Niemożliwe nie istnieje. Wybrzeże Kości Słoniowej i bajeczna droga do trofeum

W świecie futbolu zdarzało się już wiele sensacyjnych historii związanych ze zwycięzcami mistrzostw kontynentu. Była Zambia Herve Renarda i była Grecja Otto Rehhagela. Był jednoczący naród triumf Iraku na Pucharze Azji 2007 i była Dania, niezakwalifikowana na EURO 1992. Wczoraj do tego grona dopisaliśmy Wybrzeże Kości Słoniowej, które wygrało Puchar Narodów Afryki na własnej ziemi po dewastującej porażce w fazie grupowej oraz zmianie selekcjonera w samym środku turnieju.

Rok temu Sebastien Haller dopiero kończył walkę z rakiem jądra. Rok temu Seko Fofana był uznawany za zdrajcę, bo nie chciał grać w reprezentacji narodowej. I wreszcie, rok temu Emerse Fae był bardziej znany z boiska niż z ławki trenerskiej, na której jego ostatnim doświadczeniem było prowadzenie rezerw francuskiego Clermont Foot. Dzisiaj wszyscy z nich są bohaterami narodowymi. Historia Wybrzeża Kości Słoniowej na Pucharze Narodów Afryki pokazuje, że mimo skrajnej komercjalizacji piłki nożnej, ta dyscyplina nigdy nie może zostać obdarta z romantyzmu.

Afrykańskie Mineirazo

Gdy prezes CAF – Patrice Motsepe – ogłosił, że PNA 2023 odbędzie się w Wybrzeżu Kości Słoniowej, wszyscy w kraju poczuli, że to niepowtarzalna szansa na renesans reprezentacji. Ostatnia dekada była bowiem dla iworyjskich kibiców bolesna: 10 lat bez występu na mistrzostwach świata, a także 9 lat oczekiwania na mistrzostwo Afryki, to wystarczająco, aby obudzić potężny głód sukcesu. Gra przed własną publicznością tylko potęgowała niedosyt, szczególnie że na sam turniej pojechała niesamowicie silna personalnie kadra – Odilon Kossounou, Simon Adingra, Franck Kessie, Ibrahim Sangare, Ousmane Diomande, czy też niedawno naturalizowany Evan Ndicka, który z miejsca stał się filarem iworyjskiej defensywy.

Rosnącego balonika nie dało się zatrzymać. Efektowne zwycięstwo 2:0 z Gwineą Bissau już na start poprawiło nastroje, zaś niespodziewana porażka z Nigerią już trochę je stonowała. Iworyjczykom do awansu wystarczył zaledwie remis – i choć już na tym etapie turnieju niespodzianek było sporo, to nikt nie spodziewał się tego, co ostatecznie miało miejsce. Podopieczni Gasseta przegrali 0:4 z Gwineą Równikową, dając absolutnie kompromitujący pokaz gry defensywnej w ostatnich 20 minutach.

Żeby było jasne, o jakiej skali wstydu tutaj mówimy – Gwinea Równikowa, czyli drużyna, która zdecydowanie ze strzelania bramek nie słynie, przyjeżdża do Abidżanu i wygrywa mecz czterema bramkami pierwszy raz od pięciu lat, pokonując gospodarza i jednego z głównych kandydatów do tytułu. Grający w klubie na prawej obronie Emilio Nsue kończy mecz z dubletem, a Iban Salvador z Miedzi Legnica zostaje autorem pięknego rzutu wolnego, po którym następuje lawina w szykach obronnych WKSu.

Przecież to brzmi jak jakiś totalny surrealizm.

Niezależnie od wciąż istniejących szans Iworyjczyków na kwalifikację, ten mecz okazał się niedopałkiem wpadającym do kałuży benzyny. Kibice nie byli w stanie pogodzić się z porażką i zrobili raban w mieście, dewastując reprezentacyjny autobus. Presja była ogromna – do tego stopnia, że nie wytrzymał jej sam Jean-Louis Gasset. Doświadczony selekcjoner ustąpił ze stanowiska w środku turnieju, pozostawiając iworyjską kadrę na lodzie.

Emerse Fae: od zera do bohatera

Ostatecznie, po niespodziewanym remisie Ghany z Mozambikiem, Wybrzeże Kości Słoniowej prześlizgnęło się do kolejnej rundy dzięki klasyfikacji zespołów z trzecich miejsc. Nikogo to jednak zbytnio nie cieszyło – kadra była w mentalnej rozsypce, a federacja działała pod ogromną presją. Próbowano nawet dodzwonić się do FFF w sprawie tymczasowego zatrudnienia Herve Renarda, który był na miejscu i teoretycznie mógłby objąć reprezentację do końca turnieju. Wszystkie rozpaczliwe próby zdały się jednak na nic. Ostatecznie w buty Gasseta wskoczył Emerse Fae – dotychczasowy asystent i były reprezentant kraju.

W narodowych barwach Fae rozegrał 42 spotkania, jednak mimo to nie osiągnął w kadrze „Słoni” żadnych sukcesów. Jego piłkarską karierę zatrzymały kontuzje – buty na kołku zawiesił już w wieku 28 lat ze względu na postępujące zapalenie żyły. W świecie trenerskim cały czas był jednak postacią bardzo anonimową, a jego jedynym doświadczeniem było kilka lat pracy w młodzieżowych drużynach Nicei czy Clermont.

Nie ma wątpliwości, że 40-latek stanął przed ogromną odpowiedzialnością – tym bardziej, że rywalem WKSu w 1/8 finału był Senegal. Na mecz ze znakomicie spisującym się obrońcą tytułu Fae dokonał aż pięciu roszad w składzie, i mimo że ekipa Aliou Cisse szybko objęła prowadzenie, to wykazał się sprytem i zmysłem taktycznym, wpuszczając w przerwie na boisko Nicolasa Pepe i Francka Kessie’ego. Ten pierwszy w 86. minucie wywalczył rzut karny, zaś ten drugi go wykorzystał, doprowadzając do dogrywki. Ostatecznie WKS awansowało do ćwierćfinału po serii jedenastek, a ostatni rzut karny wykonał… właśnie Kessie.

Jednak to nie sam instynkt i zmysł taktyczny tutaj wygrał – mecz z Senegalem był zdecydowanie najlepszym występem „Słoni” w całym turnieju. Przez pełne 120 minut ambitnie walczyli o każdą piłkę i gryźli trawę, chcąc przechylić szalę na swoją korzyść. Ciężko było oprzeć się wrażeniu, że właśnie to spotkanie było punktem zwrotnym dla dalszych losów WKS. Kolejne występy tylko i wyłącznie to potwierdzały: w ćwierćfinale z Mali Iworyjczycy odwrócili wynik 0:1 na 2:1 po bramkach zdobytych w 90. i 120. minucie, mimo że od 43. minuty grali w dziesiątkę. Oczywiste jest, że jednym z kluczy do sukcesu był niesamowity charakter.

„Odkąd rozpocząłem mój tymczasowy okres, moje przesłanie było następujące: mam drużynę składającą się z 27 graczy. Wyjaśniłem, że liczę na wszystkich, a oni w to uwierzyli. Uważam, że jeśli zmiennik jest odpowiednio zmotywowany, to zawsze wniesie coś na boisku. Moi piłkarze zrozumieli, że do wygrania PNA potrzebnych jest wszystkich 27 zawodników. Jak widzicie, dokonałem kilku zmian między meczami i mam szczęście, że za każdym razem działają. Lubię angażować wszystkich, nawet tych na trybunach.”

Emerse Fae

Wielowymiarowy triumf

Fae nigdy nie uważał się za cudotwórcę, jednak na pewno odmienił losy piłkarza, którego historia na miano cudu zasługuje. Mowa tu oczywiście o Sebastienie Hallerze. Napastnik Borussii Dortmund 1,5 roku temu usłyszał straszliwą diagnozę, gdyż wykryto u niego nowotwór jądra. Kariera 28-latka stanęła pod znakiem zapytania – przeszedł poważną operację, a także został poddany intensywnej chemioterapii. Ku zaskoczeniu wszystkich, na boisko wrócił zaledwie po sześciu miesiącach – w najbardziej ikonicznych butach, jakie widział piłkarski świat. Mało tego, po powrocie szybko stał się kluczową postacią BVB, ostatecznie w bardzo niefortunny sposób mijając się z tytułem mistrza Niemiec.

Kolejne osiem miesięcy i kolejny pech – kontuzja kostki. Akurat przed nadchodzącym Pucharem Narodów Afryki. Haller pojechał na turniej, jednak przez długi czas wydawało się, że nie wystąpi w żadnym meczu. Ostatecznie zdołał wykurować się na fazę pucharową, podczas której od razu stał się czołową postacią „Słoni” – zdobył jedyną bramkę w półfinale z Demokratyczną Republiką Konga, a także zaliczył decydujące trafienie w finale, przynosząc trofeum z powrotem do domu. To kawał filmowej historii, po której sam bohater nie mógł powstrzymać łez wzruszenia.

Triumf Wybrzeża Kości Słoniowej na tegorocznym PNA to triumf wyjątkowy. Nie tylko ze względu na jego niesamowity przebieg, ale też z uwagi na to, jak wiele poszczególnych wątków spina klamrą. Gdy Seko Fofana notował fenomenalne występy w Lens, jednocześnie odmawiał występów dla reprezentacji narodowej. Powód – skupienie się na grze w klubie. Zrozumiały? Nie do końca, tym bardziej że do kadry wrócił dopiero wtedy, gdy przestał łapać się do składu w saudyjskim Al-Nassr. Iworyjscy kibice szybko przyszyli mu łatkę oszusta, z wściekłością rzucając w niego mięsem w mediach społecznościowych. Do czasu.

Fofana był absolutnie kluczowym zawodnikiem „Słoni” na Pucharze Narodów Afryki. Ma za sobą fantastyczny turniej – rozegrał 618 na 690 możliwych minut i zaliczył asystę przy decydującym golu Oumara Diakite w ćwierćfinale z Mali. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że fani mu wybaczyli – przynajmniej teraz, bo sam Seko wciąż nie jest jeszcze pewien co do swojej dalszej kariery w reprezentacji.

„Szczerze mówiąc, zadaję sobie wiele pytań. Nie wiem, co będzie dalej. To nie jest łatwe. Muszę poświęcić trochę czasu na przemyślenie wszystkiego i podjęcie pewnych decyzji.”

Innym zawodnikiem, którego los odmienił się po zwycięstwie na PNA jest Simon Adingra. Przyjechał na turniej z kontuzją, a w meczu z Gwineą Równikową zagrał zaledwie siedem minut. Niewiele brakowało, a pewnie poleciałby pierwszym możliwym połączeniem do Brighton – tak się jednak nie stało i wystąpił w fazie pucharowej. Ostatecznie udało mu się zaliczyć kilka kapitalnych występów, w tym finał, w którym zanotował dwie asysty. Do Anglii wraca jako mistrz Afryki i najlepszy młody gracz turnieju.

Piłka nożna po raz kolejny pokazuje, że niemożliwe nie istnieje – kadra „Słoni” napisała historię godną najbardziej niesamowitych triumfów w dziejach futbolu. Historię wielowątkową, na której podstawie spokojnie mógłby powstać jakiś film dokumentalny. Mieli odpaść po 0:4 w fazie grupowej, a ostatecznie zgarnęli trofeum, pokonując po drodze obrońców tytułu czy najbardziej zorganizowaną defensywnie drużynę na turnieju.

Adam Kowalczyk

Dodaj komentarz

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑