Wysokie zwycięstwo Wisły w cieniu problemów nie tylko sportowych

Sierpień krakowska Wisła zakończyła efektownym zwycięstwem nad Arką Gdynia. Tymczasowo studząc poziom frustracji kibica Białej Gwiazdy, bo kończący się miesiąc dostarczył potężnej dawki negatywnych emocji. W niedzielę Wisła Kraków wysoko 5-1 pokonała Arkę Gdynia, budząc nadzieję na lepsze jutro. Okazałe zwycięstwo jednak zeszło na drugi plan, bo od poniedziałkowego ranka głośno było o festynowej awanturze.

Jak się przełamać to w meczu z Arką

Osiem punktów w pierwszych sześciu meczach to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Po bolesnej porażce z Odrą Opole kibice Białej Gwiazdy w stanowczy sposób wyrazili swój przekaz w kierunku władz klubu oraz trenera Radosława Sobolewskiego. Bezbramkowy remis ze słabą Stalą Rzeszów, wyjazdowa porażka w Tychach i bolesne 1-3 ze wspominaną Odrą to jasny sygnał, że w maju znowu może być wielkie rozczarowanie przy Reymonta. W wymienionych meczach trener Sobolewski w każdym z tych spotkań wystawiał inną linię defensywy. Czyste konto w tym sezonie udało się zachować tylko raz. Z szesnastą w tabeli Stalą Rzeszów.

Najsłabszym punktem w zespole Sobola zdecydowanie jest bramkarz, Alvaro Raton. Wisła nigdy nie słynęła z dobrej ręki do bramkarzy. Nawet w erze Bogusława Cupiała, gdy w Krakowie grali jedni z najlepszych, to bramkarz był najsłabszym ogniwem. Ostatnio na Twitterze krążył filmik z komplikacją „interwencji” hiszpańskiego goalkeepera. Wyraźnie obrazujący największe mankamenty w jego grze, które co tydzień potrafi zaprezentować krakowskiej publiczności. Podobnie było podczas niedzielnego meczu z Arką. Praktycznie każde dośrodkowanie w pole karne Wisły, to potencjalna okazja na bramkę. Dodatkowo sposób, w jaki Hiszpan wprowadza piłkę do gry, również pozostawia wiele do życzenia.Wczoraj kilkukrotnie „popisywał się” podaniami adresowanymi pod nogi piłkarzy Odry lub poza linię boczną boiska. Jeśli chodzi o rywalizację w bramce Wisły, to aspekt sportowy broni Ratona tak, jak on sam na boisku.

Nadzieją dla defensywy Wisły na pewno jest powrót Alana Urygi, który w meczu z Arką wystąpił w pierwszym składzie.W prawdzie Wiślakom nie udało się zagrać na zero z tyłu, ale jego obecność dała sporo spokoju w tyle. W ostatnich spotkaniach, gdy Wisła traciła bramkę, nagle gubiła pewność siebie i przypominała trafionego ciosem pięściarza, który utrzymuje się na miękkich nogach i czeka na kolejne ciosy rywala. Świetnie pokazały to spotkania z Polonią Warszawa, czy Odrą. W Warszawie w zasadzie gong kończący walkę uratował Wisłę, bo skończyło się na 4-3. Do pozytywów wczorajszego meczu dopisać należy skuteczność Białej Gwiazdy, która ostatnio tak zawodziła. Bohaterem meczu był Angel Rodado, który od samego początku wykazywał spore zaangażowanie. Wielokrotnie przepychał się z obrońcami Odry i co najważniejsze potrafił utrzymać piłkę z przodu.


W ubiegłym sezonie wyjazdowe starcie z Arką było przełomowym momentem udanej rundy wiosennej. Nadzieję na podobny scenariusz ma trener Sobolewski, choć za tydzień Wiślaków czeka poważniejszy sprawdzian. Mecz z liderującą Miedzią Legnica pozwoli nam odkryć czy wysokie zwycięstwo w niedzielę było tylko chwilowym przykryciem problemów w Krakowie.

Wiślacki Midas

W ostatnich latach Wisła to klub, który jest przeciwieństwem Midasa. Większość zawodników, którzy trafiają do Wisły, nagle przestaje prezentować swój dotychczasowy poziom. Wielu zawodników, którzy zapowiadani byli jako wielcy kozacy, mający „zjeść 1 ligę”, nagle okazują się przeciętnymi piłkarzami, jakich w niej wielu. Podobnie sytuacja wygląda z trenerami. Peter Hyballa, Adrian Gula, Jerzy Brzęczek to trenerzy, którzy w ostatecznym rozrachunku polegli na ławce trenerskiej Białej Gwiazdy. Na najlepszej drodze, by dołączyć do tego grona, jest też Radosław Sobolewski, który podczas wczorajszej konferencji prasowej, spotkanie z dziennikarzami rozpoczął od słów: „Cokolwiek nie powiem… Powiem w ten sposób, to ktoś odbierze źle, powiem w inny, też będzie źle, więc chciałbym tylko serdecznie podziękować chłopakom za to spotkanie.”

Ostatnio dla klubu, a przede wszystkim dla trenera jest to ciężki czas. Z każdej strony spada krytyka. Zaczynając od zarządu, poprzez formę piłkarzy i kończąc na sztabie szkoleniowym. Jarosławowi Królewskiemu zarzuca się, że po kolejnych niepowodzeniach w klubie wymyśla tematy zastępcze. Tematy, które mają przysłonić rzeczywistą sytuację Wisły. Dziś planowane jest spotkanie zarządu, podczas którego jednym z tematów dyskusji ma być przyszłość trenera Sobolewskiego. Kibice czekają na komunikat, co dalej z Sobolem. Jednak we wczorajsze przedpołudnie „temat zastępczy” znalazł się sam. Jakby kłopotów w Wiśle było mało, to w serwisie Sportowe Fakty ukazał się artykuł poświęcony weekendowym wydarzeniom z udziałem bramkarza Puszczy Niepołomice – Kewina Komara oraz… „kiboli Wisły Kraków”. Ale jak dobrze wiemy, temat Wisły przyciąga uwagę każdego. Nieważne czy informacje są pozytywne, czy negatywne, zweryfikowane, czy nie…


Ostatnio głośno było o starciu kibiców w Radłowie, gdzie podczas turnieju piłkarskiego organizowanego przez kibiców Unii Tarnów zginął kibic Zagłębia Sosnowiec. Wtedy również nie zweryfikowano dokładnie informacji z tamtych wydarzeń i dostało się kibicom… Wisły Kraków. Podobnie dziś, czytamy o festynowej awanturze z udziałem bramkarza Puszczy rzekomo spowodowanej przez społeczność Wisły. Dzisiaj recepta na zainteresowanie tematem jest banalna. Negatywne informacje łączysz z Wisłą Kraków i sukces gwarantowany. Oczywiście taki stan rzeczy to nie przypadek, bo przypisywanie kolejnych afer do społeczności Wisły to bez wątpienia skutek tej gorszej przeszłości.

W ten o to sposób wczorajsze wysokie zwycięstwo nad Arką Gdynia przykryte zostało kolejną negatywną informacją. A słowa Sobola podczas pomeczowej konferencji były trafniejsze, niż wybór pierwszego bramkarza. Choć w ten weekend sportowo Wisła zrobiła wszystko dobrze.

Marcin Gala

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑