Oto przyczyny upadku kolejnego ukraińskiego zespołu.

Karpaty Lwów wczoraj obchodziły 58. rocznicę powstania klubu. Świętowania jednak nie było. Resztka fanów i kierownictwo ma teraz mnóstwo problemów na głowie i we Lwowie atmosfera przypomina raczej grobową.

Latem klub spadł do drugiej ligi, ostatniej profesjonalnej. Nie dokończył sezonu w UPL, ponieważ brakło pieniędzy na wyjazdy. Teraz zajmują przedostatnie miejsce gdzieś na skraju poważnej piłki i mając 4 punkty, robią wszystko, by przyszły sezon nie był jeszcze gorszy.

Latem legendarnego właściciela, Petro Dymińskiego zastąpił Oleg Smalijczuk, agent piłkarski i biznesmen. Jednak ma tylko 50% udziałów, druga połowa należy do znanego z Dnipra Igora Kołomojskoego (grali w finale LE w 2015 w Warszawie). Oficjalnie nie ma po nim w klubie śladu, a kieruje klubem poprzez Katię Parpi, koleżankę z Cypru. Kieruje to trochę nieodpowiednie słowo. Przedstawiciele Kolomojskiego nie pojawili się na żadnych spotkaniach rady klubu od prawie 10 lat. Pani Katia pilnuje, tylko by nic w klubie się nie zmieniało. Jaki jest w tym interes? Nikt nie wie. Takie działanie na szkodę klubu nie podoba się Smalijczukowi, nie chce on mieć ze wspólnikiem nic wspólnego.

By utrzymać się w UPL, Karpaty miały spłacić 5 milionów dolarów długów. Kołomojski nie chciał, więc Smalijczuk musiałby dać 100%. Tak właśnie Lwowianie zbankrutowali. W międzyczasie prezes Ruchu Lwów wezwał biznesmenów ze Lwowa do inwestycji w Karpaty i ratunkiem przed katastrofą. Piękny gest? Bankrutujący klub uznał to za robienie PR na ich ciężkiej sytuacji i w odpowiedzi… spłacił starą karę Ruchu. Karpaty spadły, nikt im nie chciał pomóc, prezes piłkarskiego związku Lwowa dopiero po długich konsultacjach wyraził zgodę na grę w 2. lidze, bo upierał się, by Karpaty spadli do amatorów.

Statek ma więc dwóch kapitanów, żaden nie chce dowodzić, nie ma między nimi dialogu. Smalijczuk zatrudnił dziennikarza i Lwowiaka, kibica klubu- Siergieja Bolotnikova na stanowisku dyrektora rozwoju. Ta dwójka wspólnie walczy ze wszystkimi, ale walka jest nierówna. Smalijczuk założył więc drugi klub w swoim rodzinnym mieście – Haliczu.

Nazywa się Karpaty, właścicielem jest wspólnik Smalijczuka, przed sezonem trener Karpat Lwów prowadził tam treningi, na których pojawili się również gracze tego klubu. To niedozwolone, nikt też nie wie, skąd Halicz miał licencję. Jednak jest to jedna z opcji na przyszłość. Gdyby Kołomojski trwał nadal w zarządzie, to Smalijczuk przeniesie część starych Karpat do swojego miasta. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił, było przekazanie kibicom herbu. Ma to pomóc w przenosinach i odcięciu się od drugiego właściciela.

Drugą opcją jest całkowity rozpad obecnych Karpat i start od zera, na licencji w 2. lidze. Nie będzie w klubie oligarchy, a za finansowanie mają odpowiadać kibice. 

S. Bolotnikov: zaczęliśmy transmitować mecze na YT, weszliśmy na Patreona, sprzedajemy bilety- cegiełki. Chcemy, by klub był utrzymany w około 40- 50% przez fanów. Im więcej będą oglądać mecze, tym lepszy kontrakt sponsorski dostaniemy. Im wiecej ich na Patreonie, tym więcej pieniędzy dostaniemy.

Gdyby to się powiodło, byłby to pierwszy klub wolny od oligarchów na Ukrainie. Oczywiście, sponsor (Smalijczuk i jego koledzy) musi zostać, ale akceptuje on model S. Bolotnikova.

Trzecią opcją są nowe Karpaty, czyli tak, jak teraz funkcjonują Metalist1925 i Dnipro-1, które zajęły miejsca Metalista i Dnipro. Już pojawiły się plany, miał je reklamować Miron Markiewicz, ale na tę chwilę wszystko ucichło. Prawdopodobnie dadzą czas Smalijczukowi i Bolotnikovi, choć może to być dla tej dwójki kolejny problem.

Reszty dowiemy się latem. Którą z trzech dróg podąży zdobywca pucharu ZSRR z 1969? Preferowana jest ta z upadkiem starych Karpat i wskrzeszeniem na nowo, ale patrząc na trzeźwo – Halicz jest bardziej prawdopodobny.

Bolotnikov wymyślił ciekawy sposób na spłatę obecnych długów. Oddał wszystkie wynajmowane wcześniej powierzchnie – sklepy, magazyny, biura. Do tego wspomniana interakcja z fanami. Większość nowych zależności jest spłacona. Prawdopodobnie pozwoli to na rozpoczęcie życia od nowa, bez komorników, gdy Karpaty upadną w lecie przez brak finansowania (to jest właśnie ten pierwszy plan).

Klub nie ma nic poza kilkoma kawałkami ziemi i autobusem. Akademia jest finansowana głównie przez miasto. Rosnące wsparcie zniesmaczonych letnimi wydarzeniami fanów pozwala jednak patrzeć w przyszłość z lekkim optymizmem. Sam Sergiej Bolotnikov gwarantuje, że dopóki on jest w klubie, nic złego się nie wydarzy. Nawet kasacja starych Karpat (pierwszy plan) może być zdrowa dla Lwowian, bo trwanie w obecnej sytuacji oznaczać będzie kilka, kilkanaście lat na dnie.

BUCKAROO BANZAI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s