Wykop z piątki #17. Pięciu piłkarzy, którzy strzelili gola reprezentacji Polski… chociaż nie powinni

Już dziś Orły Santosa podejmą w Warszawie zawsze groźny zespół Wysp Owczych. Do tej pory z sympatycznymi Farerami mierzyliśmy się trzykrotnie i za każdym razem wychodziliśmy z tego boju zwycięsko. Mimo beznadziejnej atmosfery panującej wokół naszej kadry narodowej nie wyobrażamy sobie, by Polacy znów mogli stracić punkty w starciu z europejskim kopciuszkiem i to na Stadionie Narodowym. Jednakże pojedynczy gol stracony w tym spotkaniu, będzie już zjawiskiem mniej zaskakującym. Tym bardziej że w ostatnich latach regularnie tracimy gole z zespołami z tej samej półki co nasi dzisiejsi przeciwnicy.

Zresztą we wspomnianych trzech spotkaniach, które do tej pory rozegraliśmy z Wyspiarzami, zdarzyło już nam się zostać przez nich skarconym. Miało to miejsce 10 lutego 2002 roku. Kadra prowadzona przez Jerzego Engela mierzyła się wówczas z Wyspami Owczymi na stadionie w cypryjskim Limassol. Spotkanie odbyło się w strugach padającego deszczu i przy udziale garstki publiczności. Ot, typowy lutowy sparing, charakterystyczny dla tamtych czasów. Typowy przegląd wojsk. Koszulkę z orłem na piersi przywdziali wówczas m.in. Tomasz Ciesielski z Polonii Warszawa, Paweł Drumlak z Pogoni Szczecin czy Tomasz Moskała z Dyskobolii Grodzisk Wlkp. Przygotowujący się do azjatyckiego mundialu podopieczni Engela, zwyciężyli tamten sparing 2-1 dzięki dwóm trafieniom Macieja Żurawskiego. Farerzy odpowiedzieli golem Rogviego Jacobsena, wówczas piłkarza HB Torshavn. Zawodnik ten zresztą do dziś dzierży tytuł najskuteczniejszego gracza w historii kadry Wysp Owczych, dzieląc go wespół z Klæmintem Olsenem. Panowie mają na koncie po 10 bramek.

Wszelkie prawidła rządzące uniwersum polskiej piłki, mogą nam podpowiadać, że i tym razem w składzie Wyspiarzy znajduje się ktoś, kogo gol zdobyty na Stadionie Narodowym, idealnie wpisywałby się w zwariowane losy polskiego futbolu. Selekcjoner Hakan Ericson zdecydował się bowiem powołać do swojej drużyny Andriasa Edmundssona, 22-letniego zawodnika Chojniczanki Chojnice. Mierzący 193 centymetry wzrostu środkowy obrońca, przybył do polskiego drugoligowca w lipcu tego roku. Do tej pory wystąpił w zespole z Borów Tucholskich trzy razy, łapiąc w swoim debiucie ligowym przeciwko Kotwicy Kołobrzeg czerwoną kartkę. Czyż nie jest to idealny kandydat na władowanie nam jakiegoś farfocla po stałym fragmencie gry?

Biorąc pod uwagę ostatnią dekadę, wpisałby się na permanentnie rosnącą listę graczy, którzy dość niespodziewanie mogli sobie dopisać do CV bramkę strzeloną, w meczu z Polską. Przypomnijmy sobie zatem nazwiska pięciu piłkarzy, którzy strzelili gola w meczu z biało-czerwonymi, chociaż nie powinni, bo wstyd…

Alessandro Dalla Valle: San Marino-Polska 1-5 (10.09.2013r.)

Już za kilka dni będziemy mieli 10 rocznicę tamtego wydarzenia. To był schyłkowy okres pracy Waldemara Fornalika na stanowisku selekcjonera naszej kadry. Cztery dni wcześniej zremisowaliśmy z Czarnogórą na Narodowym (wówczas miało miejsce, słynne uciszanie polskich kibiców przez Lewandowskiego, po strzelonym golu), praktycznie grzebiąc jakiekolwiek szanse na awans do mistrzostw świata w Brazylii. Atmosfera wokół kadry nie była zapewne lepsza niż ta obecnie. Humory kibicom miało nieco poprawić wysokie zwycięstwo z San Marino. Gospodarzy napoczął w 10 minucie Piotr Zieliński, ale 12 minut później stało się coś, co sprawiło, że kibice z Polski znów mogli spuścić nosy na kwintę.

Czuję, jakby działo się to wczoraj. Wspaniałe podanie z rzutu wolnego posłał Matteo Vitaioli, a ja miałem to szczęście, że trafiłem w piłkę i pokonałem Artura BorucaZacząłem szalony bieg w kierunku ławki rezerwowych i przed trybunę, próbując podzielić się tym momentem. Dla wszystkich z nas to była czysta adrenalina, z tymi wszystkimi kibicami na trybunach. W tej chwili nie rozumiałem niczego, tak ogromna była to radość 

Mówił dwa lata temu w wywiadzie dla TVP Sport Dalla Valle.

Co prawda do końca meczu Polacy zdołali zdobyć jeszcze cztery gole, ale bramka stracona z kompletnymi outsiderami europejskiego futbolu i tak pozostawiła po sobie gorzki smak. Dla San Marino było to dopiero 20 trafienie w historii ich kadry narodowej (rozgrywają oficjalne mecze od 1990 roku).

To był też ostatni mecz Sebasiana Boenischa w biało-czerwonej koszulce. Zawodnik, który miał być lekarstwem na permanentny wakat na lewej stronie obrony w reprezentacji Polski, przypominał już w tamtym czasie hobby-playera. To on ponosił największą odpowiedzialność za utratę tego gola.

Dalla Valle został jakiś czas później zaproszony w ramach akcji promocyjnej na mecz Polonii Warszawa, a nawet dostał od włodarzy Czarnych Koszul ofertę kontraktu, opiewającą na 3000 euro miesięcznie. Polonia grała wówczas w 4 lidze. Sanmaryńczyk miał już jednak 31 lat i wolał pewną posadę na stanowisku pracownika biurowego firmy ceramicznej. Dalsze losy Polonii pokazały, że podjął słuszną decyzję.

Jake Gosling: Polska-Gibraltar 8-1 (7.09.2015r.)

Po erze Fornalika nastały czasy Adama Nawałki i najlepszy okres polskiej piłki reprezentacyjnej w ostatnim 30-leciu. W 73 minucie eliminacyjnego meczu z Gibraltarem prowadziliśmy już 8-0 i można było realnie myśleć o tym, że uda nam się pobić rekord najwyższej wygranej w historii polskiej drużyny narodowej (zwycięstwo 10-0 z San Marino 1 kwietnia 2009 roku w Kielcach). W ostatnim kwadransie biało-czerwoni zdjęli jednak nogę z gazu i pozwolili sobie nawet wbić gola, co znów zmąciło słodki smak wysokiego zwycięstwa ze słabeuszem.

Autorem trafienia był 22-letni wówczas Jake Gosling. Piłkarz urodzony w Anglii, lecz występujący w reprezentacji Gibraltaru ze względu na pochodzenie ojca. Gosling reprezentował wówczas barwy Bristol Rovers, występującego na czwartym poziomie rozgrywkowym w Anglii. Było to jego drugie trafienie dla Gibraltaru (wcześniej pokonał bramkarza Estonii). Dzięki niemu stał się on na tamtą chwilę jej najskuteczniejszym zawodnikiem w historii. Warto nadmienić, że Gibraltarczycy rozegrali swój pierwszy oficjalny mecz niespełna dwa lata wcześniej, więc jak widać, poprzeczka nie wisiała zbyt wysoko. Z tego powodu jego koledzy klubowi postanowili sobie z niego troszkę pożartować. Gdy wrócił do Anglii, czekała na niego koszulka okolicznościowa z dedykacją, podobna do tej, jaką w tym samym czasie dostał Wayne Rooney, który dzięki zdobyciu 50 goli dla ekipy Synów Albionu, stał się najskuteczniejszym piłkarzem w historii angielskiej kadry.

Gosling tego dorobku dotąd nie poprawił. Zresztą od tamtego czasu zagrał w kadrze zaledwie dwukrotnie (ostatni raz w marcu 2018 roku). Obecnie zawodnik reprezentuje barwy Rushall Olympic. Zespołu grającego w szóstej lidze angielskiej. Nie dzierży już też tytułu najskuteczniejszego strzelca w historii gibraltarskiej drużyny narodowej. Ten należy aktualnie do Roya Chiapoliny i Liama Walkera, strzelców pięciu goli dla swojego kraju. Małym pocieszeniem dla Goslinga może być fakt, że Rooney także stracił pozycję lidera na rzecz Harry’ego Kane’a.

Siergiej Chiżniczenko: Kazachstan-Polska 2-2  (4.09.2016r.)

Chociaż Kazachstan ciężko nazwać nawet zespołem ze średniej europejskiej półki, to jednak stawianie go w tym samym rzędzie co San Marino, Andora czy Gibraltar to lekka przesada. W tym przypadku chodzi bardziej o okoliczności zdarzenia i przeszłość strzelca.

Mecz w Astanie był pierwszym spotkaniem, rozegranym przez podopiecznych Nawałki po ich powrocie z udanego Euro 2016. Żyliśmy w poczuciu, że oto dołączyliśmy do szeroko pojętej europejskiej czołówki, a potyczka z Kazachami, miała być lekkim i przyjemnym wejściem w mundialowe eliminacje. I po pierwszej połowie faktycznie tak było. Biało-czerwoni prowadzili 2-0 po golu Bartka Kapustki, któremu przyklejono wówczas łatkę największego polskiego talentu, który lada sezon wbije na futbolowe salony, oraz po rzucie karnym wykorzystanym przez Lewego. Druga połowa zaskoczyła nas jednak niemal tak samo, jak czerwcowe starcie w Kiszyniowie. A usta zakneblował nam Siergiej Chiżniczenko, który popisał się ustrzeleniem dubletu.

Tenże Chiżniczenko był natomiast doskonale znany fanom rodzimej Ekstraklasy. Szczególnie tym z Kielc. W 2014 roku reprezentował on bowiem barwy tamtejszej Korony, w której wystąpił 26 razy w meczach ligowych, strzelając w nich… jednego gola (popisał się po nim pamiętną cieszynką, widoczną na foto głównym). Przypominam, że mówimy o zawodniku występującym w linii ataku.

Żeby jednak aż tak Chiżniczenki nie deprecjonować, dodajmy, że to piłkarz, który w swoim CV ma ponad 50 goli strzelonych w najwyższej lidze Kazachstanu. Obecnie 32-letni napastnik od ponad roku pozostaje bez klubu. Czy ktoś z Wieczystej to czyta?

Nicola Nanni: San Marino-Polska 1-7 (5.09.2021r.)

Czasy gdy Paolo Sousa sprawował funkcję selekcjonera, charakteryzowały się tym, że rzadko udawało nam się zachować czyste konto. Na 15 meczów pod wodzą Siwego Bajeranta na zero z tyłu zagraliśmy trzykrotnie (inna sprawa, że strzelaliśmy gola w każdym meczu). Niefrasobliwość naszej obrony wykorzystali zatem ponownie Sanmaryńczycy.

Gol strzelony nam przez 21-letniego Nicolę Nanniego sprawił, że staliśmy się dopiero trzecią drużyną narodową – obok Belgów i Lichtensteinu – której popularni Tytani załadowali w swojej historii więcej niż jednego gola.

Strzelec tym razem nie okazał się pracownikiem biurowym, kopiącym piłkę w wolnym czasie. Nanni był zawodnikiem Lucchese, występującego na trzecim poziomie rozgrywkowym we Włoszech. Na tym poziomie Sanmaryńczyk gra zresztą do dziś. Obecnie przywdziewa jednak trykot Olbii. W Serie C zagrał już ponad 80 razy, póki co strzelając 7 goli. Nie jest to imponujący dorobek, ale warto nadmienić, że obecny sezon zaczął od trafienia w spotkaniu z Ceseną. Może coś się ruszy?

Marc Vales: Andora-Polska 1-4 (12.11.2021r.)

Dwa miesiące po stracie gola z San Marino, przyszedł czas na to, by Orły Sousy nie potrafiły zachować czystego konta także w starciu z Andorą. Polscy kibice mogli zacząć szydzić, że biało-czerwoni mieliby problem z zagraniem na zero z tyłu nawet w pojedynku z posągami z Wysp Wielkanocnych.

Tym razem w rolę egzekutora wcielił się doświadczony Marc Vales. Facet, który z nie jednego pieca jadł chleb. Na swoim koncie ma występy w klubach z Norwegii, Finlandii a nawet Malezji. To było jego piąte trafienie w narodowych barwach. To plasuje go na drugim miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii andorskiej kadry, a chłop przecież jest środkowym obrońcą.

W wywiadzie udzielonym angielskim mediom przed meczem z Synami Albionu w czasie eliminacji do ostatniego mundialu, żartował, że przyjeżdżając na kadrę zabiera buty do joggingu zamiast piłkarskich korków, bo większość czasu i tak spędza goniąc za futbolówką. Bronił też idei brania udziału w eliminacjach przez drużyny z góry skazane na porażkę, jak Andora czy San Marino, wskazując na progres jaki poczynił Luksemburg. I my się z tym absolutnie zgadzamy. A gdy te zespoły stracą kiedyś wiarę w sens dalszego biegania za rywalami, to niech przypomną sobie miłe chwile w meczach z Polakami. Przecież kiedyś zagrają z nami ponownie…

Rafał Gałązka

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑