Już nadeszła pora, by pożegnać Parmę z Serie A?

Drużyna Gialloblu miała w tym sezonie zrobić krok do przodu, więc mimo niezłych wyników w zeszłym sezonie, zarząd postanowił przeprowadzić zmianę szkoleniowca. Decyzja ta, jak się później okazało, była fatalna, bo z solidnej drużyny środka tabeli Parmeńczycy zmienili się w jednego z głównych faworytów do spadku.

ZAMIESZANIE Z TRENEREM

Roberto D’Aversa pracował w Parmie od sierpnia 2016 roku. W zaledwie dwa lata zdołał awansować z Serie C do Serie A, dzięki czemu zyskał sobie wysoki status w oczach kibiców oraz zarządu. Pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej choć był z problemami, bo Gialloblu mieli czwartą najgorszą defensywę w lidze (gorzej tylko Chievo, Frosinone i Empoli, którzy spadli), jednak udało się go zakończyć utrzymaniem, co można było uznać za sukces. Rozgrywki 2019/20 pod względem miejsca w tabeli były bardzo dobre dla Parmeńczyków, ponieważ zajęli 11 pozycję z 14 punktami przewagi nad strefą spadkową. Właściciele mieli jednak pewne wątpliwości co do kontynuowania współpracy z D’Aversą, gdyż ich zdaniem drużyna mimo niezłych wyników, nie prezentowała się tak, jakby chcieli. Nie grała widowiskowo, a bardziej dość opornie, co nie zadowalało grona tifosich Parmy. Zarząd wierzył, że ich drużynę stać na osiąganie jeszcze lepszych rezultatów, z atrakcyjniejszym dla oka stylem gry, ale uznali, że z aktualnym szkoleniowcem, który mimo wszystko osiągał dobre wyniki, nie jest to możliwe.

Po zakończeniu naprawdę udanego sezonu postanowiono rozstać się z Roberto, i sięgnąć po Fabio Liveraniego, który chociaż spadł w zeszłym roku z Lecce, to ich zdaniem miał odpowiedni warsztat, aby wnieść Parmę na wyższy poziom. Dano mu spore możliwości na rynku transferowym, ponieważ do klubu definitywnie przyszło łącznie 11 zawodników za około 80 milionów euro, a na odejściach zyskali zaledwie 4,5mln. Popełnili ogromne ryzyko dojąc wolną rękę nowemu – niezbyt doświadczonemu – szkoleniowcowi, co jak się później okazało, było ogromnym błędem. Parma pod wodzą Fabio zdobyła zaledwie 12 oczek po 16 kolejkach, a styl gry, który miał uatrakcyjnić, prawdopodobnie stał na jeszcze gorszym poziomie. 7 stycznia 2021 roku postanowiono odsunąć Liveraniego od sterów pierwszej drużyny.

Kto przyszedł na jego miejsce? Rzecz jasna Roberto D’Aversa, któremu jeszcze pół roku temu w dziwnych okolicznościach podziękowano za współpracę. W obliczu fatalnej sytuacji w tabeli wierzono, że trener, który spędził w klubie sporo czasu, będzie w stanie wyciągnąć Parme ze strefy spadkowej. Póki co powrót starego szkoleniowca nie przyniósł żadnych korzystnych efektów, ponieważ punktuję na jeszcze gorszym poziomie, niż jego poprzednik. 13 meczów – 4 remisy i 1 wygrana. Średnio 0,54 punktu na mecz, a w przypadku Liveraniego średnia ta wynosiła 0,75. Z jednej strony można więc uznać, że przywrócenie D’Aversy było błędem, ale prawda jest jednak taka, że największym błędem było zwalnianie go na koniec zeszłego sezonu. Parma dalej grałaby prawdopodobnie ciężki dla oka futbol, ale byłaby przynajmniej w lepszej sytuacji sportowej. A co najśmieszniejsze, niektóre źródła podają, że ze względu na słabe wyniki rozważa się przywrócenie do roli trenera Fabio Liveraniego. Cyrku ciąg dalszy.

BEZSENSOWNIE WYDANY BUDŻET

Zazwyczaj każda drużyna, która po połowie sezonu jest zagrożona spadkiem z ligi, zimowe mercato wykorzystuje w celach wzmocnień „na teraz”, które będą w stanie pomóc w walce o utrzymanie. Torino sprowadziło Sanabrie i Mandragore, czyli nazwiska, które w Serie A w pewnym stopniu są już sprawdzone. Cagliari Nainggolana, Duncana, Asamoah oraz Ruganiego, a Genoa Strootmana, czy chociażby Portanove. Nawet Benevento oraz Crotone dokonało wzmocnień, które w jakimś stopniu można uznać za właściwe w kwestii walki o utrzymanie. Parma również ściągnęła piłkarzy, którzy mają duże doświadczenie w poważnej piłce, ale niezbyt jakościowych. Mattia Bani, Andrea Conti oraz Graziano Pelle, który w zasadzie jako jedyny z całej trójki wygląda na mocne wzmocnienie, chociaż ostatnie 5 lat spędził w lidze Chińskiej. Pierwsza dwójka w ostatnich miesiącach kompletnie nie ma formy, więc ciężko oczekiwać, że w drużynie Gialloblu nagle odpalą.

Minione okienko transferowe w wykonaniu Parmy jest jednak absurdalne ze względu na ilość wydanego budżetu na zawodników, którzy w seniorskiej piłce doświadczenia dużego nie mają. Aż 13 milionów euro przeznaczyli na 22-letniego Rumuna Dennisa Mana, który dotychczas grał jedynie w swojej rodzimej lidze. Przyszedł także Joshua Zirkzee, który aktualnie jest wyłącznie na wypożyczeniu, jednak Włosi mają opcję wykupu w okolicach 15 milionów euro. Nie jest to tak, że są to złe transfery, bo obaj zawodnicy mają bez wątpienia wielki talent, lecz są to ruchy bardzo bezsensowne z uwagi na obecną sytuacje. Pierwsze tygodnie ich pobytu w klubie już pokazały, że w tym sezonie wpływu na grę zespołu większego mieć nie będą, i było to raczej oczywiste w chwili realizacji transferów. Poza tym zakładając, że Parmeńczycy spadną z ligi, to wątpię, że zarazem Rumun jak i Holender będą chcieli grać na zapleczu Serie A. Ściągnięcie Zirkzee oraz Mana byłoby dobrym ruchem, ale nie w momencie, kiedy walczy się o utrzymanie.

ŁATWE TRACENIE PUNKTÓW

Słaba forma i kiepski styl gry to jedno, ale Parma nawet jeśli zagra niezłe spotkanie i przez większość meczu wynik układa się po ich myśli, to na koniec zazwyczaj i tak wyniosą z niego maksymalnie punkt. W 9 pojedynkach obecnego sezonu, w trakcie których w pewnym momencie prowadzili, zdobyli na koniec jedynie 15 na 27 możliwych punktów. W skład tej statystyki wchodzą cztery mecze, które zremisowali mimo dwubramkowej przewagi. Jeśli innym drużynom kilka razy zdarzyło się tracić punkty w dość przypadkowy sposób, tak Parma traci je konsekwentnie wręcz w tym samym stylu i w tych samych okolicznościach.

Mecz z Interem – objęcie prowadzenia w 46 minucie i podwyższenie go w 62, aby na koniec po bramce Perisicia w doliczonym czasie gry zgarnąć zaledwie punkt. Milan – prowadzenie 2:0 w 56 minucie, zakończenie wynikiem 2:2 po trafieniu Theo w 91 minucie. Z Udinese oraz ze Spezią z dwubramkowego prowadzenia w stan remisu przeszli – w porównaniu z poprzednimi spotkaniami – dość szybko, bo w kolejno 80 oraz 72 minucie, i było w nich nawet opcja, że nie zachowają nawet punktu. Sassuolo – prowadzenie 1:0 w doliczonym czasie gry, jednak bramka Djuricica z rzutu karnego w 95 minucie ustala wynik remisowy. Ostatnim przykładem jest mecz rollercoaster z Fiorentiną, w którym najpierw zdołali z rezultatu 1:2 wyjść na prowadzenie 3:2 (strzelając bramkę w 90 minucie), aby na koniec, po samobóju Iacoponiego w 4 minucie doliczonego czasu gry, rzecz jasna zremisować.

Chociaż ostatni mecz z Romą był swego rodzaju przełomem, bo udało im się zdobyć 3 punkty wygrywając 2:0, tak w przypadku Parmy można mówić o sporym braku koncentracji, a nawet i może motywacji w najważniejszych momentach meczu. Jak wspomniał niegdyś Czesław Michniewicz – „2:0 to niebezpieczny wynik” i słowa tę powinni sobie wziąć do serca wszyscy piłkarze Gialloblu wraz z trenerem, ponieważ obecnie łatwe tracenie punktów jest pod względem sportowym największym przekleństwem Parmeńczyków.

MATEUSZ PEREK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s