Kolejka niespodzianek, czyli jeszcze są emocje na górze. Podsumowanie 12 kolejki Bundesligi.

            Bundesliga wróciła i to z jakim impetem! Od razu na klatę dostaliśmy parę zaskakujących rozstrzygnięć. Wpadki Bayernu, Wolfsburga i Freiburga, Union górą w derbach stolicy i karnawał w Moguncji – to wszystko od razu po przerwie reprezentacyjnej. Jak do tego doszło? Ja wiem i Wam o tym napisałem. A więc… Here we go!

            Pierwszy mecz i od razu emocje, gdyż mieliśmy do czynienia z derbami Bawarii – na WWK Arena Augsburg gościł mistrza Niemiec i lidera Bayern. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, jak wysoko gospodarze wyszli na ten mecz. Agresywnie podchodzili do każdego zawodnika rywali. Do tego atakowali ciekawie rozegranymi kontrami i takim właśnie sposobem objęli prowadzenie. Mats Pedersen podał w tempo do rozpędzonego Iago, poszło dośrodkowanie, piłka została źle wybita, dopadł do niej Pedersen i płaskim strzałem pokonał Manuela Neuera. Postronny kibic takiego stanu rzeczy raczej się nie spodziewał, a co dopiero dwubramkowej zaliczki podopiecznych Markusa Weinzierla! Znowu Augsburg stworzył akcję po lewej stronie boiska, skąd dograł w pole karne Iago, pojedynek główkowy wygrał Andre Hahn i nagle na tablicy wyników pojawiło się 2:0. Trzy minuty po drugiej bramce jedną z nielicznych szans zrobili goście. Benjamin Pavard podał w pole karne, piłkę przedłużył Thomas Mueller, na czystej pozycji znalazł się Robert Lewandowski, który takie okazje niemal zawsze wykorzystuje. Gol kontaktowy zapowiadał pełną emocji drugą połowę. Wyglądała ona jednak następująco: Bayern bił głową w biały mur utworzony przez gospodarzy, a przeciwnicy coś tam próbowali wskórać z kontr. Nic jednak z obu stron nie wyszło i Augsburg mógł się cieszyć z trzeciego zwycięstwa z Lewandowskim i spółką w historii Bundesligi. Co ciekawe, we wszystkich wygranych mieli tego samego trenera – Weinzierla. Lecz to był pierwszy raz, kiedy ich pokonali, gdy rywale z Monachium nie mieli zapewnionego mistrzostwa.

            Wpadkę monachijczyków próbowała wykorzystać Borussia Dortmund. Na Signal Iduna Park, gdzie jeszcze nie stracili nawet punktu, podejmowała Stuttgart w słabej formie. Jednak w pierwszej połowie to goście lepiej wyglądali i stwarzali sobie okazje z kontry, ataku pozycyjnego, stałe fragmenty gry też wykonywali niczego sobie. Tanguy Coulibaly przegrał rywalizację oko w oko z Gregorym Kobelem.  A BVB tak jakby bez pomysłu, na stojąco chcieli wygrać ten mecz. Donyell Malen w dogodnej sytuacji nie skierował piłki do bramki. Gra była płynna, mało fauli. Tak dotarliśmy do przerwy – z szansami na otwarcie wyniku, ale bez konkretnych zdobyczy. Worek z golami otworzył się w 56. minucie. Malen znalazł się na osiemnastym metrze z futbolówką dostarczoną przez Raphaela Guerreiro i postanowił strzelać. Poszedł jeszcze rykoszet i Florian Mueller tylko patrzył jak, piłka wlatuje do siatki. Wydawało się, że po tym gra gospodarzy się uspokoi, zaatakują nieraz i na luzie doprowadzą wynik do końca. Lecz mecz bez błędu obrony dniem straconym. Strata szefa defensywy Manuela Akanjiego, prostopadle Atakan Karazor do Roberto Massimo, ten jeszcze złapał „na raz” Matsa Hummelsa i był remis. Ostateczne słowo po wielu minutach męczarni należało do podopiecznych Marco Rosego. Marco Reus biegł z kontrą ponad połowę boiska i idealnie zgrał do Thorgana Hazarda. Jego próbę obronił Mueller, ale w odpowiednim miejscu był Reus i ustalił wynik spotkania na 2:1. W bólach, ale komplet został w Dortmundzie. Strata do Bayernu ponownie wynosi punkt. A Stuttgart spada za Augsburg. U Matarazzo ból głowy.

            Nie najlepiej wyglądała również sytuacja Arminii w tabeli, a na SchuecoArena przyjechał rozpędzony Wolfsburg. Szybko musiał jednak wyhamować, ponieważ gospodarze odważnie na nich wyszli i to przyniosło efekt już w 11. minucie. Odbiór w środkowej strefie boiska, w stronę bramki pędzi Patrick Wimmer, mięciutko dogrywa do Masayi Okugawy, który w dość efektowny sposób zdobył gola. Japończyk był najaktywniejszym zawodnikiem w pierwszej połowie. Niestety przez kontuzję Wimmer musiał przedwcześnie zejść na ławkę. Próby gości na wyrównanie za każdym razem paliły na panewce, więc wszyscy schodzili na przerwę z wynikiem 1:0 dla podopiecznych Franka Kramera. W drugiej odsłonie mieliśmy do czynienia z rzutem karnym po faulu Kevina Mbabu na Alessandrze Schoepfie. Jedenastkę wykorzystał etatowy piłkarz do tego wyznaczony Fabian Klos. Florian Kohfeld postanowił wprowadzić na boisko Dodiego Lukebakio i to okazało się strzałem w dziesiątkę. Szybko Belg zapisał się w protokole, gdyż podał idealnie na pustą bramkę do Wouta Weghorsta, a Holender takich sytuacji nie marnuje. Gol kontaktowy stał się faktem, a minutę później przyjezdni już remisowali! Futbolówka odzyskana przez Weghorsta została odegrana do Maximiliana Philippa. Ten podał do Lucasa Nmechy, który kropnął pod poprzeczkę bramki strzeżonej przez Stefana Ortegę. Obie strony podzieliły się punktami i chyba każdy jest zadowolony: Arminia pomału ciuła sobie punkty niezbędne do utrzymania, a z przebiegu meczu Wolfsburg może zwrócić uwagę na efektowny comeback. Dobre widowisko stworzono w Bielefeldzie.

            Na tak dobrą grę swoich pupili nie mogą liczyć kibice RB Leipzig. W tej serii spotkań pojechali do Sinsheim, gdzie najbardziej nierówny zespół w Bundeslidze – Hoffenheim – chciał napsuć krwi gościom. Czy im się udało? Tak, zagrali wręcz fenomenalnie. A zaczęło się to wszystko od rzutu rożnego w pierwszym kwadransie gry. Wykonywał go Dennis Geiger, minął się z piłką Peter Gulacsi, a głową gola strzelił Diadie Samassekou. Potem cały czas gospodarze dążyli do podwyższenia prowadzenia, ale powoli rehabilitował się bramkarz Lipska. Po drugiej stronie nie działo się nic. Wszystkie próby ataku były duszone w zarodku. Ofensywa zupełnie nie istniała w przeciwieństwie do podopiecznych Sebastiana Hoenessa. Druga połowa obrazu gry nie zmieniła. Ostatecznie strzelono na 2:0. Piłkę przechwycił od Tylera Adamsa Munas Dabbur. Pobiegł w pole karne i precyzyjnie wykończył akcję, którą sam stworzył. Były również okazje na 3:0, ale niecelnie trafiali między innymi Ihlas Bebou i Florian Grillitsch – obili po razie słupek w tej samej akcji. Współczynnik xG w Hoffenheim wynosił ponad 3, podczas gdy u gości 0,2. Tragiczne spotkanie klubu spod szyldu Red Bulla. Zasłużone zwycięstwo Wieśniaków i szansa na drugie zwycięstwo z rzędu stoi otworem – następna kolejka bowiem w Fuerth.

            À propos beniaminka – była „szansa” na 10 porażkę z rzędu w wykonaniu Greuthera. Wyzwania pokonania ich podjęła się Borussia Moenchengladbach… co nie było trudne. 9. minuta, Lars Stindl prostopadle do Jonasa Hofmanna, a ten pokonuje Mariusa Funka. Nie zapowiadało się na odwet podopiecznych Stefana Leitla. BMG dalej atakowało. Nie trafiali do siatki Patrick Hermann i Joe Scally. Funkowi chyba wiedział, że przegrają, więc postanowił sam podać do Floriana Neuhausa, który władował bramkę na 2:0. Następnie słupek Stindla, niecelnie Denis Zakaria, który wyjątkowo zagrał na środku defensywy, a Alessane Plea przegrał rywalizację z bramkarzem Fuerth. No ale trzeci gol wreszcie wpadł. Plea i Stindl pograli klepką i Francuz mógł cieszyć się ze swojej zdobyczy. Do przerwy 3:0. Nie trzeba nic komentować. Jeszcze na 4:0 ustalił wynik spotkania Hofmann, który skończył mecz z doppelpackiem, a asystował mu Stindl – hattrick ostatnich podań, mimo że to tylko Greuther, to zasługuje na brawa. Widowisko takie, jakie wszyscy się spodziewali, czyli jednostronne. Być może to początek dobrej passy Źrebaków, ale poczekajmy przed następną serię spotkań, bo tam czeka na nich Koeln.

            Jak już mówimy o beniaminkach, to trzeba wspomnieć o ambitnych piłkarzach Bochum. Pojechali na BayArenę sprawić tam niespodziankę. Niestety to się nie udało, chociaż Elvis Rexhbecaj był blisko zaskoczenia Lukasa Hradecky’ego z dystansu na początku spotkania, ale trafił w słupek. Od razu poszła akcja w drugą stronę. Moussa Diaby na prawą stronę do Jeremiego Frimponga, ten posłał piłkę do Amine Adliego. Francuz strzelił głową tak precyzyjnie, że Manuel Riemann nie zdążył z obroną. Co prawda odbił strzał, ale już spoza linii bramkowej. Po tej bramce Bayer nie miał kontroli nad meczem, co wydaje się dziwne, gdy się gra z dużo słabszym przeciwnikiem. Gra stała się wyrównana i oba zespoły miały swoje okazje do powiększenia puli bramkowej. Notorycznie obok słupka posyłana była futbolówka przez Floriana Wirtza, akcję sam na sam zmarnował Paulinho. W klubie z Zagłębia Ruhry prym wiedli Christopher Antwi-Adjei i Takuma Asano. Wynik od 3. do ostatniej minuty się nie zmienił – 1:0 wygrał klub z Leverkusen. To pierwsze ich zwycięstwo od 7. kolejki, gdzie pokonali Arminię 4:0. A gości trzeba pochwalić za nieustępliwość do końca. Zabrakło umiejętności, by podopiecznych Gerardo Seoane ugryźć. Szkoda, ale z taką grą spokojnie mogą urwać punkty większym firmom. Okazja w następny weekend z Freiburgiem.

            Na koniec soboty długo wyczekiwane przez sympatyków Bundesligi derby Berlina. Union, czyli drużyna bez kompleksów podjął u siebie klub, który kandyduje do miana tej na europejskie puchary, ale stoi na glinianych nogach. Oczywiście dominowali gospodarze bez Tymoteusza Puchacza i Pawła Wszołka w kadrze meczowej, co powoli staje się tradycją. Szybko podopieczni Ursa Fischera ułożyli sobie mecz. 8. minuta, Christopher Trimmel wykonuje prostopadłe podanie, Marton Dardai nie trafia w piłkę, a z takich prezentów zazwyczaj korzysta Taiwo Awoniyi. Tak było i tym razem. Stadion w euforii, więc żal byłoby poprzestać tylko na takim prowadzeniu. Po pół godziny gry gospodarze podwyższyli. Rzut rożny, dośrodkowanie Niko Giesselmann notuje pusty przelot, ale do futbolówki dopada Trimmel. Płaską próbą na dalszy słupek pokonuje Alexandra Schwolowa. Następnie gospodarze kontrolowali spotkanie. Raz zadrżeli, bo gol dla Herthy początkowo został uznany, ale na spalonym znalazł się Krzysztof Piątek, co zweryfikowała analiza VAR. Po przerwie przyjezdni nic nie wskórali, a miejscowi szybkimi kontrami zaskakiwali rywali. Wynik jednak się nie zmienił i do 19 stycznia będzie można mówić, że Berlin jest czerwony. Słabe 60 minut Piątka, w końcówce wszedł Dennis Jastrzembski i zrobił trochę wiatru po lewej stronie, ale to wszystko, na co go było stać.

            W niedzielę ciekawy mecz na Europa Park Stadion – fantastyczny Freiburg kontra nieobliczany Eintracht. W tym spotkaniu goście pokazali swoją dobrą twarz, podobną do tej z Ligi Europy. Bardzo wysoki pressing, zamykanie przestrzeni w bocznych strefach boiska, przez co nieaktywni byli Christian Guenter, Vincenzo Grifo i Lukas Kuebler. No i ostatecznie dopięli swego. Jesper Lindstroem pograł sobie piłką z Kristijanem Jakiciem, ona odbiła się jeszcze o obrońcę gospodarzy i Duńczyk strzelił swoją premierową bramkę w lidze. Przed przerwą swój kunszt piłkarski pokazał Filip Kostić. Rzut wolny z prawej strony i Chorwat popisał się fenomenalnym centrostrzałem. Mark Flekken nie miał szans tego sięgnąć. To, że podopieczni Christiana Streicha skończyli mecz bez żadnej zdobyczy bramkowej, można nazwać pechem. W doskonałej formie jest Kevin Trapp, a jak już futbolówka mijała Niemca, to na posterunku stali defensorzy, którzy wybijali ją z linii bramkowej. Pierwsza domowa porażka Freiburga niestety stała się faktem. Nadal jednak utrzymują miejsce na podium. Drużyna Olivera Glasnera natomiast oddaliła się od strefy spadkowej i może spoglądać w górę. Do siódmego Lipska traci tylko 3 punkty.

            Kolejka została zamknięta na Opel Arena, gdzie miało miejsce spotkanie okrzyknięte mianem Derbów Karnawałowych – Mainz mierzyło się z Koeln. Starcie wyrównane z lekkim wskazaniem na gości. Jednak bramkę przed przerwą zdobyli podopieczni Bo Svenssona. Koncert główek zakończył Karim Onisiwo, który prostopadle zgrał do Jonathana Burkardta. Młodzieżowy reprezentant Niemiec powalił na ziemię Lucę Killiana i umieścił piłkę w siatce. Jakby tego było mało przyjezdnym, minutę później najskuteczniejszy ich piłkarz Anthony Modeste musiał zejść z murawy, gdyż doznał kontuzji. To jednak nie przeszkodziło, by wyrównać po przerwie. Z rzutu wolnego wrzucił Mark Uth, główkował Salih Oezcan i było 1:1. Następnie tak naprawdę na boisku nie działo się nic. Druga połowa upłynęła pod znakiem walki w środku pola, klarownych sytuacji jak na lekarstwo. No i zakończyło się to wszystko podziałem punktów. W tabeli Mainz jest ósme, a Koeln dwunaste. Spokojnie mogą się przygotowywać na następny weekend.

            A akurat on zapowiada się arcyciekawie. Oto niektóre mecze, które nas czekają: Wolfsburg – BVB, Koeln – BMG, Bochum – Freiburg, Eintracht – Union, Lipsk – Bayer. Ja już zacieram ręce na najbliższą serię spotkań. Jak widać, Bundesliga rozkręciła się w pełni. Oby tak dalej!

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: