Rozmowa z Emilem Kotem

Wywiad z Emilem Kotem – polskim trenerem mieszkającym w Wielkiej Brytanii, obecnie kontynuującym swoją trenerską przygodę w klubie Balham FC, byłym skautem West Ham United oraz autorem dużego projektu skautingowego „Ty też masz szansę”.

Na początku chciałem Cię zapytać, skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie piłką nożną?
Szczerze? Nie pamiętam. Każdy grał w piłkę w tamtych czasach. Ja też byłem jednym z tych, którzy łapali piłkę pod pachę i grali na podwórku przed domem. Później przerodziło się to w regularne treningi i tak już zostało po dziś dzien.

Czy uważasz, że miałeś szansę realnie zaistnieć jako piłkarz na naszym krajowym podwórku? Może nie ekstraklasa, ale mam na myśli tutaj 1. lub 2. ligę. Pytam o to, bo ponoć byłeś niezłym zawodnikiem.
Z tego, co wspominał Trener Wojciechowski, który prowadził mnie w Marcovii Marki podobno tak. Oczywiście nie mówił od razu o Ekstraklasie, ale twierdził, że miałem potencjał na to, żeby pograć na centralnym poziomie w Polsce. Coś tam się kopało dawno temu.

Większość kibiców z Polski zdaje sobie sprawę, że mieszkając w Warszawie, nie jest łatwo być kibicem Polonii. Czy mógłbyś nam zdradzić, dlaczego twoje serce wybrało „Czarne Koszule”?
Mój tata chodził na wszelkie stadiony w Warszawie. Jest wielkim fanem futbolu. Sam również grał też w piłkę na niższym poziomie. Sytuacja z Polonią była dość absurdalna. Pamiętam, że mieliśmy iść pierwszy raz w życiu na mecz piłkarski. Tata stwierdził, że możemy pójść i zobaczyć jak gra Legia, ale w tamtych czasach obowiązywały karty kibica, których nie mieliśmy. Odbiliśmy się więc od bramki przed meczem. Bodajże następnego dnia grała Polonia. Udaliśmy się więc na Konwiktorską i tak już zostało. Przy Konwiktorskiej grałem również w piłkę w akademii. W Polonii jest coś magicznego. Jak się tam raz zajrzy, to chce się wracać. Klub ma swój specyficzny klimat. Wracając do pytania – tak, ciężko jest być kibicem Polonii w Warszawie. Wymaga to sporego charakteru. W szczególności, jeżeli się trochę mocniej angażujesz w życie kibicowskie.

Grałeś tam w juniorach, później przeniosłeś się na trybuny, by zaistnieć w roli gniazdowego, aż w końcu trafiłeś do sztabu Czarnych Koszul jako asystent Piotra Dziewickiego. Jak do tego doszło i dlaczego pomimo awansu Twoja przygoda w sztabie Polonii skończyła się po sezonie?
Na trybunach byłem cały czas. Nie musiałem się przenosić z juniorów. Będąc jeszcze zawodnikiem Marcovii Marki, często bywałem na Kamiennej i byłem członkiem grupy Ultras Enigma. Przygotowywałem oprawy na spotkania, jeździłem na wyjazdy. Żyłem bardzo mocno tym, co się działo na trybunach, mimo iż wciąż grałem w piłkę. Dopiero po kontuzji więzadeł krzyżowych skupiłem się mocniej na życiu kibicowskim. Wiedziałem, że będzie mi bardzo ciężko wrócić do piłki po takim urazie. Połączyło się to razem z rolą gniazdowego. Ostatni raz doping prowadziłem na meczu Polonia – Piast kiedy żegnaliśmy się z Ekstraklasą. Przykry, smutny dzień. Po degradacji do 4 ligi byłem przekonany, że się z tego podniesiemy. Bywałem wtedy na Konwiktorskiej praktycznie codziennie. Spędzałem sporo czasu w kawiarni ”Czarna Koszula” pijąc niezliczone ilości kawy, dyskutując na tematy futbolowe z jej ówczesnym właścicielem Pawłem Puchalskim. Podczas jednej z takich rozmów wspomniał o tym, iż Piotr Dziewicki być może przejmie stery w 4 lidze. Bardzo mocno mnie namawiał, abym spróbował swoich sił w ”trenerce” na Polonii. Brzmiało to na tyle absurdalnie, że non stop powtarzałem mu, żeby się nie wygłupiał. Miałem zaledwie 23 lata i 4 lata doświadczenia jako trener grup młodzieżowych w Marcovii Marki z półrocznym epizodem jako trener seniorów w KS Pniewo na poziomie Ligi Okręgowej. Podsumowując… Byłem na początku swojej drogi. Podczas jednej z kolejnych wizyt na K6 spotkałem Piotra. Poznaliśmy się, porozmawialiśmy o futbolu. Zapytał mnie, jak bym widział odbudowę klubu oraz obejrzeliśmy wspólnie mecz ligi angielskiej, który leciał w telewizji. Zwykła, normalna dyskusja. Kolejnego dnia znów się spotkaliśmy, napiliśmy się kawy, porozmawialiśmy, ale na końcu zapytał się, czy mogę przyjść jutro na Polonie z samego rana. Powiedziałem, że nie ma problemu. Kolejnego dnia zabrał mnie na murawę, pokazał ławki rezerwowych, główne boisko, kazał mi usiąść na ławce rezerwowych, po czym zapytał – ”Fajny widok?” powiedziałem, że świetny ”To się przyzwyczaj, bo chciałbym, żebyś mi pomógł w odbudowie klubu”. Pamiętam ten dzień, jakby to było dziś. Sporo pozytywnych emocji oraz wzruszenie, które ukrywałem z całych sił. Reszta to już historia. Awans, świętowanie, świetny sezon. Po awansie konflikt z władzami klubu i pożegnanie. Dlaczego odeszliśmy? Nasz pomysł na klub był totalnie inny niż ówczesnych władz. To był główny powód.

Od niedawna Polonia Warszawa ma nowego właściciela. Jak teraz widzisz przyszłość tego klubu?
Mam nadzieję, że Polonia wróci na swoje Ekstraklasowe miejsce. Śledzę jej losy, jak tylko mogę. Wszystko wskazuje na to, że powoli wracamy na właściwy tor.

Natrafiając na Twoją osobę, od razu zwróciłem uwagę, jak wielką pasją jest dla Ciebie futbol. Powiedz, skąd wziął się pomysł, by zostać trenerem?
Tutaj znowu muszę wspomnieć o Trenerze Wojciechowskim. Tuż po zerwaniu więzadeł krzyżowych powiedział mi, żebym nie odchodził od futbolu, bo mam potencjał na to, aby zostać niezłym trenerem. Suszył mi tym głowę dość długo. Do dziś jestem mu za to wdzięczny. Dzięki niemu dostałem również pierwszą pracę w Marcovii jako trener w wieku 18 lat. Przerodziło się to w ogromną pasję.

Każdy, kto w tym kraju interesuje się piłką, na pewno słyszał o Twoim autorskim projekcie „Ty też masz szansę” i jego idei. Ja natomiast chciałbym Cię zapytać, ilu jego uczestników zaistniało w poważnej piłce w naszym kraju?
Miło to słyszeć. Projekt #TTMSZ rozwija się bardzo prężnie. Z roku na rok mamy coraz więcej skautów. Nasza siatka się powiększa i ufa nam coraz więcej klubów w Polsce. Co do uczestników, to zależy co mamy na myśli, mówiąc o poważnej piłce. Osobiście wyróżniam zawsze tych, którzy dotarli na poziom centralny i udało im się zagrać tam kilka spotkań. Większość tych chłopaków wcześniej grała w 4 lidze bądź Lidze Okręgowej. Jest to bardzo duży przeskok. Niektórzy z nich się na tym poziomie utrzymują, a inni zaliczają tak zwany ”zjazd”. Życie. O tym już nie decydujemy. Każdy z nich jest kowalem swojego losu. My jesteśmy tylko oknem wystawowym i mamy dać im szanse na testy w lepszych klubach. Warto wyróżnić następujących chłopaków:

Krystian Przyborowski – przebył z nami podróż od B-Klasy do 2 ligi (Udany sezon w barwach Gwardii Koszalin)
Dawid Rogalski – przebył z nami drogę od ligi szóstek w Londynie do 1 ligi (Aktualnie w Resovii Rzeszów)
Daniel Smuga – przeskok z 4 ligi do Ekstraklasy (Epizod w Górniku Zabrze)
Karol Noiszewski – przeskok z 4 ligi do 1 ligi (awans z Rakowem do Ekstraklasy)
Krystian Ogrodowski – przeskok z 4 ligi do Ekstraklasy (aktualnie na wypożyczeniu w Stomilu Olsztyn w 1 lidze)
Nataniel Wybraniec – przeskok z 4 ligi do Czeskiej Ekstraklasy
Arkadiusz Maj – przeskok z 4 ligi do 1 ligi (epizod w Podbeskidziu BB oraz w Elanie Toruń w 2 lidze)
Tomasz Pawlikowski – przeskok z 4 ligi do 2 ligi (epizod w Wiśle Puławy)
Bartosz Bartkowski – przeskok z 4 ligi do 1 ligi (epizod w Stomilu Olsztyn)

Warto podkreślić, iż nie staliśmy za wszystkimi tymi transferami. Wyżej wymienieni zawodnicy mają swoich agentów, których pozyskują między innymi po naszych test-meczach. Oni też robią wszystko, co w ich mocy, aby tych chłopaków ulokować jak najwyżej. Zresztą taka jest ich praca i też dzięki temu zarabiają pieniądze. My tych chłopaków tylko wyszukujemy i prezentujemy szerszej publiczności.

Czy Twój wyjazd na Wyspy Brytyjskie od początku wynikał z tego, by właśnie tam zająć się trenerką, czy chodziło też o kwestie zarobkowe?
Od samego początku chodziło o rozwój trenerski w pierwszej kolejności. Na drugim miejscu był zarobek i normalna praca. Język, nowa kultura, kolebka futbolu. Chciałem zobaczyć to z bliska i się z tym zmierzyć.

Poznałeś w Anglii wielu ludzi związanych z piłką. Zarówno w Watfordzie, West Hamie czy Arsenalu, ale również w niższych ligach. Co mógłbyś powiedzieć o podejściu ludzi piłki do obcokrajowca, w Twoim wypadku Polaka, który chce pracować jako trener na Wyspach?
Jak mam być totalnie szczery, to różnie z tym bywa. Można spotkać ludzi takich jak chociażby mój aktualny szef w Balham FC Greg Cruttwell, który jest otwarty na ludzi z innych kultur i środowisk czy Mark Muddyman, którego poznałem w Watford FC. Obydwaj Panowie bardzo cenią pracowitość oraz ambicje u ludzi z Europy Wschodniej. Nie zawsze jest jednak tak kolorowo. Bywały sytuacje, w których człowiek był traktowany z góry jako ktoś, kto nie ma pojęcia o futbolu. Podczas jednej z rozmów o prace zadano mi pytanie ”Ok, ilu Polaków gra w Premier League?” jasno dawano mi do zrozumienia, że to nie jest nasz poziom i trener z Polski niewiele może wnieść do klubu. Nie jest łatwo i jest to dla mnie zupełnie zrozumiale. Przyjeżdżając tutaj, liczyłem się z takim podejściem. Wyobrażasz sobie młodego trenera. Dajmy na to z Mołdawii, który chce pracować z marszu w naszej Ekstraklasie? Też zapewne odbijałby się od ściany, chodząc od klubu do klubu. Być może po 10/15 latach udałoby mu się wskoczyć gdzieś na wyższy poziom. Tak to działa. Ja jestem w UK dopiero piąty rok. Mój plan zakładał dostanie się do Football League w 15 lat. Zostało mi zatem jeszcze 10 lat pracy oraz 5 lig do przeskoczenia, aby dostać się do League Two. Czas pokaże, czy się uda.

W West Hamie pracowałeś jako skaut grup od U8 do U12. Powiedz naszym czytelnikom, jak wspominasz tamten okres?
Byłem tam wolontariuszem jak wielu innych skautów pracujących dla WHU. Zajmowałem się wyłącznie zachodnim Londynem. W ciągu dwóch lat zaprosiłem wielu chłopaków na okresy testowe do akademii. Bodajże dwóch z nich zagościło tam na dłużej. To był ciekawy okres. Poznałem wtedy sporo ciekawych osób ze środowiska piłkarskiego.

Czy z biegiem czasu żałujesz odrzuconej oferty, by pracować w akademii Wimbledonu przy zespole juniorskim? Ta propozycja wydawała się bardzo przyzwoita i do tego w profesjonalnym klubie ze świetną historią.
Z perspektywy czasu nie żałuję. Trafiłem do Balham FC, w którym bardzo dobrze się czuję. Dalej jestem przy piłce seniorskiej i zrobiłem kolejny krok do przodu w piramidzie piłkarskiej w UK. Nic tylko się cieszyć. Mamy rozbudowany sztab szkoleniowy, dobre warunki do treningu i naprawdę ciekawy zespół, z którym możemy powalczyć w tym sezonie o awans na 8. poziom rozgrywkowy.

Można śmiało powiedzieć, że jesteś świeżo upieczonym trenerem w Balham FC. Jak udało Ci się załapać do tego klubu i jakie są oczekiwania na najbliższy sezon?
Zobaczyłem na Twitterze, iż poszukują nowych twarzy do sztabu szkoleniowego na nowy sezon. Wysłałem maila, złożyłem aplikację. Następnego dnia otrzymałem odpowiedź z zapytaniem, czy możemy umówić się na video rozmowę. Rozmowa o pracę była udana. Jestem już w klubie 5 miesięcy. Naszym celem jest awans na 8. poziom rozgrywkowy. Po dwóch kolejkach mamy komplet punktów. Start mamy bardzo udany. Oby tak dalej.

Czy planujesz zostać w Wielkiej Brytanii na dłużej, czy jednak któregoś dnia chciałbyś wrócić do Polski, by spróbować swoich sił jako trener na naszym krajowym podwórku?
Tak, na razie nigdzie się nie wybieram. Córka chodzi do szkoły, mi się udało dostać do bardzo ciekawej pracy w życiu poza piłkarskim. Nie ma co zmieniać. Jak już wspomniałem wcześniej, chcę się dostać do Football League. To jest mój cel. Polska? Może kiedyś. Zobaczymy.

Jakie są Twoje najbliższe plany?
Zrobić UEFA A w Walii bądź Szkocji i awansować z Balham FC do 8 ligi.

Czego można, a nawet trzeba Ci życzyć?
Zdrowia. Resztą sam się zajmę. 🙂

Dziękuję za rozmowę.
adalbertAFC

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s