych, trener, któremu zarzucano w Cracovii, że nie stawia na Polaków, a który głośno mówił, że zdolnej młodzieży w Polsce nie ma, a mimo to został później selekcjonerem kadry U-21, ten, który sam stwierdził, że nie poprowadzi dorosłej reprezentacji, bo opinia publiczna zjadłaby za to prezesa PZPN – Michał Probierz – został nowym selekcjonerem polskiej drużyny narodowej.

Portugalski niewypał

Od przejęcia władzy w PZPN przez Cezarego Kuleszę widać było, że między nim a ówczesnym selekcjonerem Paulo Sousą nie iskrzy. Przeszkodą była na pewno bariera językowa – u Kuleszy ciężko z angielskim, ale także fakt, że prezesi związku, żeby utożsamiać się z trenerem i go bronić, muszą mieć poczucie, że trener jest „ich”- gdy tymczasem przecież Sousę zatrudniał Zbigniew Boniek. Bardziej podejrzliwi twierdzili więc, że „król Podlasia” tylko czekał na dogodną okazję, by pożegnać się z Portugalczykiem i jego „zdrada”, gdy zdecydował się przyjąć ofertę brazylijskiego Flamengo, była prezesowi na rękę. Kadencja Sousy w Polsce była pierwszym więc portugalskim selekcjonerskim niewypałem w naszej piłce, przez co część opinii publicznej i ekspertów wręcz zraziła się do trenerów z tej nacji za sposób, w jaki obecny (jeszcze – w chwili pisania tekstu) szkoleniowiec Salernitany potraktował pracę nad Wisłą. A jednak, mimo to, po wybuchu afery premiowej i nieprzedłużeniu kontraktu z Czesławem Michniewiczem mimo wyjścia z grupy na mundialu w Katarze, Kulesza potrzebował mocnego, zagranicznego nazwiska, dla dobrego PR-u i ostudzenia nastrojów wokół kadry. Mówiło się, że największe szanse mają Paulo Bento i Vladimir Petković, jednak wybór prezesa zaskoczył – selekcjonerem został znów Portugalczyk – Fernando Santos.

Wybór, który w tamtym momencie, uchodził chyba za najlepszy z możliwych – doświadczony fachowiec, po długim czasie opuszczał kadrę Portugalii, z którą zdobył w 2016 mistrzostwo Europy. Cel przed Santosem był długofalowy – nie tylko pewnie awansować na Euro w Niemczech, ale przy okazji rozpocząć zmianę pokoleniową i częściej stawiać na młode nazwiska. Wszyscy wiemy, co się stało potem – w eliminacjach nastąpiła totalna katastrofa, prawie nie mamy szans na bezpośredni awans na mistrzostwa, prawdopodobnie trzeba się będzie bić o nie w barażach. Na początku wielu broniło Portugalczyka, bo i faktem jest, że zastał w Polsce obraz nędzy i rozpaczy, jednak kompletnie nie miał pomysłu, jak ten obraz zmienić. Rzadko jeździł na mecze, na Ekstraklasie nie bywał prawie w ogóle, nie przebywał w Polsce tyle, ile oczekiwano. Nie wprowadzał do kadry nowych twarzy, powoływał graczy bez formy. To nie miało prawa się udać, więc po porażce z Albanią w Tiranie PZPN się z nim pożegnał. Niewątpliwie jego kadencja była kolejnym już portugalskim niewypałem i wizerunkową klęską, tym razem także prezesa Kuleszy. Stało się zrozumiałe, że teraz będziemy celować w trenera z polskiego rynku.

Papszun vs Probierz

Maciej Skorża od początku całego medialnego szumu wokół posady selekcjonera był niechętny na opuszczanie swojego projektu w Urawa Red Diamonds, więc jego kandydatura szybko poszła w odstawkę. Jan Urban prawdopodobnie nie był brany pod uwagę tak poważnie, jak dwóch panów MP – Marek Papszun i Michał Probierz. Zdecydowanym faworytem mediów i kibiców był od samego początku Papszun. Twórca, razem oczywiście z całym pionem organizacyjnym, sukcesu w Rakowie Częstochowa, zwieńczonego mistrzostwem Polski, od kilku miesięcy pozostający bez pracy trenera i będący telewizyjnym ekspertem, wydawał się być w idealnym momencie do objęcia posady selekcjonera. Wydawać by się mogło, że czekał na nią tak, jak ona czekała na niego. Kulesza o tym wiedział, wiedział także, że dla ocieplenia – znowu – gęstego klimatu wokół reprezentacji, podgrzanego jeszcze wywiadem Roberta Lewandowskiego w „Meczykach”, dobrą opcją byłoby iść za „głosem ludu”. A jednak znów zagrał vabanque i postawił na prowadzącego kadrę młodzieżową Probierza.

Na pewno ten wybór dla niego osobiście miał swoje zalety – przede wszystkim panowie dobrze się znają już od czasów wspólnej pracy w Jagiellonii. Na każdym kroku w PZPN podkreślano także duże doświadczenie byłego szkoleniowca Cracovii, który faktycznie jest w polskiej piłce od bardzo dawna. Papszun z kolei mimo niewątpliwego sukcesu w Ekstraklasie, przepracował na najwyższym szczeblu o wiele mniej dni, mimo iż jest od Probierza zaledwie dwa lata młodszy. Jednak mimo wszystko, obsadzenie Probierza na stanowisku selekcjonera było czymś, w co wielu ekspertów i kibiców nie chciało wierzyć, że jest w ogóle możliwe. Argumentów przeciwko niemu było naprawdę sporo – między innymi to, że swój topowy moment miał tak naprawdę jakieś 10 lat temu. Wtedy pewnie taka nominacja byłaby przyjęta wręcz z entuzjazmem. Teraz, młodzieżówka co prawda spisywała się w ostatnich meczach nieźle, jednak pamiętać należy, że nie mierzyła się ona z żadnym rywalem z wysokiej półki. Dodatkowo tyle mówiło się o częstych „odpałach” Czesława Michniewicza w starciach z dziennikarzami i o tym, że selekcjoner medialnie prezentować się powinien znacznie lepiej – znając Michała Probierza i jego zamiłowanie do słownych potyczek, bardzo możliwe, że przekonamy się, że to, co przydarzało się Michniewiczowi, to był naprawdę pikuś. Obym się jednak mylił, bo na inaugurującej kadencję konferencji Probierz zaprezentował się naprawdę dobrze. Nowy selekcjoner nie będzie musiał przecież silić się na kreowanie cyrków wobec swojej osoby, żeby jego przekaz się przebił. Jako de facto najważniejsza osoba w polskiej piłce może mieć pewność, że zostanie usłyszany. Czas oczywiście pokaże, czy danie mu szansy było dobrą decyzją, jednak na starcie nie sposób nie zwrócić uwagi na nawarstwiające się wątpliwości.

Warsztat trenerski Probierza

Niezliczone i nieskończone były wokół kadry narodowej dyskusje o stylu. Za Sousy potrafiliśmy grać atrakcyjnie do przodu, ale za to w defensywie bardzo brakowało organizacji. Za Michniewicza oczy od oglądania reprezentacji nieraz krwawiły, ale trzeba mu oddać, że wynik się zgadzał. Gdy przychodził Santos, wielu oczekiwało, że nastąpi przestawienie wajchy na „piłkę na tak” – zapomniano chyba jednak, że to nie styl Portugalczyka. W swojej ojczyźnie był wręcz krytykowany za marnowanie ofensywnego potencjału najlepszego pokolenia tamtejszej piłki. W efekcie kończyliśmy jego przygodę w Polsce z kadrą totalnie pozbawionej taktycznej tożsamości. W świetle tej dyskusji pojawia się pytanie, jaką piłkę będzie prezentowała reprezentacja Probierza. Cofając się w czasie do prowadzonych przez niego ekip, znów można mieć wątpliwości. Jagiellonia przecież potrafiła grać ładnie, za to w Cracovii momentami było naprawdę topornie, pomysł w fazie ataku ograniczał się do dośrodkowań.

Wiadomo, każdy kibic wolałby, żeby drużyna narodowa grała atrakcyjnie dla oka. Każdy chciałby jednak też, żeby osiągała korzystne rezultaty. Czy przy aktualnym stanie osobowym i potencjale poszczególnych członków zespołu da się to jednak pogodzić? Tutaj odpowiedź niestety nie musi się okazać twierdząca. W opinii publicznej da się wyczuć nastroje, że Probierz może być powrotem do tego co widzieliśmy za Brzęczka czy Michniewicza. Przynajmniej na początku jego przygody będziemy musieli grać przede wszystkim na wynik – trzeba jakkolwiek awansować na Euro. Równocześnie jednak musimy przeprowadzić w tej kadrze poważną zmianę pokoleniową – dawni liderzy jak Lewandowski, Krychowiak, Glik, Grosicki czy Szczęsny już niedługo wszyscy z nich przestaną (niektórzy już przestali) odgrywać w reprezentacji wiodącą rolę. Następcy na szczęście są – Grabara, Łęgowski, Marchwiński, Rakoczy czy Włodarczyk pukają już bardzo głośno. Należy ich jednak odpowiednio wprowadzić. W przypadku Probierza można by mieć co do tego wątpliwości z racji na pamiętną wypowiedź, w której uznał, że zdolnej polskiej młodzieży po prostu nie ma, jednak pozostaje mieć nadzieję, że po pracy w kadrze U-21 zmienił zdanie. Sam z resztą niedawno wypowiadał się w tonie mogącym sugerować, że przedstawiciele młodzieżówki mogą niedługo odgrywać w dorosłej kadrze coraz ważniejszą rolę. Selekcjoner musi umieć skorzystać z ich młodzieńczego zapału i głodu gry na najwyższym poziomie, a my ocenimy efekty. Odchodząca gwardia jest w stanie jeszcze młodych wiele nauczyć, a my wszyscy z tej mieszanki możemy mieć niezłą pociechę.

Zapinamy pasy

Koniec końców, każdy nowy selekcjoner zasługuje na kredyt zaufania. Michał Probierz na pewno nie jest całkowicie bez racji, twierdząc, że zasłużył na tę pracę. Polską piłkę zna przecież od podszewki. To on teraz ma udowodnić, że poznał ją na tyle, żeby narodową kadrę poprowadzić do sukcesów. Okazji z pewnością nie zabraknie. Wątpliwości wokół tego wyboru jest sporo, ale zarówno Kulesza, jak i selekcjoner bronią się, że nominacja nie była podyktowania kolesiostwem. Prezes PZPN liczy, że będzie mógł uśmiechnąć się do całej opinii publicznej z satysfakcją, że jego decyzja była słuszna, mówiąc „A nie mówiłem?”, Probierz dostał życiową szansę, żeby zamknąć usta krytykom, o jakiej marzy każdy polski trener, a my zapinamy pasy, czekając, aż kadra w końcu zacznie grać na miarę swojego potencjału.

Maciej Stanik

fotL commons.wikimedia.org

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑