To nie jest sport #1: WWE wróciło po 10 latach do Polski!

Ponad 10 lat. Tyle polscy fani musieli czekać na powrót do naszego kraju największej federacji wrestlingu. Ten stan rzeczy zmienił się w ostatnią sobotę, gdy największe gwiazdy tej branży zawitały do trójmiejskiej Ergo Areny. Dla 10000 osób zgromadzonych w nadmorskiej hali widowiskowej, była to z pewnością niezapomniana noc!

15 kwietnia 2015 roku. To właśnie tamtego dnia WWE po raz ostatni zawitało z Live Eventem do naszego kraju. Po tamtej dacie nastąpiło niemalże 11 lat chudych, kiedy to jedyną szansą na zobaczenie swoich wrestlingowych idoli, były albo transmisje telewizyjne, albo wyjazd za granicę. Powodem tego stanu rzeczy był brak odpowiedniego zainteresowania polskiej publiki, gdyż tamta gala zapełniła warszawski Torwar jedynie w połowie (podobnie jak gala, która odbyła się w 2013 roku w łódzkiej Atlas Arenie), a także negatywne raporty włodarzy WWE, którzy uważali, że polscy fani nie trzymają odpowiedniego poziomu, zachowując się momentami zbyt wulgarnie. Polska na długi czas stała się dla osób decyzyjnych mało atrakcyjnym rynkiem.

Szczęśliwym dniem dla polskich kibiców okazał się 31 sierpnia 2025 roku, kiedy to podczas gali „Clash in Paris”, WWE ogłosiło, że w czasie zimowych wojaży po Europie, wrestlingowa karuzela odwiedzi także nasz kraj. Spragnieni wrażeń fani zapisali sobie datę 17 stycznia 2026 w swoich harmonogramach i z niecierpliwością czekali na start sprzedaży biletów.

Ceny wejściówek, których dystrybucja ruszyła z końcem października – zgodnie z przewidywaniami – nie były najniższe. Co prawda najtańsze bilety można było wyrwać już za około 200 złotych, ale większość fanów musiała przygotować się na wydatek rzędu 500-700 PLN. By zobaczyć swoich idoli naprawdę z bliska, trzeba było sięgnąć do kieszeni jeszcze głębiej.

Polska kocha wrestling

Stosunkowo wysokie ceny biletów nie odstraszyły polskich fanów, którzy wykupili niemal pełną pulę wejściówek. W sobotni wieczór w Ergo Arenie pojawiło się 10000 fanów, spragnionych wrestlingu na najwyższym poziomie.

Bramy Ergo Areny otwarto o godzinie 18 i szybko uformowała się przed nimi kolejka, która ciągnęła się na kilkaset metrów. Na szczęście wpuszczanie kibiców szło naprawdę sprawnie i każdy spokojnie zdążył na start show, który wyznaczono na godzinę 19:30. Dzięki temu nikt nie musiał spędzić zbyt wiele czasu na siarczystym mrozie, który panował tego dnia na zewnątrz. Mimo wszystko – moim zdaniem – bramy można było otworzyć nieco wcześniej.

Po wejściu na Ergo Arenę, już na pierwszy rzut oka było widać, że zgromadzona publiczność nie jest raczej przypadkowa. Mnóstwo osób miało na sobie koszulki swoich ulubionych zapaśników, co pozwalało wierzyć, że w trójmiejskim obiekcie zjawili się prawdziwi pasjonaci tej – zdawałoby się – jednak niszowej, jak na polskie warunki, rozrywki. Te przewidywania potwierdziły się wraz ze startem wydarzenia. Polska publiczność reagowała żywiołowo, uskuteczniając chanty znane z cotygodniowych transmisji gal RAW czy SmackDown. Gdyby sugerować się samą atmosferą, momentami ciężko byłoby odróżnić, czy to polskie wybrzeże czy nowojorska MSG.

Rodzimi fani postanowili dorzucić jednak do oprawy wydarzenia również okrzyki, które dodawały show typowo polskich akcentów. „Klep, jak Najman” skandowane w kierunku Drew McIntyre’a, który znajdował się akurat w uścisku Cody Rhodesa, czy „Oddaj lampę”, adresowane do Solo Sikoi, który znajdował się w posiadaniu świetlistego rekwizytu, należącego do Uncle Howdy’ego, nadawały gali swojskiego kolorytu. Polskiemu folklorowi dała się ponieść nawet gwiazda dywizji kobiet, uwielbiana przez publiczność Bayley.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie sposób nie stwierdzić, że polska publiczność spisała się w sobotę naprawdę na medal. Dopisała frekwencja, poziom decybeli na hali był naprawdę wysoki, stoiska z pamiątkami niemal w całości wyprzedały oferowany merch, a przy tym wszystkim uważam, że było kulturalnie i negatywne raporty sprzed lat nie powinny się powtórzyć.

Jako społeczność wrestlingowa zrobiliśmy naprawdę wiele, by dać WWE argument za tym, żeby w ciągu kolejnych 12-24 miesięcy, ponownie zawitali oni do nadwiślańskiego kraju. Zresztą przemowa Cody’ego Rhodesa na koniec imprezy i reakcja WWE w social mediach pozwala wierzyć, że te sygnały naprawdę zostały przez nich odebrane. Osobiście jestem pewien, że za rok lub dwa największa federacja rozrywki sportowej zamelduje się u nas ponownie.

Czy show oddał?

A jak to z kolei wyglądało ze strony WWE? Czy jako publiczność możemy czuć się ukontentowani? Mogliśmy zobaczyć na własne oczy takie gwiazdy, jak dzierżący główne tytuły Drew McIntyre i CM Punk, jedna z głównych gwiazd federacji Cody Rhodes, czy gwiazdy dywizji kobiet Becky Lynch i Bayley.

Wcześniejsze plotki, na różnych etapach, sugerowały także pojawienie się chociażby Jade Cargill czy Jeya Uso. Prawdopodobnie z powodu kontuzji nie zobaczyliśmy posiadaczki tytułu mistrzowskiego wśród kobiet, Chilijki Stephanie Vaquer czy bardzo szanowanego przez fanów Ilji Dragunova.

Łącznie publiczność obejrzała siedem ringowych pojedynków. Patrząc na głosy kibiców, za walkę wieczoru uznano pojedynek o mistrzostwo interkontynentalne kobiet, między Becky Lynch i robiącą ostatnio furorę w dywizji kobiet Maxxine Dupri.

Main Eventem był oczywiście pojedynek Cody Rhodesa z Drew McIntyrem o pas mistrzowski. Ja osobiście natomiast bardzo dobrze bawiłem się na walce 3 vs 3, pomiędzy MFT Solo Sikoi i The Wyatt Sicks. Pałam sympatią do obydwóch tych frakcji, co wśród fanów WWE raczej nie jest standardem.

Oczywiście długość walk czy ich poziom, to może nie było to, co znamy z gal PLE, ale patrząc na reakcje polskich fanów, raczej mało kto wyszedł z Ergo Areny zawiedziony. Sporadyczne głosy krytyki dotyczyły raczej jakichś drobnych spraw organizacyjnych oraz ubogiego zaopatrzenia stoisk z merchem.

Na koniec pozwolę sobie stwierdzić, że MVP sobotniej gali osobiście uznaję Cody’ego Rhodesa. „American Nightmare” przez ostatnie trzy lata wyrósł na główną twarz federacji i myślę, że w sobotę pokazał, dlaczego tak jest. To on przemówił po gali do fanów, to on wszedł w dłuższą interakcję z kibicami, to on został dłuższą chwilę po zakończeniu show, by porobić sobie zdjęcia i rozdać autografy publiczności. Postawa godna faceta, który jest liderem rosteru.

A warto zaznaczyć, że reakcja polskiej publiczności na Cody’ego była mocno mieszana i zdecydowanie lepiej w pierwszej chwili przyjęto Drew McIntyre’a. Można było mieć wątpliwości, kto występował w roli face’a, a kto był heelem. Dopiero promo „Szkockiego Wojownika”, wygłoszone w ringu, odwróciło proporcje sympatii trybun, co z kolei pokazuje, jak dobrze nowy Undisputed WWE Champion odnajduje się w roli czarnego charakteru.

Wracajcie szybko!

Sobotnie show z pewnością zapadnie na długo w pamięci większości osób, które wybrały się w ten mroźny wieczór do Ergo Areny. Po sieci szybko zaczęło krążyć kilka viralowych momentów z tego House Show. Wydarzenie można uznać za udane praktycznie pod każdym względem.

Należy wierzyć, ze karuzela WWE nie każe na siebie długo czekać i wkrótce znów będziemy się szykować do przyjęcia najlepszych wrestlerów na świecie w którymś z polskich miast (jestem o tym przekonany). Sądzę jednak, że z każdą taką wizytą nasze oczekiwania będą wzrastać. Po 10 latach byliśmy maksymalnie wyposzczeni i sobotni House Show był dla nas jak manna z nieba. Jeśli WWE w kolejnych latach nasyci nas swoją obecnością na polskiej ziemi, zapewne poprzeczka oczekiwań będzie wędrować w górę. Miejmy nadzieję, że nie spowoduje to wówczas naszego rozprężenia, a co za tym idzie spadku frekwencji i pogorszenia atmosfery na kolejnych galach. Tym jednak się będziemy martwić, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Póki co Polska pokazała, że czuje czym jest wrestling i naprawdę go kocha. Mam nadzieję, że popularność tej rozrywki będzie w naszym kraju tylko wzrastać, bo jako społeczność mamy duże pokłady niewykorzystanego potencjału, czego dowód daliśmy w sobotni wieczór!

P.S.

Tym artykułem chciałbym rozpocząć regularny cykl tekstów o tematyce wrestlingowej na Futbolowej Rebelii. Będzie on dotyczył w głównej mierze federacji WWE. Postanowiłem nazwać go przewrotnie „To nie jest sport”, co często można usłyszeć z ust osób, które we wrestlingu widzą jedynie udawaną bijatykę napakowanych i wysmarowanych oliwką gości w gaciah 🙂

Rafał Gałązka

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑