Czy można przejść do historii futbolu za sprawą jednego uderzenia? Blisko 50 lat temu Antonin Panenka udowodnił, że jak najbardziej da się to zrobić. Jego zuchwały strzał z rzutu karnego w finale Mistrzostw Europy w 1976 roku sprawił, że nazwisko czeskiego zawodnika już na zawsze stało się synonimem zuchwałego strzału podcinką w środek bramki. Poznajcie historię tego zawodnika.
Antonin Panenka przyszedł na świat 2 grudnia 1948 roku. Był najmłodszym z czwórki potomstwa państwa Bohumila i Antonii Panenka. Razem tworzyli oni przeciętną robotniczą rodzinę, jakich mnóstwo w owym czasie było w socjalistycznej Czechosłowacji. Dorastający w praskiej dzielnicy Vinohrady Antonin po raz pierwszy trafił na trening piłkarski w wieku 10 lat za namową ojca.
Praska bohema i australijskie konotacje
Klub, w którym zaczął zbierać pierwsze piłkarskie szlify, nazywał się Spartak Praga Stalingrad. Był to oczywiście hołd złożony komunistycznemu reżimowi przez władzę ludową. Gdy drużyna była powoływana do życia w 1905 roku nazywała się AFK Vrsovice. Dwadzieścia lat później zespół ten pojechał na futbolowe tournee po Australii. Miejscowi nazywali ich wówczas Bohemians, co w języku angielskim oznacza po prostu Czechów. To określenie na tyle spodobało się przybyszom z Europy, że postanowili zmienić nazwę klubu. Australijczycy podarowali im także dwa kangury, które miały być prezentem dla praskiego ogrodu zoologicznego. Od tego momentu zwierzątko kojarzone z Antypodami stało się symbolem klubu ze stolicy Czech i do dziś widnieje w jego herbie. Bohemian jest również słowem, które określa tzw. cyganerię artystyczną, czyli środowisko twórców, którzy spędzają czas na wspólnej zabawie i kreśleniu poezji czy malowaniu obrazów, wyrażając przy tym sprzeciw wobec ogólnie przyjętych norm i konwenansów. Bohemians Praga w istocie było klubem utożsamianym z praskim środowiskiem intelektualistów i środowiskiem artystycznym.
Po wojnie, kraje które trafiły pod skrzydła komunistów, zostały przemeblowane na modłę ludową. Zespół utożsamiany z antysystemowym światem niepokornych poetów czy pisarzy, nie był pozytywnie odbierany przez władze socjalistyczne. Zmiana nazwy z buntowniczego Bohemians na ugrzeczniony Spartak odbierała prażanom antysystemowy sznyt.
W 1965 roku Bohemians powróciło do swojej przedwojennej nazwy. Dwa lata później Panenkę przeniesiono do drużyny seniorów. Zaczął tym samym spłacać pewien dług wobec klubu. Gdy był dzieckiem i ojciec szukał dla niego drużyny, tylko “Bohemka” zgodziła się wziąć go pod swoje skrzydła. Inne praskie drużyny jak Slavia czy Dukla odrzuciły jego kandydaturę z powodu mizernych warunków fizycznych.
Nie czuł jednak urazy do innych ekip ze stolicy za to, że nie dali mu szansy. Na przełomie lat 60 i 70 Bohemians było klubem balansującym na granicy pierwszej i drugiej ligi czechosłowackiej. Panenka był wyróżniającym się zawodnikiem “Bohemki”, to też Slavia czy Sparta przejawiały zainteresowanie młodym pomocnikiem biedniejszych sąsiadów zza miedzy. Jednakże zmiana barw klubowych nie była wówczas tak prosta, jak teraz.
Działacze Bohemians nie mieli zamiaru pozbywać się swojego największego talentu. W dodatku w tym samym czasie groźna kontuzja oka wykluczyła go z gry na pół roku. Mimo chęci transferu do silniejszego zespołu Antonin był w pewnym sensie, skazany na “Bohemkę”.
Budowanie marki i specjalista od „jedenastek”
W połowie lat 70. Bohemians umocniło nieco swoją pozycję w krajowym futbolu. W sezonie 1974/75 prażanie zdołali nawet wdrapać się na najniższy stopień ligowego podium, dzięki czemu po raz pierwszy w swojej historii zagrali w europejskich pucharach. Ich przygoda z międzynarodową piłką nie potrwała jednak długo, gdyż odpadli już w pierwszej rundzie Pucharu UEFA. Ich pogromcą okazał się Honved Budapeszt.
Już sezon wcześniej oko na Panence zawiesił selekcjoner reprezentacji Czechosłowacji Vaclav Jeżek. Pomocnik “Bohemki” zadebiutował w kadrze narodowej jesienią 1973 roku w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata przeciwko Szkocji.
W swojej ojczyźnie Panenka wyrabiał sobie powoli nie tylko opinię klasowego ofensywnego pomocnika, ale też specjalisty od wykonywania rzutów karnych. W wyćwiczeniu tego elementu gry wydatnie pomogły mu treningi z klubowym bramkarzem – Zdenkiem Hruską. Obaj panowie lubili zostawać po treningach i urządzać sobie zawody, których stawką było piwo lub tabliczka czekolady.
Po każdym treningu zostawałem na boisku z naszym bramkarzem i rywalizowaliśmy na karne. Był bardzo dobry w swoim fachu, dlatego te zakłady były dla mnie niezwykle kosztowne. Zacząłem więc przed pójściem spać, wymyślać sposoby, żeby go przechytrzyć i jakoś się odegrać. Wpadłem na pomysł, że jeśli opóźnię nieco strzał i podetnę lekko piłkę, rzucający się w bok bramkarz nie zdąży już się podnieść – to stało się podstawą mojej filozofii. Zacząłem powoli testować ten sposób i wdrażać go w naszych konkursach. Efektem ubocznym było to, że zacząłem przybierać na wadze, ponieważ wygrywałem zakłady.
Impulsem, który spowodował, że Panenka usilnie chciał dopracować technikę strzału z wapna, był ligowy mecz przeciwko Viktorii Pilzno, w czasie którego Antonin zmarnował rzut karny, a gdy arbiter spotkania nakazał jego powtórkę, czeski pomocnik spudłował po raz drugi. Po meczu Panenka był na siebie tak zły, że postanowił stać się mistrzem uderzeń z jedenastego metra. Godziny praktyk wypracowane razem z Hruską, zaczęły przynosić efekty.
Panenka powoli zaczął wdrażać w życie swoje popisowe zagranie. Z treningów przeniósł je na sparingi, a gdy tam zaczęło mu się udawać, postanowił spróbować swojego patentu w lidze. Tam jego ofiarą padł Ivo Viktor. Etatowy golkiper reprezentacji Czechosłowacji. Z czasem bramkarze wiedzieli już, czego mogą się spodziewać, gdy do futbolówki podchodził Panenka. Mimo to dawali się zwieść pomocnikowi Bohemians. Pewny bieg, balans ciała i zwolnienie w ostatnim momencie przed oddaniem strzału, powodowały, że nauczeni pewnych mechanizmów golkiperzy, podświadomie wybierali rzut w określonym kierunku.
Euro ’76
Wiosną 1976 roku został jedynym piłkarzem Bohemians powołanym na europejski czempionat, który miał się odbyć w Jugosławii. Były to czasy, gdy w turnieju głównym o tytuł Mistrza Europy rywalizowały zaledwie cztery drużyny narodowe. Poza Czechosłowakami i gospodarzami turnieju, przepustki na te elitarne zawody wywalczyły RFN i Holandia. To właśnie reprezentanci Oranje z takimi gwiazdorami futbolu jak: Johan Cruyff, Ruud Kroll czy Rob Rensenbrink w składzie zostali półfinałowym rywalem naszych południowych sąsiadów.
16 czerwca 1976 roku na stadionie Maksimir w Zagrzebiu Czechosłowacy postawili pierwszy krok w drodze do wiekopomnego sukcesu. W strugach padającego deszczu stoczyli niezapomniany bój z wielką reprezentacją Holandii. Przez wielu ekspertów uznawaną w owym czasie za najsilniejszą drużynę narodową na świecie, niekoronowanych mistrzów świata. Zapewne większość kibiców spodziewała się, że Mechaniczna Pomarańcza, która swoim futbolem totalnym zrewolucjonizowała piłkę nożną w latach 70., z łatwością upora się z przybyszami zza żelaznej kurtyny.
Tymczasem Anton Ondrus w 19 minucie meczu wyprowadził ekipę Czechosłowacji na prowadzenie. Co ciekawe w drugiej połowie ten sam piłkarz doprowadził do wyrównania, niefortunnie interweniując przy jednym z dośrodkowań Holendrów i strzelając bramkę samobójczą.
Podstawowy czas gry zakończył się wynikiem remisowym. Dzielni przedstawiciele demoludów stawiali mocniejszym rywalom niespodziewany opór. Reprezentanci Kraju Tulipanów próbowali grać swój firmowy futbol, oparty na wymianie dużej liczby podań, ale rzęsisty deszcz sprawiał, że grząska murawa nie pozwalała im w pełni rozwinąć skrzydeł. W dodatku w końcowych fragmentach dogrywki otrzymali dwa niespodziewane ciosy. Najpierw Zdenek Nehoda celną główką wyprowadził Czechosłowaków na prowadzenie, a na minutę przed końcem dogrywki Frantisek Vesely wymanewrował Pieta Schrijversa i strzałem do pustej bramki przypieczętował awans podopiecznych Vaclava Jeżka do wielkiego finału.
W półfinałowym starciu z Pomarańczowymi Panenka odegrał raczej drugoplanową rolę. Bohaterami okrzyknięto innych graczy drużyny Jeżka. Jednakże żaden z nich nie wrył się w pamięć świata piłki tak, jak cztery dni później miał to uczynić pomocnik Bohemians Praga. Mimo wszystko sukces piłkarzy był zaskoczeniem także dla czechosłowackich działaczy, którzy nie zadbali nawet, o zarezerwowaniu hotelu w Belgradzie na wypadek zwycięstwa z Holendrami. W związku z tym noc przed finałem nasi południowi sąsiedzi spędzili w Nowym Sadzie.
Wielki finał
W wielkim finale rywalami Czechosłowaków zostali reprezentanci RFN. Stoczyli oni zacięty bój na boisku. Już w ósmej minucie finałowej batalii przybyszy zza żelaznej kurtyny na prowadzenie wyprowadził Ján Švehlík. Kwadrans później Sepp Meier skapitulował po raz drugi tego wieczora. Karol Dobiáš zaskoczył niemieckiego golkipera kąśliwym strzałem zza pola karnego. Piłkarze z RFN nie zamierzali jednak składać broni. Już 180 sekund później gola kontaktowego zdobył Muller. Nie był to jednak Gerd Muller, gdyż ten od dwóch lat nie występował już w kadrze narodowej. Tym razem był to Dieter Muller, wówczas zawodnik FC Koeln, który pokonał Ivo Viktora efektownym strzałem z powietrza.
Niemcy zgodnie ze swoim piłkarskim DNA grali do końca i doprowadzili do wyrównania na minutę przed upływem regulaminowego czasu gry. Bernd Hölzenbein uprzedził wychodzącego do dośrodkowania z rzutu rożnego Viktora i spowodował, że w każdym spotkaniu mistrzostw Europy z 1976 roku do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Jednakże i ona nie odpowiedziała na pytanie, kto przywdzieje koronę czempiona? Do tego potrzeba było konkursu rzutów karnych. A tam świat ujrzał szlifowany od lat show Panenki.
Czechosłowacki bramkarz Ivo Viktor podobno miał zagrozić dzień przed meczem finałowym Panence, że jeśli dojdzie do rzutów karnych i ten zdecyduje się na swoje popisowe uderzenie… to go zabije. Panenka jednak żyje do dziś, więc widocznie Viktor ostatecznie zmienił swoje plany po udanym karnym swojego reprezentacyjnego kolegi.
Panenka wspominał również, że świętowanie sukcesu w noc po pokonaniu RFN było stosunkowo skromne.
Nie chodzi nawet o to, że nikt nie zarezerwował jakieś sali bankietowej. Pierwszy raz odnieśliśmy taki sukces i nie wiedzieliśmy, jak mamy się zachowywać, co robić. Poza tym jako piłkarze z Europy Wschodniej nie mieliśmy ze sobą dewiz, więc nie było mowy o grupowym pójściu w miasto. Ze stadionu pojechaliśmy do hotelu, gdzie czekała na nas kolacja. Udało się załatwić kilka butelek szampana, trochę piwa. Kiedy jedliśmy kolację, Niemcy byli piętro wyżej lub niżej. Później jednak rozeszliśmy się po hotelu i przy barze spotkaliśmy niemieckich piłkarzy. Oni zaprosili kilku naszych i rachunek brali na siebie. Do Belgradu przyjechali moi przyjaciele, którzy wcześniej wyemigrowali do Kanady. Z nimi przeniosłem się do winiarni i wtedy pierwszy raz w życiu jadłem kawior.
Dalsza kariera
Zasady panujące w komunistycznej Czechosłowacji pozwalały na wyjazd za granicę jedynie piłkarskim weteranom, którzy musieli mieć ukończone 32 lata i posiadać co najmniej 50 występów w reprezentacji na koncie. Panenka dokonał tego w 1981 roku, przeprowadzając się z Bohemians do innego zielono-białego klubu, a mianowicie Rapidu Wiedeń.
Co ciekawe piłkarz musiał oddawać 30% swoich zarobków piłkarskiej centrali w ojczyźnie. Rzekomo na rozwój dyscypliny. Do kraju Mozarta Panenka zawitał już jako dwukrotny medalista Mistrzostw Europy, gdyż Czesi w 1980 roku sięgnęli po brązowe krążki, pokonując w meczu o trzecie miejsce – jak do tej pory ostatnim takim rozegranym na Euro – Włochów.
Przybycie Panenki do miasta w którym urodził się Johan Strauss, spowodowało, że Rapid po czternastu latach posuchy powrócił na tron mistrza Austrii. Doświadczony czeski pomocnik był chwalony za znakomity przegląd pola, kreatywność i kulturę gry. Stał się mózgiem wiedeńskiej drużyny, jej dyrygentem. W wieku 33 lat pokazywał, że gdyby dostał szansę wcześniej, miał zadatki, by stać się czołowym pomocnikiem na Starym kontynencie. W pierwszym sezonie gry w barwach Zielono-Białych zgromadził na swoim koncie 13 goli.
W 1982 roku Panenka pojechał na swój ostatni wielki turniej, lecz Czechosłowacy pożegnali się z Mundialem w Hiszpanii już po fazie grupowej, uznając wyższość Anglików i Francji. Na pocieszenie Panenka strzelał gole z rzutów karnych Kuwejtowi i Trójkolorowym. Był to też zmierzch gry pomocnika w barwach kadry narodowej. Licznik Panenki w reprezentacji zatrzymał się na 59 występach i 17 golach.
Czech mundialowe niepowodzenie powetował sobie za to w barwach Rapidu. W 1983 roku zdobył kolejne mistrzostwo Austrii. Dwa lata później doszedł wraz z Zielono-Białymi do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, po drodze strzelając pięć goli. Tam jednak Rapid musiał uznać wyższość Evertonu. Za to na krajowym podwórku Antonin wraz z ekipą z Wiednia skompletował łącznie trzy Puchary Austrii. Metryki nie dało się jednak oszukać. W 1985 roku Czech poczuł, że nie jest w stanie dalej grać na najwyższym poziomie. Pożegnał się zatem z Rapidem i pograł jeszcze przez kilka lat w austriackich ligach regionalnych.
W stolicy państwa położonego u podnóża Alp odcisnął jednak permanentne piętno. W 1999 roku wybrano go do najlepszej drużyny wszechczasów Rapidu.
Epilog
Po zakończeniu kariery Antonin Panenka przez lata był związany z ukochaną Bohemką, której jeszcze do nie dawna prezesował. Sposób wykonywania przez niego rzutu karnego rozpowszechnił się na tyle, że technikę tą powtarzali liczni gracze, jak choćby Zinedine Zidane, czy Andrea Pirlo.
I chociaż Panenka był bardzo dobrym piłkarzem, być może dziś, nikt by o nim nie pamiętał, gdyby tamtego czerwcowego wieczora w Belgradzie, zdecydował się przechytrzyć Seppa Meiera w bardziej banalny sposób. Jednakże wszystkim, którzy głoszą takie tezy, 73-letni były piłkarz odpowiada w ten sam sposób.
Gdy słyszę, że stałem się znany tylko dzięki temu jednemu rzutowi karnemu, odpowiadam, co z tego? Thomas Edison również wymyślił tylko jedną żarówkę.
Dodaj komentarz