Santiago Bernabeu, architekt sukcesów Realu, który umiał zagrać na nosie dyktaturze

W piątek minęło dokładnie 80 lat od wyboru Santiago Bernabeu na prezesa Realu Madryt. Dziś każdy kibic Królewskich, choćby z racji nazwy stadionu swego klubu, wie, kim była ta legenda Los Blancos. Santiago Bernabeu to postać znamienita, ale jednocześnie kontrowersyjna. Bez niego nie byłoby genialnego Realu w pierwszych dekadach drugiej połowy ubiegło stulecia, zarazem przedstawimy jego specyficzne relacje z ówczesnym reżimem politycznym. Sylwetkę tej postaci zaprezentuje hispanista, prof. UAM Filip Kubiaczyk w wywiadzie z Bartłomiejem Najtkowskim.

Bartłomiej Najtkowski: Santiago Bernabéu był dyktatorem w klubie?

Filip Kubiaczyk: Santiago Bernabéu jako prezes Realu Madryt bywa różnie oceniany. Jedni widzą w nim tyrana i autokratę, inni demagoga i ekscentryka. Czasami bywa nazywany „piłkarskim caudillo”, co może być nieco mylące, nawiązuje bowiem do teorii, która mówi o jego bliskich związkach z generałem Francisco Franco, co jest mitem podtrzymywanym przez wrogów „Królewskich”.

Jak złośliwi na to wpadli?

Źródłem tej opinii jest czasowa zbieżność sprawowanych przez nich funkcji: Bernabéu był prezesem Realu w latach 1943–1978, Franco natomiast rządził Hiszpanią w latach 1939–1975. Dodatkowo działa tutaj inny mit o Realu Madryt jako klubie frankistowskiego reżimu, ze wszystkimi tego konsekwencjami,

Tutaj jednak chodzi chyba o imponujące cechy przywódcze?

Paradoksalnie określenie caudillo, poza frankistowskim kontekstem, doskonale oddaje sposób rządów Bernabéu jako prezesa Realu, które miały charakter stricte „wodzowski”. Rządził klubem twardą ręką, miał swoich bliskich doradców, którym ufał, jak Raimundo Saporta, jednak najważniejsze decyzje zawsze podejmował sam. W muzeum Realu Madryt objęcie przez Bernabéu stanowiska prezesa zostało uznane za „kluczowy fakt w historii madridismo”. Zwiedzając muzeum, zdajemy sobie sprawę z roli, jaką w historii Realu Madryt odegrał Bernabéu.

Nie jest tajemnicą, że Bernabéu przejął władzę w trudnych czasach…

 Został prezesem Realu w 1943 roku i od razu zabrał się za odbudowę zespołu, który wiele wycierpiał w czasie wojny domowej, stracił wielu zawodników i osoby zarządzające klubem, nie miał pieniędzy, a jego stadion został poważnie zniszczony. Nie przeszkodziło mu to jednak w realizacji strategicznego planu, który okazał się fundamentem sportowych sukcesów „Królewskich” w Europie.

Dokonując transferów, zdarzało mu się też wykiwać Barcelonę (Molowny, Di Stéfano)?

Swój projekt Bernabéu budował w sposób przemyślany i konsekwentny: powstanie nowego stadionu (1947), spektakularne transfery (Luis Molowny, Alfredo Di Stéfano czy Francisco Gento). Transferami Molwnego i Di Stéfano zapoczątkował tendencję do „podkradania” piłkarzy, którymi interesował się również największy rywal Realu z Katalonii. Sytuacja z transferem tego drugiego jest powszechnie znana, niewiele natomiast mówi się o transferze pierwszego. Tymczasem transfer Molownego ma ciekawą genezę. Tym, co skłoniło Bernabéu do sprowadzenia go do Madrytu była… informacja – którą znalazł on w prasie, kiedy przejeżdżał przez Katalonię – że piłkarzem, który był wówczas graczem Mariano Las Palmas interesuje się Barça. Bernabéu postanowił uprzedzić Katalończyków, wysłał swoich przedstawicieli na Wysypy Kanaryjskie,  a ci przekonali piłkarza do transferu do Realu.

Czy doświadczenie wyniesione z boiska miało istotny wpływ na jego rządy?

Myślę, że Bernabéu odniósł sukces również dlatego, że rozumiał futbol (sam był piłkarzem Realu w latach 1913–1928), wiedział, że jest on dla ludzi swego rodzaju odskocznią od codziennych problemów. Był też świadomy pozasportowego znaczenia, które mu towarzyszy, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie narodowościowe i polityczne.

Alfredo Relaño dowiódł, że pomstował na zwolenników secesji Katalonii, a czy to prawda, że był skrajnym, wręcz faszyzującym prawicowcem?

 W czasie wojny domowej i po niej na pewno opowiadał się za stroną narodową. Jednak jego poglądy polityczne są niejednoznaczne. Niektórzy wprost określają go frankistą, inni widzą w nim zwolennika monarchii, są też tacy, dla których był…republikaninem!  Moim zdaniem Bernabéu był politycznym kameleonem, działał racjonalnie i stosownie do okoliczności. Ale w głębi duszy był skrytym monarchistą.

Gdybyśmy mieli znaleźć jeden symbol, element go wyróżniający, to byłby to nowy stadion? To wydaje się oczywiste…

Według mnie jego wielkość i znaczenie najlepiej oddaje właśnie imponujący jak na tamte czasy stadion (el Nuevo Chamartín), który nasuwa skojarzenie z monumentalnym pałacem-klasztorem Eskurialem pod Madrytem, który wybudował król Filip II Habsburg (1527–1598). Bernabéu był obdarzony wyjątkową charyzmą, miał osobowość i to ona dominowała nad każdą z politycznych ideologii. Doskonale oddają to jego relacje z Franco, które były pełne przytyków i pokazywały niezależność prezesa Realu (jako przykład można wskazać jego wyjazd do Paryża w celu stworzenia rozgrywek Pucharu Europy, czemu Franco był niechętny).

Florentino Pérez jest kontynuatorem dzieła Bernabéu? Real kiedyś i w teraźniejszości potrafił triumfować seryjnie w europejskich pucharach.

 To, co stworzył Santiago Bernabéu, znalazło godnego naśladowcę w osobie Florentino Péreza, o czym najlepiej świadczy jego projekt galaktycznego Realu jak i sposób sprawowania władzy, które są bliskie temu, co charakteryzowało Bernabéu

Bartłomiej Najtkowski

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑