„To ty musisz wskazać sumę. Sam widzisz, że w Milanie naprawdę możesz mieć wszystko” – taką kwestią Silvio Berlusconi (grany przez genialnego Toniego Servillo) starał się przekonać niezdecydowanego piłkarza do podpisania kontraktu z Milanem w filmie „Oni” w reżyserii Paolo Sorrentino. Mimo że ta scena jest jedynie fikcją fabularną, wydaje się ona być dosyć realistyczna. Gdy Berlusconi chciał pozyskać jakiegoś piłkarza, był w stanie przychylić mu nieba. Niedługo miną dwa miesiące od śmierci byłego premiera Włoch i właściciela Milanu. W jaki sposób Il Cavaliere został zapamiętany przez swoich piłkarzy, współpracowników czy przeciwników?
Czas apokalipsy w Mediolanie
Wszyscy piłkarze Milanu, którzy między 1986 a 2017 rokiem mieli przyjemność (w ostatnich latach panowania Silvio raczej wątpliwą) gry w drużynie ze stolicy Lombardii, co najmniej raz musieli doświadczyć mniej więcej podobnej sytuacji. Poranek w Milanello, ośrodku treningowym Milanu położonym ok. 40 km od Mediolanu. Zawodnicy są już przebrani i właściwie gotowi na to, żeby wyjść na płytę boiska i rozpocząć trening. Ale ciągle siedzą w szatni, z delikatną nerwowością na coś czekają. W końcu w oddali daje się słyszeć donośny huk. Ten hałas może oznaczać tylko jedno – Berlusconi ląduje w swoim helikopterze. Za parę minut spotka się z trenerem, żeby przekazać mu swoje uwagi, a następnie wygłosi mowę motywacyjną do piłkarzy.
To jednak właśnie cały Berlusconi. Człowiek, który zachowuje się w teatralny sposób, doskonale wie, czego chce, i dlatego jest wybitnym prezydentem, miłośnikiem futbolu na najwyższym poziomie. Same zwycięstwa mu nie wystarczają. W czasach jego największego zaangażowania w politykę rzadko pokazywał się w Milanello, a na stadion przychodził tylko przy okazji hitów piłkarskich – derbów Mediolanu albo pojedynków z Barceloną czy Juventusem. Trwało to latami i choć może trudno to zrozumieć, a jeszcze trudniej wyjaśnić, hałas zbliżającego się helikoptera, którym przylatywał, za każdym razem był dla nas zastrzykiem pozytywnej energii. Typowy syndrom opuszczonego psa: kiedy pan wraca, zaczyna merdać ogonem. Gdy jednak już pojawiał się w Milanello, rozmawiał z całą drużyną, motywował nas (pod tym względem zawsze będzie postrzegany jako geniusz, jako prezydencka wersja Conte), po czym zapraszał na spotkania w cztery oczy do pokoju mieszczącego się obok szatni, niedaleko boiska. Najdłużej zazwyczaj przesiadywał z Inzaghim – czasem nawet do niego dzwonił. Zawsze mieli temat do dyskusji. (…) dla niego futbol był sacrum, a polityka profanum
W taki sposób Berlusconiego wspominał w swojej biografii Andrea Pirlo. Dźwięk śmigieł działał motywująco jednak nie tylko na niego. Podobne doświadczenia miał Ruud Gullit:
W Milanie przekonałem się, jak serio można traktować trening. Gdy remisowaliśmy, rozpętywało się piekło. Sam Silvio Berlusconi potrafił przyjść i nas złajać, a w sobotę przed następnym meczem przylatywał helikopterem do Milanello
Podróże helikopterem pasowały do wizerunku Silvio. Człowieka, który na przełomie lat 70. i 80. rzucił wyzwanie włoskiej telewizji publicznej RAI. Wkrótce stał się właścicielem trzech ogólnokrajowych kanałów telewizyjnych – Canale 5, Italia 1 oraz Rete 4. Królem komercji, którego było stać na kupno ukochanego klubu jego ojca, Milanu. Włoski dziennikarz sportowy, Roberto Beccantini, po latach analizował:
Silvio Berlusconi był prawicowym politykiem, który przeprowadził lewicową rewolucję w piłce nożnej. (…) Lewicową w sensie przełomu estetycznego, wizji pełnej treści, a nie tylko substancji takich jak wille czy skandale. W garniturach, a nie dżinsach. (…) Milan Silvio. Kiedy przybył na stadion w akompaniamencie Cwału Walkirii oraz helikopterów, śmialiśmy się z niego, ale nie tylko z niego. Wydawało nam się, że jest jak Scrooge [Ebenezer, bohater „Opowieści wigilijnej” Charlesa Dickensa – K.P.], jak bauscia [w dialekcie lombardzkim to słowo oznacza kogoś lubiącego się przechwalać lub też konserwatywnego przedsiębiorcę; dodatkowo określano w ten sposób też kibiców Interu – K.P.], dowódca armii jakiegoś maleńkiego atolu. Miał zostać zjedzony przez zarozumiałość, arogancję i konkurencję. Przeciwnie, stał się admirałem szóstej floty. Jego Milan. Ten Milan.
Kochliwy Silvio
Berlusconi potrafił bez pamięci zakochać się w danym piłkarzu i naciskać na trenera, aby wystawiał go w pierwszym składzie. W taki sposób do Milanu pod koniec lat osiemdziesiątych trafił Claudio Borghi. Prezydent Milanu nalegał na Arrigo Sacchiego, żeby Argentyńczyk dostał prawdziwą szansę w pierwszym zespole, po tym jak wrócił z wypożyczenia do Como. Sacchiemu udało się jednak wtedy obronić przed natarczywością Berlusconiego i ściągnąć do Milanu Franka Rijkaarda. Inną miłostką włoskiego milionera był Klaas-Jan Huntelaar. To właśnie przy pomocy Holendra Berlusconi przekonywał Andreę Pirlo do pozostania w Milanie w 2009 roku: „Andrea, kupiliśmy Huntelaara, dlatego musisz zostać z nami”.
Ancelotti wspominał, że:
Kiedy postanowiłem posadzić na ławce jednego z jego faworytów, zdarzało mi się nawet z nim pokłócić. W końcu zawsze byli to utalentowani piłkarze z wielkimi umiejętnościami, więc prezes nie mógł patrzeć, jak grzeją ławę. Kiedyś takim zawodnikiem był Ronaldinho, wcześniej spotkało to Rui Costę. Berlusconi uwielbiał też van Bastena i Savicevica. Jest wielkim fanem Kaki, choć w pewnym momencie postanowił go sprzedać.
W swojej biografii, napisanej przez Alana Friedmana, Berlusconi zarzekał się, że nigdy nie narzucił żadnemu trenerowi swojego ustawienia taktycznego. Jedynie je sugerował. Do legendy przeszło już nagabywanie przez Silvio kolejnych szkoleniowców, aby koniecznie wystawiali dwóch napastników w pierwszym składzie. Co by nie mówić, jego wpływ na rozwój piłki nożnej we Włoszech był ogromny. Beccantini twierdził, że Berlusconi:
Lubił być poinformowanym, ustalał wyjściowy skład i zanim uwierzył w swoją boskość – do tego czasu wielu innych uznało go za Boga od momentu objawienia w Milanello – naznaczył i przemienił ten sport
Polityka wygrała z piłką?
Związki Berlusconiego z polityką sięgają już lat 70. i 80., a więc okresu, w którym narodziła się jego finansowa i medialna potęga. Miał bardzo bliskie relacje z Bettino Craxim, socjalistą, premierem Włoch w latach 1983-1987. Craxi był ojcem chrzestnym córki Silvio, Barbary oraz świadkiem Berlusconiego na jego ślubie z Veronicą Lario.
Do wejścia na włoską scenę polityczną Il Cavaliere został niejako zmuszony z powodu afery łapówkowej Tangentopoli. Jej twarzą został właśnie Craxi, którego reputacja została zrujnowana. W 1994 roku Berlusconi założył partię Forza Italia, której sztandarowym hasłem było niedopuszczenie do przejęcia władzy we Włoszech przez komunistów. W mniej niż pół roku, dzięki swojej popularności i zmyślnym układom politycznym, udało mu się wygrać wybory i objąć urząd premiera Włoch. I chociaż na tej pozycji utrzymał się tylko przez 8 miesięcy, był to dopiero początek jego politycznej kariery.
Nowa działalność prezydenta musiała odbić się również na samym klubie. Berlusconi nie miał jednak oporów, żeby dyskutować ze swoimi piłkarzami na wszystkie tematy. Marcel Desailly, który był piłkarzem Milanu w latach 1993-1998, wspominał:
Mówił, że nie ma nam [piłkarzom – K.P.] nic do powiedzenia, po czym gadał przez 45 minut: tłumaczył nam, że jeśli rozpocznie karierę polityczną to tylko po to, żeby bronić swoich interesów i zapewnić dobrą przyszłość swoim dzieciom. Był przekonany, że Agnelli pragnie doprowadzić go do ruiny
Agnelli, a więc koncern Fiata, ale przede wszystkim Juventus. W tamtym momencie na czele turyńskiego klubu ciągle stał Gianni Agnelli, nazywany L’Avvocato, czyli adwokat. Kolejna fundamentalna postać w XX-wiecznej historii Włoch. Słynął ze swego nieprawdopodobnego powodzenia u kobiet. Plotki mówiły o tym, że jego urokowi mogła poddać się nawet Jacqueline Kennedy, a więc małżonka prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego. Sam Agnelli miał wobec Berlusconiego sprzeczne uczucia:
Zniszczył futbol, zmieniając go ze sportu miejskiego w telewizyjne show. Porównałbym jego Milan do Harlemu Globetrotters, a samego Berlusconiego do szefa Madison Square Garden. Wszystko, co złe dla nas zaczęło się od Donadoniego [Donadoni trafił do Milanu w 1986 roku, a więc tuż po przejęciu Milanu przez Berlusconiego – K.P.]. Atalanta przez długi czas była naszym regularnym dostawcą zawodników. To był jasny i mocny sygnał, drastyczna i radykalna zmiana. Nikt i nic nie mogło pozostać takie, jak było. Powiedziawszy to, oklaskiwałem i zazdrościłem jego Milanowi
Szczyt politycznej potęgi Berlusconiego przypadł na początek XXI wieku. Funkcję premiera Włoch pełnił w latach 2001-2006 oraz 2008-2011. Sukcesy na tym polu nie pozostały niezauważone przez pracowników klubu. Silvio zdecydowanie rzadziej pojawiał się w klubie, nie miał tyle czasu na dyskusje z trenerami i piłkarzami. Ancelotti pisał, że:
W moim ostatnim sezonie w tym klubie [2008/2009 – K.P.] odbyłem z nim tylko kilka rozmów telefonicznych poświęconych konkretnym sprawom. Od czasu do czasu dzwonił zapytać, jak mają się piłkarze i jaki skład zamierzam wystawić
Człowiek w żółtym krawacie
Silvio mniej angażował się w codzienną działalność swojego ukochanego klubu, ale mógł liczyć na swoich współpracowników. A szczególnie na jednego człowieka. Dla kibiców Milanu nieodłącznym elementem 30-letniej ery panowania Silvio Berlusconiego w Milanie jest postać Adriano Gallianiego. Osoba, która na pierwszy rzut oka może wydawać się mało sympatyczna, stała za wszelkimi działaniami podejmowanymi przez Milan na rynku transferowym. Łysa głowa, żółty krawat i wulkan emocji na trybunach – to jego trzy cechy rozpoznawcze. Jednak początkowo jego znajomość z Berlusconim nie miała piłkarskiego charakteru:
Dostarczałem urządzenia pod wysokim napięciem do stacji Telemilano i pewnego dnia Berlusconi zaprosił mnie do swojego pałacu w Arcore. Czytałem o nim wcześniej, był klientem mojej firmy, ale nigdy nie poznałem go osobiście. Nie wiedziałem, czego ode mnie chce. (…) Siedzieliśmy w salonie w Arcore. Poprzedniego wieczoru przyleciałem do Mediolanu z Tokio, gdzie uczestniczyłem w konferencji na temat sprzętu elektronicznego, byłem więc wykończony długą podróżą. Berlusconi posadził mnie i spytał bez ogródek, czy jestem w stanie zbudować dla niego system nadawczy dla trzech kanałów telewizyjnych o zasięgu krajowym. (…) Odparłem, że mogę to zrobić, a on od razu poinformował mnie, że chce kupić połowę udziałów w moje firmie. Poprosił, bym podał swoją cenę, a on ją zapłaci. Patrzyłem na niego chyba z minutę, a potem powiedziałem tylko: „Miliard lirów”. Odpowiedział: „Zgoda!”. Ubiliśmy interes. Uścisnęliśmy sobie dłonie, opuściłem pałac i tak właśnie zaczęła się moja przygoda”.
W taki sposób, w 1979 roku, Galliani z Berlusconim rozpoczęli kilkudziesięcioletnią współpracę, która zakończyła się dopiero wraz ze śmiercią Silvio. Co ciekawe, Galliani odradzał Silvio zakup Milanu w 1986 roku. Uważał, że taka inwestycja to studnia bez dna. Berlusconi go jednak wtedy nie posłuchał.
Jedyny w swoim rodzaju
Berlusconi słynął ze swoich licznych nieszablonowych zachowań. Nie tylko na salonach politycznych, ale również w światku piłkarskim. W trakcie prezentacji Roberto Baggio w 1995 roku: „Berlusconi, uśmiechnięty od ucha do ucha, próbował podejść z piłkarzem do fotografów i przed kamery. – Pokaż kucyk – rzucił. Roberto opierał się. Nie spodobało mu się to. Silvio nie poddał się i rzucił żart w swoim stylu: – Będziesz dzielić pokój z Weah. Wtedy w nocy będziesz się bać. Mało kto się zaśmiał”.
Maj 2003 roku. Ancelotti przytacza kulisy ostatnich przygotowań Milanu przed finałem Ligi Mistrzów z Juventusem, w których Berlusconi brał aktywny udział:
Ostatnia odprawa miała miejsce w naszym ośrodku szkoleniowym, tuż przed odlotem na Old Trafford. Brali w niej udział wszyscy zawodnicy, w dresach. A także ktoś jeszcze – ktoś ubrany nieco lepiej, bardziej elegancko: Silvio Berlusconi. Siedział między chłopakami, chciał wziąć w tym wszystkim udział. Duże wrażenie zrobiła na mnie już sama jego obecność. Rozdałem zawodnikom kartki z rozpisaną taktyką oraz schematami gry. Berlusconi także poprosił o zestaw dla siebie (…) Berlusconi siedział i przysłuchiwał się, jak przydzielam pozycje poszczególnym piłkarzom. Jeśli znam go choć trochę, to jestem absolutnie przekonany, że w tamtej chwili najbardziej na świecie pragnął również znaleźć się w składzie – oczywiście tym wyjściowym. Trochę się bałem, że powiem coś głupiego. Na koniec odprawy zapytałem nawet:
– Panie prezesie, i jak mi poszło?
– Świetnie, Carlo, wypadłeś wspaniale. Wygramy dzisiaj, zobaczysz
Latem 2010 roku do Milanu trafił Zlatan Ibrahimović. Szwed mógł zagrać w barwach Rossonerich już 4 lata wcześniej. W 2006 roku, po karnej degradacji Juventusu do Serie B, w kolejce po Zlatana ustawiły się oba mediolańskie kluby. Berlusconi miał spotkać się z Ibrą w restauracji Giannino. Jednak błyskawiczna interwencja MassimoMorattiego i Marco Branki przekonała Zlatana do przejścia do Interu. Z kilkuletnim opóźnieniem, ale Milan w końcu dopiął swego.
Silvio przywitał mnie w klubie, a później razem udaliśmy się na trybunę, oglądać pierwszą połowę [meczu Milan-Lecce – K.P.]. Musiałem usiąść dwa miejsca dalej niż on, z jakiegoś politycznego powodu. Zawsze było jakieś zamieszanie wokół tego człowieka. Jednak wtedy wszystko było dość spokojne, przynajmniej w porównaniu z tym, co zdarzyło się później, kiedy wyszła na jaw sprawa z tymi dziewczynami, procesy i tak dalej
Intrygujący jest fakt, że w innej wersji tej historii Zlatan wspomina, że usiadł kilka miejsc dalej, ponieważ do Silvio dosiadła się jakaś piękna kobieta. Drugi wariant tej anegdoty na pewno lepiej się sprzedaje, ale zarazem nie jest nieprawdopodobny.
Niezależnie od wszystkiego trzeba przyznać, że w historii było mało osób, które o futbolu potrafiły opowiadać tak barwnie jak Berlusconi. Nawet jeśli powodowało to delikatne uśmiechy na twarzach zawodników – tak jak miało to miejsce przy słynnej lekcji, której Silvio udzielił początkującemu na stanowisku trenera Milanu Pippo Inzaghiemu.
Piłka nożna jest dla mnie uniwersalną metaforą życia. To narodowa pasja nie tylko we Włoszech, ale i na całym świecie. Przedstawia kontrast pomiędzy dobrem i złem, pomiędzy przyjaciółmi oraz wrogami, występuje tam również sędzia, który musi być bezstronny. Tak samo jak w życiu. Istnieje jakiś wróg i musisz stawić mu czoło, musisz pragnąć być od niego lepszym i dążyć do tego, by go pokonać w dobrym stylu, musisz rozegrać to pięknie, a nie w sposób niedbały. Musisz przekonać wszystkich, którzy cię obserwują, że jesteś najlepszy, tak jak musimy robić w życiu
fot. commons.wikimedia.org
Dodaj komentarz