W Lechii sezon przejściowy w pełni.

Lechia Gdańsk w tym sezonie delikatnie rzecz ujmując, nie zachwyca. Jeżeli ktoś spodziewał się postępów, to mógł się zawieść niczym pracownik oczekujący znacznej podwyżki, który zamiast niej otrzymał bakaliowe środy i owocowe czwartki. Należy zadać sobie pytanie, w którą stronę zmierza ten zespół, w czym tkwi problem i gdzie upatrywać szans.

PODSTAWOWA GARŚĆ STATYSTYK


Lechia zazwyczaj jako pierwsza traci bramkę. W 10 z 16 rozegranych spotkań traciła gola jako pierwsza, co pokazuje, że zespół Stokowca lubi sobie utrudniać zadanie. Jeżeli chodzi o dorobek bramkowy, Lechia strzeliła dokładnie tyle samo bramek co czwarty w tabeli Śląsk Wrocław. Lechia podobnie jak Pogoń większość bramek strzela po stałych fragmentach gry. W ten sposób Lechia zdobyła 13 spośród 21 bramek (najwyższy udział procentowy bramek po SFG w całej lidze).


TYLKO JEDEN ZESPÓŁ SPADA Z LIGI

Najprostszym wytłumaczeniem przeciętnej oraz słabej gry w większość spotkań jest fakt, że tylko jeden zespół po sezonie opuści ligę. Regulamin rozgrywek 20/21 sprzyja zespołom, które postanowiły urządzić sobie tzw. sezon przejściowy. Jeśli dany klub ma kadrę na miejsca powiedzmy 6-10, może sobie przebimbać sezon, a i tak prawdopodobnie nie skończy na ostatnim miejscu, o ile spręży się w spotkaniach ze słabeuszami. Zespół Stokowca działa jak bystry uczeń, któremu nie zależy na stypendium, ale wie, że musi zdać do następnej klasy i robi to bez zbędnego wysiłku. Lechia na ogół nie zachwyca, ale potrafi wypunktować drużyny, które dopiero co awansowały do Ekstraklasy:
– wygrali na wyjeździe z Wartą 0:1,
– wygrali u siebie ze Stalą Mielec 4:2,
– wygrali u siebie z Podbeskidziem 4:0,
– zremisowali w Grodzisku z Wartą Poznań 1:1.


Dziesięć punktów w czterech spotkaniach z beniaminkami, to połowa dorobku punktowego Lechii w tym sezonie. Pozostałe punkty zawodnicy Piotra Stokowca wywalczyli w spotkaniach z Cracovią, Wisłą Kraków, Zagłębiem oraz Śląskiem.

TYLKO UZUPEŁNIENIA

Transfery letnie:
Bartosz Kopacz z Zagłębia Lubin,
Kristers Tobers z Lipawy (sprowadzono na stałe),
Kenny Saief wyp. z Anderlechtu (a właściwie przedłużono jego wypożyczenie).


Transfery zimowe:
Mykola Musolitin z Valmiery,
Jan Biegański z GKS-u Tychy,
Joseph Ceesay z Helsingborgsa.

O ile na ocenę zimowych transferów jeszcze przyjdzie czas, o tyle letnie ruchy można już rzetelnie podsumować. Tobers i Saief już w poprzednim sezonie grali dla biało-zielonych, więc ciężko ich rozpatrywać w kontekście wzmocnień. Docenić należy transfer Bartosza Kopacza, który gra bardzo solidnie i tworzy dobry, jak na warunki Ekstraklasy duet stoperów.

Letnim pomysłem na uzupełnienie kadry było postawienie na młodych zawodników, którzy ostatnio przebywali na wypożyczeniach, czyli Mateusza Żukowskiego i Mateusza Sopoćko. Pierwszy zagrał tylko raz w podstawowym w składzie, ale na tle Wisły Płock prezentował się na tyle słabo, że otrzymał w przerwie wędkę od trenera Stokowca. Jak dotąd uzbierał 98 minut w 6 spotkaniach ligowych. Sopoćko już zdążył pożegnać się z Lechią. Uzbierał nieco więcej minut, ale również nie zachwycał. Raczej nikt nie spodziewał się, że Sopoćko podbije ekstraklasowe boiska, ponieważ w poprzednim sezonie będąc na wypożyczeniu w Podbeskidziu, nie był nawet podstawowym młodzieżowcem.

MARAZM, MARAZM I MARAZM

Lechia potrafi ciułać punkty, ale niestety na tym poprzestaje. Ciężko doszukać się w tym zespole większych pokładów kreatywności, bo nawet jak któryś z zawodników wybija się ponad przeciętność, to za moment reszta ściąga go w dół. Na pierwszy plan wysuwa się środek pola, który bez względu na personalia prezentuje się zazwyczaj przeciętnie bądź słabo. Od Kubickiego raczej nikt nigdy nie wymagał stania się nowym Tonim Krossem, ale jego rozwój w pewnym momencie stanął i Stokowiec, który pracował z nim jeszcze w czasach Zagłębia, nie sprawił, że były młodzieżowy reprezentant Polski podniósł swój poziom sportowy. Tomasz Makowski w zasadzie nie ma atutów poza byciem młodzieżowcem. Ostatnio przynajmniej podejmuje próby strzałów z dystansu, ale wciąż śrubuje statystykę spotkań bez strzelonej bramki na poziomie Ekstraklasy.

Maciej Gajos to już wyższy poziom ligowego dżemiku. Kiedy przechodził do Lechii, wielu kibiców Lecha żartowało, że duet Klimczak&Rutkowski podrzucił do Gdańska konia trojańskiego. Niewiele dziś zostało z piłkarza, który kilka lat temu nieźle się zapowiadał, a dziś nie jest w stanie wziąć na siebie gry cieniującej Lechii w większości spotkań Lechii. Egzon Kreyzu zagrał tylko dwa spotkania i niczym szczególnym się nie wyróżnił. Młody Kałuziński zdążył już wylecieć z boiska w meczu z Jagiellonią i – co gorsza – potem Lechia zaczęła grać nawet lepiej. Nadal musi ciężko pracować, ale daleki jestem od skreślenia 18-letniego zawodnika.

Z oceną Kennego Saiefa można mieć problem. Widać u tego zawodnika jakość czysto piłkarską, ale nie ma liczb. Trzynaście spotkań i aż biją po oczach zera po stronie bramek i asyst. Faktem jest, że w wielu spotkaniach koledzy z zespołu „okradali” go z asyst, ale już przyzwoite 2+3 wyglądałoby zdecydowanie lepiej. Wydaje się, że mógłby z powodzeniem grać na tzw. „kierownicy”, ale ostatnio trener Lechii postanowił wrócić do ustawienia z Saiefem na boku.

Na skrzydłach sytuacja też nie wygląda kolorowo. Conrado zdarzają się przebłyski, ale brakuje mu regularności. Brazylijczyk potrafi zrobić coś z niczego, ponieważ nie kalkuluję. Podejmuje ryzyko i to może podobać się kibicom Lechii. Haydary w ostatnich spotkaniach wygląda tragicznie. Wspomniany wcześniej Sopoćko oraz Mihalik zdążyli już pożegnać się z klubem. Swoją drogą samo sprowadzenie Mihalika było tematem dość kontrowersyjnym, ponieważ w Cracovii zaliczył mnóstwo żenujących spotkań i ktoś, kto postawił na niego, był człowiekiem wielkiej wiary. Kilka dni temu do Lechii dołączył Joseph Ceesay, który w 2020 spadł z ligi szwedzkiej. Bazuje przede wszystkim na szybkości i w dzisiejszym spotkaniu z Puszczą zdobył bramkę już w trzeciej minucie spotkania. Pod koniec pierwszej połowy miał jeszcze jedną doskonałą okazję, ale jej nie wykorzystał. W zimowym oknie dołączył również Ukrainiec Musolitin, ale wciąż czeka na debiut w spotkaniu ligowym.

GŁOWNE ATUTY

O ile można wytykać Lechii braki na wielu pozycjach, o tyle duet środkowych obrońców Kopacz – Nalepa prezentuje się bardzo solidnie i śmiało można powiedzieć, że należą do ligowej czołówki. Co ciekawe Michał Nalepa z trzema bramkami na koncie jest drugim strzelcem w zespole, co powinno uwierać graczy ofensywnych. Dziś nie miał najlepszego dnia – zdobył bramkę samobójczą i miał kilka niepewnych interwencji – ale zazwyczaj gra dobrze.

Promykiem nadziei na lepsze czasy dla Lechii jest Rafał Pietrzak. Zaliczył w tym sezonie już 6 asyst, co prawda aż trzy w meczu z Podbeskidziem, ale w Lechii brakuje piłkarzy, którzy potrafią regularnie asystować i trafiać do bramki. Jeżeli już mowa o asystach, to warto przedstawić również statystykę kluczowych podań:
– Pietrzak 33,
– Kubicki 15,
– Conrado 13,
– Saief 12,
– Paixao 11,
– Fila 10,

Haydary 10,
– Gajos 8,
– Makowski 5.


W Ekstraklasie tylko Bartosz Nowak uzbierał więcej kluczowych podań niż Rafał Pietrzak, co pokazuje potencjał, który drzemie w lewym obrońcy Lechii. Gdyby większa liczba piłkarzy Lechii potrafiłaby wziąć grę na siebie, to ich sytuacja wyglądałaby zdecydowanie lepiej. Grają tak, jak grają, ale czwarte miejsce jest nadal na wyciągnięcie ręki. Przez długi czas dość zachowawcza gra Lechii przynosiła dobre rezultaty. Niestety pragmatyzm przełożył się na znaczący regres, który nie oddaje tabela. Złośliwi mogą powiedzieć, że Lechia, kiedy strzela bramkę cofa się, ale kiedy traci, również się cofa. Nawet spotkanie z Puszczą to pokazało. Lechia szybko strzeliła bramkę na 1:0 i nie zdecydowała się pójść za ciosem, a końcówka meczu wyglądała, jak typowy pomysł Cracovii na spotkanie, czyli wrzutki bez ładu i składu.

Lechia jeszcze nie tak dawno grała w finale Pucharu Polski, a rok wcześniej wywalczyła Puchar i Superpuchar, a dziś stała się drużyną, której głównym celem jest gra na poziomie Ekstraklasy, ale nic więcej. Czy zwolnienie Stokowca mogłoby pomóc? Być może. Trzeba jednak pamiętać, że od jakiegoś czasu Lechia działa na określonych zasadach, które nie każdemu trenerowi mogą odpowiadać, a trener Stokowiec, co by nie mówić, zna już ten klub od podszewki, zdobył zaufanie kibiców zasilając klubową gablotę i zapewne wie najlepiej jakie potencjalne trupy mogą po raz kolejny wyskoczyć z szafy.

PAWEŁ OŻÓG

Znów się spotykamy panie Hyballa

Jest lipiec 2019 roku. Michał Probierz ma po raz pierwszy poprowadzić Cracovię w
europejskich pucharach. Los w pierwszej rundzie eliminacji przydzielił Pasom
wicemistrzów Słowacji DAC Dunajską Stredę. Trenerem gości jest niemiecki
szkoleniowiec Peter Hyballa. Półtora roku później panowie znowu staną naprzeciwko siebie.
Tym razem stawką będzie zwycięstwo w „Świętej Wojnie”, czyli jubileuszowych
200. Derbach Krakowa.

Ze względu na podobieństwo do katalońskiego trenera, nazywany polskim Guardiolą Probierz wielokrotnie dał się poznać kibicom nie tylko jako świetny trener, ale także jedna z najbarwniejszych postaci w naszej lidze. Pochodzący z Bytomia szkoleniowiec wyraźnie daje do zrozumienia, że jest przeciwnikiem zatrudniania w Ekstraklasie zagranicznych trenerów. Uważa, że w ten sposób zamyka się drogę wielu młodym zdolnym szkoleniowcom z krajowego podwórka, a daje się szansę znacznie od nich gorszym. Kwestią dyskusyjną jest to czy ma rację, ale to już sprawa na oddzielny temat.

Pierwszą „ofiarą” obecnego trenera Cracovii był Henning Berg. Norweg w jednym z
wywiadów skrytykował Probierza, że ten jako trener Lechii Gdańsk nie dawał szans na grę
wypożyczonemu w tym czasie z Legii Aleksandrowi Jagiełło. Były piłkarz m. in.
Manchesteru Unite ostrzegł również gdańszczan, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, to żaden
zawodnik z Łazienkowskiej nie dostanie zgody na transfer do Lechii. Michał Probierz nie
pozostał dłużny i na te słowa odpowiedział na łamach Przeglądu Sportowego:

„Dziwię się, że ktoś, kto w ogóle nie stawia na młodzież, wypowiada się w ten sposób.
Proponuję panu Bergowi zająć się swoją drużyną, a nie Lechią. To, że był dobrym
piłkarzem i mówi płynnie po angielsku, nie znaczy, że musi być lepszym trenerem od
Polaków.”

Na tej wymianie uprzejmości się nie skończyło. Przed kolejnym ligowym starciem oliwy do ognia dolał Berg. Na konferencji prasowej przed meczem z Jagiellonią powiedział:

„Być może Michał Probierz odczuwa presję przed tym meczem? On cały czas mówi o
Legii i o mnie. Musi być moim największym fanem.”

Ówczesny szkoleniowiec Jagiellonii odpowiedział w dowcipny sposób. Tym razem nie słowem, a czynem. Podczas przywitania trenerów przed meczem sprezentował Bergowi rozmówki Polsko-Norweskie. Norweg niedługo później został z Legii zwolniony, co zakończyło starcie obu panów.
Dlaczego ta historia ma znaczenie? A no dlatego, że po wyeliminowaniu Cracovii Peter
Hyballa nazwał pasy drużyną… koszykarzy. Krytykował w ten sposób styl gry Cracovii
oparty na dośrodkowaniach w pole karne, gdzie czekali wysocy zawodnicy. Na pytania o
wspomnienia meczu z Cracovią, podczas swojej pierwszej konferencji w roli trenera Wisły
Hyballa odpowiedział krótko:

„Michał Probierz to trener z wielkim doświadczeniem, dużo znaczy w Polsce. Natomiast
jeśli chodzi o styl Cracovii, to opinie na ten temat przed meczem zachowam dla siebie.”

Z drugiej strony krakowskich Błoni w odpowiedzi na pytania czy piątkowy mecz jest
okazją do udowodnienia, że polscy trenerzy są lepsi niż niemieccy oraz znajomość z
Peterem Hyballa słyszymy:

„Ja też jestem niemieckim trenerem, bo mam niemieckie papiery. Na ławce spotka się więc
dwóch Niemców. Znajomość? Whisky z nim nie piłem… Nie znam go, nie wiem, jaką pije, nie wiem, jakie pije wino. Mówię: nie róbmy wrogów! Nie wywołuję wojny. Hyballa przyjechał do Polski i ja mu życzę powodzenia.”

Rzuca się w oczy analogia do jednej z najsłynniejszych wypowiedzi Michała Probierza,
który po porażce z Legią Berga i wątpliwym karnym w 98. minucie rzucił sławetnym tekstem o szklaneczce Whisky.

Brzmi to jak trailer drugiej części filmu, na którą widzowie czekają z utęsknieniem.
Piątkowe starcie możemy śmiało nazywać meczem wielkiej wagi. Jubileuszowe derby,
walka o „rządy” w mieście, debiut nowego trenera. To, że mimo zimowej aury temperatura
będzie wysoka, nie ulega wątpliwości. W poszukiwaniu emocji warto będzie spojrzeć nie
tylko na to co dzieje się na boisku, ale także przy liniach bocznych. Tam pojedynek może
być jeszcze ciekawszy. A jak będą wyglądały dalsze perypetie obu panów? Trzeba życzy
sobie, aby mieli okazję spotkać się jeszcze kilkukrotnie. Na nudę nie będziemy narzekać.

Przemysław Olszewik

Mocne plecy. Felieton Football Info.

Nieodłącznym elementem futbolu są rozgrywki ligowe, zaś nieodłącznym elementem rozgrywek ligowych są awanse i spadki. W Ekstraklasie poznaliśmy już tych, którzy się z nią pożegnali. Ciężko nie zgodzić się, że spadły zespoły, które na przestrzeni sezonu najbardziej na to zasłużyły. Można im współczuć, można się z nich śmiać, można nawet szukać przyczyn porażki. Ale warto również zastanowić się, co tak naprawdę ten spadek dla nich oznacza. Bo jak spadać, to najlepiej tak, żeby nie bolało. 

Czytaj dalej „Mocne plecy. Felieton Football Info.”

EkstraklasaLOVE #7. Edson – król​, któremu Korona nie była potrzebna

W przeciągu ostatnich lat przez polskie kluby przewinęło się mnóstwo
obcokrajowców drugiej klasy i tylko nieliczni przemieszczali się po boiskach klasą
biznes. Dla wielu dużym osiągnięciem była już sama możliwość uzupełniania CV o
nazwy klubów takich jak Polonia Bytom lub Arka Gdynia. Kto z was pamięta choćby
Vladimira Karalića? Nie tracąc czasu na przeciętniaków, powspominajmy
prawdziwego kozaka. Od pracy w sklepie, grę w Marsylii, aż po zostanie gwiazdą
Ekstraklasy. Panie i Panowie oto historia Edsona.
.

Czytaj dalej „EkstraklasaLOVE #7. Edson – król​, któremu Korona nie była potrzebna”

Wspólny wróg. Felieton Football Info.

Ponoć nic tak nie łączy jak wspólny wróg. Nieco z przekąsem można powiedzieć, że w ostatnim czasie przekonali się o tym kibice Lecha, organizując na Twitterze akcje #BiletDlaMuhara. W meczu z Pogonią trener Żuraw w końcu spełnił ich prośbę i odsunął od składu Karlo Muhara, a do gry desygnował Jakuba Modera, utalentowanego młodzieżowca poznańskiej akademii. Kolejorz zagrał rewelacyjne zawody, rozbił przyjezdnych 4:0, a sam Moder otworzył wynik spotkania. Czy kibice od początku widzieli więcej od szkoleniowca Lecha i wystarczyło zrobić jedną zmianę, aby piłkarze Lecha wręcz unosili się nad murawą? A może problem tkwi gdzie indziej? Nad tym spróbuje się dziś zastanowić.

Czytaj dalej „Wspólny wróg. Felieton Football Info.”

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑