Raptus, zdobywca czy wściekły buldog? Nieoczywiste losy Antonio Conte.

Zdobywca – to słowo bodaj najlepiej opisuje osobowość zwichrowanego trenera z Apulii. Conte, mimo wielu niepowodzeń nieustannie prze ku następnym wyzwaniom. Jest trochę jak mityczny, starożytny przywódca, który ulega niegasnącej żądzy podboju i ekspansji. Swego czasu „La Gazzetta dello Sport” piórem jednego ze swoich komentatorów wyraziła, że Conte potrzebuje garstki prawdziwych wojowników, a rozpęta piekło na każdym froncie i przeciw każdemu typowi przeciwnika.

Maj 2014 roku w Turynie przebiegał pod znakiem hucznego świętowania. Juventus dawno zdystansował resztę ligowej stawki i już na parę kolejek przed końcem sezonu zapewnił sobie upragnione scudetto. Sezon przebiegał pod znakiem absolutnej dominacji – w końcowej tabeli, Stara Dama zyskała siedemnaście punktów przewagi nad wiceliderem. Prowadzony przez Antonio Conte, zespół z Carlosem Tevezem, Paulem Pogbą czy Andreą Pirlo w składzie, z zabójczą determinacją kroczył po trzecie z rzędu mistrzostwo Włoch.

W ostatniej kolejce tamtego sezonu Bianconeri przystępowali do spotkania z Cagliari. Sardyńczycy już wcześniej zapewnili sobie utrzymanie we włoskiej elicie, a Juventus w dotychczasowej tabeli zgromadził rekordowe 99 punktów. Koncentracja uchodziła z zespołu Starej Damy, co błyskawicznie zauważył Conte, którego, w tydzień poprzedzający ostatni mecz sezonu, pochłonęła swoista obsesja przełamania nieosiągalnej dla nikogo wcześniej bariery 100 punktów w ligowej tabeli. Antonio nie wystarczał tytuł – on chciał wygrywać zawsze i wszędzie, przesuwać bariery, zdobywać niezbadane, sportowe lądy.  

W dniu spotkania, parę minut po tym jak rozpoczęła się przedmeczowa odprawa, do sali pełnej zawodników wparował spóźniony Gianluigi Buffon w towarzystwie dyrektora sportowego i spokojnym głosem powiedział:

– Przepraszam Panie Trenerze, ale przyszliśmy z dyrektorem, żeby wyjaśnić sprawę premii za mistrzostwo.

Conte przerwał swoją przemowę, po czym omal nie spłonął z wściekłości. Z miejsca począł miotać w kierunku Buffona rozmaite wyzwiska. Nabuzowany trener zmieszał z błotem klubową legendę, a nawet zaczął insynuować doświadczonemu bramkarzowi, że bardziej zależy mu na pieniądzach niźli na pobiciu wiekopomnego rekordu. Skonsternowani, a zarazem wstrząśnięci piłkarze migiem zostali wypchnięci na rozgrzewkę.

W rzeczywistości, dzień wcześniej Conte umówił się z Buffonem na odegranie tej teatralnej sceny. Trener chciał pobudzić rozluźniony zespół, a dzięki kapitalnej scenerii żaden z zawodników nie zorientował się, że wszystko było zaplanowaną ustawką. Juventus zgromił Sardyńczyków i osiągnął rekordowe 102 punkty. Genialny Conte dopiął swego. 

Podwórko, hrabia i kot Pankracy

Pewnego razu, Claudio Marchisio stwierdził, że Conte od pierwszego dnia spędzonego w klubie zaprowadza nowy porządek, a Christian Vieri miał powiedzieć, że ten, kto zatrudnia Antonio, zaczyna sezon od 10 punktów. Jest wizjonerem, bo jego drużyny wyglądają na boisku niczym dobrze naoliwione maszyny. Parę lat temu, jeszcze jako selekcjoner reprezentacji Italii, Conte wypowiedział słowa, które mogą służyć za motto całej, jego kariery:

Kiedy zajmujesz się futbolem, musisz go kochać całym sobą. Wychodzę z siebie, kiedy widzę zmęczenie na twarzach zawodników podczas treningów. Szału dostaję z kolei, kiedy nie widzę w nich pasji. Zawsze można ją odtworzyć, zawsze można ją mieć na tym samym poziomie, co za dzieciaka, kiedy biegało się na podwórku. To klucz do sukcesu

To niegasnąca pasja napędza ten piękny, trenerski umysł. Pasja, przez którą nie może normalnie funkcjonować i przez którą najpewniej przedwcześnie skończy szkoleniową karierę, zupełnie jak Walter Mazzari, którego wskutek nerwów dotknęły problemy kardiologiczne. Zapał Antonio hartował się w apulijskim słońcu, w Lecce, gdzie dorastał pośród zjawiskowych, barokowych uliczek. Conte, zawsze kiedy nadarza się okazja, z rozrzewnieniem wspomina czasy, gdy stawał się samodzielnym. Jak, wraz z kolegami skakał po drzewach, a po upadkach z wysokości, błyskawicznie wstawał, otrzepywał się i stawiał czoła kolejnym hecom. Słuchając, z jakim zapałem, opowiada o czasach dzieciństwa, można się przekonać o prawdziwości jego słów na temat pasji. Podwórko zapewniało mu przednią zabawę i kształtowało jego charakter.

Wejście do wielkiego, piłkarskiego świata nie było łatwe. Był 1991 rok, a młodziutki Antonio przenosił się z południa Włoch pod Piemont, do drużyny Juventusu. W ramach przedsezonowego sparingu Bianconeri wyprawili się nad Morze Śródziemne, aby zagrać z AS Monaco. Conte dostał szansę debiutu, jednak wypadł katastrofalnie. Był zagubiony, snuł się po boisku jak duch. Widać było, że aklimatyzacja w północnych Włoszech przebiegała niezbyt pomyślnie. Nazajutrz po starciu, we włoskiej prasie królował nagłówek „Błędy hrabiego (Conte w języku włoskim oznacza hrabia) w Księstwie Monaco”. Antonio zapadł się pod ziemię, jednak z pomocą swojego mentora, Giovaniego Trappatoniego, wkrótce stał się czołową postacią włoskiego calcio.

Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych jestem problemem zawsze, niezależnie od tego co się dzieje.

Antonio Conte

Mimo, że Conte wyjechawszy do Turynu, spędził tam swoje najlepsze lata, nigdy nie wyzbył się południowej mentalności. Parafrazując słynne powiedzenie Zlatana Ibrahimovicia: „Możesz wyciągnąć człowieka z Lecce, ale nigdy Lecce z człowieka.” Conte jest najbardziej temperamentnym, włoskim trenerem. Bywa i tak, że podczas konferencji prasowej wścieka się i zaskakuje zgromadzonych dziennikarzy długimi, nerwowymi wywodami, podczas których często dwukrotnie powtarza wypowiedziane wcześniej słowa. Antonio potrafi gorączkować się z zupełnie błahych powodów. Kiedy zdecydował się na przeszczep włosów, włoscy satyrycy śmiali się, że Conte ma na głowie kota Pankracego, co nie na żarty wkurzyło Apulijczyka. Z kolei, gdy Marco Materazzi niewinnie zażartował, z dziwacznej fryzury trenera, Conte stwierdził, że legenda Interu Mediolan została pozbawiona mózgu.   

 Ogień w oczach, taktyka i bezgraniczna burza

Było ciepłe popołudnie 2012 roku, kiedy Gennaro Gattuso, wówczas zawodnik AC Milanu, zrelaksowany zapadł się w kanapie i wprawnie, posługując się pilotem, włączył telewizor. Zupełnym przypadkiem natrafił na audycję pokazującą na żywo jednostkę treningową Juventusu. Kamera zarejestrowała jak trener turyńczyków, Antonio Conte tuż po zakończeniu zajęć zebrał wokół siebie całą, swoją drużynę i wygłosił dwunastominutową, płomienną mowę motywacyjną. Gattuso, mimo że bezpieczny siedział w swoim domowym salonie, na własnej skórze poczuł entuzjazm i pasję, które kipiały z przemowy trenera rywali. Odprawa wbiła w siedzenie legendę Rossonerich do tego stopnia, że całe wydarzenie przypominało mu jedyny w swoim rodzaju występ Ala Pacino z „Męskiej gry”. Po obejrzeniu transmisji Gattuso po raz pierwszy doszedł do wniosku, że w lidze wyrasta im poważny konkurent, a era senatorów, takich jak on, powoli dobiega końca.  

Gdybym miał cofnąć czas i zmienić jedną rzecz, na pewno w naszej szatni na Juventus Stadium nie wybrałbym drugi raz miejsca obok Buffona. Znajduję się ono zaraz przy drzwiach wejściowych. Wbrew pozorom to najbardziej niebezpieczne miejsce w całym Turynie, zwłaszcza pomiędzy pierwszą i drugą połową meczu. W przerwie Conte wchodzi do szatni i nawet jeśli wygrywamy, rzuca wszystkim, co akurat znajdzie pod ręką – najczęściej w kierunku mojego narożnika. Prawie zawsze są to plastikowe butelki z wodą – gazowaną, więc twarde niczym kamień. Zamienia się w bestię. Niemal nigdy nie jest zadowolony, zawsze znajdzie szczegół, który mu nie odpowiada, i z góry wie, co wydarzy się w drugiej połowie.

Andrea Pirlo

Tajemnica powodzeń Antonio tkwi w unikalnej taktyce, którą miał podpatrzeć u wściekłego z tego powodu, wspomnianego tu już Waltera Mazzariego. Od czasu zdobycia pierwszego scudetto z Juventusem, Conte uwielbia ustawienie oparte na trzech rosłych obrońcach, pięciu mobilnych pomocnikach i dwóch napastnikach. Tyle że Conte ewoluuje – dokłada kolejne schematy, wprowadza nowatorskie założenia i coraz skuteczniej dobiera piłkarzy pod swój system gry. Wszystkim szczęki opadały z wrażenia, kiedy to w październiku 2019 roku na Camp Nou, rzekomo toporny Inter, nic sobie nie robiąc z wysokiego pressingu Barcelony, rozgrywał piłkę krótkimi podaniami, z łatwością wydostając się ze swojej połowy.

W ciągu ostatnich dwóch lat spędzonych w Mediolanie, Conte wypracował w swoim zespole nową mentalność. Młodych, gniewnych zawodników zamienił w zwycięzców. Zgodnie z tezą Ariggo Sacchiego mówiącej o tym, że mistrzostwo kraju zdobywa się defensywą, podczas mistrzowskiej kampanii, Inter stracił najmniej bramek w lidze. Ponadto Nerrazuri imponująco opanowali sztukę panowania nad wynikiem rywalizacji. Jednak ubiegły sezon nie był spokojny i sielankowy. Nic bardziej mylnego. Po porażkach w Lidze Mistrzów włoska prasa spekulowała o rychłej zmianie na stanowisku trenera i zatrudnieniu Massimiliano Alegriego w Interze. Mimo, że obrzucany błotem, Conte pod koniec lutego wychynął na pozycję lidera i już jej nie oddał.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która czyni go wyjątkowym: etyka pracy. Na początku swojego pobytu w Wielkiej Brytanii, Włoch zażądał, aby w jego gabinecie pojawiło się łóżko, ponieważ nigdy nie miał zamiaru poprzestać zajmowania się drużyną. Jest entuzjastą analizy video, która według niego może zaoszczędzić mnóstwo cennego czasu, więc Antonio godzinami zbiera materiały do weryfikacji. Jego żona jest najbardziej wyrozumiałą kobietą świata, gdyż już dawno pogodziła się z tym, że dla Antonio jest numerem dwa, zaraz za piłką nożną. Według Andrei Pirlo Conte po meczach swoich drużyn nie może zmrużyć oka i „przeżywa wewnętrzną, bezgraniczną burzę”.

Antonio Conte jest obecnie najlepszym, włoskim trenerem. Carlo Ancelotti, choć objął Real Madryt, szczyt swojej szkoleniowej kariery ma już dawno za sobą. Maurizio Sarri, mimo pięknej idei „Sarrismo”, dotychczas nie zapełnił swojej gabloty wieloma trofeami. Konkurentem dla Conte, jest na tym polu Massimiliano Allegri, który w glorii właśnie wraca do Turynu. Max ma udane boje w Lidze Mistrzów, jednak brakuje mu jakiegokolwiek zagranicznego zapisu w trenerskim CV. Poza tym, podczas ostatnich dwóch lat, kiedy Allegri nie funkcjonował w poważnej piłce, realia futbolu, odkąd zaczęła się pandemia, znacząco się zmieniły. Zacierałem dłonie na myśl o rywalizacji tych dwóch ponadprzeciętnych person w przyszłym sezonie ligi włoskiej, ale ostatecznie Conte zrezygnował z dalszej pracy w Mediolanie.

Życie wichrzyciela

Urodzony w Lecce trener nie zwykł patrzeć na dalekosiężne skutki swoich działań. Antonio nigdy jeszcze nie budował, nie rozwijał żadnego wieloletniego projektu. Nigdy nie będzie jak, chociażby Gasperini w Bergamo. Każdy prowadzony przez siebie klub, Conte wyciska jak cytrynę, eksploatuje do granic możliwości. Najczęściej kończy się to tytułem, jednak w większości przypadków nieuniknione są konflikty i wypalenie mentalne poszczególnych zawodników.

Ktoś kiedyś trafnie stwierdził, że zatrudniając Conte, zatrudnia się go z całym jego inwentarzem. Bierzesz jego młodzieńczą determinację, niegasnącą pasję, ale też osobowość, która pozwala mu na publicznej konferencji prasowej obrzucić błotem swojego pracodawcę i nerwowym głosem obrażać rywali, arbitrów, i nieomal kląć na czym świat stoi. Wchodząc do świata Conte, wchodzi się do krainy pozbawionej nudy i banalności. W świecie Antonio nie można ustać w walce o przetrwanie i kolejne trofea.

W pomeczowych wywiadach brzmi jak Vito Corleone w pierwszej części „Ojca chrzestnego”. Nie musi jednak wpływać na swoje struny głosowe jak Marlon Brando, nie wypycha policzków chusteczkami higienicznymi, by przypominać bulldoga. Antonio Conte w swojej naturalnej pozie, przy ławce rezerwowych jest hybrydą ekscentryka i wściekłego psa. Kiedy piana zaczyna kapać mu z ust, wiedz, że zaraz zerwie się ze smyczy i da ci popalić w szatni. Wystarczy jedno szeroko pojęte określenie – brak pasji.

Tak scharakteryzował Conte duet 2Angrymen, czyli Filip Kapica i Mateusz Święcicki. Conte jest wichrzycielem piłkarskich hierarchii. Kiedy zasiadał na ławce trenerskiej Juventusu, ligowego średniaka przemienił w trzykrotnego mistrza Włoch i zapoczątkował dziewięcioletnią dominację turyńczyków na krajowym podwórku. Nie mogąc znieść bezczynności, nieoczekiwanie objął Inter i doprowadził do zepchnięcia z piedestału swojego dawnego, piemonckiego pracodawcy. Na Wyspach, mimo że niewielu pokładało w nim jakiekolwiek nadzieje, świętował mistrzostwo na wypełnionym po brzegi Stamford Bridge, notując jedną z najdłuższych serii meczów bez poniesionej porażki w historii.

Poprzez media społecznościowe napływają do nas zdjęcia z sielskiego wypoczynku. Conte wrócił w swoje rodzinne strony, łowi ryby i korzysta z życia. Każdy ma jednak świadomość, że długo tak nie wytrzyma i jeszcze raz rozpocznie szaleńczą pogoń w celu zaspokojenia swoich, chorobliwych ambicji. W końcu wiele jeszcze ma do udowodnienia, chociażby biorąc pod uwagę nieszczęsne rywalizacje w Lidze Mistrzów. Kolejnych wrażeń możemy się spodziewać już niedługo, gdyż jak pewnego razu, przyznał Mirko Valdifiori: „Ten facet nie spocznie, dopóki nie pokaże wszystkim, że jest najlepszy.”

Olgierd Bondara

Źródła:

Podczas pisania korzystałem z wielu materiałów traktujących o Antonio Conte. Znaczący dla pracy nad powyższym tekstem był vlog pt. „Czy Antonio Conte jest wariatem?” opublikowany w serwisie You Tube na kanale Superbet, a także felietony „Vendetta nadejdzie” i „Nie zamieniaj serca w twardy głaz” ogłaszane w papierowych wydaniach tygodnika „Piłka Nożna” przez duet złożony z Mateusza Święcickiego i Filipa Kapicy. Wypowiedzi Andrei Pirlo wynotowałem z jego autobiografii zatytułowanej „Myślę, więc gram.” Oprócz tego korzystałem z artykułów „Gwarancja mistrzostwa. Antonio Conte – ligowy ekspert na półce z Pepem Guardiolą” Michała Treli i „Antonio Conte kontra reszta świata. Włoch znów rozpalił gabinety” Dominika Piechoty. Wszystkim autorom dziękuję za liczne informacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s