To n̶i̶e̶ JEST drużyna.

Massimiliano Allegri pokazał, że dokładnie w miesiąc da się zbudować drużynę zdolną nawet do ogrania triumfatora Ligi Mistrzów i to pomimo absencji ważnych graczy. Plan meczowy, koncentracja, geniusz Chiesa oraz ‚ItalJuve’ to jedne ze składników zwycięskiej mikstury zespołu Juventusu.

Od „To nie jest drużyna” do ‚to jest drużyna i to zwycięska’. Dokładnie w miesiąc.

„Non è squadra” – tak brzmiały słowa, które sam gigant calcio Giorgio Chiellini mówił do Maxa Allegriego podczas domowego meczu Juventusu z FC Empoli. Miało to miejsce przy linii bocznej boiska pod koniec spotkania rozgrywanego 28.08.2021 i zakończonego haniebną porażką 0-1. Gorzka prawda, słowa Giorgione idealnie oddawały stan i nieład Bianconerich. To nie była drużyna, a zbieranina kopaczy, będąca pokłosiem wielu błędów ludzi zarządzających tym klubem, a i spuścizna po Maurizio Sarrim i Andrei Pirlo. Do błędnych decyzji władz Juve wrócimy w ostatnim akapicie…

Jasne, Federico Chiesa to piłkarz wybitny, nie bójmy się używać takich określeń względem niego. Gracz, dla którego postronni fani futbolu mogą śmiało włączać mecz Juve, a nawet koniecznie oglądać każdą z połówek spotkania od samego początku. W meczu z Chelsea gol na 1-0 padł już po 10 sekundach drugiej połowy! Ale Juve wygrał ten pojedynek z Chelsea FC, bo był Drużuną, tak, przez duże ‚d’. Ekipą skoncentrowanych walczaków potrafiących skutecznie zakładać pressing, powstrzymywać grę skrzydłami przeciwnika, wyjść z kontrą, odzyskać piłkę po własnej stracie dzięki funkcjonującej asekuracji. Big Rom, czyli Romelu Lukaku to napastnik potrafiący stwarzać naprawdę duże zagrożenie pod bramką rywali. W pierwszej połowie Belg kompletnie nie istniał (jak i cała gra ofensywy CFC) i miał w całym spotkaniu właściwie tylko jedną bardzo groźną akcję: w 83. minucie, gdy uwolnił się spod opieki Bonucciego, ale strzelił obok słupka. Chwilę po tym na boisko wszedł sam Chiellini, najpewniej po to, by to nie Bianconeri a The Blues grali końcówkę meczu w strachu 😉 Był to stary, dobry Juventus FC znany ze skutecznej gry w defensywie tak jak za najlepszych lat Allegriego w klubie.

Jak wygrać mecz przy nieobecności Moraty oraz Dybali i przechytrzyć Tuchela? Allenatore Allegri miał plan… i to kur*a sprytny.

Wypadają ci napastnicy jak Alvaro Morata i Paulo Dybala, a w kadrze masz jednego nominalnego napastnika Moise’a Keana. Co robisz? Proste i logiczne po meczu, w którym tak wiele funkcjonowało: wystawiam dwóch Federico — Chiesa i Bernardeschi — licząc między innymi na wymienność pozycji, grę z kontrataku, szybkość i nieszablonowość tego pierwszego oraz na to, że Berna przypomni sobie na arenie Champions League, że potrafi grać. Zatrybiło niemalże perfekcyjnie. Już w pierwszej połowie było widać, że zawodnicy Chelsea kompletnie nie radzili sobie z… popularnym w Polsce ‚Fryderykiem Kościołem’ ;-). Efektem tego było kilka fauli właśnie na nim. Również w pierwszych 45-ciu minutach gracze Juve wyprowadzili kilka kontr, które co prawda nie zakończyły się bramką, ale były jasnym sygnałem: szaleniec Allegri dokładnie wie, co robi i robi to dobrze, a malkontenci jak np. część fanów Juve marudząca na taką jedenastkę wyjściową to zwykłe marudy, ot co. Natomiast Bernardeschi może i nie byłby sobą, gdyby nie popsuł niektórych akcji, ale poza kluczową asystą do swojego imiennika miał i Berna inne dobre zagrania, ba bardzo dobre, jak przykładowo skuteczny no-look pass i to między nogami rywala. Czapki z głów!

Rabiot, masz być jak bulterier! Jak wściekły pies! Masz być jak Khedira i Mandžukić i to w jednej osobie!

Był! No, przynajmniej w niektórych momentach meczu…

Sorry, nie mogłem się powstrzymać, by w myśl pierwotną (pewne podobieństwo zachowań Francuza do gry Niemca i Chorwata) nie wpleść cytatów ze znanego i lubianego filmu. Zaś Sami Khedira jako jeszcze zawodnik Juve i „pupilek Maxa” to lubiany nie był, delikatnie rzecz ujmując. Wielu doceniło Mistrza Świata z 2014 roku, dopiero gdy go w Turynie zabrakło. To, co łączy Francuza z Niemcem to moim zdaniem dobra umiejętność czytania gry i ustawiania się, choć oczywiście Sami miał te elementy na lepszym poziomie. Rabiot potrafi wielokrotnie w tylko jednym meczu irytować, ale w wielu akcjach bywa on przydatny i to w defensywie jak i w ofensywie. Fakt, jednej z dobrych kontr Juve z pierwszej połowy nie wykorzystał właśnie on, gdy celne dogranie piłki w biegu go przerosło. Ale było kilka dobrych akcji w jego wykonaniu. Przykładowo świetny przerzut do Cuadrado w drugiej połowie, co pozwoliło Juve na niezłą akcję, a przede wszystkim…

Pół żartem pisząc, widzę to tak: w przerwie spotkania Allegri mówił chłopakom jak mają zagrać pierwszą akcję na samym początku drugiej połowy: „Wycofajcie do Leo i biegnijcie do przodu, Bonucci zrób to co znakomicie potrafisz i poślij długą piłkę na Rabiota, a gdy wygra on pojedynek główkowy, to obaj Federico zrobią resztę. Akcje tego typu, czyli długa piłka na lewe skrzydło do zawodnika potrafiącego wygrać pojedynek główkowy, znamy i pamiętamy właśnie z czasów gry na skrzydle Mandžukicia pod batutą Maxa. Lepiej niż w tych 10 sekundach drugiej połowy to też nie mogło zadziałać. Zresztą grywanie i obecność Rabiota na lewym skrzydle pozornie wydaje się być tak samo absurdalna i bezsensowna jak to było w przypadku Mario, a działa. W szaleństwie jest metoda.

Juventus wygrał również dlatego, bo część błędów z przeszłości została, choć nieco naprawiona.

Przede wszystkim: Allegri jest w domu, a i był wczorajszego wieczoru w swoim żywiole. Nie kto inny jak Massimiliano potrafił niegdyś rozpracować zespoły takie jak Borussia Dortmund i Real Madryt w drodze do finału Champions League 2014/15, a i w sezonie 16/17 pokonał FC Barcelonę z ofensywą Neymar-Suarez-Messi. Jakże pamiętne mecze 3-0 w Turynie i 0-0 na Camp Nou! Nie ma wątpliwości, Allegri ma zmysł taktyczny, to też i Chelsea skutecznie zneutralizował, jednocześnie potrafiąc zagrozić bramce Londyńczyków. W Serie A Bianconeri zaliczyli wielki falstart, a i owszem, ale i z takich opresji sezonu ligowego Max wychodził obronną ręką. Nikt nie wie jak potoczy się ten sezon dla Juve, co do jednego nie mam wątpliwości: dobrze, że Max wrócił do klubu. Błąd, jakim było, rozstanie się z nim i kombinacje z Sarrim został naprawiony. Ten moment i wygranie meczu przy wielu absencjach mogą i powinny być przełomowe.

W akwarium Ligi Mistrzów Max czuje się jak ryba. Dość wymowne były też sceny z wczorajszego meczu, np. wtedy, gdy w końcówce Allegri mocno wkurzał się, kiedy sędzia odgwizdał faul Cuadrado w narożniku Chelsea. Brakło w sumie, tylko by zdjął z wściekłości marynarkę i rzucił ją na murawę, tak jak to już kiedyś zrobił. Kulminacją była scena po dokonanej zmianie Keana za Chiesę i kopniak w tyłek Federico, gdy ten przechodził obok niego… Jak pokazać MVP meczu, że zagrał świetne spotkanie? Prezentuje Max Allegri 😉

Jako kibic Juventusu oraz fan calcio uważam za ważne, by w klubie było funkcjonujące ‚ItalJuve’, które w ubiegłych latach nieco zanikło. Jest to dla mnie ważny aspekt nie tylko jako dla nostalgika, ale po prostu przez wiele dekad dawało to świetne efekty klubowi. W letnie okienko wrócili z wypożyczeń Włosi jak Luca Pellegrini, Mattia de Sciglio, Daniele Rugani oraz Mattia Perin. Można się sprzeczać odnośnie jakości każdego z nich, ale faktem jest, że Allegri potrafił niegdyś i z graczy jak Padoin czy Sturaro wykrzesać maksimum i uczynić ich przydatnymi w kadrze.

Dwójkę w osobach wychowanka klubu Moise Keana, oraz Manuela Locatelliego zostawiłem na koniec. Bo oni to nie tylko ‚ItalJuve’, ale i gracze identyfikujący się z klubem, oraz tacy, z którymi i część fanów powinna się łatwiej identyfikować. To ważne skoro w klubie nie ma już tuzów jak Andrea Barzagli i Gianluigi Buffon, oraz Il Principino, który pojawi się w ostatnim zdaniu tego tekstu. W przypadku Locatellego równie ważne jest to, że po jego wyczekiwanym transferze do Juve liczba włoskich Mistrzów Europy 2021 wzrosła do pięciu. Poza tym w seriach rzutów karnych fajnymi obrazkami była widoczna więź i przytulanki duetu Chiellini-Locatelli :).

A skoro mi humor jakoś dopisuje, to warto dodać, że w ten wieczór z Champions League i na murawie stadionu Juve obecni byli też (w roli ekspertów tv, ale jednak) wesołek Patrice Evra i ‚Mały Książę’ Claudio Marchisio, więc co mogło pójść nie tak? 😉

Antek Tomkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s